Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luxtorpeda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luxtorpeda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 listopada 2022

Mój dziesiąty koncert zespołu Luxtorpeda.

Swego czasu regularnie chodziłam na koncerty zespołu Luxtorpeda, ale przez dwa lata wszystko się zatrzymało, a potem powoli się odmrażało. W czasie, gdy w innych miastach zaczęły się odbywać jakiekolwiek koncerty, w Lublinie było ich bardzo mało, a takich co by mnie zainteresowało nie było chyba w ogóle. Dziwiłam się, dlaczego tak jest, i dlaczego jakiś tam zespół robiąc trasę po Polsce pomija Lublin. Wkrótce się okazało, że jeden klub, Graffiti, zbankrutował, a drugi zburzono, dosłownie (przez rozbiórkę starego budynku i budowy nowego miał zostać przeniesiony, ale jak jest, to nie wiem). I wtedy było wszystko jasne.

Też z informacją, że ten jeden klub zamknęli, pojawiło się info, że otworzy się tam nowy klub. No i faktycznie wkrótce zaczęły pojawiać się jakieś wydarzenia w tamtym miejscu. Jak ja się nie uradowałam, kiedy pojawiło się wydarzenie na Facebooku, które mówiło, że w tym klubie zagra Luxtorpeda. Niestety moja radość szybko opadła, bo okazało się, że bilety trzeba przez internet kupić. No ja jestem typem człowieka, który lubi sobie pójść i kupić fizyczny bilet. Strzeliłam focha, no i przez dłuższy czas byłam przy tym, że nie pójdę na ten koncert. Ale im bliżej było tego koncertu, im więcej słyszałam od zespołu o koncertach, o trasie, w tym o koncercie w Lublinie, że zrobiło mi się szkoda. Zaczęłam o tym myśleć, że dawno nie byłam na ich koncercie, i poza tym w sierpniu, to nie byłam przez długi czas na żadnym koncercie. Dodatkowo Luxtorpeda ma nową muzykę, niesłyszaną na żywo. A jeszcze przecież niedawno rozczulałam się nad koncertem Luxtorpedy na Pol'and'Rocku. I w prawie ostatniej chwili, pięć dni przed koncertem, zagadałam z tatą i załatwiliśmy dla mnie bilet (ja nawet konta w banku nie mam, także ten).

Mając ten bilet i wiedząc, że pójdę na ten koncert, no to człowiek się cieszył, taka pozytywność w nim płynęła. A gdy przyszedł dzień koncertu, to jechałam na niego tak zestresowana, bo warunki pogodowe były masakryczne. Deszcz, mgła, odbijające się światło od tej mgły i wody. Dawno tak się nie stresowałam będąc za kierownicą, aż tak w brzuchu czułam. Jak dojechałam do miasta, i wpadłam na swój pierwszy przystanek, czyli Biedronka, to odetchnęłam z ulgą, choć na chwilę. A parkując stanęłam byle jak, nie patrząc się na miejsca parkingowe, bo przez pogodę nawet nie widziałam gdzie są miejsca parkingowe. Jakie było moje zdziwienie, gdy wysiadłam i okazało się, że stoję na miejscu parkingowym. Może nie idealnie, ale mieściłam się w miejscu parkingowym i stałam prosto. Po Biedronce była druga część stresu, bo jechałam drogą, którą dawno nie jechałam, plus nie wiedziałam, jak będzie z miejscem parkingowym. Jak już przejechałam tą część, którą dawno nie jechałam, to okazało się, że nie ma gdzie zaparkować. Szukałam rozwiązania tego problemu, już będąc na skraju paniki, że ja się zaraz spóźnię na ten koncert, czy cokolwiek. Ale patrzę, ktoś wyjeżdża z parkingu, a miejsce parkingowe idealne dla mnie, no to ja migiem i wracam się tam. Stoję na światłach i patrzę się ze zdenerwowaniem na sygnalizator, żeby mi się szybko zmieniło na zielone, żeby nikt mi nie zajął tego miejsca. Ostatecznie się udało zaparkować. Ale poszłam do kolejki pod klubem tak zestresowana, że masakra. Stojąc trochę w tej kolejce się trochę wyluzowałam, a jak już weszłam do lokalu, no to już nie było czym się martwić. Jedynie klub za późno zaczął wpuszczać ludzi i jak oddawałam kurtkę do szatni, to zespół zaczął grać, ale na drugim utworze już byłam na sali. Można było zauważyć trochę zmieniony i odnowiony lokal. Fajnie świeżym malowaniem pachniało. 

Dobra, bo ja mówiłam do siebie, że skupie się tylko na koncercie, a ja tu całe story of my life walnęłam.



Na początku chwilę musiałam się zaklimatyzować, introwertyk wśród tłumu, ale od razu mogłam zauważyć ekspresje ludzi, no i oczywiście pogo, więc po prostu zaczęłam czerpać z tego co niesie koncert i miałam resztę gdzieś (kiedyś miałam w głowie, że co jeśli ktoś mnie zobaczy jak kiwam głową, czy coś, i pomyśli sobie co za frajerka i tym podobne). Długo nie musiałam czekać, by przekonać się jak bardzo mi tego brakowało. Owszem, byłam w tym roku na koncercie Eda Sheerana, ale to zupełnie inny klimat. Tu polski zespół, grający mocniejszą muzykę, w nie dużym lokalu. Ale po ludziach też było widać, że brakowało im takiego koncertu. Śpiewali, krzyczeli, skakali, szli w pogo, nawet była jakaś mała dziewczynka, co 
headbangowała, albo chłopczyk, który siedział na barana u swojego taty, z plastikową gitarą i grał na niej razem z zespołem. Ba! Nawet jakiś około siedemdziesięcioletni pan był z synem. Świetnie było ponownie czuć klimat takich koncertów, na jakie zwykłam chodzić.


Na początku zagrana została cała płyta "Omega", czyli najnowsze wydawnictwo zespołu. Nawet nie wiem, czy grali po kolei, jak jest lista na płycie, czy jak im się podobało. Nie zwróciłam na to uwagi, skupiłam się na granej muzyce. Ludziom podobała się nowa muzyka, choć było widać, że nie wszyscy znają nowy materiał. Też jak stałam w kolejce, to mała grupka za mną, która stała, rozmawiała się tak, że wiedzą, że zespół ma nową muzykę, ale jej nie słyszeli. No ale kto znał, ten znał, kto dopiero poznawał, to słuchał, a kto szedł w pogo, to szedł w pogo. Plus zespół postanowił pomóc w publiczności, trochę ją rozruszać, przy utworze "Fetor mentora". Ze sceny poinstruowali, że jedna strona ma krzyczeć "fetor mentora ora", a druga strona "ból uszu ból uszu". Całkiem fajnie to wyszło, ale trochę późno narywanie włączyłam. 




"Omega" jest zbliżona do tych pierwszych wydawnictw zespołu, więc prawdopodobnie między innymi dlatego ludziom się podoba. Znaczy tym, co są może aż za bardzo przyklejeni do tych pierwszych płyt. Widziałam komentarze, gdzie ludzie piszą coś typu "fajnie, że nowa muzyka brzmi jak stara Luxtorpeda", czy coś takiego. Ja to nie patrzę w ten sposób, ogólnie na muzykę. Ja na muzykę patrzę tak, że co mi się podoba, to mi się podoba, każdy rodzaj muzyki, czy kompozycji niesie ze sobą coś innego, dlatego każda era jakiegoś zespołu, czy artysty, którego słucham, niesie ze sobą coś innego, a ja staram się wynieść z tego coś dla siebie.

Utwory z "Omegi" są jak "stara" Luxtorpeda, ale jednocześnie jest taka dzisiejsza. W sensie, słychać, że została zrobiona teraz, że jest świeża, mając klimat podobny do tego z początku działalności tego zespołu. Po prostu nie brzmi to, jakby zespół chciał naśladować swoją muzykę z tamtych czasów. W głowie miałam lepszy sposób na wyjaśnienie o co mi chodzi, ale jak zaczęłam pisać, to postanowiło opuścić moją głowę.

Cała "Omega" mi się podoba, ale wiadomo, że są takie utwory, które się częściej odtwarza. W moim przypadku to "Krew z krwi", "Ja", czy "Przygotuj się na najlepsze". Ale też nie przejdę obok świetnej gitary w "Ofiara z woli boli", przy tym utworze pogowicze mieli co robić. W "Bezkres" też było fajne ciężkie granie. W ogóle, to cieszę się, że zagrali całą płytę, bo każdy utwór zasługuje na usłyszenie go na żywo, a zapewne w przyszłości nie wszystkie będą grane na koncertach. Jedne są bardziej "koncertowe", inne mniej, jedne będą miały większe zainteresowanie, inne mniejsze. Utwory "Krew z krwi" i "Ja" brzmią genialnie, ale na żywo brzmią jeszcze bardziej genialnie, czuć taką taką głębię w nich.




Po zagraniu "Omegi" przyszedł czas na inne utwory. "3000 świń", "Mambałaga", "Siódme", "Autystyczny", "Progres nie problem", "Cel", "Opty Pesy", "Na czworakach", "List", "Wilki dwa", czy "Hymn". I tu ludzie już czuli się o wiele pewniej, bo grane były doskonale znane utwory. Krzyczane było przy "Wilki dwa", "Hymn", czy "Autystyczny". I ten głos ludu to jeden ze składników magii koncertów. To jest niesamowite, jak wszyscy jednocześnie krzyczą to samo. Porobiłam sobie krótkie nagrania, i jak sobie je odtwarzam, to aż mi się sama morda zaczyna uśmiechać. A podczas "Hymnu" bardzo podobała mi się gitara, jak została zagrana, co też jest częścią magii koncertów, bo nie koniecznie musi być zagrane tak, jak zostało nagrane na płytę, tylko można to urozmaicić i wtedy wychodzi świetne brzmienie. Zaś podczas "Autystycznego" Litza zaprosił tego chłopczyka co siedział tacie na karku z plastikową gitarą, i to było takie fajne i miłe, mi co ja dzieci nie lubię, to aż się miło i ciepło na  serduszku zrobiło.






To będzie ten koncert, który na pewno zapamiętam. Byłam na nim po tak długiej przerwie, czerpałam z niego ile się dało, był to mój dziesiąty koncert Luxtorpedy, więc lepszego nie mogłam sobie nawet wymarzyć. I dobrze, że jednak mi się odmieniło i na niego poszłam. O krok od tragedii było 😆. W ogóle, to nawet nie wspomniałam, że ten koncert odbył się piątego listopada 😬. Po koncercie wyszłam naładowana pozytywną energią, z zacieszem tego co doświadczyłam i już nawet nie stresowałam się jazdą po dawno nie przemierzanych ulicach.

Trochę chaotyczny ten wpis. Jak zwykle jak chciałam coś na szybko napisać i nawet miałam w głowie to, co chciałabym napisać, to po drodze się wszystko rozsypało, jak sól 😛. Dlatego zawsze wpisy najpierw pisze w wersji papierowej, żeby potem podczas pisania tutaj coś zmienić, jak przyjdzie mi jakieś lepsze zdanie do głowy. A skoro przy tym jesteśmy, to właśnie jestem w trakcie pisania pewnego wpisu "na brudno" na papierze, ale warunki koło mnie mi nie sprzyjają, kiedy pisze i trochę się to wlecze, a i temat nie jest łatwy i muszę uważać. Najgorzej kiedy wiem co chcę napisać, ale nie umiem ubrać tego w zdania 😕.

Dobra bedzie tego, trza skupić się na robocie 😆.



czwartek, 4 sierpnia 2022

Byłam wirtualnie na koncercie zespołu Luxtorpeda na Pol'and'Rock.

Człowiek nie ma okazji wybrać się na Pol'and'Rock, ale na szczęście są transmisje na żywo w internecie z koncertów.

Dzisiaj rozpoczął się 28 Pol'and'Rock i sprawdziłam, kto gra dzisiaj, kto gra w kolejnych dniach, i zobaczyłam, że dzisiaj gra Luxtorpeda, więc przypilnowałam sobie godziny i byłam obecna przy komputerze, by "być" na tym koncercie. 

Dawno mnie nie było na jakimkolwiek koncercie, i nie dość, że nam zabrali koncerty, to jeszcze przez dwuletnie siedzenie w domu tak mnie zamknęło na jakiekolwiek wyjścia, że nawet jak był jakikolwiek koncert w mieście (a było ich mało), to w sumie sobie nic nie robiłam z tego, że ktoś da koncert. Zaś przed tym dwuletnim zastojem, chyba za każdym razem, gdy Luxtorpeda była w Lublinie, to ja na tym koncercie byłam. W ogóle chyba mi brakuje jednego, by było w sumie ich dziesięć. Wiem, że jak się sytuacja trochę poprawiła, i robiono jakieś koncerty, to był też koncert Luxtorpedy, tylko że ja nawet o nim nie wiedziałam, a ostatecznie został odwołany z powodu małej sprzedaży biletów. Potem był jakiś drugi, ale właśnie sobie go olałam, tak jak te inne koncerty. Teraz jest ogłoszony koncert na jesień, może mi się uda.

W każdym razie, jak zaczął się koncert Luxtorpedy na Pol'and'Rocku i zaczęłam ich słuchać, to poczułam, jak brakuje mi koncertów. Mimo, że rysowałam, to czułam się, jakbym tam była. Wzięłam sobie dość mocno podgłosiłam (ale nie na 100% głośności w komputerze, bo bardzo blisko mam głośniki na biurku 😅) i radowałam się dźwiękami. To była taka energia, taka moc, tyle emocji, tak jak zawsze podczas koncertów Luxtorpedy, że mimo, iż to było wirtualne, to w ogóle tego nie poczułam.

Natomiast urzekła mnie jeszcze jedna rzecz. Otóż, Litza, wokalista zespołu, zaczął źle się czuć. Powiedział do publiczności, po małej przerwie, że ma sztuczne zastawki w sercu (o ile dobrze ja to zapamiętałam) i że przez upał nie chcą mu poprawnie działać. Przy kolejnym utworze było widać, że dokuczają mu te dolegliwości. Dlatego zespół wrzucił na luz i zagrał "Sęk", coś kompletnie nie Woodstock'owego, jak to Litza powiedział, ale podczas tego utworu chciał trochę odpocząć. Mimo niewoodstockowości, ludzie się bawili przy tym utworze. Dodatkowo, jak zespół skończył grać ten utwór, to publiczność zaczęła krzyczeć "jak się czujesz?!". I to było takie rozczulające, tak się mi ciepło w środku zrobiło. Litza docenił i powiedział, że po to są koncerty.

To jest perspektywa w widoku komputera, wiadomo, ale mam wrażenie, że będąc tam z tamtymi ludźmi, to człowiek prawie by się czuł jak u siebie. Nie wiem, jak ja introwertyk bym to zniosła, ale mam wrażenie, że bym wytrzymała. To jak oni się tam bawią, jak przebywają ze sobą, czy robią pogo do muzyki zespołu, którą pierwszy raz słyszą. Prawdopodobnie tam nie czułabym się jak dziwak. Jest taka szansa. 

Ten koncert, mimo, że wirtualny, został u mnie i teraz siedzi w mojej głowie. Tak samo jak ci ludzie krzyczący "jak się czujesz", i ogólnie tak jakoś pozytywnie. Mam też nadzieje, że jak Litza mówił, że mu lepiej, to tak zostało.




środa, 18 grudnia 2019

Ostatni koncert Luxtorpedy w tym roku. | Lublin, 14.12.2019.

Wydawałoby się, że będąc na dziewiątym koncercie jednego zespołu może wkraść się jakaś rutyna i monotonia, w szczególności, że grupa nie wydała od czterech lat nowego albumu, i faktycznie na niektórych tak było, ale to też bardziej zależało od mojego nastroju, przynajmniej w większości przypadków. W każdym razie prawie na każdym koncercie trafia się coś, niespodziewanego, spontanicznego, co potem na żadnym koncercie się nie powtarza i tworzy takie wydarzenie niepowtarzalnym. 

Niepowtarzany i na którym mnie jeszcze nie było był ostatni koncert zespołu Luxtorpeda, na którym byłam. Przyszłam na niego bez większej ekscytacji, bo w końcu był to mój dziewiąty koncert, a dodatkowo była w przygnębionym nastroju, no miałam tak zwanego 'doła'. Ale gdy tylko weszli na scenę, pojawił się powód by pojawił się uśmiech na mojej 'zdołowanej' twarzy, bo Litza, wokalista, zaczął opowiadać anegdoty, dotyczące jego poprzedniego wieczoru. 

Po zagranym drugim utworze powoli zapominałam o swoim dołowym nastroju i nawet to się trochę udało, ale potem zespół postanowił zrobić mi psikusa u zagrać nowy utwór, który jest no z głębokim tekstem. Podany został jej tytuł, ale ja jak zwykle nic sobie nie zanotowałam i mam amnezję i nie pamiętam 😆. Po niedługim czasie zagrany został drugi nowy kawałek, jak dobrze pamiętam nosił tytuł "Opty-Pesy", ale co do tego nie mam pewności. Nie ufam swojej pamięć. Poniżej fragment tego utworu, plus zabawna sytuacja na scenie, która poprawiła mi trochę ten zdołowany humor 😉. 

Luxtorpeda - fragment nowego utworu | Lublin 14.12.2019


Kolejnym fajnym akcentem było zagranie utworu "7 razy" pod muzykę utworu "Tata dilera" Kazika Na Żywo. To było super, taka zabawa muzyką. Mam też wrażenie, że zagrali to na spontanie, co jeszcze bardziej ufajniło, że tak powiem, tą sytuację. Z początku to ja w ogóle myślałam, że zagrają z oryginalnym tekstem "Tata dilera", ale potem zaczęli śpiewać kompletnie inny tekst, że nawet początkowo nie mogłam ogarnąć co to za Luxtorpedowy kawałek 😂. 

Kultowa Luxtorpeda | Lublin, 14.12.2019


Litza na początku, jeszcze przed graniem wspomną, ze to ich ostatni koncert w tym roku i że nie wiadomo co się może wydarzyć. I chyba tego się nikt nie spodziewał. Otóż wokalista zaprosił fana na scenę i zaczęli GRAĆ METALLICĘ 😁. To było tak urocze i zajebiste, że nawet ja byłam poniekąd szczęśliwa razem z tym chłopakiem. Swoją drogą wyglądał na młodszego ode mnie, a grał na gitarze niemal jak profesjonalista. To było piękne 😄.

Luxtorpeda gra Metallicę z fanem | Lublin, 14.12.2019


Na końcu zespół zagrał utwór z solowego repertuaru Hansa, z którym miałam okazję się zaznajomić i w sumie gdzieś w głębi siebie miałam taki malutki cień nadziei, że zagrają coś z niego. I zagrali. Jak Litza zapowiadał ten utwór to ja już wiedziałam o co chodzi i byłam szczęśliwa, po tytuł "Kiedyś zaśpiewam ci" z płyty "Poprawna Praca Serca" jest tak pięknym utworem, tak pięknie brzmi (szczególnie puszczony w samochodzie na cały regulator 😆), że to była czysta przyjemność usłyszeć go na żywo, na końcu koncertu. 

Hans Solo, ale jednak z zespołem - Kiedyś zaśpiewam ci | Luxtorpeda, Lublin, 14.12.2019


Także podczas tego koncertu było tyle akcentów, że wlicza się to tych najlepszych koncertów Luxtorpedy, na jakich byłam. Dodatkowo te akcenty i grana na żywo muzyka i trochę humoru od zespołu trochę przegnały mi tego mojego 'doła'. Z niecierpliwością czekam na ich nową płytę, która podobno w przyszłym roku, za co trzymam kciuki, a sądząc po dwóch nowych utworach, raczej fani się nie zawiodą nowym wydawnictwem, tak myślę. Z resztą, oni nigdy nie zawodzą, nie ma o co się martwić 😊.