Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Kultury Zgrzyt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Kultury Zgrzyt. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 grudnia 2023

Mój pierwszy koncert Łydki Grubasa.

Zespół Łydka Grubasa pierwszy raz zobaczyłam i usłyszałam na Juwenaliach w Lublinie w 2019 roku. No i też przewijał mi się w proponowanych na YouTube, ale to ignorowałam. Pamiętam, że z bratem wtedy poszliśmy tam, żeby zobaczyć jakiś zespół, tak o, po prostu, z ciekawości, plus przy okazji zobaczyć, jak inne zespoły grają. To był dzień, w którym nie było nic co stricte słuchaliśmy z bratem, a chcieliśmy wyjść, tak orientacyjnie właśnie zobaczyć, jak występujące tego dnia zespoły grają. Akurat gdy weszliśmy na teren imprezy, grała właśnie Łydka Grubasa, o ile dobrze pamiętam. Byłam na samym tyle publiczności, przystanęłam i posłuchałam. Usłyszałam komiczne wersy z melodią, w której grały gitary i czasem brzmiała jak muzyka z wesela. Utwory o płonącym ZUSie, kiszeniu ogórków, gender, kebabie, MTV, o ukradzionym krzyżu, czy z ambitnym tytułem "Rapapara". Niektóre teksty mnie rozbawiły, wokalista również powiedział coś zabawnego parę razy i ogólnie było pozytywnie. Pamiętam, że przykuło moją uwagę parę rzeczy. Poza słyszalnym humorem z utworem tudzież ze słów wokalisty, to na przykład melodia piosenki o krzyżu, była taka znajoma, teksty o MTV i rapapara mi się spodobały, czy w jednym utworze byłe znajome elementy od innych znajomych mi zespołów, jak "Uła a a a" wokalisty zespołu Disturbed. Zainteresował mnie ten zespół i w domu sobie go sprawdziłam. I słuchając sobie całych płyt po trochu zaczęła mi się podobać ich zawartość. No i od tamtej pory Łydka Grubasa jest sobie na moich playlistach.

Od tamtego czasu trochę minęło, a przez pewne trzy lata działy się różne, dziwne rzeczy, przez co długo nie było koncertów, a jak już mogły się odbywać, to w Lublinie było tego mało, plus zostały zamknięte dwa kluby. Jakiś czas później okazało się, że jeden splajtował, a drugi zburzyli (a dokładnie budynek w którym się znajdował, bo teraz budują tam coś nowego i niedawno go przenieśli do innej lokalizacji i taki też był plan). Łydka jak mogła, to zaczęła grać koncerty. Dokładnie nie pamiętam, jak to było, ale chyba była trasa, potem druga. To było coś takiego, że to koncertowanie zaczęło się spokojnie, potem jak się rozkręciło, to grafik mieli zajęty fest. Niestety nie trafili oni do Lublina. Choć chyba ogólnie to byli gdzieś w tym Lubelskim, lub obok, gdzieś blisko. Jednak w tym roku, któregoś letniego dnia, Łydka ogłosiła trasę jesienną i był tam Lublin! Ja się uradowałam. (Teoretycznie) mała rzecz, a cieszy. Gdy miała być sprzedaż biletów, to ja pilnowałam, byłam na stronie ze sprzedażą biletów, kiedy było odliczanie do rozpoczęcia sprzedaży, a jak ta sprzedaż już była, to byłam jedną z pierwszych osób, która bilet zakupiła (i to po tańszej cenie, cebula wewnętrzna zaspokojona). Ogólnie ja z tej strony, co były bilety sprzedawane mam powiadomienia SMS, gdy na pojawia się wydarzenie, które może mnie zainteresować i dostałam wiadomość, gdy się pojawił koncert Łydki, ale nie rzuciłam się na ten bilet, bo zespół jeszcze nic nie wspominał o sprzedaży ani nic i się bałam. I dobrze zrobiłam, bo jak któregoś razu zajrzałam ponownie na to wydarzenie, to pisało, że bilety niedostępne na dany moment Będzie spoiler. Ten koncert był moim pierwszym i lepszego nie mogłam sobie zażyczyć.


Z domu wyjechałam jakoś trochę przed osiemnastą. A o dziewiętnastej mieli zaczynać wpuszczać do lokalu. Więc na wpuszczenie musiałam czekać pół godziny, bo do Lublina mam piętnaście minut, a do Fabryki Kultury Zgrzyt od wjazdu do miasta jest nie długi kawałek. I ja nie byłam tam tak wcześnie, bo zostałam psychofanką, tylko chciałam na spokojnie się zaparkować. To jest takie miejsce, że ciężko z parkingiem. Jest całkiem duży plac, ale on potrafi się szybko zapełnić. I on nawet chyba do klubu nie należy. W każdym razie, z doświadczenia wiem, że jak się jedzie w tamtą okolicę, to ten parking lubi być oblegany i warto przyjechać wcześniej. Do tego, jak byłam rok temu na koncercie Luxtorpedy, no to wyjechałam za późno, a przynajmniej nie wzięłam pod uwagę mojej wizyty w Biedronce, która miała być szybka, ale niechcący wyszło, nie z mojej winy, że nie była szybka i miejsca parkingowego nie było. Dosłownie fartownie udało mi się wbić, bo ktoś akurat wyjechał. Do tego była duża kolejka do wejścia, organizacja przewidziała pół godziny na wpuszczanie ludzi i jak już wchodziłam, to zespół już zaczął grać. Dodatkowo nie było supportu. Wiadomo, że na Luxtorpedę może przyjść więcej osób, a organizacja może być inna w przypadku koncertu Łydki, ale wolałam dmuchać na zimno. Mnie szybko lubi łapać stres, więc wolę tego unikać, jeżeli mogę. Już wolę być sporo wcześniej i być pierwszą oczekującą osobą, tak jak w tym przypadku, niż jakby miał mnie opanować stres, że nie mam gdzie zaparkować i spóźnię się na koncert. 


Przed Łydką Grubasa zagrał zespół HOOK, którego nie znam. Jednakże w trakcie kiedy grał, okazało się, że parę numerów kojarzyłam. Zagrali parę numerów pod rząd i tylko mówiłam do siebie, że "o, znam to z radia", "o, to też znam z radia", "uu, to też w radiu słyszałam". Takie miłe zaskoczenie. Też ucieszyłam się, ze w naszym lokalnym radiu, studenckim, Akademickie Radio Centrum, puszczają nie tylko popularne, klasyczne, czy nowe utwory. Kojarzone z radia utwory, to "Kim Jesteś", "Cień", czy "WychOFFanie". Zespół zaczął grać od czegoś lekkiego i pierwsza myśl jaka mi przyszła, to że chyba nie będzie mój klimat. Pod jego koniec natomiast zrobili przejście, takie gładkie, do bardziej poważnego utworu, co mi się bardzo spodobało, i z lekka się nie spodziewałam. Ja dopiero po chwili ogarnęłam, że grają kolejny utwór. Przy pierwszym utworze śpiewał wokalista, a przy tym drugim odezwał się gitarzysta, to było pierwsze zdziwienie, a drugie zdziwienie, to jaki chłop ma głos! Poza tymi luźniejszymi, czy tymi, jak to się mówi, smutnymi, były też takie utwory mocno gitarowe, ciężkie, co też mnie zaskoczyło. Ja się wiele razy zaskoczyłam, zespół swoim graniem zwrócił moją uwagę i po koncercie powierzchownie rzuciłam okiem na jego muzykę, ale w wolnej chwili będę chciała przyjrzeć się bliżej i na spokojnie posłuchać jego twórczości. A poniżej podrzucam jeden ich numer. Sama nic nie nagrywałam, bo nie mam w zwyczaju nagrywać zespołu, którego nie znam 😛.

03. HOOK - Cień (Oficjalny Odsłuch Albumu)



Po supporcie na Łydkę nie trzeba było długo czekać (idealna przerwa to była na toaletę 😆). Pierwszym pozytywnym aspektem było intro, gdzie użyte zostało moje kochane "Arrival to Earth" skomponowane przez Steve'a Jablonsky do filmu "Transformers" z 2007 roku.  To było takim fajnym zbiegiem, że całkiem niedawno obejrzałam całą serię filmów "Transformers" i przy tych trzech pierwszy uderzyła mnie nostalgia, dlatego tak bardziej ciepło odebrałam to intro. Z resztą lepszego utworu na intro nie można było wybrać. Gdy zespół wyszedł na scenę i rozbrzmiał pierwszy dźwięk gitary, zagrany został fragment "Master of Puppets", wiadomo, Metallica, podczas którego płynnie przeszli do grania swojego kawałka, "Nie Lubię To". Takie zapoczątkowanie bardzo mi się spodobało. Tam chyba podczas grania "Mastera" gitarzyście nie do końca tam poszło podczas zaczepiania strun, ale to mi nie przeszkadzało, w sumie to zauważyłam to gdy przeglądałam te moje widea, co je robiłam. 

Łydka Grubasa - Intro [Lublin, 14.10.2023]

Głównym tematem była wtedy nadchodząca płyta "ĘĆ". Zespół nagrał utwory z pierwszej i drugiej płyty na nowo, a do tego z gośćmi. Płyta z okazji dwudziestolecia, a zwrot "ęć" to po łydkowemu "dziękuję". Swoją drogą, jak teraz sprawdzałam, w momencie pisania, żeby nie palnąć jakiejś głupoty, to nie mogłam uwierzyć, że to dwudziestolecia, aż w Wikipedię weszłam i sprawdziłam rok założenia, to zdałam sobie sprawę, że rok dwa tysiące i koło dwutysięcznych są w okolicach dwudziestu lat. Kurde, mój brat cioteczny, to rocznik dwa tysiące. No cóż, feeling old. Ale wracając. Zespół zagrał utwory właśnie z tej nowej płyty. A że płyta wtedy jeszcze nie wyszła, to kilka utworów było przedpremierowo tak jakby. Ja po premierze porównałam sobie stare i nowe wersje utworów, no i mnie kupiły te nowe. Ja już tak mam, że często pierwsze płyty jakiegoś zespołu mi się nie podobają i wolę nowszą muzykę. Choć trza przyznać, że te stare wersje utworów Łydki mają taki swój klimat, że tak zaczynali ze swoją muzyką. Poza "Nie Lubię To" zostały wykonane takie utwory jak "Moja Fujara", "Wędzarnia", "Wzięli zamknęli mi klub", "Była", czy "Świnia". Były również, jak to się mówi, hity, "Rapapara", "Adelajda", oraz specjalnie dla nas, bo nie było tego na liście, "Gdzie jest krzyż". To było sympatyczne, że nie mieli tego utworu w planach, i na życzenie publiczności, na spontanie zagrali dla nas ten świetny kawałek. A przed nim wokalista walnął przemową, która była mocna, dla niektórych pewnie jakże kontrololowersyjna, z którą się zgadzam.

Łydka Grubasa - Moja Fujara [Lublin, 14.10.2023]

Ale parę słów było mówione też przed innymi utworami. Wiadomo, że zazwyczaj ogółem artyści przed utworami coś o nich mówią, o czym opowiadają teksty, w jakich okolicznościach zostały napisane i inne różne anegdotki. Ja to lubię i nawet kulisy takich humorystycznych kawałków są dla mnie ciekawe i interesujące, szczególnie, że niektóre brzmią jak podtekst, ale mówią o czym innym. Niestety to była sobota przed wyborami i ten temat został poruszony. Nie miałam nic przeciwko co było powiedziane ze sceny, ale zwyczajnie nie lubię tematu polityki. Choć i tak długo wstrzymywano się z poruszeniem tego tematu. Po prostu w trakcie koncerty poszło takie flow i wokalista powiedział, co mu tam na ślinę się rzuciło. I niechcący podczas "Gender" oberwało się Kai Godek (wcale mi jej nie szkoda), a gdzieś między utworami był spontaniczny wierszyk, który wokalista zaczynał, a publiczność kończyła. Niestety nie nagrałam tego oraz nie ma takiego nagrania w internecie. Ale bardzo fajny wierszyk.
Teraz przyszło mi do głowy, że mogłam go spisać 😂.

Łydka Grubasa - Adelajda [Lublin, 14.10.2023]

Starałam się jakoś dużo nie nagrywać, żeby nie stać jak ten debil z ręką w górze trzymając telefon. Od pewnego czasu mam tak, że nie nagrywam dużo, a jak już to robię to nagrywam niedługie fragmenty. Chce być bardziej obecna na takim koncercie, czerpać z niego jak najwięcej. Dlatego część zostanie w mojej głowie, tak jak ten wierszyk, ale czasem udaje się coś złapać, takiego humorystycznego, jak przy "Gender", gdy wokalista zapomniał tekstu.

Łydka Grubasa - Gender [Lublin, 14.10.2023]

Łydka Grubasa - Gender [Lublin, 14.10.2023]

Ogólnie ten koncert, to była wielka pozytywna bomba. Teksty, jak i sama muzyka są pozytywne, humorystyczne. Zespół, głównie wokalista, ma bardzo dobry kontakt z publicznością i lubią sobie żartować między sobą na scenie, czy wokalista rzuci jakąś anegdotką, żarcikiem, sucharkiem. Ja wyszłam z tego koncertu uśmiechnięta od ucha do ucha, z naładowanymi bateriami pozytywności. Ludzie publiczności również byli fajni. I ku mojemu zdziwieniu ludzie byli w bardzo różnym wieku, od dzieci, po uczniów (niegdyś) gimnazjum, tudzież liceów i innych takich, aż po ludzi czterdzieści/pięćdziesiąt lat i starsi. Koło mnie była para, prawdopodobnie małżeństwo, co zachowywało się, jak młodzieńcza para, miziali się, on ją klepał po tyłku. Właśnie tak. A inny pan tak się wyluzował, że chyba z lekka przesadził, bo jego kolega musiał go wynosić, bo trochę popił. Ale też była "chwila grozy", jakby napisało to jakieś WP, Onet, czy inne. Otóż nagle wokalista ze sceny zaczął mówić podniesionym głosem wnosząc alarm. Okazało się, że jakiś koleś miał nóż. Nie wiadomo, co autor miał na myśli, ale serio lekki dreszczyk był. Przez takich ludzi niedługo będziemy przeszukiwani nawet przed wejściem do takiego niedużego klubu... 🙄

Łydka Grubasa - MTV [Lublin, 14.10.2023]

Łydka Grubasa - MTV [Lublin, 14.10.2023]

"Rapapara" to musiałam sobie nagrać w całości, bo z tym utworem mam zażyłą relację. A to z tego powodu, że ja z moim rodzeństwem ciotecznym na naszych imprezach bardzo często puszczamy ten kawałek i trochę stał się naszym hymnem. Też po koncercie zdecydowałam się na zakup koszulki zespołu. Miałam dwie propozycję i nawet przeszło mi przez myśl, żeby dwie wziąć, ale mało gotówki miałam przy sobie. Ale doszło do szybkiej eliminacji, bo koszuli z trasy nie było w moim rozmiarze, więc wzięłam z napisem "Keep calm and Rapapara". Jestem dumna z tego zakupu.

Łydka Grubasa - Rapapara [Lublin, 14.10.2023]

Cieszę się, że mogłam być na tym koncercie i mam nadzieję, że uda mi się wpaść jeszcze na koncert Łydki. Wydawałoby się, że to zwyczajny koncert zespołu, który ma "głupkoatwe" piosenki, ale szczerze mówiąc, to ja dawno nie doświadczyłam takiej czystej zabawy na koncercie. Wiadomo, że nie każdy koncert taki musi być, to zależy od wykonywanej muzyki danego zespołu, ale koncert Łydki Grubasa zdecydowanie wypełnił swe przeznaczenie.

No, teraz czekam na Juwenalia, gdzie będzie wiele zespołów, które lubię 😛, w tym łydka Grubasa. A tymczasem Adieu.

Łydka Grubasa - Gdzie jest krzyż  [Lublin, 14.10.2023]



O, wyrobiłam się przed końcem roku... 😅


sobota, 12 listopada 2022

Mój dziesiąty koncert zespołu Luxtorpeda.

Swego czasu regularnie chodziłam na koncerty zespołu Luxtorpeda, ale przez dwa lata wszystko się zatrzymało, a potem powoli się odmrażało. W czasie, gdy w innych miastach zaczęły się odbywać jakiekolwiek koncerty, w Lublinie było ich bardzo mało, a takich co by mnie zainteresowało nie było chyba w ogóle. Dziwiłam się, dlaczego tak jest, i dlaczego jakiś tam zespół robiąc trasę po Polsce pomija Lublin. Wkrótce się okazało, że jeden klub, Graffiti, zbankrutował, a drugi zburzono, dosłownie (przez rozbiórkę starego budynku i budowy nowego miał zostać przeniesiony, ale jak jest, to nie wiem). I wtedy było wszystko jasne.

Też z informacją, że ten jeden klub zamknęli, pojawiło się info, że otworzy się tam nowy klub. No i faktycznie wkrótce zaczęły pojawiać się jakieś wydarzenia w tamtym miejscu. Jak ja się nie uradowałam, kiedy pojawiło się wydarzenie na Facebooku, które mówiło, że w tym klubie zagra Luxtorpeda. Niestety moja radość szybko opadła, bo okazało się, że bilety trzeba przez internet kupić. No ja jestem typem człowieka, który lubi sobie pójść i kupić fizyczny bilet. Strzeliłam focha, no i przez dłuższy czas byłam przy tym, że nie pójdę na ten koncert. Ale im bliżej było tego koncertu, im więcej słyszałam od zespołu o koncertach, o trasie, w tym o koncercie w Lublinie, że zrobiło mi się szkoda. Zaczęłam o tym myśleć, że dawno nie byłam na ich koncercie, i poza tym w sierpniu, to nie byłam przez długi czas na żadnym koncercie. Dodatkowo Luxtorpeda ma nową muzykę, niesłyszaną na żywo. A jeszcze przecież niedawno rozczulałam się nad koncertem Luxtorpedy na Pol'and'Rocku. I w prawie ostatniej chwili, pięć dni przed koncertem, zagadałam z tatą i załatwiliśmy dla mnie bilet (ja nawet konta w banku nie mam, także ten).

Mając ten bilet i wiedząc, że pójdę na ten koncert, no to człowiek się cieszył, taka pozytywność w nim płynęła. A gdy przyszedł dzień koncertu, to jechałam na niego tak zestresowana, bo warunki pogodowe były masakryczne. Deszcz, mgła, odbijające się światło od tej mgły i wody. Dawno tak się nie stresowałam będąc za kierownicą, aż tak w brzuchu czułam. Jak dojechałam do miasta, i wpadłam na swój pierwszy przystanek, czyli Biedronka, to odetchnęłam z ulgą, choć na chwilę. A parkując stanęłam byle jak, nie patrząc się na miejsca parkingowe, bo przez pogodę nawet nie widziałam gdzie są miejsca parkingowe. Jakie było moje zdziwienie, gdy wysiadłam i okazało się, że stoję na miejscu parkingowym. Może nie idealnie, ale mieściłam się w miejscu parkingowym i stałam prosto. Po Biedronce była druga część stresu, bo jechałam drogą, którą dawno nie jechałam, plus nie wiedziałam, jak będzie z miejscem parkingowym. Jak już przejechałam tą część, którą dawno nie jechałam, to okazało się, że nie ma gdzie zaparkować. Szukałam rozwiązania tego problemu, już będąc na skraju paniki, że ja się zaraz spóźnię na ten koncert, czy cokolwiek. Ale patrzę, ktoś wyjeżdża z parkingu, a miejsce parkingowe idealne dla mnie, no to ja migiem i wracam się tam. Stoję na światłach i patrzę się ze zdenerwowaniem na sygnalizator, żeby mi się szybko zmieniło na zielone, żeby nikt mi nie zajął tego miejsca. Ostatecznie się udało zaparkować. Ale poszłam do kolejki pod klubem tak zestresowana, że masakra. Stojąc trochę w tej kolejce się trochę wyluzowałam, a jak już weszłam do lokalu, no to już nie było czym się martwić. Jedynie klub za późno zaczął wpuszczać ludzi i jak oddawałam kurtkę do szatni, to zespół zaczął grać, ale na drugim utworze już byłam na sali. Można było zauważyć trochę zmieniony i odnowiony lokal. Fajnie świeżym malowaniem pachniało. 

Dobra, bo ja mówiłam do siebie, że skupie się tylko na koncercie, a ja tu całe story of my life walnęłam.



Na początku chwilę musiałam się zaklimatyzować, introwertyk wśród tłumu, ale od razu mogłam zauważyć ekspresje ludzi, no i oczywiście pogo, więc po prostu zaczęłam czerpać z tego co niesie koncert i miałam resztę gdzieś (kiedyś miałam w głowie, że co jeśli ktoś mnie zobaczy jak kiwam głową, czy coś, i pomyśli sobie co za frajerka i tym podobne). Długo nie musiałam czekać, by przekonać się jak bardzo mi tego brakowało. Owszem, byłam w tym roku na koncercie Eda Sheerana, ale to zupełnie inny klimat. Tu polski zespół, grający mocniejszą muzykę, w nie dużym lokalu. Ale po ludziach też było widać, że brakowało im takiego koncertu. Śpiewali, krzyczeli, skakali, szli w pogo, nawet była jakaś mała dziewczynka, co 
headbangowała, albo chłopczyk, który siedział na barana u swojego taty, z plastikową gitarą i grał na niej razem z zespołem. Ba! Nawet jakiś około siedemdziesięcioletni pan był z synem. Świetnie było ponownie czuć klimat takich koncertów, na jakie zwykłam chodzić.


Na początku zagrana została cała płyta "Omega", czyli najnowsze wydawnictwo zespołu. Nawet nie wiem, czy grali po kolei, jak jest lista na płycie, czy jak im się podobało. Nie zwróciłam na to uwagi, skupiłam się na granej muzyce. Ludziom podobała się nowa muzyka, choć było widać, że nie wszyscy znają nowy materiał. Też jak stałam w kolejce, to mała grupka za mną, która stała, rozmawiała się tak, że wiedzą, że zespół ma nową muzykę, ale jej nie słyszeli. No ale kto znał, ten znał, kto dopiero poznawał, to słuchał, a kto szedł w pogo, to szedł w pogo. Plus zespół postanowił pomóc w publiczności, trochę ją rozruszać, przy utworze "Fetor mentora". Ze sceny poinstruowali, że jedna strona ma krzyczeć "fetor mentora ora", a druga strona "ból uszu ból uszu". Całkiem fajnie to wyszło, ale trochę późno narywanie włączyłam. 




"Omega" jest zbliżona do tych pierwszych wydawnictw zespołu, więc prawdopodobnie między innymi dlatego ludziom się podoba. Znaczy tym, co są może aż za bardzo przyklejeni do tych pierwszych płyt. Widziałam komentarze, gdzie ludzie piszą coś typu "fajnie, że nowa muzyka brzmi jak stara Luxtorpeda", czy coś takiego. Ja to nie patrzę w ten sposób, ogólnie na muzykę. Ja na muzykę patrzę tak, że co mi się podoba, to mi się podoba, każdy rodzaj muzyki, czy kompozycji niesie ze sobą coś innego, dlatego każda era jakiegoś zespołu, czy artysty, którego słucham, niesie ze sobą coś innego, a ja staram się wynieść z tego coś dla siebie.

Utwory z "Omegi" są jak "stara" Luxtorpeda, ale jednocześnie jest taka dzisiejsza. W sensie, słychać, że została zrobiona teraz, że jest świeża, mając klimat podobny do tego z początku działalności tego zespołu. Po prostu nie brzmi to, jakby zespół chciał naśladować swoją muzykę z tamtych czasów. W głowie miałam lepszy sposób na wyjaśnienie o co mi chodzi, ale jak zaczęłam pisać, to postanowiło opuścić moją głowę.

Cała "Omega" mi się podoba, ale wiadomo, że są takie utwory, które się częściej odtwarza. W moim przypadku to "Krew z krwi", "Ja", czy "Przygotuj się na najlepsze". Ale też nie przejdę obok świetnej gitary w "Ofiara z woli boli", przy tym utworze pogowicze mieli co robić. W "Bezkres" też było fajne ciężkie granie. W ogóle, to cieszę się, że zagrali całą płytę, bo każdy utwór zasługuje na usłyszenie go na żywo, a zapewne w przyszłości nie wszystkie będą grane na koncertach. Jedne są bardziej "koncertowe", inne mniej, jedne będą miały większe zainteresowanie, inne mniejsze. Utwory "Krew z krwi" i "Ja" brzmią genialnie, ale na żywo brzmią jeszcze bardziej genialnie, czuć taką taką głębię w nich.




Po zagraniu "Omegi" przyszedł czas na inne utwory. "3000 świń", "Mambałaga", "Siódme", "Autystyczny", "Progres nie problem", "Cel", "Opty Pesy", "Na czworakach", "List", "Wilki dwa", czy "Hymn". I tu ludzie już czuli się o wiele pewniej, bo grane były doskonale znane utwory. Krzyczane było przy "Wilki dwa", "Hymn", czy "Autystyczny". I ten głos ludu to jeden ze składników magii koncertów. To jest niesamowite, jak wszyscy jednocześnie krzyczą to samo. Porobiłam sobie krótkie nagrania, i jak sobie je odtwarzam, to aż mi się sama morda zaczyna uśmiechać. A podczas "Hymnu" bardzo podobała mi się gitara, jak została zagrana, co też jest częścią magii koncertów, bo nie koniecznie musi być zagrane tak, jak zostało nagrane na płytę, tylko można to urozmaicić i wtedy wychodzi świetne brzmienie. Zaś podczas "Autystycznego" Litza zaprosił tego chłopczyka co siedział tacie na karku z plastikową gitarą, i to było takie fajne i miłe, mi co ja dzieci nie lubię, to aż się miło i ciepło na  serduszku zrobiło.






To będzie ten koncert, który na pewno zapamiętam. Byłam na nim po tak długiej przerwie, czerpałam z niego ile się dało, był to mój dziesiąty koncert Luxtorpedy, więc lepszego nie mogłam sobie nawet wymarzyć. I dobrze, że jednak mi się odmieniło i na niego poszłam. O krok od tragedii było 😆. W ogóle, to nawet nie wspomniałam, że ten koncert odbył się piątego listopada 😬. Po koncercie wyszłam naładowana pozytywną energią, z zacieszem tego co doświadczyłam i już nawet nie stresowałam się jazdą po dawno nie przemierzanych ulicach.

Trochę chaotyczny ten wpis. Jak zwykle jak chciałam coś na szybko napisać i nawet miałam w głowie to, co chciałabym napisać, to po drodze się wszystko rozsypało, jak sól 😛. Dlatego zawsze wpisy najpierw pisze w wersji papierowej, żeby potem podczas pisania tutaj coś zmienić, jak przyjdzie mi jakieś lepsze zdanie do głowy. A skoro przy tym jesteśmy, to właśnie jestem w trakcie pisania pewnego wpisu "na brudno" na papierze, ale warunki koło mnie mi nie sprzyjają, kiedy pisze i trochę się to wlecze, a i temat nie jest łatwy i muszę uważać. Najgorzej kiedy wiem co chcę napisać, ale nie umiem ubrać tego w zdania 😕.

Dobra bedzie tego, trza skupić się na robocie 😆.