Ja się tu zajmuje moim elaboratem, a dodatkowo sama sobie zawracam czymś innym głowę, więc pomyślałam, że walnę playlistę z resztą utworów z zeszłego roku, których jest mi szkoda tak po prostu zostawić bez umieszczenia w żadnej playliście 😂. Ja tu już nic więcej nie będę pisać, zostaje sama muzyka, więc miłego słuchania i Adieu!
PS. Playlista stworzona za pomocą trybu losowego na YouTube 😆.
1. Imagine Dragons - Sirens
2. NF - Hate Myself
3. Disturbed - Won't Back Down
4. Yungblud - Mad
5. Five Finger Death Punch - Times Like These
6. Disturbed - Love to Hate
7. Aurora - Blood In The Wine
8. Falling In Reverse - Losing My Life
9. Yungblud - Cruel Kids
10. Slipknot - H377
11. Falling In Reverse - Superhero
12. Nickelback - Skinny Little Missy
13. Muse - We Are Fucking Fucked
14. Nickelback - Standing In The Dark
15. Hollywood Undead - Hourglass
16. Falling In Reverse - Losing My Mind
17. Hollywood Undead - Ruin My Life
18. Stromae - C'est que du bonheur
19. Palaye Royale - Fever Dream
20. Falling In Reverse - I'm Not A Vampire (Revamped)
Po tym, jak Tyler Rake przybił piątkę ze śmiercią, ale jednak zrezygnował z tej znajomości, po długim czasie wybudza się ze śpiączki. Dochodzi do siebie, lokuje się na odludziu w Austrii i sobie żyje tak jak przed tą (prawie) śmiercionośną misją z poprzedniego filmu. Trochę tu nawiązują do początku produkcji z 2020. Piesek, kura, jakieś piwko. Gdy przegląda jakieś rzeczy ze swojego życia, których nie ma jakoś za wiele, możemy poznać trochę to, co go trapi. Jednak długo się nie nasiedział i wkrótce przyjechał do niego koleś mówiąc mu, że jest robota. Ma też dla niego odpowiednią motywację. Dlatego Tyler organizuje sobie przydomową siłownię i wracając do formy robi sobie przy okazji rehabilitację.
Gdy przychodzi czas, Tyler ze swoimi ziomkami, rodzeństwem Nik i Yaz, no i pewnie innymi ludźmi, wyruszają na misję na terenie Gruzji. Mają wydostać matkę z dwojgiem dzieci, którzy pod przymusem gangstera "mieszkają" w więziennej celi. Gangster ten, to chory pojeb z sekty, tak samo, jak i jego bart, z którym tą sektą rządzi. Wchodzimy do tego więzienia razem z Tylerem i od tego momentu idziemy razem z nim. Od dotarcia do celi, w której była rodzina, po przez więzienną podróż i walkę, aż do wyjścia poza teren więzienia, ucieczkę od gangsterów i znalezienie się w bezpiecznym miejscu. Wszystko tutaj płynie, ujęcia, montaż, działania głównej postaci, choreografia walk oraz jej wykonanie. Obserwujemy, jak główny bohater wykonuje plan, oczywiście z pomocą reszty teamu, jak radzi sobie z przeszkodami oraz widzimy jego umiejętności. W tą sekwencję włożona została dwódziesto minutowy one take shot, czyli cięcia są schowane między ujęciami i wszystko wygląda, jakby kręcone było jednym ciągiem. Cały czas coś się dzieje, bijatyki, strzelaniny, różne wybuchy i pościgi. To się tak dobrze oglądało, tak gładko to wszystko szło, że nawet nie spostrzegłam, że czas trwania filmu doszedł do prawie połowy. Oczywiście cały film jest tego pełen, ale to ten moment jest najbardziej ikoniczny, głównie dzięki temu one take'owi. Bardzo podobało mi się, jak kamera powodowała, że miało się uczucie, jakby szło się razem z Tylerem, oraz obserwowanie tego co robi, czyli wykonuje swoje zadanie według planu, którego nie znamy i dowiadujemy się o nim, gdy Rake coś zrobi, powie, skonsultuje z teamem. Scena, której fragment był zapowiedzią tego filmu, czyli Tyler walczący ze wszystkimi na około na więziennym spacerniaku, w pełnej wersji była genialna. Choć trochę żałuję, że ten fragment zapowiadał ten film, bo czerpałabym z niego więcej w trakcie oglądania filmu. Poza walczącym Rake'm, walczyli tam każdy z każdym, jest kompletny rozpierdziel i chaos i z racji tego iż to miał być one take, to ta duża ilość osób musiała być pod kontrolą, trzeba było skupić się nie tylko na głównym bohaterze, ale i całej reszcie, żeby to wszystko wyglądało wiarygodnie. Kiedy wydostali się z więzienia, był pościg. Tyler z rodziną i teamem był ścigany przez Nagazi, czyli tą gangsterską sektę. I ten pościg był piękny. Pomijając to, że to one take, to wszystko realnie wygląda, bo realnie były robione. Nie było tam żadnego green screena. Normalnie kaskaderzy byli wywracani w samochodach i z motorów. Był tu moment, gdzie dwa auta robią fikołki i lądują na jakichś rurach, on mi zapadł w pamięć, bo one sobie zrobiły tego fikołka i wylądowały tak naturalnie, w sensie, nic tu nie ulepszali, żeby te auta zrobiły jeszcze kilka piruetów i na dodatek wybuchły po wylądowaniu, to też daje wrażenie, iż coś takiego mogło się wydarzyć. Gdy kolejną część Tyler i reszta podróżuje pociągiem, są atakowani z powietrza i latają koło tego pociągu helikoptery. Rodzina jest chroniona przez całą trasę. Poza bijatykami i strzelaninami, było też zestrzelenie helikoptera. Niektóre rzeczy podziwiam dwa razy, bo raz podczas oglądania filmu, i drugi raz, podczas oglądania materiałów zza kulis. Na przykład scenę, gdzie helikopter lądował na wagonie, on faktycznie lądował na tym wagonie. Jeszcze z dubli wybrali takie mniej idealne ujęcie, bo ten co był za sterami tego helikoptera zrobił to perfekcyjnie i reżyser stwierdził, że ludzie nie będą mieli wiarygodności podczas oglądania filmu, nie uwierzą, iż było to na serio robione, a właściwie latane. Wracając na chwilę do początku całej tej akcji w więzieniu, to jej początek miał w nocy, a potem w trakcie jej trwania, było widać, jak robi się coraz jaśniej, że powoli robi się dzień. Dało to wrażenie, że czas mijał i że to nie była szybka akcja. Już po wszystkim, jak wszyscy bezpiecznie lecieli sobie samolotem, pod wpływem pewnej wymianie zdań, Nik zadaje pewne pytanie, dzięki któremu dowiaduje się, i to nie od Tylera, jaki był główny powód, że przyjął to zlecenie. Pokazało to, jak chłop jest zamknięty w sobie, po swoich przeżyciach i ile inne osoby wiedzą o nim.
Będąc sobie w bezpiecznym miejscu, w Austryjackim hotelu, było chwilę spokoju, lecz przez pewne okoliczności znajduje ich Zurab, ten drugi z tych dwóch pojebów, co chciał zemścić się po śmierci brata, Ekipa Rake'a od razu zaczęła działać. I tak jak w pierwszej części tego filmu można było oglądać oglądać, jak podążają za wcześniej przygotowanym planem, tak w tej części można było oglądać ich, kiedy tego planu nie mają i muszą działać, myśleć, podejmować decyzje na bieżąco. Przy okazji ponownie widzimy doświadczenie ich wszystkich w tym co robią, w takich okolicznościach. Chcą się wydostać z bardzo wysokiego budynku hotelu, ale po drodze występują pewne komplikacje. Walki, że tak to ujmę, obejmują budynek i teren tego hotelu. Zurab przyjechał z całym arsenałem i miał ze sobą wszystkich. Od uzbrojonych ludzi, wielkiego chłopa, który wyglądał trochę jak taki mały arsenał, po snajperów z granatnikami, czy helikopter z wielką spluwą. A do tego jeszcze policja. Więc ponownie strzelaniny i wybuchy. To wszystko również dobrze się oglądało. Podobało mi się, jak wykorzystano jeden budynek, w którym działa się cała akcja. Wybuchające drzwi windy, śmiercionośna bieżnia. Ja się śmiałam do siebie, że rozwalają cały budynek z zewnątrz i w wewnątrz. Po trudach i znojach, oraz w niepełnym składzie, Tyler i reszta ucieka helikopterem, i chłop zabiera ich na swoje odludzie. Ponownie jest chwila spokoju. Po rodzinę przyjeżdża pewna osoba, z którą Tyler sobie porozmawiał, co też daje spojrzenie na postać Rake'a.
Na finalną akcje, żeby zakończyć sprawę, Tyler wyrusza sam. I ona mi się tak średnio podobała. Nie była zła, ale ta scena to najsłabsze ogniwo tego filmu. Mogli się bardziej postarać muszę przyznać. Trochę to wyglądało, jakby chcieli jakoś fajnie ten film zakończyć i wymyślili coś na szybko, albo po prostu chcieli coś prostego, bo cały film był wypasiony. A na koniec pewna postać (znowu) narobiła maniany i dlatego Tyler i Nik wpadli w kłopoty, ale ostatnie sceny mówią, że to nie koniec opowieści z Tylerem Rake'm. Krążą głosy, iż rozpoczęły się prace nad trzecim filmem z tytułem "Extraction". Ja z przyjemnością zobaczę ten kolejny film. Reżyser wygląda na takiego, co musi mieć robotę porządnie zrobioną, więc mam nadzieje, że nic się nie zmieni w jakości tej serii filmu.
"Extraction II" to świetny film z gatunku akcji. Fabuła jest prosta, ale w takich filmach głównie chodzi o to, żeby coś się działo, a dzieje się bardzo dużo. Dziewięćdziesiąt procent filmu, to akcja, dużo różnorodnych walk, od tych walk wręcz, po używanie różnych broni, helikoptera, czy elementów siłowni, świetne choreografie tych walk, no cały czas coś się dzieje, a do tego wszystko płynie, ujęcia i montaż robią robotę. Wszystko jest wiarygodne, bo wszystko było realnie robione, choć też wiadomo, że pod pewnymi względami trzeba było posiłkować się blue screenem, no bo nie odpalaliby pociągów nie wiadomo ile, kręcąc nie tylko z zewnątrz ujęcia, ale i w wewnątrz. No ale to, że w ogóle wzieli pociąg, no to szacun. Do tego realnie lądujący na nim helikopter i prawdziwie zrealizowany pościg. Głównie to w takich przypadkach używane są green, blue screeny i grafika komputerowa, więc podziwiam, jaką drogę reżyser wybrał. Do tego większość kaskaderki Chris Hemsworth wykonywał sam, żeby dodać realności filmowi, żeby to było przekonywujące na ekranie i wykonał bardzo dobrą robotę. Ale też Golshifteh Farahani, grająca Nik, również podjęła się wykonania kaskaderskich wyczynów, czy Adam Bessa, grający Yaza, który uciekał przed wybuchającym samochodem na planie. Fajnie też, że dali taki szczegół, że gdy coś działo się w Austrii, to słychać język niemiecki, gdy coś działo się w Gruzji, albo postacie są z Gruzji, to słychać ich język. Zazwyczaj, jak jest jakiś film, to nieważne gdzie akcja się dzieje, to wszyscy rozmawiają po angielsku. W tym filmie poznać można postać Tylera Rake'a. W pierwszym filmie są szczątki informacji, głównie skupili się na zadaniu jakie Rake ma wykonać, a w drugim poznajemy trochę jego przeszłości, co go gryzie, dzięki czemu można zrozumieć jego motywacje. Dłuższy udział miała tez postać Nik, i bardzo dobrze, bo w pierwszym filmie wzbudziła u mnie zainteresowanie, a w drugim ją polubiłam. Dodatkowo widzimy ją w akcji. W pierwszym filmie to ona pojawiała się na chwilę, a tu pokazała swoją profesję, że tak to ujmę.
Cóż, ode mnie to tyle, chyba napisałam co chciałam, choć jak zwykle miałam trochę inaczej w głowie to co chciałam napisać i po drodze wena odleciała. Ehh... Może to dlatego, że ostatnio to ja przeboćcowana jestem i moja głowa nie wie czego się zaczepić. No, teraz będzie jedna rzecz mniej 😆. Poniżej daję trochę materiałów zza kulis, gdyby ktoś jest zainteresowany czymś takim, jak ja jestem. Mnie to fascynuje, jak się filmy robi i tak dalej. Mnie ciekawią takie rzeczy, to się nimi podzielę, bo to będzie lepsze, niż miałabym pisać o tym 😂.
To ja wracam do piwnicy pisać swój elaborat.
Adieu.
Chris Hemsworth & Director Sam Hargrave Break Down the 21 Minute Oner in Extraction 2 | Netflix
Chris Hemsworth Fights Baddies on a Moving Train | Extraction 2 | Netflix Philippines
Making Of TYLER RAKE: EXTRACTION 2 - Best Of Behind The Scenes & Fight Training With Chris Hemsworth
The Rescue Team Behind the Stunts of Extraction 2 | Netflix
Small Details You Missed In Extraction 2
Extraction 2 | Behind the Scenes With Chris Hemsworth | Netflix
Z Witcherem mam dziwną relację, bo z jednej strony mi się podoba, a z drugiej coś mnie gryzie. Mimo, że na początku było mówione, że będzie to serial wdzięczny książkom, to ja i tak brałam to na dystans, bo wiadomo jak jest. Oczywiście fajnie było oglądać sceny w pierwszym sezonie, które faktycznie miały elementy z książki i bardzo mi się podobało, jak zostało to zrobione, nakręcone. Drugi sezon miał swoje mankamenty, ale mimo to też mi się podobał. Ale pomimo, że oba sezony mi się podobały, to miałam coś takiego, jakbym nie była pewne tego, czy mi się to rzeczywiście podoba. Nawet nie wiem jak to opisać. Wydawało mi się, że to przez głos ludu, który był sceptycznie nastawiony do tego serialu, temu co się nie podobały kostiumy i ogólnie, który miał jakieś "ale". Czy tak jest nie wiem. Teraz przed trzecim sezonem pojawiają się u mnie obawy. Pewne głosy mówią o tym co Netflix powymyślał. Mam nadzieje, że nie odpłyną za daleko. W razie co, to przynajmniej pooglądam Henry'ego Cavilla ostatni raz jako Geralta, bo po tym sezonie on się wylogowuje z tego serialu, a lubię go w tej roli. Pierwsza połowa trzeciego sezonu premierę będzie miał 29 czerwca.
The Witcher: Season 3 | Official Teaser | Netflix
2. Autoboty wyglądają zza rogu.
Już dziewiątego czerwca premierę będzie miał film "Transformers: Rise Of The Beast" i dobrze im idzie promocja, bo mają moją uwagę. Bardzo mi się podoba trailer poniżej. Moment, w którym jedzie Optimus Prime jako ciężarówka, zaczyna się transformować, na pierwszym planie jest przez chwile coś innego, a potem znowu kamera jest na Optimusa już jako robota, i to wszystko na jednym ujęciu. Walka z wrogiem również przykuła moją uwagę, a główny zły, i ogółem zagrożenie, jakie ma grozi ludziom, wydaje się być ciekawy. Do tego cały czas pojawiają się przeróżne materiały na social mediach, czy został wydany utwór, który mi się podoba. Duży hype urósł koło tego filmu, dobrze się zapowiada i jestem pozytywnie nastawiona, ale jednocześnie mam obawy, czy przypadkiem nie zniszczą mi ulubionej serii filmów, czy nie zrobili czegoś, co się okaże kompletną klapą. Choć od niedawna mam coś takiego, że może to będzie jednak takie odrodzenie serii, taki świeży, nowy początek. Jako, że jestem z serią filmową Transformersową już od dwunastu lat, to liczę, że ten hype nie będzie na darmo i wyjdzie dobry film. W końcu, jak niektórzy narzekali na dwa ostatnie filmy, oraz mimo pewnych rzeczy, no to one mi się podobały. No, teraz mi do głowy przyszło, żeby obejrzeć wszystkie filmy Transformers i napisać elaborat na blogu 😆. Zobaczymy, czy dojdzie do tego szaleństwa.
Transformers: Rise of the Beasts | Official Trailer (2023 Movie)
3. Film o najszybszym człowieku. "The Flash".
W czerwcu bombardują nas rzeczami do oglądania i szesnastego premierę będzie miał "The Flash". I kiedy zapowiedzieli produkcję tego filmu, to byłam zaciekawiona co z tego wyjdzie. Postać Flasha, tudzież Berry'ego Allena znam z serialu od CW i byłam ciekawa, jak inny aktor zobrazuje tą postać. A po zobaczeniu Ezry Millera jako Flasha w "Justice League Snyder's cut" bardzo spodobał mi się jako Barry Allen. W ostatnim czasie pojawiły się dwa nowe trailery, aż zdziwiłam się, gdy wyszedł ten trzeci, ale wszystkie wzbudziły u mnie ciekawość, podobały mi się, dały zarys fabuły, która brzmi dobrze, a gośćmi będą dwa Batmany i Supergirl. Mam nadzieję, że trailery nie są pustymi obiecankami, robią wrażenie, iż może być to naprawdę dobry film. Choć mam jedną uwagę. Na początku myślałam, że skoro będzie to film o Flashu, no to on sam będzie użerał się z problemem. Oczywiście nie musiało być to jak w serialu CW, a nawet wskazane by było, żeby było inaczej, a to jak to się stało, że Barry ma supermoce oraz jak uczył się ich używać, mogło być opowiedziane jako streszczenie na początku filmu, albo jako flashback. Mogły by być jakieś sceny, jak sobie Barry żyje, albo jego jako Flasha w akcji, no i w końcu jak przeciwstawia się głównemu złemu. Dodając do filmu Supergirl, czy dwóch Batmanów trochę daje mi wrażenie, że Barry Allen jest słaby i potrzebuje pomocy. Też daje mi wrażenie, że historia przedstawiona w filmie może być na zasadzie, że wkraczamy w świat Flasha w jakimś tam momencie i kompletnie nie będziemy wiedzieć o co chodzi. Aby osoby, które oglądały serial CW, albo w ogóle czytały komiksy będą obeznane w temacie. Zobaczymy jak to będzie, bo wszystko jest na podstawie trailerów, czyli na jakiejś mniejszej części całości.
The Flash - Official Trailer 2
THE FLASH - FINAL TRAILER
4. Pełny trailer do "Extraction 2".
Dobrego mają montażystę, bardzo mi się podoba, jak to zostało zlepione. Wcześniej pokazali zwiastun głównie z jedną sceną. W rozszerzonym trailerze pokazali więcej. Fragment sceny wyglądającej na one shota, która ma być dłuższa od tej z pierwszego filmu, zaciekawili tym, że przy nowym kontrakcie klient chciał, aby to Rake wykonał jego zlecenie, czy tym, iż zasugerowali, że Rake zna lub ma jakiś związek z dziewczyną, którą ma ratować. Oczywiście zwrócili moją uwagę scenami akcji. Jest też kwestia tego, jak Rake przeżył po tym, co działo się pod koniec pierwszego filmu. Jestem ciekawa tego filmu, fabuły czy tego, jak został on zrobiony. No to długa one shot scena brzmi jak coś dobrego. Ciekawi mnie, czy dwójka będzie tak samo dobra od jedynki, lepsza, a może będzie gorsza.
EXTRACTION 2 | Official Trailer | Netflix
5. Dokument o Arnoldzie Schwarzeneggerze.
W którymś z "Zbiorczo" pisałam o znalezionym na YouTube wideo o Arnoldzie Schwarzeneggerze, w którym opowiadana była jego historia. Jak to się stało, że zajął się kulturystyką, czy aktorstwem i bardzo mi się podobała jego historia, zafascynowała mnie. Niedługo potem sam Arnold na Instagramie pochwalił się, że na Netflixie będzie dokument o nim. Od razu mnie zainteresował. To już miało swoją premierę. Na tym etapie mam dużo rzeczy do nadrobienia 😛, ale może kiedyś to wszystko ulokuje w czasie i nadrobię. Ten dokument o Arnoldzie będzie w kolejce, bo usłyszeć jego historię od niego samego wydaje mi się interesujące. Myślę, że dowiem się trochę ciekawych rzeczy i odrobinę więcej od tego, co było na wideo na YouTube.
Arnold | Official Trailer | Netflix
6. Przejmujące słowa Davida Draimana podczas koncertu zespołu Disturbed.
Zobaczyłam tytuł widea poniżej i go odtworzyłam. Z początku była to taka normalna przemowa, jaką artyści mówią podczas koncertu przed jakimś utworem. Disturbed ma kilka takich szczególnych utworów. Przed jednym z nich wokalista, David Draiman, postanowił podzielić się tym, co miał w głowie. I mówi, że ma dość tracenia bliskich z powodu depresji i uzależnień, że tęskni za Chesterem Benningtonem, Scottem Weilandem, czy Chrisem Cornellem. Do tego momentu po prostu słuchałam, nic się ze mną nie działo, słuchałam, jak każdej takiej przemowy na koncercie. Po tym, jak powiedział, że tęskni za zmarłymi muzykami wyznał, że niedawno prawie do nich dołączył. I te słowa uderzyły nie w sposób, jaki nie wiedziałam, że słowa mogą uderzyć. Oczywiście w wyniku tego łzy poszły mi same. W lekkim języku, to było mocne. To co usłyszałam bardzo smutne i tak jak ludzie w komentarzach cieszę się, że Davida nie porwały jego demony.
A tearful David Draiman shares a powerful, very personal story during Disturbed concert
Teraz tak myślę, iż szósty temat mogłam wziąć na początek, by weselej skończyć ten wpis, ale niech już tak zostanie.
Człowiek był ostatnio trochę zajęty, bo ciągną go po jakiś grillach, jeziorach i innych imprezach, ale o dziwo po tej przerwie szybko udało mi się skończyć ten wpis. Chyba wietrzenie głowy działa i powinnam to robić częściej 😅. No, a skoro zwolniło mi się trochę czasu, bo ogarnięty został wpis na blogu i posty na Facebooku, tudzież Instagramie, to może w końcu coś narysuje 😆.
Ogarnęłam stronę na Facebooku, ogarnęłam Instagrama, to teraz mogę ogarnąć coś na blogu 😛.
1. Slipknot - Finale
Finał na początek. Jest to też finalny utwór na płycie "The End, So Far". Uwielbiam melodię, która zaczyna i kończy ten utwór, a pomiędzy jest mocniejsza partia. Wokal też jest taki łagodny i brzmi trochę, jak ktoś zmęczony życiem przyjmuje coś kolejnego na klatę, a jakby został spytany, to by powiedział, że jest przyzwyczajony. A tak ogółem kolejny świetny kawałek na playlistach i kolejny smutny do kolekcji 😅.
2. Wednesday Addams - Paint It Black
To jest taki vibe! Oczywiście zostało to po obejrzeniu serialu "Wednesday". Scena z tym utworem była świetna, a ta wersja "Paint It Black" jest genialna. Nim wyszedł oficjalny soundtrack tego serialu, to ja słuchałam tego z fragmentu tej sceny, który ktoś wstawił. Fajnym zabiegiem twórców było to, że wykonawca tego to Wednesday. Podobnie jest z Twitterem, publikowane jest tam, jakby to Wednesday pisała. Co ciekawe, "Paint It Black" w oryginale mnie nie porywa, tak jak ta wersja z "Wednesday", czy cover od Leo z Frog Leap Studios.
3. Nickelback - Just One More
Nie wiem czym zrobione są dźwięki rozpoczynające ten kawałek, ale podobają mi się i zahaczają się u mnie w głowie. Podobają mi się lekko przytłumiony jakby wokal, na przykład w pierwszej zwrotce. Cała kompozycja ma swój klimat i kojarzy mi się z jakąś sceną w filmie, gdzie bohater by coś przeżywał, albo robiąc coś poświęcał się dla kogoś.
4. Iggy Pop - Strung Out Johnny
Usłyszałam to w radiu i wystarczył jeden raz, żebym zakochała się w brzmieniu tego numeru. Ta gitara rozpoczynająca ten utwór, a potem riff, który dołącza, no poezja, a przy nich jest jeszcze fajny synth dźwięk. Wokal brzmi świetnie. A i nazwa płyty z której pochodzi ten utwór bardzo fajny, "Every Loser".
5. Skillet - Psycho in my Head
Mocny, energiczny, melodyczny, chwytliwy kawałek. Zespół wypuścił wersję deluxe swojego najnowszego albumu "Dominion", gdzie swoje miejsce znalazł między innymi ten utwór.
6. Self Deception - Fight Fire With Gasoline
Złapane z co piątkowej playlisty na Spotify. Podoba mi się, jak ten utwór się zaczyna. Podoba mi się, jak z początku budowane jest napięcie, i w melodii, i w wokalu. Świetny refren z powielonym wokalem. Bardzo mi się podoba jak brzmi wokal. Lubię moment, rozpoczynający się od "I'm half-dead". Wcześniej nie znałam tego zespołu, nadal znam tylko ten jeden utwór. Fajnie, jak coś takiego Spotify zaproponuje. Ale to nie było tylko to.
7. Weathers - Where Do I Sign?
Ten utwór razem z tym powyższym został zasłyszany. Podoba mi się sposób, w jaki śpiewa wokalista. Brzmi, jakby nic go nie obchodziło, tak lekceważąco, na wyjebce. A w refrenie lubię, jak akcentuje "Help me los my mind...". Jest też fajna gitarowa solówka.
8. New Order - True Faith
Uhuhu, klasyczek. Kojarzyłam to wcześniej, wiadomo, przewinęło się gdzieś kiedyś, ale dopiero teraz został ten utwór ze mną na dłużej. A to wszystko przez Instagrama, i nawet chyba ktoś kogo obserwuję użył do rolki, i to nawet nie "True Faith" tylko "Blue Monday". Dodatkowo w tym czasie taka jedna streamerka miała to na swojej playliście i często leciało na jej transmisji. Któregoś razu pomyślałam, że zobaczę co tam jeszcze New Order gra, i natknęłam się na "True Faith", po którego usłyszeniu miałam takie "kurde, ja to kojarzę!". I od tamtej pory przez długi czas słuchałam tego codziennie, po kilka razy, bez przerwy. I cały czas w głowie miałam "I used to think that the day would never come...". Jako gratis daję też wersję na żywo, bo to też inny wymiar. Uwielbiam to, jak zaczynają grać "True Faith", świetny jest ten dłuższy początek. W ogóle na żywo, to tak inaczej brzmi ten utwór, słychać żywe instrumentu i jeszcze muzycy wprowadzają jakieś zmiany i tworzy to tą magię muzyki na żywo.
9. The Cure - A Forest
Kolejny świetny kawałek. Usłyszałam go w radiu. I są dwie opcje, bo dokładnie nie pamiętam jak to było. Pierwsza opcja, to nie mogłam usnąć i próbując usnąć go usłyszałam, a druga opcja to w trakcie powolnego wybudzania się ze snu zaczęłam słyszeć ten utwór. Tak tylko wspomnę, że ja do snu włączam radio, bo nie lubię usypiać w ciszy. Jaki ten utwór ma klimat, te gitary, te klawisze, ta melodia! Po prostu czysta magia. Dodatkowo byłam w nastroju pasującym do tego numeru. A na instrumentalnym outro, to ja się rozpływam. Tutaj również dołączam wersję na żywo, bo ma jeszcze lepszy, właściwie takie pogłębienie klimatu tego utworu. Usłyszeć wykonane na żywo dźwięk klawiszy, potem gitary i jak dołącza reszta instrumentów, a do tego patrzeć na relację między muzykami na scenie, to czysta przyjemność. Pod koniec jest integracja z publicznością, co też jest piękne. Dodatkowo ta publiczność jest w kompletnie różnym wieku, co jest również niesamowite.
10. Palaye Royale - Eleanor Rigby
Znam ten utwór w oryginale i w wersji zespołu Pain. W sumie to ta druga była pierwsza 😛. Wersja od Palaye Royale również mi się podoba. Jest zrobiona rzecz jasna w stylu zespołu, a on mi się bardzo podoba. Jest oryginalny i przypomina mi klimaty królewskie, albo szlachecki.
11. Badflower - Move Me
Jak poznawałam muzykę tego zespołu, to trochę zignorowałam ten utwór, tak samo jak całą EPkę "Temper". Ale zespół koncertował i na jednej z relacji na Instagramie było, jak grali ten utwór na żywo i moją uwagę zwróciła gitara rozpoczynająca ten utwór. Dlatego wróciłam do tego kawałka. I jakie to jest arcydzieło! Poza świetną gitarą na początku, jest piękny wokal w którym słychać emocje, jest delikatny, jest i krzyczany. Początek jest spokojny, potem dołączają instrumenty. Piękny to jest utwór.
12. Disturbed - Part of Me
Nie wiedziałam, który kawałek wybrać, ale w końcu padło na ten. Pewnie przez to, że jest tu kultowe "Oh wa ah ah ah" wokalisty zespołu. Mocny kawałek z fajnym bridgem.
13. The Cramps - Goo Goo Muck
Kolejna pozostałość po "Wednesday". W sumie fajnie, że twórcy w serialach używają takich starszych kawałków. One są takie charakterystyczne na przykład dla lat osiemdziesiątych (to zależy z jakiego czasu jest dany utwór). A jeszcze jak taki kawałek wpisuje się w moje gusta, no to tym bardziej. Choć i są takie, które nie koniecznie wpisują się w moje ramy, a jednak mi się podobają.
14. 2Pac - Hit 'Em Up (Dirty)
Ten numer był w jednym z odcinków "Euphorii". On nie zainteresował mnie od razu, choć został świetnie wykorzystany w pewnej scenie, bardzo mi się podobało. Już nie pamiętam, czy oglądałam coś na temat tego serialu, czy zrobiony przez kogoś filmik typu najlepsze/najśmieszniejsze/czy jakieś inne sceny z serialu, ogólnie z całości, albo z główną bohaterką, Rue. No gdzieś w takich okolicznościach złapałam się z tym utworem. I to było jakiś czas po skończeniu oglądania serialu. No i utkwiło mi to w głowie. A jak elegancko do samochodu pasuje.
15. Gorillaz - Cracker Island
Kliknęłam w występ na żywo, to było chyba w jakimś programie telewizyjnym, albo jakieś rozdanie nagród muzycznych i Gorillaz wykonywali na żywo "Cracker Island". Kawałek wzbudził moje zainteresowanie poprzez to wykonanie na żywo i między innymi to, jak wokalista śpiewa przez megafon, żeby był ten taki charakterystyczny efekt na głosie. Zainteresowało, więc sprawdziłam wersję studyjną tego utworu. No i od tamtej pory został w mojej głowie na jakiś dłuższy czas. Bardzo fajne brzmienie. Podoba mi się gitara, bas czy klawisze. Brzmienie wokalu również. Jak słucham tego numeru, to czuję się na takiej wyjebce, że w sumie to już mi wszystko jedno.
16. Rock Symphony 17 Rammstein - Sonne
Pewnego razu YouTube zaproponowało mi wykonanie, w pewnym sensie cover utworu Rammstein, "Sonne". Albo wyhaczyłam to gdzieś indziej w internecie, już nie pamiętam. Ale to jak brzmi ten kawałek w wersji symfonicznej, to to jest poezja i spełnienie moich marzeń. Bardzo podoba mi się "Mein Herz Brennt" piano version, ale też w normalnej wersji ma w sobie symfoniczne elementy. Ten utwór, jak i "Sonne" bardzo pasowały mi do wersji symfonicznej, czy coś w tym rodzaju. "Deutschland" na końcu teledysku też ma takie piano zakończenie. I dopóki nie trafiłam na to wideo, sądziłam, iż nikt tego nie zrobił. Symfoniczne "Sonne" to coś cudownego. Do wszystkich instrumentów typowych dla symfonii dołączona została gitara elektryczna. Do tego chór, który co jakiś czas się odzywał i to dodawało klimatu. Pod koniec jest takie "ooo oooooo" wykonane przez jeden kobiecy głos i słuchając pierwszy raz, to miałam przy tym ciarki. I prawie się wzruszyłam (tak czasami reaguje na muzykę).
17. PALAYE ROYALE - King of the Damned
Pierwsze powtórzenie zespołu na tej playliście, ale chciała, żeby się tutaj znalazł ten utwór, bo bardzo lubię jego brzmienie, bardzo lubię i trochę utożsamiam się z tytułem. Miałam kłótnie ze sobą, czy wziąć ten, czy "Eleanor Rigby", a że to będzie ostatnia playlista z zeszłego roku, to stwierdziłam, że walnę dwa utwory w tym, jak i w innych przypadkach.
18. YUNGBLUD - Time In A Bottle
Kiedy szukałam tego utworu w oryginale w Spotify, gdy chciałam dodać go do playlist, wyświetliła mi się też wersja od Yungbluda i z ciekawości ją odtworzyłam. Okazało się, że było to warte sprawdzenia. Pominęłam kompletnie fakt, że jest on do filmu, któregoś tam z kolei, "Fast&Furious", bo nie lubię tej serii filmów. Zaczyna się spokojnie, tak jak w oryginale, a od połowy jest rockowym kawałkiem. I uwielbiam to połączenie. Bardzo podoba mi się ta spokojna część, jak i ta rockowa, oraz przejście między nimi. Ach ta gitara zaczynająca grać w tej drugiej części 😌. Słychać też muzyczny styl Yungbluda, który bardzo mi się podoba. Słychać jego w tym utworze.
19. Gorillaz - Rhinestone Eyes
Gorillaz po raz drugi. Ten utwór również odtwarzałam mnóstwo razy. Jest świetny. Poznałam go kiedy, powiedzmy, miałam obniżony nastrój, i idealnie mi pasował. Jego brzmienie kojarzy mi się z sytuacją, gdzie człowiek ma już wszystkiego dość, już mu wszystko jedno, i nawet jak gdzieś się coś pali, to on nie przejmuje się nadto, bo jest przyzwyczajony, gdy dzieją się złe rzeczy i na luzie pije sobie piwo.
20. Slipknot - Adderall
Pierwszy utwór z płyty, na końcu. Na początku trochę ignorowałam ten kawałek. To dlatego, że po premierze "The End, So Far" ciągnęło mnie do tych mocnych, ciężkich, gitarowych dźwięków, które oczywiście były. "Adderall" brzmiało dla mnie wtedy dobrze, wpadało w ucho, ale włączyła mi się ta ignorancja. Natomiast któregoś razu, gdy przesłuchiwałam ten album w całości, to niespodziewanie "Adderall" tak mnie złapał, że nie mogłam się od niego uwolnić. Dotarło do mnie, jak cudowna to kompozycja. Tak jak się zaczyna, to jak wkracza wokal, i w ogóle, jak pięknie, łagodnie brzmi wokal w tym utworze. Idealnie pasował, gdy miałam ten, obniżony nastrój.