Nie przepuszczałam, że kiedyś o tym będę pisać, no ale spodziewaj się niespodziewanego. W każdym razie, ostatnio po głowie chodziły mi dwa tematy, i jeden z nich, nasuną mi się po przesłuchaniu jednego z odcinków podcastu Marysi Krasowskiej. Podcast Bez Sensu. Ogółem, jest to dziewczyna rok starsza ode mnie, o wielkiej puli zainteresowań i hobby. Poznałam ją na kanale YouTube, robiła vlogi z podróży. Z podróży pisała też blogi. Do tego zajmowała się tańcem i akrobatyką, pisze książki, w wolnych chwilach gra fortepianie (czy czymś takim klawiszowym), gitarze, czy ukulele. Do tego surfuje, prowadzi kolonie w wakacje, i obozy w czasie zimowym, o tematyce (kiedyś) tańca i akrobatyki, filmowej, książkowej, surfingowej i nie pamiętam co tam jeszcze. A! No i ma jeszcze ten podcast. Ja ją podziwiam, że ona znajduje na to wszystko czas, nawet jak jej taniec i akrobatyka odeszły, przez problemy zdrowotne, no ale still, sporo ma opcji, czym się zająć. Jej widzowie/obserwatorzy, to głównie młode, a nawet bardzo młode osoby (czuję się staro w tym towarzystwie 👀😅), ale przynajmniej wiek mój i Marysi się zgadza 😛. W każdym razie, o wiele bardziej wole obserwować taką osobę, za to jaką osobą jest, bo ja ani nie tańczę, ani nie surfuję, niż jakiegoś sztucznie "wyprodukowanego" influensera, co nie ma niczego do zaoferowania. W każdym razie, z racji tego, że obserwatorzy są młodzi, Marysia często chce im przekazać coś wartościowego. W większości tematach ja się z nią zgadzam i w gruncie rzeczy ona jest na tyle normalną osobą, w sensie, że te subskrybenty, czy inni obserwatorzy, ich ilość, nie zrobiło jej nie wiadomo czego z głowy, że mimo tych liczb normalnie stąpa po ziemi, sodówa nie uderzyła, dzięki czemu te młode osoby mogą z niej brać przykład, może ona być autorytetem w przeciwieństwie do tych wszystkich sztucznie "zrobionych", wypromowanych, pustych influenserów. I dlatego w związku z tym, oraz tym, że temat był też w którejś z jej książek, do tego chyba było to tak zwane Q&A na Instagramie z tym tematem, co zainspirowało ją do nagrania tego podcastu, bo widziała jakby popyt na to i że się to może przydać młodym dziewczynom, bo ten temat jest właśnie skierowany głównie do dziewczyn. Bo jest o okresie.
Szczerze mówiąc, to z początku trochę lekceważąco do tego podeszłam, no bo najważniejsze rzeczy dotyczące okresu, to ja wiem,. Jednak wtedy z braku laku, bo nie miałam sobie czego w tle puścić i pomyślałam, że sobie ten odcinek podcastu puszczę, na zasadzie, a może coś ciekawego jednak uda mi się wychwycić, i byłam ciekawa, jak, w jaki sposób Marysia będzie o tym mówić. I, jak ja się zdziwiłam. Dziewczyna gadała o okresie, jak o każdym innym temacie, czyli normalnie. Z grubsza, to faktycznie byłam w temacie, ale kurde, były takie drobnostki, o których nie wiedziałam, i były szczególiki, które były na zasadzie, że mając pewne informacje, to były logiczne, a inne, że mając podstawowe informacje też były logiczne, ale dopóki ktoś tego nie powiedział na głos, to ten szczegół był niezauważony. I przy takich drobnostkach, albo tych co do mnie doszły dopiero, jak zostały wypowiedziane głośno, to ja byłam jak w tym memie, "puaaaa".
I to dało mi do myślenia, coś co też niby miałam w głowie, ale najwyraźniej jednak, potrzebowałam ponownego olśnienia, że jaką człowiek nie posiada wiedzę, to warto nadal się dowiadywać, nawet tych szczegółów i szczególików. Zawsze można dowiedzieć się czegoś nowego. Warto mieć otwartą głowę. Ale to nie było jedyne przemyślenie, które powstało w mojej głowie.
Słuchając sobie ten odcinek podcastu, od razu słyszalne było normalne podejście autorki do tematu. O wszystkim mówione było prosto i wprost, co by każdy zrozumiał, bez kręcenia, bez owijania w bawełnę. Przy czym zaznaczała, że nie jest ekspertką i w pewnych kwestiach warto jednak iść do specjalisty. Tak wygodnie tego się słuchało, na luzie, nie wiem czy chociaż były jakieś podpunkty wypisane, ale wszystko było jako tako z ładem i składem, płynnie było przechodzone z jednego do drugiego tematu. DO głowy przyszła mi myśl, że coś takiego młode dziewczyny powinny to usłyszeć. Powinny to usłyszeć od swoich matek, ale wiadomo jak jest. Gdyby słyszały od matek, to u Marysi w tym Q&A nie byłoby takiego odzewu.
No właśnie, co do tego, że dziewczyny powinny dowiadywać się, przynajmniej w najmniejszym stopniu, coś o okresie od swoich matek. Okazało się, że jest to nadal w jakiś sposób temat tabu. Myślałam, że od momentu mojego dorastania się pozmieniało, szczególnie, że na przykład moja siostra cioteczna miała o tym rozmowę ze swoją matką, a jest sześć lat młodsza ode mnie. Albo swego czasu w internecie te wszystkie baby od makijażów zaczęły rozmawiać i normalizować temat okresu. Choć w sumie miałam swoją rówieśniczkę, którą matka coś tam poinformowała i dała książkę edukacyjną, tak żeby mogła dowiedzieć się czegoś więcej. W końcu pewnie matki też nie mają pełnej wiedzy (co też jest normalne). Dziewczyny powinny mieć taką rozmowę, nawet jak nie czuje się jakaś matka dobrze z tym tematem, to przynajmniej cokolwiek powinna córce przekazać. Właśnie zadbać o jakieś treści edukacyjne. W innym wypadku taka dorastająca dziewczyna przechodzi przez to wszystko, co jej matka, bo ona sama nie dostała takiej wiedzy i nawet jak coś wie, to pewnie nie wie wszystkiego, i koło niewiedzy się zatacza.
Funkcjonowanie w niewiedzy nie jest wygodne, ani przyjemne. Kiedy nie wie się, co dzieje się z twoim ciałem, zaczynasz myśleć, czy wszystko z tobą w porządku, czy to tak ma być, czy to coś nie tak, jak rozpoznać, czy coś jest normalne, a coś jest alarmujące w jakiś sposób. W momencie, kiedy ja dorastałam, moje informacje zaczynały się, i kończyły, na tym, czego dowiedziałam się w szkole na przedmiocie zwanym "przyroda". A na tamten moment, to nie wiele, no ale w sumie to zawsze coś. No i wiedziałam tyle, tak w skrócie, że kiedy kobieta nie zachodzi w ciąże, to krwawi. Wiązało się to też z tematem pojawiania się dzieci na świat, bo człowiek nasłuchał się na lekcji w szkole, a potem chciał weryfikować to u rodziców, i przy okazji sprawdzić, czy mówią prawdę. Kiedy chciałam się dowiedzieć czegoś od swojej matki w jednym, czy drugim temacie, to słyszałam odpowiedzi wymijające, czy takie, żeby dać znać, że nie chce o tym rozmawiać, a o tym skąd biorą się dzieci, odpowiadała, że przynosi je bocian albo znajduje się je w kapuście. I jakie było zdziwienie mojej matki, kiedy zaczęło mi piersi rosnąć (teraz po czasie, zawsze jak o tym sobie przypomnę, to mnie bawi 😅). A jak dostałam pierwszego okresu, to jedyne co mi powiedziała, to że ta mała podpaska (czyli wkładka), to się bierze na początku i końcu okresu, przykleja do majtek, a tak na to większe krwawienie, to te duże podpaski, w sensie na przykład te zwykłe z firmy Always ze skrzydełkami. Nawet pisanie tego brzmiało idiotycznie 😆. W tamtym czasie ratowałam się tym, co ta wspomniana wcześniej rówieśniczka , z którą wtedy się kumplowałam, coś powiedziała, czymś się podzieliła, walnęła jakąś ciekawostką. Też z początku no to mimo tej ciekawości, no to dwanaście lat, to ja byłam dzieckiem, ja miałam dużo więcej innych rzeczy do roboty, plus ja miałam przerwę od okresu, rok, to też nie miałam przypominajki w tym temacie. Za to jak już wrócił, i o sobie przypomniał po tym roku to całkiem nieźle, bo na trzy tygodnie przyszedł (konsultowane to było z lekarzem, wszystko było w porządku, lekarka powiedziała, że to przez to, że był ten rok przerwy, a okres się w końcu skończył). W każdym razie, w pewnym momencie to zainteresowanie tym tematem przyszło, i co jakiś czas próbowałam się czegoś dowiedzieć. Z początku wyglądało to tak, że ja tak wewnętrznie krępowałam się coś wpisać w internecie, bo to już era internetowa. Przetransferowane zostało mi to, że jest to temat tabu, temat wstydliwy, a jak masz okres, to ukrywaj się z tym, ukrywaj podpaski, i nie mów o tym nikomu. Brakowało aby nazwanie w te dni "nieczystą", jak w pewnej książce ze starym testamentem. I jak coś z trudem wydukałam, i z początku to nawet chyba w oknie incognito, to z trudem wciskałam enter. Nawet czytanie sprawiało mi zawstydzenie, tak przy samej sobie. I to tak po jednej rzeczy wyszukiwałam, jak co jakiś czas coś się we mnie obudziło, że byłam czegoś ciekawa. I cały czas mnie to krępowało, że ja to czytam, mimo, że zawsze to robiłam w zaciszu swojego pokoju, albo przynajmniej tak jak ktoś nie widzi, w telefonie. Z czasem to trochę przeszło, ulżyło. O dziwo te filmiki, o których wspominałam, tych wszystkich bab internetowo makijażowych dużo zrobiły, no bo one tak no, normalnie o tym mówiły, potem moda się zrobiła, na mówienie o okresie, sprzętem okresowym, co dobre, co nie dobre, co ekologiczne, a co nie, co komu się sprawdzało, a co nie, i nowe jakieś te sprzęty tez wychodziły, jakieś wynalazki. No i tak powoli, stopniowo, ziarnko do ziarnka i w końcu wiedziałam co się dzieje z moim organizmem, wiedziałam w końcu, że pewne rzeczy dziejące się, o które niegdyś się niepokoiłam, okazywały się normalne. A zaś jak coś się działo, to nic matce nie mówiłam, bo myślałam, że albo to moje wymysły, albo i tak mi matka nie pomoże, nic nie powie. To też pewnych rzeczy tak od razu nie załapałam, bo to też kwestia była wieku, czy to dobrze rozumiałam, albo ta wiedza była, trochę nie wiedziałam o co chodzi, ale potem mi się to wyjaśniało, jak byłam starsza. Też pewne rzeczy, jak się domyślam, się trochę zmieniają razem ze zmieniającym się wiekiem, w końcu wiek człowieka idzie do przodu, nie do tyłu, organizm ludzki się zmienia wraz z wiekiem. Ja nawet właśnie wspomniane szczególiki, między innymi w tym podcaście Marysi gdzieś wraz z przesłuchaniem się dowiedziałam, a jakieś swoje lata mam, i mogło by to by się wydawać, że czego ja tego nie wiedziałam. Albo jak pod pewnym względem chciałam się doinformować, doedukować, to też googlałam, a jak czytałam, to czułam się jak debil, że tego czegoś nie wiedziałam. No zawsze lepiej późno, niż wcale 😅. I o ile życie by było prostsze, gdyby posiadałoby się w jakiejś części tą wiedzę.
Słuchając tego podcastu Marysi Krasowskiej doszłam do wniosku, że coś takiego powinnam posłuchać, gdy dorastałam, i ogółem dziewczyny, które dorastają powinny go posłuchać, albo coś podobnego. Bo tak jak ja, to ja już czuję tą różnicę między mną a teraźniejszymi młodymi osobami, a Marysia, przez to, że ma z nimi kontakt, z takimi osobami, w przeróżnym przedziale wiekowym, od dzieci, przez nastolatków, do młodych dorosłych, to jej lepiej dotrzeć do nich. Dobrze by było, żeby coś takiego było na wyciągnięcie ręki, jak ten podcast, czy cokolwiek innego, podobnego, żeby jak taka dziewczyna sobie wpisze, żeby jej się to wyświetliło. Albo jak ktoś trafiłby na taki podcast, czy może jest obserwatorem Marysi, a może tak jak ja randomowo przesłuchałam, to powinien podzielić się tym z dziewczyną, która by tego potrzebowała. Jakaś siostra, kuzynka, znajoma, przyjaciółka, szczególnie, jak ma się kogoś młodszego, i do tego widać, że im się przyda da wiedza, że one potrzebują tej wiedzy. Myk, podesłać link, i już biedna dziewczyna nie jest zdezorientowana, nie zostje bez odpowiedzi, jak jej matka powie coś w stylu "a za młoda jesteś", "a nie interesuj się", "a po co ci to potrzebne", "przyjdzie czas, to się dowiesz" (ta, i przychodzi czas i się nie dowiadujesz).
Obserwując rozwój internetu, oraz treści w nim, patrząc też na te treści beauty, z kosmetykami, makijażami, outfitami i tak dalej, gdzie właśnie zaczynało się mówić o okresie, tych treści zaczynało pojawiać się coraz więcej, mówienie o tym stawało się powoli czymś normalnym, czymś gdzie autorki tych treści zaczęły mówić o tym bez krępowania się. Teraz twórczynie normalnie o okresie mówią, wspominają o nim. Choć niektóre jak coś mówią o tym okresie, to brzmi, jakby wspominały o nim tylko po to, żeby pokazać, że się nie boją, krępują o tym mówić, albo zwyczajnie brzmi to jak popisywanie się tym, że one o tym mówią. W każdym razie przez to co działo się w internecie, czy na przykładzie mojej siostry ciotecznej, która tam sobie z mamą porozmawiała, no właściwie odwrotnie, mama z nią, to myślałam, że sytuacja się poprawiła z informowaniem młodych dziewczyn, dziewczynek, ale po tym O&A u Marysi, okazuje się, że no jednak nie do końca. Nadal z tym tematem jest coś "nie tak". To jest trochę smutne, trochę niepokojące, nie wiem trochę jak to określić. No tak dla mnie osobiście, jest to trochę uwierające, trochę irytujące, że temat okresowy to nadal temat tabu, nadal się o tym nie rozmawia, jak o czymś normalnym, zwyczajnym, że w pewnym momencie to się zaczyna dziać, że nadal to jest coś to ukrywania i wstydzenia się. A jeszcze jak w niektórych przypadkach dochodzi do tego wiara, religijność, to już w ogóle. Warto też zaznaczyć, że wyniki Q&A, u Marysi, a właściwie ankiety, która z niego wynikła, to było to sprawdzenie wśród jej obserwatorów, jej społeczności, do tego pewnie nie każdy wziął udział w ankiecie, ale nadal, nie pamiętam dokładnie, ale ponad połowa chciała, żeby ten podcast o temacie okresowym powstał, na tej społeczności nadal to pokazuje, no że jest jak jest.
Kiedy "poszłam" po link do tego epizodu podcastu, zerknęłam na komentarzem Spotify zrobiło taką możliwość, to wiele jest tam podziękowań, że komuś faktycznie on pomógł, że komuś się przydał, wiele mówiło, że wyjaśniło wiele rzeczy, inne, że na pewno komuś się przyda ten podcast, ale wiele też wspominało, że rówieśnicy widząc podpaskę w plecaku, czy czymś, mieli "świetny" temat do żartów, choć podejrzewam, że dużo dzieciaków nawet z nabytą wiedzą by się nabijali (nie, to nie jest okey), no bo dzieciaki będą dzieciakami. One zawsze znajdą sobie temat do nabijania się z kogoś. I były komentarze, że właśnie matki to tak średnio chcą o tym rozmawiać, że to nadal kłopotliwy temat, że ogółem dorośli nie chcą, nie umieją, nie potrafią o tym rozmawiać.
Ten epizod podcastu wyszedł ponad rok temu, ja go nie przesłuchałam od razu i tak samo nie powstał od razu ten wpis 😆. Zaczęłam go pisać pod koniec zeszłego roku... Chciałam, żeby inaczej działo się na tym blogu od początku tego roku, nawet urodził mi się plan działania, no ale tak, ty se planuj planuj, a i tak życie zweryfikuje 😝. Ja może po prostu przestanę planować, bo to nie wychodzi 😛. Chciałam więcej coś tu działać na tym blogu, ale ta dwójka (a przed chwilą jedynka) koło tego roku w liczbach wpisów wszystko wyjaśnia. Ubolewam nad tym.
Dobra, koniec tego, użalania się.
Tu są linki do tego epizodu podcastu, Instagrama i YouTube Marysi Krasowskiej i czas na mnie. Zdjęcia obrabiać, czy coś. Nie wiem.
A tak na serio jutro mam wycieczkę na pięćset pięćdziesiąt kilometrów, do Wrocławia.
🎧 Link do podcastu TU
🟥 YouTube
Adieu.
