Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Winx Club. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Winx Club. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 października 2025

Look how they massacred my boy. | Reboot "Winx Club".

Serial animowany "Winx Club" był sam w sobie trochę specyficzny, chociażby sam wygląd postaci, że ich anatomia nie była taka jak w rzeczywistości, co też wielu ludziom przeszkadzało. Charakterystyczne wcięcie w talii, sporo golizny w ubiorze, czasem specyficzne gesty, ruchy bohaterek, dużo przeróżnych transformacji i cały czas powtarzalne trzy złe charaktery. Jedni kochali, drudzy nienawidzili, a z jakością sezonów bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, a raz kompletnie beznadziejnie.

Jako dziecko uwielbiałam ten serial. Bawiłam się, wcielając się w postacie, razem z innymi dziećmi, wymyślałam własne historie z głównymi bohaterkami, zaczęłam je rysować i kolekcjonować magazyny, człowiek zbierał jakieś drobniaki i wydawał majątek na to (dziesięć złotych to kiedyś było dużo, żeby na taki magazyn wydać). Wiadomo, że z czasem, i z wiekiem, moje uwielbienie minęło, choć potrafiłam wracać co jakiś czas, żeby zobaczyć co się tam z tymi "Winxami" dzieje. A jako dorosła osoba obejrzałam wszystko do siódmego sezonu, bo chciałam mieć takie dorosłe spojrzenie. Okazało się przy tym, że to nie jest idealny serial, Bloom nie jest taką fajną postacią i przestała być moją ulubioną bohaterką, ale przynajmniej zauważyłam resztę tej głównej szóstki, bo wcześniej, to przecież Bloom najlepsza. W pewnym momencie nie wszystko miało sens, albo pomysły w niektórych sezonach nie były zbyt dobre, albo nie były dobrze wykonane. Trochę zniszczyłam sobie takie dziecięce wspomnienia, choć w sumie mimo, że ja to uwielbiałam, to miałam takie prześwity jako dzieciak, że coś tam czasem nie gra. Gdzieś tam jednak lekki sentyment został, choć to nie jest tak, że cały serial ma same wady, bo do pewnego sezonu serial potrafił być i na poziomie, i nawet przekazać coś pozytywnego. 

W tym serialu dużo się dzieje, są problemy natury ludzkiej, są problemy natury magicznej, są "ci źli", z którymi trzeba walczyć, nauka magii, zdobywanie nowych transformacji, które z początku było na zasadzie "trzeba sobie zasłużyć", no a potem to tam jak się komu podobało. Dużo też się działo w sferze grafiki. Pierwsze trzy sezony miały charakterystyczną i grafikę, i animację, były to lata 2004-2006, więc widać to po niej, no chyba, że ktoś wersję Nickelodeon oglądał, to ta animacja była nowsza. Szczegółów nie znam, ale Nickelodeon sobie wziął i po swojemu zrobił, wprowadzając zmiany nie tylko animacji, ale też ubioru bohaterek na przykład, wzięli stroje z trzeciego senonu i dali w dwóch pierwszych. No ja jestem team oryginał, bo to ikoniczna animacja, ikoniczne stroje. W czwartym sezonie widać było już progress w animacji i grafice, pamiętam, jak jako dziecko jarałam się tym nowym sezonem, nowym wyglądem wszystkiego, wydawało się to wtedy takie przełomowe. Wiadomo, że i w przypadku tych pierwszych trzech sezonów, to były jakieś drobne zmiany, ale jednak w tym czwartym to już tak konkretnie było widoczne. Kolejne sezony wiadomo, miały jakieś zmiany estetyczne, ale taki wygląd postaci był cały czas jeden. Aż do ósmego sezonu. Bo w ósmym sezonie wpadł ktoś na świetny pomysł, żeby zrobić kompletnie nową animację i modele postaci. Zrobili te postacie takie dziecięce, kompletnie inaczej one wyglądają niż do tej pory we wszystkich sezonach. Już nie wspominając, co oni tam w fabule wymyślili (choć i tak nie znam dużo szczegółów). Zniszczyli tym trochę wszystko co zbudowane było do tej pory. Bo chcieli trafić do młodszej widowni... Próbowałam ten ósmy sezon obejrzeć, i nie wiem do którego momentu ja tam doszłam, ale pomimo zmian graficznych i tak dalej, to nie oglądało się tego źle, o dziwo. Ale skoro chcieli coś dla dzieci zrobić, to mogli zwyczajnie oddzielny serial zrobić, nawet dziejący się w świecie Winx. Z racji tego, że nie obejrzałam tego w całości, a wiem tylko z przecieków, to na przykład z jakiegoś powodu był powrót pierwszej transformacji. I to był chyba jakiś znak. 









Jakoś po tym ósmym sezonie zaczęły chodzić głosy o dziewiątym, oraz o reboocie. Chodziły też głosy, że ten reboot będzie tym dziewiątym sezonem. W większej mierze, to ja po prostu jestem obserwatorem, osobą trzecią, nie jestem fanem, więc było mi to obojętne, co się dzieje, w sensie, ten serial to nie mój target. Poza tym, że nie oglądam za dużo animacji, jakichkolwiek, no to "Winx Club" jest kierowane do młodszej widowni i wiadomo, że pewne rzeczy do mnie nie trafią, albo widać, że coś jest dla tych młodszych i dorosły nie zareaguje odpowiednio. Dlatego sobie po prostu obserwowała, co tam się dzieje. 

Informacje o reboocie się potwierdziły, i była nawet jakaś wczesna zapowiedź, do której też miałam wątpliwości, ale jej nawet nie pamiętam. Na różnych eventach potrafiły być jakieś przecieki, ale ja się temu nie przyglądałam, jak coś w internecie było publikowane. Ja lubię oficjalne informacje, a do tego te publikowane rzeczy były okropnej jakości. Kiedy przyszedł czas, pojawił się plakat tego rebootu... i, o matko bosko, co tu się stanęło. Nie dość, że wybrali najgorszy format, czyli 3D, to jeszcze jak te postacie wyglądają... Ich twarze wyglądają tak samo, stroje są jak plastikowe, a włosy mają jak lalki. Sama ta grafika plakatu jest taka niezbyt ładna. Pomyślałam, że to tylko plakat, się zobaczy, jak pokarzą coś więcej, animację. W końcu w ósmym sezonie zmienili grafikę, ale tyle ile obejrzałam, to nie oglądało się tego źle. No człowiek wiedział, ale się łudził. 


Kiedy zaczęli promować ten reboot, udostępnili teaser trailer, niedługo pełny trailer, który w sumie był rozszerzeniem teaseru, nie wiele się różnił, miał więcej scen, i miał parę zmian. Udostępniali po kolei z każdą bohaterką filmiki z transformacjami, czy krótkie filmiki przedstawiające postacie. Na YouTube są to trochę dłuższe treści, niż na mediach społecznościowych. Po zobaczeniu teasera miałam mieszane uczucia co do animacji, coś mi w niej nie pasowało. Coś dziwnego działo się z brodą trola, nogą Bloom, gdy stawiała krok w tył, a twarz Stelli była jakaś taka, brzydka. Były to krótkie urywki, więc nie był to pełny obraz. Trailer to prawie to samo, więc tam nie wiele więcej. Filmiki z transformacjami miały podsycić fanów i być czymś spektakularnym, dla mnie zostały one zrobione z przepychem. One są napchane wszystkim, sekwencje dzieją sią bardzo szybko, bo przecież w dzisiejszych czasach musi się wszystko dziać szybko. Z tego co widziałam, to ludzie byli zachwyceni, z resztą jak wszystkim, co było publikowane, ale dla mnie przez ten przesyt i szybkość, to to straciło ten efekt "wow", nie jest to ani fajne, ani dobre, ani dobrze się tego nie ogląda. W oryginalnych sezonach było to zrobione ze smakiem, pierwsza transformacja była krótka, na miarę mocy bohaterek, które były przecież na początku ze swoją magią, i nawiązywały do charakteru, czy zainteresowań danej bohaterki. A razem z ewolucją ich mocy, te transformacje były coraz bardziej urozmaicone, z czasem coraz bogatsze, choć w pewnym momencie to już takiego znaczenia nie miało. Jak dla mnie te nowe transformacje wyglądają prawie tak samo, są zrobione na jedno kopyto (na przykład stroje transformacji pokazują się w taki sam sposób, i za jednym razem) i jest to przerost formy nad treścią. Oni nawet strzelili sobie w kolano i zrobili filmiki z porównaniem obu transformacji. Ale im dalej w las, tym więcej drzew. Bo w materiałach przedstawiających specjalistów, pokazali, jak oni wyglądają, w czasie trailera, to jeszcze były nadzieje na zmiany, i... o kurde, co to jest. Najlepiej wygląda Riven, a reszta? Brandon wygląda, jak po operacji plastycznych, a Sky, to taki piękniś, modniś. O dziwo Trix nie wyglądają najgorzej, one wyglądają lepiej niż główne bohaterki. Ale za to co zrobili Diaspro... No dziunia z wielką grzywą, nie jeden koń by pozazdrościł. Bliżej premiery i po premierze, gdy udostępnili jakieś sceny, albo piosenki z klipami, to już więcej było widać. Postacie poruszają się nienaturalnie, w ich ruchach jest coś dziwnego, nawet nie coś robotycznego, bo nawet robotyczne ruchy tak nie wyglądają. Czasem dziwne rzeczy dzieją się w animacji, gdy postać na przykład idzie w bok, po czym się odwraca, w którymś filmiku, gdzie główne bohaterki tańczą, i Bloom stawia jakiś krok, to jest taki przeskok w animacji, tak jakby w modelu nie było takiego ruchu. W oryginale zdarzały się jakieś dziwne gesty, albo ruch postaci, ale to nie był cały movement, cały czas. Fizyka nie jest zbyt dobra, włosy nie zachowują się jak włosy, kosmyki przenikają się przez siebie, albo, jak postać pochyla głowę, to tak sztywno całe włosy idą do góry, tak odchodzą od ciała postaci, no tak włosy nie działają. Ubrania nie zachowują się odpowiednie do ruchu postaci, gdy postać coś pije, czy je, to nawet nie ma iluzji, że to robi, nie ma w animacji momentu przykładania kubka do ust, czy kąsania, albo pizza którą jedzą nawet nie ma śladów gryzienia, tylko są takie równe kanty, że niby ubytek jest. W jednej scenie, to jak Musa gra na gitarze, ona jest na pasku, wisi jej na ramieniu, i w żaden sposób nie dotyka jej ciała. Jest scena, w której nowe uczennice są sprawdzane, czy są wróżkami, czy czarownicami ("Harry Potter" vibe), oczywiście już sam wygląd tych postaci zdradza, kim one są. Są tam ławki, uczennice siedzą, tylko... dlaczego jest ich tak mało? W takiej dużej szkole, to raczej dużo osób powinno być, i tych co byli sprawdzani, i gapiów. A tam mało tych nowych, i tych na publiczności, a sama publiczność, to owszem, może i tło, ale większych NPCów, to nie mogli zrobić. Przecież nawet na screenshocie to widać, siedzą w tej samej pozycji, aby umiejscowienie rąk jest lekko zmienione, i oni nawet nie patrzą się w kierunku tego, co się tam dzieje. Podobnie jest z "widownią", jak Winx sobie jakiś tam koncert grają, to to jest tak sztuczne, i wszystkim się wielce podoba ta muzyka, mają podniesioną rękę do góry i robią gesty, jakby na meczu kibicowali, albo kiwają głową, tak nie za bardzo w rytm. Komicznie wygląda ta publiczność.

WATCH IT NOW! Winx Club Reboot Teaser Trailer | Magic is back ✨

Winx Club: The Magic is Back | Official Trailer

Flora New Transformation 🌸✨ | Winx Club The Magic is Back

Tecna New Transformation 💻✨ | Winx Club The Magic is Back

Musa New Transformation 🎶✨ | Winx Club The Magic is Back

Stella New Transformation 💫✨ | Winx Club The Magic is Back

Aisha New Transformation 🌊✨ | Winx Club The Magic is Back

Bloom New Transformation 🔥✨ | Winx Club The Magic is Back





Byłam obserwatorem, ale im więcej tego wszystkiego się pojawiało, tym bardziej tak patrzyłam i jedyne co mi się nasuwało, to "co oni robią z moją bajką z dzieciństwa". Ja jeszcze nie oglądałam tego, ale mam zamiar. Na ten moment, tylko z tych strzępków informacji, mogę stwierdzić, że nie jest dobrze. I w sumie obawiam się z lekka całości. I co oni tam wykombinowali z fabułą, choć po tych małych elementach, to można się bać. Oryginał nie jest idealny, bo poza tym, że w fabule dużo się dzieje, to w niej zdarzają się luki, niezgodności, niedorzeczności. Czasem postacie podejmują dziwne decyzje, albo niezrozumiałe, albo są jak obrażone dzieci. W grafice, jak i w animacji, zdarzają się jakieś wpadki, albo lekkie niedociągnięcie, ale w głównej mierze jest to spójne. No i projekty postaci są cały czas takie same (do ósmego sezonu). Natomiast ktoś by się spytał "a co z tymi momentami, gdzie jest grafika 3D", albo "przecież filmy są w 3D", owszem, to nie było dobre, te grafiki 3D w filmach i okazjonalnie w serialu, jak przenosiły się do jakiegoś świata, były paskudne, ale nie zauważyłam jakichś dziwnych rzeczy, postacie poruszały się tak jakby były w 2D. Reboot tak, ma lepszą tą grafikę, jednak powinni się bardziej postarać, szczególnie, że robią coś na nowo, od początku, i mimo, że grafika jest trochę lepsza, to jednak mogli to zrobić o wiele lepiej, bo skoro w tej starszej grafice zrobili chociażby to, że widać teksturę, strukturę jakiegoś materiału ubrania, to w tej nowszej tym bardziej powinni dać radę to zrobić, a nie, wszystko wygląda plastikowo, plastelinowo, w dodatku z dziwną fizyką. 

Przyjdzie czas, to zobaczę, jaki z tego kwiatek. Ogółem nie śpieszy mi się, spodziewając się, co to może być za twór. Na moment pisania tego, to ma ocenę 3.6 na IMDb, więc nieźle 😆. Najpierw jednak ten ósmy chce zobaczyć, żeby tak pełniejszy obraz mieć, żeby zobaczyć ten rewolucyjny sezon i mieć jakieś odniesienie w kierunku do rewolucyjnego rebootu, no i całości serialu.

Adieu.

The Fairies Are BACK! 💖 Meet Flora, Tecna, & Musa! | Winx Club: The Magic is Back

The Fairies Are BACK! 💖 Meet Bloom, Aisha, & Stella! | Winx Club: The Magic is Back

Beware the Trix! 😈 Icy, Darcy & Stormy | Winx Club: The Magic is Back

Specialists Spotlight! 💥 Get to Know Sky, Brandon, Riven & Timmy! | Winx Club: The Magic is Back

Bloom: Fairy or Witch?! ✨ The Magic Test! | Winx Club: The Magic is Back

Winx Club: the Magic is Back MUSIC - Winx Universe (Official Series Video)

How the Winx Club WAS BORN! 🎉 | Winx Club: The Magic is Back

Bloom's Alfea Roommates Reveal! ✨ Winx Club: The Magic is Back

Bloom's Transformation: original Season 1 vs. Reboot Side-by-Side | Winx Club Official

Aisha's Transformation: original Season 1 vs. Reboot Side-by-Side | Winx Club Official

Stella's Transformation: original Season 1 vs. Reboot Side-by-Side | Winx Club Official

Musa's Transformation: original Season 1 vs. Reboot Side-by-Side | Winx Club Official

Tecna's Transformation: original Season 1 vs. Reboot Side-by-Side | Winx Club Official

Flora's Transformation: original Season 1 vs. Reboot Side-by-Side | Winx Club Official


piątek, 3 stycznia 2025

Zbiorczo 8.

Zapomniałam, że mam taką serię wpisów, w których piszę o różnych rzeczach z moimi jakimiś przemyśleniami i pomyślałam, że można do tego wrócić. No dobra, nie zapomniałam, tylko nie było nic, o czym mogłabym sobie popisać, albo też nie miałam takiej potrzeby. Poza tym i tak nie miałam od pewnego momentu czasu. Mam jeden wpis do dokończenia, dwa większe do napisania, które potrzebują czasu i przygotowania, ale takie "Zbiorczo", to można sobie machnąć, dlaczego by nie, szczególnie, że coś tam się znalazło. Znaczy, tu też potrzeba chwilę poświęcić, ale zawsze to nie ma tu na przykład zdjęć, które obrabiam, albo nie piszę o czymś, co potrzebowałoby sprawdzenia informacji, albo poukładania chronologicznego, tak jak przy rysunkach. To zacznę od takiego szybkiego, prostego.


1. Reboot "Winx Club"
Ja z serialem animowanym "Winx Club" mam długą historię, po krótce wspominając, ulubiony serial z dzieciństwa, wracałam do niego wiele razy, obejrzałam go od początku kilka razy, ostatnim razem do siódmego sezonu, jako dorosła osoba, oglądałam również filmy i "World Of Winx". Miałam jeszcze ten ósmy sezon obadać, ale się nie złożyło, mimo iż nawet zaczęłam. Może kiedyś się uda. A więcej, od początku i obszerniej pisałam w TYM wpisie, zrobiłam cały elaborat. I jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam wyświetlenia (między innymi) tego wpisu 🙈. Od tego wpisu obserwuje sobie dzieje w "Winx'owym" świecie i w pewnym momencie padła informacja o reboocie serialu. Każdy liczył na kolejny sezon, a tu z jakimś rebootem wyjechali. W tamtym czasie sobie to olałam, bo to w końcu była pogłoska, plus do takich rzeczy mam duży dystans, no bo pod szyld fana się nie nadaje.
Jednak wieści o reboocie okazały się prawdziwe, mało tego, ma to być dziewiąty sezon serialu. Jak oni te kropki połączyli, to ja nie wiem. W mojej głowie pojawiły się pytania po co? na co? dlaczego? No minęło dwadzieścia lat od premiery, ale skoro uważają, że robienie na nowo "Harry'ego Pottera" jest za wcześnie, to i na "Winx" też. Poza tym już serial aktorki próbowali robić... No i wyszedł teaser do tegoż Winxowego rebootu. I cóż moje oczy ujrzały. Jakby to powiedzieć (a właściwie napisać), stylistyka animacji mi nie spasowała. Nie będę się patyczkować, bo tak jak za pierwszym razem, tak i teraz mam tylko jedno pytanie, co to za gówno? Nie przepadałam za 3D animacją w filmach, kompletnie nie lubiłam jej, gdy pojawiała się jako element w niektórych sezonach, gdzie sobie wymyślili, że jakieś tam światy będą postacie w 3D zamieniały. No nie lubię, nie podoba mi się. Wiem, że to zapowiedź i rzeczy mogą się zmienić, ale i tak nie napawa mnie to optymizmem. Mam złe przeczucia. Jeżeli samą historię zmienią, tak jak animację, to już katastrofa. Jeszcze taka Alfea nawet nieźle wygląda, ale postacie? Główne bohaterki mają takie twarze, że nie chce się patrzeć, a ich ubrania źle wyglądają, bo tak zostały zaprojektowane, albo źle wyglądają przez animacje. Teaser pokazał też, że będą drobne zmiany w opowiedzeniu tej historii i tego bym się nie czepiała, no chyba, że jakaś zmiana będzie głupia, kretyńska, nielogiczna, bezsensu i nieprzydatna. Można mieć odmienny pomysł na opowiedzenie jednej historii, ale jak coś będzie idiotyczne, to lepiej jakby nic nie robili. Zobaczymy, co tam wyklują. Mam nadzieję, że za bardzo ich nie poniesie (szczególnie w głupocie).

WATCH IT NOW! Winx Club Reboot Teaser Trailer | Magic is back ✨


2. "Włatcy Móch" i "Włatcy Móch; One"
Jakoś blisko końca wakacji w internecie i nie tylko, zaczęła się intensywna promocja serialu animowanego dla dorosłych "Włatcy Móch: One", powiązanym oczywiście z dobrze znanymi "Włatcami Móch", który miał swój początek w 2006 roku, a zakończył się w 2011. Ten kto zajmował się marketingiem "One", miał do tego łeb na karku, bo od razu ruszyła strona na Facebooku (wybudzona po latach, którą mam polubioną i dzięki której w ogóle się dowiedziałam o WM:One), ale również pozostałe social media. Tak reklamowali, i tak promowali, że obejrzałam też tych pierwszych "Włatców".
Miałam pisać tylko o tych nowych, ale jak już o tych starych wspomniałam, to mnie natknęło. Ogólnie byłam ciekawa, jak po latach "Włatcy Móch" będą mi się podobały, szczególnie, że ja to oglądałam (przeważnie) za dzieciaka, co z resztą lekko niedozwolone było, bo to przecież animacja dla dorosłych. Z początku na luzie sobie włączyłam odcinki, jak nie było nic do włączenia na YouTube, a w pewnym momencie jak poleciałooo. Całkiem szybko mi minęły te dziewięć sezonów. Okazało się, że do teraz mam w pamięci teksty (czasem nawet z pełnego odcinka) w głowie, a podczas oglądania niektóre teksty uploadowały mi się razem z biegiem serialu/wydarzeń w nim. Też myślałam, że nie wszystkie odcinki widziałam, ale po zobaczeniu całości, okazało się, że jednak widziałam wszystkie, oglądając, wszystkie odcinki kojarzyłam. Myślałam, że od połowy serialu będę kojarzyła coraz mniej, bo bardziej pierwszą połowę niegdyś oglądałam, no ale jednak nie. Nie spodziewałam się też, że ten serial po tylu latach będzie mi się podobać. Seryjnie podczas oglądania śmiałam się jak wtedy, gdy oglądała, ten serial pierwszy raz. Bardzo podobają mi się te pomysły na te przeróżne historie, humor też świetny. Wiadomo, jak każdy serial miał swoje lepsze i gorsze odcinki, no tak po połowie zaczynało być różnie, czasem humor słaby, czasem historia taka sobie, no coś nie pykło, ale było też i tak, że humoru nie było, bo był kijowy, albo po prostu nieśmieszny, ale miał jakieś przesłanie, czy zwracał uwagę na pewne rzeczy, co mnie zdziwiło, no bo kiedyś był ten serial dla mnie "śmieszną bajką". W sensie, wcześniej, we wcześniejszych odcinkach też zwracał ten serial na coś uwagę, ale tak bardziej prześmiewczo, to "coś" było obiektem humoru. Za dzieciaka się nawet tego nie zauważało. Zaś animacja, taka prosta, czasem płaska, jakby robiona w Paint, gdzie niektóre ruchy postaci były takie kwadratowe, albo jak ktoś machał ręką na przykład, czy coś podobnego, to w animacji ta ręka została odcięta do tego ruchu, no to to ma swój urok, to należy do klimatu serialu. Bardzo podobają mi się cztery główne postacie, no i pani Frau, czy Higienistka. Podoba mi się, jak została przedstawiona bujna wyobraźnia Maślany, Konieczka, Czesia i Anusiaka, jak na przykład przenoszą się do ich ulubionej gry, "Magicznych Wojowników", albo jak idą do swojej bazy. Świetne są też ich teksty, ich slangi, a Czesiowe śpiewanie "Alleluja" (i nie tylko) jest już kultowe, tak jak z resztą jego głos, który niegdyś każdy próbował naśladować. Też podobało mi się, jak te cztery chłopaki w różnych sytuacjach mówili o czymś z perspektywy ich zainteresowań, Konieczko naukowo, Maślana finansowo pieniężnie i tak dalej. Postać Higienistki jest bardzo charakterystyczna. Tu taka uczuciowa, pragnąca miłości, a tu trochę takie męskie zachowania. No i ta gra na basie! Mimo, że każdy jej blues brzmi chyba, prawie tak samo, to zawsze nadrabiany jest tekstem, który miał w sobie zawsze choć trochę humoru, a który potrafił uderzyć znienacka, że parskało się śmiechem. No i pani Frau i jej "Apokalipsa!!!" oraz darcie mordy, czasem nawet jak tylko coś mówiła. Również ikoniczna postać, dzięki której twórcy pokazują w prześmiewczy sposób realia szkoły i nauczycieli. Tak więc serial bardzo dobry, bardzo fajny, z humorem, z drugim dnem, czasem ze swojego rodzaju morałem.
A jak wyszło z "Włatcy Móch: One"? Miałam obawy i wątpliwości. Bałam się, że zrobią coś tylko, żeby zrobić, albo zagrać na nostalgii u ludzi, no i tego typu rzeczy. Przed premierą mówiono, że ten serial będzie o dorastaniu, że chłopaki będą zainteresowani dziewczynami, poza Czesiem, bo jemu to nie będzie się podobać. No i tak było na początku przez parę odcinków. Potem gdzieś to im znikło. Próbowali przy tym nowego formatu, z czasem od niego odeszli, trochę kombinowali, no i gdzieś tam wracali do tego formatu z pierwszych "Włatców". Bardzo było to nierówne, tak jakby nie wiedzieli, w którą stronę pójść. Ten nowy format, którym zaczynali mi się podobał, było to coś nowego i w sumie fajnie, jakby to rozwinęli. No a oni gdzieś po drodze się lekko pogubili. Mimo tego różnego formatu, to się dobrze oglądało. A jak z fabułą odcinków? Pierwsza połowa sezonu podobała mi się bardziej, pomysły były niezłe, koncept tego, że Anusiak, Konieczko i Maślana mają dziewczyny, a Czesiowi się to nie podoba, przypadł mi do gustu. Chłopaki uganiali się z dziewczynami, a Czesio po nich cisnął. Trochę też pokazali tą taką walkę podczas dorastania, że tu się dorasta, a tu jest jeszcze dzieckiem. Albo uważanie się za dorosłego, ale jednak nie do końca. Gdzieś po połowie poziom trochę spadł, bardzo szkoda. Niby miały one jakieś akcenty, ale niestety nie dały rady pociągnąć danych odcinków. Z humorem również było różnie. Podobnie jak z fabułą, do połowy humor dawał radę, no a po połowie, to już różnie było. Do połowy udało im się w większości mnie rozbawić, no a po połowie, to ten humor im nie wyszedł. W większości żarty były nieśmieszne, gdy robili jakąś parodię, no to było to prześmiewcze, ale mało śmieszne. Trochę szkoda. Delikatnie brakowało mi granego przez Higienistkę bluesa, choć ten brak był do przeżycia. Brakowało mi bazy chłopaków, po zabraniu im starej mieli nową, ale użycie jej pojawiło się gdzieś na końcu, nie wiem czy nie w ostatnim odcinku. Lekko zabrakło też darcia mordy przez Frau i za mało apokalipsy. Nawet jak się darła, to trochę animacja nie pokazywała dobrze tej ekspresji. Niestety z muzyką też tak średnio. Czołówka lekko zmieniona, ale ta sama, a tak to praktycznie był jeden motyw muzyczny, co odbierało niektórym scenom. Bo na przykład była spokojna scena i grała taka spokojna muzyka, a jak się coś działo, to była ta sama ta muzyka i nie podkreślała tego, co się dzieje, no i taką scenę dynamiczną, to tak dynamicznie się nie odbierało. Ale wróćmy może, do czegoś bardziej pozytywnego, żeby rozładować trochę tą negatywność. Bardzo podobało mi się wprowadzenie nowych postaci, postaci nauczycieli, i z dwojgiem były odcinki wprowadzająco przedstawiające, które mi się podobały. Wprowadzili też nową postać na cmentarzu, świetną babcię Jadzię (o ile się nie mylę), świetnie uzupełniając wujasów (o nich nie wspominałam przy pierwszych WM, ale wiadomym jest, że są to świetne postacie). Bardzo podobało mi się to, że w wypowiedziach Maślany, Anusiaka, Konieczka, a nawet Czesia, słychać, że są starsi, ale nadal chociażby odpowiadali facetce w starym stylu. Jeżeli chodzi o tę trójkę z dziewczynami, no to dla mnie to trochę znikąd pojawiły się pojawiły u nich jakieś tam uczucia, ale powiedzmy, że to jest taka dziecinno/młodzieńcza miłość od pierwszego wejrzenia. Też nie rozumiem dlaczego jeden z nich jest z Andżeliką, zważywszy, że przez cała pierszą wersję "Włatców" chłopaki i Andżelika walczyli ze sobą. To już lepiej, jakby były trzy nowe dziewczyny w klasie i one razem z chłopakami prowadziłyby wojenki z Andżelą. Przynajmniej nadrobili to humorem, w którym śmiali się z tych stereotypów w takich typowych związkach. Podobało mi się również, jak Czesio wrzucał swoim kumplom, że koledzy są "miętkimi" fajami na przykład, czy wygarną im, że uganiają się za dziewczynami, jak głupi, dano taki kontrast, że on jest mądrzejszy, a im trzem rozum odjęło od tych dziewczyn. Bardzo podobała mi się scena z traileru, w której Czesio jedzie z Higieniską i pyta się, czy on też będzie się uganiał za dziewczynami, ta odpowiada mu twierdząco, po czym ten mówi, że on woli umrzeć i wyskakuje z samochodu. No świetnie. A drugi taki kontrast u Czesia, to tak jak jest mądrzejszy od swoich kolegów, tak z drugiej strony nie chce dorastać, chce być nadal dzieckiem. Nawet była o tym piosenka, którą Czesio śpiewał ze swoim misiem, a wujasy grały na instrumentach. Z tego co mi wiadomo, to serial robiono między rokiem 2017 a 2019 i mimo tego poruszał tematy, które są nadal aktualne. Trochę im się zeszło z emisją, ale aktualność została.
W jakimś stopniu podobał mi się ten serial, no ale ma swoje wady. Rozumiem ludzi, którym się on nie spodobał, czy zawiedli się na nim. Pierwsza połowa spoko, druga połowa średnia, ja oglądałam głównie robiąc coś innego. Oglądałam i w tym czasie powiedzmy ogarniałam zdjęcia. I chyba najlepiej go tak obejrzeć, nic się z niego nie straci, a i czas też się nie zmarnuje. Jeszcze ktoś mógłby obejrzeć dla tak zwanego odmóżdżenia, czy jak nie ma co do tego serialu jakichkolwiek wymagań, albo, gdy nie ma się niczego, czy niema się na nic konkretnego ochoty.

Włatcy móch - ONE | Zapowiedź 1

Włatcy Móch - One | 8 września, 20:00 | Czwórka



3. Drugi sezon "Arcane"
W ostatnim czasie głośno się zrobiło o serialu animowanym "Arcane". No jest to głośny tytuł. Było głośno przy pierwszym sezonie, było głośno przy drugim sezonie i nadal widzę pokłosie tego drugiego. Ja pierwszy sezon obejrzałam tylko dlatego, że skłonił mnie do tego teledysk z piosenką od Imagine Dragons, który był zrobiony z "Arcane'owej" animacji. I ta animacja, jej styl, jej kreska, tak mi się spodobały, że aż włączyłam ten serial. Więcej o tym pisałam tutaj, bo machnęłam wpis, tylko uprzedzam, że nie pamiętam co ja tam nabazgrałam 😅. No i jak zaczęłam oglądać ten pierwszy sezon, to on mnie nawet zainteresował, mało tego, on mi się spodobał, a zakończyli go tak, że człowiek się zaciekawił, co będzie dalej. Gdzieś między pierwszym, a drugim sezonem poszła informacja, że na tym drugim serial się zakończy. Ja miałam takie "what?" (mówione przez Tigera Bonzo). No ale niedługo pomyślałam sobie, że może to i lepiej, jakby mieli robić kolejne sezony i traciłyby na jakości. Też chodzą głosy, że mają powstawać inne rzeczy w świecie tego serialu.
Zacznę od negatywów, żeby potem móc się cieszyć tymi dobrymi rzeczami. Drugi sezon "Arcane" jest odrobinę słabszy od pierwszego. Tak jak oglądając pierwszy sezon czasem miałam laga i wolno mi się kropki łączyły, bo mój angielski nie był najlepszy, czy musiałam wdrożyć się i zapoznać w nieznanym świecie przedstawionym, tak w drugim sezonie gubiłam się przez to, jak został zrobiony. Momentami wydarzenia działy się za szybko. Czasem były momenty, w których nie wiadomo było co z czego, dlaczego, jakby zapomnieli czegoś wyjaśnić. Trochę pogubili się z tym co ma się dziać z miastem Piltover i jego undercity, Zaun, które chciało być oddzielnym miastem w pierwszym sezonie. Ten pomysł, że Zaun chce być niepodległym miastem, podobał mi się, ale go nie zrobili w drugim. Myślałam, że przez to co się zadziało w ostatnim odcinku pierwszego sezonu, to będzie dalsza walka między tymi miastami, że będzie ta zapowiadana wojna, no ale jednak niestety nie. Ja w pewnym momencie nie wiedziałam co dzieje się między Piltover, a Zaun. Niby polowali na Jinx, potem zamykali jej zwolenników, a znowu w sumie nie wiadomo, dlaczego i za co Jinx miała tych zwolenników. No niby coś tam wybucha, ale to nie jest regularne i nie robi ona żadnej rewolucji. Jinx jest też nazywana terrorsytą, z czym można się zgodzić, no bo w końcu swoje bomby wybuchała. A propos jej wybuchających rzeczy, no to na końcu pierwszego sezonu ona rakietę w pewien budynek, dlatego w pierwszym odcinku drugiego sezonu mamy do czynienia z pokłosiem wybuchu tej rakiety. Walnęła ona w council, radni w nim zginęli, zostali ranni, a Jayce co się trzymał z Mel zauważył (ja nie), że kobieta jakimś dziwnym trafem nie została draśnięta nawet żadnym kawałkiem gruzu. Niedługo Mel znika. Okazuje się, że ona ma pewne umiejętności, przy okazji dowiaduje się pewnych rzeczy o swej matce, Ambessie. Gdy przychodzi czas, to Mel umie posługiwać się tymi swoimi nowymi umiejętnościami, co się o nich dopiero co dowiedziała. No, dziwne. Niby pokazane jest, gdy Mel używa tych swoich umiejętności, to czasem wyglądała, jakby nie wiedziała co robi, albo robi coś jakby intuicyjnie i jest tym zaskoczona, że ona tak umie, ale nadal, skąd ona niby wie, jak tych swoich umiejętności używać. Nie zostało to pokazane. Nie miała nawet szkolenia na speedrunie. I w ogóle, to ona miała mało czasu antenowego, na końcu jest jej chyba najwięcej. Ale o tym, że zniknęła, to może bohaterowie wspomnieli o tym ze dwa razy. A taki Jayce to raczej powinien mieć to przynajmniej z tyłu głowy. A jak jestem już przy nim, no to Jayce wraca tam, gdzie powinien, czyli do laboratorium, on się tam tym Hextechem bawi, w pewnym momencie, przez pewne zdarzenia trafia on do jakiegoś świata po apokalipsie. Samego działanie Hextechu nam nie wytłumaczyli, a tego, gdzie i w jaki sposób przeniósł się Jayce tym bardziej, co też powodowało u mnie zagubienie. No i on chodzi po tym apokalipsowym świecie, domyślam się, że jest w przyszłości, ma obóz przetrwania, i w sumie nie wiadomo gdzie i po co idzie, on po prostu idzie przed siebie, ale jak dociera tam gdzie dociera, no to to ma sens, o tym sensie też nie dowiadujemy się od razu. Ale zakończenie tego mi się podobało. Ale z racji tego, że nie powiedziano nam od razu, po co i za czym, to nie wiedział człowiek, dlaczego Jayce, gdy już wrócił do tego świata właściwego, to on za wszelką cenę objął sobie misję pozbycia się Hextechu i zachowywał się jak szalony. To trochę powodowało takie moje lekkie zagubienie, ale przynajmniej potem miało swoje wytłumaczenie. I tak jak koniec tej wędrówki Jayca po tym apokaliptycznym świecie mi się podobał, tak to, dlaczego on chciał zniszczyć Hextech, i w ogóle te dwie rzeczy się połączyły, również mi się podobało. A co u jego kolegi? Victora? No żyje i staje się jakimś bogiem, czy czymś takim i odchodzi w swoją stronę. Chce znaleźć swój sens i cel życia po swojej przemianie i go znajduje, pomaga ludziom i wkrótce powstaje taka uzdrowiskowa wioska. Tylko szkoda, że potem wątek Victora zamienili w szaleńczego boga niosącego (w pewnym sensie) zniszczenie. Nie podobało mi się to. Z początku to było fajne, że on tam pomagał tym ludziom, taka wioska się zrobiła, a potem go zamieniają w okrutnego boga, mówiącego, że Hextech to życie. Natomiast tu znowu nie wyjaśnili, co temu Victorowi się stało, jakie i skąd ma swoje moce, i w ogóle, co się jemu stało. Ale przynajmniej Jayce wraca go na dobrą drogę, co mi się podobało, bo ja lubiłam tą dwójkę i brakowało mi tego, że oni sobie razem pracowali i na koniec tego drugiego sezonu był powrót tego duo, w pewnym sensie. I fajnie, że wrócenie Victora na dobre drogi było czymś co miało sens, i w ogóle jak to się działo, to się pewne kropki ze sobą łączyły. We wszystkich trzech wyżej opisanych sytuacjach można było się zagubić, albo łapało się taką dezorientację. Ja się trochę gubiłam, jak oni wrzucali nas do jakiegoś świata, w sensie, tam gdzie trafiła Mel, tam gdzie trafił Jayce, ta wioska uzdrowiskowa Victora też miał ten vibe. Może jakby to rozjaśnili, to nie byłoby takiego odbioru. No i jeszcze ta matka Mel, Ambessa. Trochę nie ogarniam jej motywów, nie wiem czy mnie coś ominęło, czy to nie zostało powiedziane. To co było wiadome, to jej władza się marzyła. Zaś pomimo tych luk, to postać Ambessy była świetna w swoim charakterze. Świetnie zrobiona postać, taka twarda baba wojowniczka, taka trochę z męskimi cechami, tak jakby tylko z ojcem się wychowywała. Jest to postać pod pewnymi względami denerwująca, a i z jej działaniami się nie zgadzałam, ale to taka postać, o to w niej chodzi. Niechcący udało jej się porządzić miastem, bo jej córka zniknęła. Udało jej się zgarnąć zwolenników. Udało jej się zmanipulować Caitlyn, która ślepo kierowała się żądzą zemsty za śmierć matki. Była to świetna scena, gdy Ambessa mianowała Caitlyn na generała. Tym samym Caitlyn przeszła tak jakby na jej stronę. Ambessa przemawia, jest budowane napięcie, muzyka wszystko podbudowuje, wymawia nazwisko Caitlyn, i wszyscy w szoku, Caitlyn też. By zmotywować, Ambessa wali pięścią w pierś, reszta powoli robi to samo. Caitlyn w końcu wychodzi z szeregu, nabiera pewności siebie, a gdy podchodzi do Ambessy, to jej (z premedytacją) mówi, o pomszczeniu jej matki, czy tam, że jej matka zazna sprawiedliwości. To jest właściwie znany schemat, bohater kogoś traci, chce zemsty, a chcąc tego dokonać, zatraca swoje uważania i trochę siebie. Nawet olewa swoją miłość, czyli wiadomo, Vi, i jeszcze sobie znajduje zastępstwo, no i oczywiście pod koniec wraca na tą dobrą stronę. Fajnie tu przedstawili problem z jakim się zmierza ta postać, że ona nie może pogodzić się z tym co się stało. W każdym razie mimo znajomego schematu, mi się to podobało, szczególnie w kooperacji z wątkiem Vi, która ma trochę pozawalany świat, trochę przykrych rzeczy przeżyła, siostrę spisała na straty, będąc utwierdzonym, że (niegdyś) Powder zmieniła się na niezbyt dobre no i nie ma powrotu, i tak właściwie ma tylko Caitlyn. Nawet zgadza się zostać enforcerem, co było sprzeczne z nią. Do tego Caitlyn montuje ekipę do upolowanie Jinx. W teorii do czegoś tam jeszcze, ale głównie do upolowania Jinx. No a gdy jest do tego okazja, to Vi utwierdza Cait, że może strzelać do jej siostry, gdy będzie miała czysty cel na celowniku. No i, o bogowie, walka! Dwie siostry walczą, ale jaka to była walka! No świetna! Vi i Jinx ruszają na siebie, zwolnione tępo. Kilka ciosów, zwolnione tępo. Jakieś zbliżenia na ciosy, zwolnione tempo. A do tego całość w rytm muzyki. To jest tak dobre, że wpisuję to w listę świetnych sekwencji walk, a jest to animacja. Najlepiej to zobaczyć, bo słowa tego nie oddają. Do tego sceny tej walki przecinają się ze sceną co się dzieje (między innymi) z Jaysem. I to wszystko pod muzykę, która to wszystko podbudowuje. Dzięki niej, też czuje się taką dramatyczność tych obu scen. Podczas walki Vi i Jinx dochodzi do sytuacji, gdzie Caitlyn strzela (jak już nie walczy z Seviką), trochę ryzykuje życiem Vi, ale wiadomo, załatwienie Jinx najważniejsze. No ale trafia tylko w jej palec, środkowy. Gdy tamte dwie kontynuują bitwę, wtrąca się takie małe, takie przybrane od Jinx, ale to małe nie jest powodem by Caitlyn się powstrzymała i ponownie chce strzelić, ale Vi ją powstrzymuje, bo nie chce ryzykować życiem tego małego, co staje się kością niezgody między nimi, bo Caitlyn wielce obrażona, że swojego celu nie mogła ustrzelić, i drogi tych dwóch się rozchodzą. Jeszcze Vi z kolby karabinu od tamtej dostała. No i tak jak do tej pory dziewczyna się jako tako trzymała, po tylu rzeczach nieprzyjemnych, co jej się przydarzyły i ogólnymi męczącymi głowę myślami, a do tego z pomiędzy dwojgiem wybrała Caitlyn, a nie swoją siostrę, oraz wbrew sobie została tym enforcerem, to po tym zdarzeniu z Caitlyn Vi zostaje złamana. Ja to nazywam w przenośni załamaniem nerwowym. Z różu zmienia barwy na czarny, walczy w podziemnych ringach za pieniądze, no i imprezuje, że trzeba ją do domu holować. Ładny tu montaż zrobili. Tu walka, tu impreza, tu holowanie, a w domu po spaniu uderzanie pięściami w worek bokserski, i to wszystko w rytm muzyki, co robią w tym serialu fenomenalnie. Podobało mi się to, że pokazali tą drugą stronę Vi, w sensie, ona się trzymała, jak mogła, szła do przodu mimo wszystko i to jej siostra uważana była za szaloną, a teraz ona, może nie stała się szalona, ale jak ja to nazwałam, załamanie nerwowe, nie była w dobrym stanie psychicznym. Z racji tego, że Vi zmieniła swój kolor na czarny, to ludzie w internecie śmiali się, że jest emo. Ja tak wcale nie uważam, według mnie to fajnie podkreśliło to co się działo z Vi. Ale za to mem, gdzie są cztery ujęcia z różnych czasów i trzy z nich to neutralny wyraz twarzy Vi, bez zmian poza wiekiem, z podpisami "zobaczyć śmierć swoich rodziców", "prowadzenie gangu" i "siedem lat w więzieniu", a na tym czwartym jest Vi w czerni z podpisem "miesiąc w lesbijskim związku", śmieszy mnie za każdym razem. Jak dla mnie motyw, że po przeżyciach postać nabiera czarnych barw, jest znany, może trochę oklepany, ale mi się podoba, lubię go, on podkreśla to co się dzieje u takiego bohatera. Natomiast u Jinx inaczej pokazali "radzenie" sobie z przeżyciami, bo ją prześladują głosy. Choć w drugim sezonie trochę mniej, naprawdę musi ją coś mocno striggerować, a tak to ona głównie siedzi taka przygnębiona, bez energii, a przecież ona siedząc i coś dłubiąc chociażby, to ona kręciła się na krześle na przykład. W pierwszym sezonie była ona energiczna, ekspresyjna, a w drugim jest bardziej przygaszona, stonowana, co spowodowane było tym, co działo się w jej głowie, i życiu. Ona miała mętlik w głowie, powiedzmy jakiś tam przystanek miała u Silco, dawał jej jakiś sens życia, ale jak go nie ma, to i ten sens znikł, nie wiedziała co ze sobą zrobić. Świetnie jej stan pokazuje jej pierwsza scena w drugim sezonie. Idzie w niej zakapturzona, kompletnie jest zobojętniała na to, co się wokół niej dzieje, a gdy trafia na to takie małe, w sensie Ishe, i widzi, że ją jacyś goście gonią, no to bez namysłu i bezuczuciowo ich załatwia. I od tej pory Jinx miała ogon, w postaci Ishy, a między nimi trochę taka siostrzana więź powstała, no bo w końcu miały tylko siebie, co też było powodem do zadumy u Jinx. Mnie momentami Isha irytowała, choć głównie to były takie dziecięce zachowania, takie typowe dziecięca zachowania, ta dziecięcość to tłumaczyła, tylko że ja dzieci nie lubię, więc pewnie dlatego. Ale wracając, no to pierwsza scena z Jinx w drugim sezonie bardzo mi się podobała, rzecz jasna została okraszona świetnym utworem ją podkreślający. Kolejną świetną sceną był moment, gdy na Jinx próbował zapolować niejaki Smeech ze swoimi kolegami. Ku zdziwieniu w jej odsiecz zjawia się Sevika, z którą się za bardzo nie lubiła, ale miały wcześniej pewną rozmowę. Dlatego Jinx zrobiła jej wybuchową rękę, która bardzo pomogła Sevice w walce. I ta ich walka ze Smeechem i jego gromadką, to kolejny taniec do kolejnego świetnego kawałka. Piękna sekwencja, druga moja ulubiona scena, zaraz po walce Jinx i Vi, obie wiele razy sobie odtwarzałam, by podziwiać ten kunszt. Oczywiście podobała mi się ostatnie wejście Jinx, po pewnej powiedzmy przemianie, a nawet w sumie dwóch, i leci sobie z odsieczą powołana przez Ekko. Było wiele dobrych momentów z Jinx, na przykład dostanie się do więzienia, czy walka z pewnym potworem, ale staram się tu pokrótce 😅😆. A skoro o Ekko wspomniałam, to bardzo podobało mi się, jak rozbudowali wątek tej postaci, w jaką stronę z nią poszli. Z boy savioura zrobił się naukowiec, skonstruował maszynę bawiącą się czasem na przykład. Miał też duży udział w przemówieniu do pewnej postaci, czy na końcu miał bardzo ważną rolę. Jednak był moment, który nie do końca mi spasował, a konkretnie ten, w którym Ekko trafia do alternatywnej rzeczywistości. W sensie, to ma swoje pozytywy, i cele, które rozumiem, jednak ja mam konflikt z alternatywnymi rzeczywistościami. Nie tylko w tym przypadku, bo i w innych serialach mnie trochę to gryzie. Niby to ciekawy zabieg, ale coś w nim mnie gryzie. Ogólnie lepiej bym to przyjęła, no bo równoległy świat, inaczej i lepiej tam się żyje, niektóre dzieje życiowe inaczej się potoczyły niż w timelinie, który znamy, czy Ekko wyniósł pewne wnioski, uzyskał nowe doświadczenia, ale oni do tego wątek romantyczny dołączyli, między Ekko, a tamtejszą Powder (oczywiście już wyrośniętą 😛). Trochę mi to nie pasowało. Ona mogła mieć jakieś uczucia do tamtejszego Ekko, ale Ekko, co niechcący znalazł się na jego miejscu tak szybko się zauroczył w niej? No nie wiem, mam pewne wątpliwości, do tego, że można mieć tak szybko uczucia do drugiej osoby. Gdyby nie to, no to trochę inaczej bym na to patrzyła.
A tak, to jeszcze moment, gdy Jinx i Vi ponownie się spotykają. Mają do siebie dystans, ale mimo tego co się między nimi działo (no biły się na przykład 😆), to działają razem i dodatkowo zachowują się jak typowe rodzeństwo. I to mi się podobało, że one już tyle przeszły i mają taki mindset, jakby im było już wszystko jedno, jakby ich już nic nie obchodziło, nic ich nie zaskoczy i, że tak powiem, zaryzykowały ponowną współpracę. Na samym końcu również był taki siostrzany moment. Podobało mi się, że Jayce, gdy wrócił z tego miejsca po apokalipsie, mimo, że w pierwszej chwili myślałam, że zwariował, to w końcu przestał być taki z lekka irytujący, taki łatwowierny w swoje marzenia i swoje działania. Taki stanowczy się stał. Jak to się mówi, wymężniał. Bardzo podobały mi się te teledyskowe sceny, podczas których były świetne utwory, chyba większość z nich trafiło na moje playlisty. Muzyka skomponowana również świetna, jak chociażby podczas momentu wybierania Caitlyn przez Ambessę. No i pewnie o czymś zapomniałam, ale i tak już za długo to piszę 😂.

Arcane: Season 2 | Official Trailer | Netflix



Miało być szybko i krótko, a pisałam to długo i tekst wyszedł dłuższy niż przewidywałam. Po drodze jeszcze zawiechę w pisaniu miałam. Aż mnie nowy rok zastał 😆. Dobrze, że niczego nawet sobie nie obiecywałam. Cóż, idę zająć się czymś... kolejnym, bo na pewno w momencie pisania tego wpisu mam coś do zrobienia 😆.

A to jeszcze zostawię tu Facebooka i Instagrama, a co mi tam. Co z tego, że po lewej na blogu są wszystkie linki 😂.



Adieu.


wtorek, 18 stycznia 2022

Oglądam to jeszcze raz. | "Winx Club"

Lubię czasem wrócić do różnych filmów, seriali, muzyki, czy ogólnie rzeczy z przeszłości, które w konkretnym czasie lubiłam, interesowałam się nimi. Najczęściej zwyczajnie przychodzi mi do głowy, że kiedyś coś oglądałam, o czymś czytałam, czegoś słuchałam, jakiś temat mnie zainteresował i z ciekawości wracam do tego, bo coś sprawiło, że sobie o tym przypomniałam. Na przykład, gdy swego czasu oglądałam serial "H2O Wystarczy Kropla", to jak już z niego, jak to się mówi, wyrosłam, lub zwyczajnie kilka razy obejrzałam i nie było czego wałkować, czy właśnie po kilku latach sobie o nim przypomniałam, to sobie sprawdzam, czy nie dzieje się coś z tym uniwersum. Tak się dowiedziałam o spin-offie tego serialu. Często wracam do "Wizards of Waverly Place", bo był, i jest, lubianym przeze mnie serialem. A kiedyś, jak miałam od niego przerwę i wróciłam do jego tematu, to dowiedziałam się o filmie, że w ogóle istnieje, i tak samo było z drugim filmem, gdy miał swoją premierę. Albo przypomni mi się jakaś piosenka i wpiszę sobie ją na YouTube.

Jednym z seriali, do którego najczęściej powracałam, był "Winx Club". Nawet po naprawdę długich przerwach potrafiłam do niego wrócić, zobaczyć co tam u niego słychać, co się z nim dzieje, jako że jest on trwającym serialem. Ciekawiło mnie to, co twórcy nowego wymyślili, jakie będą nowe transformacje, jak bohaterki będą wyglądać, co będzie tematem fabuły i jak będzie się toczyć. Piszę to w czasie przeszłym, bo teraz obserwuje oficjalne konto "Winx Club" na Instagramie oraz Winxblogger, polskie źródło informacji o serialu. I już nie muszę randomowo sprawdzać co tam się dzieję, bo mam informacje od razu.

Ja "Winx Club" poznałam, kiedy byłam w drugiej, albo trzeciej klasie szkoły podstawowej. Czyli dość dawno. I zobaczyłam go u kolegi, na tamte czasy, który miał telewizję satelitarną, której ja nie miałam. W tej telewizji były kanały typu Disney Channel, Nickelodeon, Cartoon Network i inne tego typu. Nie pamiętam co konkretnie na nich leciało, ale w sumie to nie ważne, i na którymś z nich właśnie leciał "Winx Club", kiedy akurat byłam u tego kolegi i zwróciłam na niego uwagę. Okazało się, że obojgu nam się to podoba i kiedy przychodziłam do niego, to razem to oglądaliśmy. Ogólnie to większość seriali u niego zobaczyłam. Początkowo, przez jakiś czas oglądałam u tego kolegi, a po obejrzeniu bawiliśmy się, że to my jesteśmy tymi postaciami (długa historia), potem on kupił płyty DVD, po trzy odcinki pierwszego sezonu, to często te płyty pożyczałam i chyba codziennie je oglądałam używając do tego Playstation 2, bo nie było niczego innego, które mój tata przywiózł z Anglii, bo komuś zwyczajnie nie było potrzebne. No i po tym pojawił się internet u mnie u domu i kiedy już jako tako go ogarniałam, to ogarnęłam też, że mogę obejrzeć "Winx" właśnie w internecie.

Ja byłam tym serialem tak zajarana, że o tym cały czas mówiłam, potrafiłam wszystko do tego porównać. Zaczęłam zbierać rzeczy związane z tym serialem, nawet magazyny kupowałam, które po latach niestety oddałam siostrze ciotecznej, bo stwierdziłam, że z tego dawno wyrosłam, ale teraz tego żałuje. Zbierałam też karteczki! Taak, karteczki w tamtych czasach były modne, wszelkiego rodzaju. Zaczęłam przerysowywać wróżki! Tak z resztą zaczęła się moja przygoda z rysowaniem. Ja nawet zarażałam innych tymi "Winx'ami", na przykład moją kuzynkę, czy właśnie siostrę cioteczną.

Oczywiście miałam przerwy, bo albo mi się w końcu to znudziło, bo za bardzo wałkowałam temat, albo nie było nowego sezonu, a co za tym idzie, nie było co oglądać, przez co moje zainteresowanie trochę opadało, no albo zwyczajnie wyrosłam, albo pojawiło się coś innego, co zajęło moją głowę. Kiedy powracałam do niego i byłam powiedzmy w gimnazjum, to się nie przyznawałam, bo uważałam, że to wstyd, ale teraz tak nie uważam, teraz dla mnie to normalne, że nastolatkowie, czy dorośli oglądają różnego rodzaju animacje. 

Od "Winx'ów" odeszłam właśnie gdzieś w gimnazjum. Może czasem sprawdzałam co u niego, ale bardziej pod kątem, czy coś tam robią z tym serialem. I od tamtej pory była bardzo długa przerwa. Aż do momentu założenie przeze mnie Instagrama, gdzie w proponowanych rzeczach zaczęły mi się pojawiać posty z fanowskich kont o Winx, czy jakieś cosplaye, fanarty. To mnie zafascynowało, że ludzie tworzą genialne fanarty, a te dziewczyny robiące cosplaye przypomniały mi o dziecięcym marzeniu zostaniu wróżką, które w pewnym sensie stało się realne. Zapachniało mi taką nostalgią. I gdy tak zaczęły mi się pojawiać te posty związane z "Winx Club" i w nie klikałam, to potem pojawiało się ich coraz więcej, aż w końcu skłoniło mnie to do zajrzenia, co dzieje się z serialem. I tak na tamten moment dowiedziałam się o ósmym, a niedługo potem zaobserwowałam te dwa konta na Instagramie, o których wcześniej wspominałam. Wkrótce też, pojawiła się u mnie myśl ponownego obejrzenia serialu od początku, w całości. A że wtedy zaczynała mi się zajawka na oglądanie wszystkiego po angielsku, to właśnie zrobiłam to w tym języku.

Było to już jakiś czas temu,  chyba ze dwa lata temu, a tekst tego wpisu był pisany na bieżąco po obejrzeniu, ale pod koniec dostałam zawiechę w pisaniu i go nie skończyłam. Schowałam do szuflady i tam sobie był. Przeglądając biurko po tym długim czasie, trawiłam na te zapiski z tym wpisem i zrobiło mi się go szkoda, bo był on prawie skończony, a przez tą zawiechę pod sam koniec został porzucony. Dlatego postanowiłam go wskrzesić, oczywiście  trochę go poprawiając, by był taki bardziej teraźniejszy. 


Sezon 1.


Do pierwszego sezonu rozpoczynającego tę magiczną przygodę mam największy sentyment. To właśnie jego pierwsze dziewięć odcinków oglądałam, a właściwie wałkowałam na okrągło. Mimo, że mogłam na tamten moment obejrzeć tylko te dziewięć odcinków, to ja wtedy byłam tym zafascynowana, w pewnym momencie ja znałam niektóre kwestie bohaterów na pamięć i podczas oglądania mówiłam je razem z postaciami. 

A jak było tym razem?
Oglądając od początku, po bardzo długim czasie, to wróciły do mnie wspomnienia i sentymenty. Różnica był tylko taka, że oglądałam po angielsku no i jako dorosła osoba. Większość głosów w dubbingu było o wiele lepsze niż w polskiej wersji. Oczywiście były takie głosy, co brzmiały irytująco, ale to w każdej wersji takie się trafiają. To co jeszcze zauważyłam, to podobieństwo barw głosu w polskim i angielskim dubbingu, a niektóre były tak trafione, że brzmiały prawie identycznie, tylko były w innych językach. 

Ogólnie ja mam tak, że w każdym filmie, czy serialu, który oglądam i nawet jeżeli jakiś film lub serial jest moim ulubionym, to zawsze jest jakaś scena, albo moment, których nie lubię, albo w jakiś sposób mi nie pasuje, czy zwyczajnie czułam cringe, jak go oglądam. I w "Winx Club" również takowe były. W tym przypadku nic się nie zmieniło, bo jak czegoś nie lubiłam kiedyś, tak przy tym oglądaniu było tak samo, nic się nie zmieniło. 

A o czym jest pierwszy sezon "Winx Club"? Akcja zaczyna się dziać na planecie Ziemia, gdzie w jednym z miast mieszka Bloom, nastoletnia dziewczyna, która przypadkiem odkrywa, że ma magiczne moce i że jest czarodziejką, gdy ratuje dziewczynę o imieniu Stella, która również jest czarodziejką, przypadkowo ujawniając swoją moc. Bloom decyduje się na pójście do szkoły dla czarodziejek o nazwie Alfea. Tam poznaje swoje współlokatorki - Florę, czarodziejkę natury; Musę, czarodziejkę muzyki i Tecnę, czarodziejkę technologii. Stella miała moc słońca i księżyca. Dziewczyny się zaprzyjaźniają, nazywają swoją grupę Winx Club i razem działają przeciwko Trix - trzem wiedźmom ze szkoły Chmurna Wieża, o imionach Icy, Darcy i Stormy, które chcą odebrać magiczną moc Stelli. Jednak dowiadują się o wiele potężniejszej mocy, którą jak się okazuje posiada Bloom. Przy okazji dziewczyna dowiaduje się o swojej przeszłości oraz o tym, że jest adoptowana. Trix odbiera moc Bloom, a następnie atakują i przejmują szkoły magicznego wymiaru. Winx poznając magiczny świat odkrywa jak pomóc Bloom, która odzyskuje swe moce, toczy walkę z Icy, którą wygrywa. Wkrótce Winx udaje się pokonać Trix, rzecz jasna nie samemu, a te zostają ukarane. 

Oglądając pierwszy sezon można było zauważyć, że animacja ma swoje lata. Od 2004 roku trochę minęło, ale to mi nie przeszkadzało, jak to się czasami zdarza, moje oko jest czasami wybredne. Też za nic bym nie zamieniła tego na tą nową wersję, którą zrobił Nickelodeon. To właśnie w tej pierwszej (i jedynie słusznej) wersji serial ma swój klimat i moc sentymentu. Ogółem po obejrzeniu tego po latach uważam, że to ma fajną historię, ona nie jest jakaś bezmyślna - jak to w niektórych bajkach, kreskówkach w dzisiejszych czasach. Opowiada o przygodach nastoletnich dziewczyn, które są czarodziejkami i uczą używać się tej magii, opowiada o przyjaźni, a nawet o miłości, powiedziałabym takich pierwszych zauroczeniach, czy czegoś w tym rodzaju, nie znam się na tych sprawach, także ten... Jest też przedstawienie nie do końca miła historia Bloom, gdzie twórcy pokazali, że czasem życie nie jest takie kolorowe. W każdym razie, patrząc na to, co oglądali moi bracia i siostra cioteczni, to w stu procentach wolę Winx'y.


Sezon 2. 


W drugim sezonie w Alfei zjawia się tajemnicza dziewczyna, która również jest czarodziejką. Kiedy odzyskuje siły, Winx dowiadują się, że ma na imię Layla i że próbowała ratować Pixie, małe wróżki z rąk złego czarnoksiężnika Lorda Darkara. Natomiast ten do pomocy uwolnił sobie Trix i razem z nimi chce wykraść cztery części Magicznego Koreksu, które są ukryte w szkołach magii i Wiosce Wróżek. Winx razem z Laylą uwalniają Pixie, dlatego każda z Winx poznaje swoją wróżkę bliźniaczkę. Aby pokonać Darkara muszą pokonać swoje lęki i zdobyć nową moc - Charmix. Darkarowi udaje się zdobyć kodeksy, a do ukończenia swoich zamiarów porywa Bloom, która dzięki jej mocy Smoczego Płomienia mogłaby połączyć kodeksy, ale to się nie udaje, bo Sky dociera do niej dzięki swoim uczuciom do niej i czarodziejka wyrywa się z mocy Darkara. Po tych wszystkich wydarzeniach Layla zostaje nie tylko w Alfei, ale i w Klubie Winx. 

Gdy oglądałam to jako dziecko, to fascynowało mnie to, że jest nowy zły do pokonania, że te czarodziejki chcą zdobyć nową moc i że one się tam o nią starają i jak ją w końcu zdobywają. I również teraz, gdy oglądałam, uważałam te rzeczy za dobre urozmaicenie, te nowe moce, które bohaterki zdobywają dzięki udowodnieniu czegoś, nie za darmo, czy ten nowy zły, dodatkowo szerzej pokazują ten magiczny świat. Oglądając to jako dorosła osoba, to mogę powiedzieć, że to się bardzo fajnie oglądało, mimo, że były rzeczy, na które reagowałam, że "oo, to jest nielogiczne/głupie", no ale to pewnie głównie dlatego, że to jest program dla młodszych widzów.


Sezon 3.


W trzecim sezonie nasze bohaterki aby skończyć szkołę, muszą zdobyć nową moc - Enchantix. Aby ją zdobyć, każda z nich musi wykazać poświęcenia dla kogoś ze swojej rodzinnej planety. Nowa moc przydaje im się przy walce z Valtorem, złym czarnoksiężnikiem, który uciekł z wymiaru Omega i razem z Trix chce podbić magiczny wymiar poprzez kradzież magicznych mocy z planet. Wkrótce Winx zdobywają Enchantix i pokonują Valtora, przeżywając przy tym ciężkie chwile. 

To co mnie jarało, jak byłam młodsza, to stroje w tej nowej transformacji, bo były nowe, a w szczególności podobały mi się skrzydła, które był duże i ładne. W przeciwieństwie do pierwszej transformacji była ogromna różnica. I to jak one zdobywały te moce, to też było dla mnie emocjonujące. Teraz też uważam to za fajne, bo bohaterki nie zostały tej mocy za darmo, tylko musiały wpierw coś zrobić. Może jest to delikatnie powtórzone z poprzedniego sezonu, bo musiały coś zrobić, żeby właśnie dostać nowe moce, czy znowu jakiś złoczyńca skądś ucieka i zabiera ze sobą Trix i robi złe rzeczy, ale były też różnice, fabuła była spoko, bo były też takie przyziemne tematy, jak bycie w sytuacji, gdzie bliska osoba prawie traci życie, ponownie pokazując, że nie zawsze jest łatwo, czy problem Bloom, która musiała zdobyć Enchantix w inny sposób niż jej przyjaciółki, bo jej planeta jest zamarznięta.



Tajemnica Zaginionego Królestwa (film)
The Secret Of The Lost Kingdom.


Mały przerywnik filmowy, między sezonami, bo twórcy zdecydowali się zrobić film pełnometrażowy, nawiązujący do serialu, a głównie do historii postaci Bloom, bo film opowiada o próbie ratowania planety skąd właśnie ona pochodzi. Jak dla mnie to był fajny pomysł, żeby zrobić taki film, bo to jest takie urozmaicenie tego Winx'owego uniwersum. 

W ogóle historia, w której dziewczyna, w tym przypadku Bloom, chce odkryć prawdę o swoim świecie, przywrócić do życia swoją planetę, a przy okazji otrzymać tytuł Wróżki Strażniczki i ukończyć szkołę, tak jak jej przyjaciółki, które zresztą idą razem z nią w tę podróż, to dobry materiał właśnie na film. I oglądając go wtedy i teraz, to ten film mi się ogromnie spodobał. Nie wiem dlaczego, ale po tym filmie miałam taki pozytywny vibe i na końcu była jeszcze taka piosenka, która była przyjemna i dodawała takiej pozytywnej energii. Twórcy stworzyli, można by powiedzieć, magiczny film. 



Sezon 4.


No i powracamy na Ziemię! Winx zjawiają się w mieście, w którym wychowywała się Bloom, aby odnaleźć ostatnią czarodziejkę na tej planecie. Do tego czasu pracują, tak jak normlani ludzi, aby przy okazji mieć przykrywkę. Wkrótce otwierają swój sklep ze zwierzakami, który nazywają Love&Pet. Na Ziemi zjawiają się również czarownicy z Czarnego Kręgu, którzy też szukają ostatniej czarodziejki. Okazują się też potężniejsi od mocy Winx w tamtym momencie, dlatego czarodziejki muszą przekonać ludzi na Ziemi, że magia istnieje, by zdobyć nową moc - Believix. Gdy Winx odnajdują Roxy, ostatnią czarodziejkę na Ziemi, to ona pierwsza była tą co uwierzyła w magię i przyczyniła się do nowej transformacji Winx. Po tym jak Roxy odkrywa swoje moce, dołącza do Winx i razem wyruszają w podróż, aby uwolnić pozostałe ziemskie czarodziejki, które zostały uwięzione przez Czarnoksiężników. Natomiast uwolnione ziemskie czarodziejki postanawiają się zemścić na wszystkich ludziach, ponieważ ci utracili wiarę w magię, przez co one zostały uwięzione. Jednak dziewczynom z Klubu Winx udało się powstrzymać je od zemsty, a czarownicy z Czarnego Kręgu zostają ukarani.

Czwarty sezon oglądałam pierwszy raz po takiej dłuższej przerwie od tego serialu. Natknęłam się gdzieś w internecie, że będzie nowy sezon, na tamten czas właśnie czwarty i za nim polska wersja wyszła, to po raz kolejny obejrzałam wszystkie trzy sezony od początku z nową falą fascynacji tym serialem. Oglądając go wtedy i teraz w sumie mam takie same odczucia. Pojawił się trochę nowszy, odświeżony wygląd animacji, widać lepszą grafikę, w końcu technologia animacji idzie do przodu. Zaś bohaterki mają odświeżony wygląd, nowe fryzury i nowe ubiory.

Pomysł, aby akcja działa się na Ziemi za pierwszym razem nie do końca byłam do tego przekonana, no bo magia, magiczne rzeczy i tak dalej powinny się dziać w magicznym świecie, ale jak już zaczęłam oglądać, to ten pomysł mi się spodobał. I oglądając to teraz też mi się to podobało, jak bohaterki mają misję na Ziemi i muszą wtopić się w tłum, starają się pracować, co jest dla nich kompletnie obce, w dodatku nie mogą używać magii. A potem, gdy chcą, aby ludzie uwierzyli ponownie w magię, otwierają sklep z magicznymi zwierzakami. I ogólnie poszukiwanie ostatniej czarodziejki na Ziemi, a po jej odnalezieniu mnóstwo tajemnic z nią związanych, staranie się o jej ochronę i o zdobycie nowej mocy, staranie się, by ludzie uwierzyli w magię no i uwolnienie Ziemskich czarodziejek bardzo fajnie się oglądało.

Trochę nie do końca podobał mi się sposób uzyskania Believix. Trochę dziwne, że wystarczyła tylko jedna osoba, czy Winx uzyskały nową transformację. O wiele efektywniej wyglądałoby to, gdyby jakaś większa grupa ludzi uwierzyła w magię. Wygląd czarodziejek w nowej transformacji podobał mi się, tak jak za pierwszym razem, ale już nie było tego efektu "wow", które było przy Enchantix, bo w końcu były to dwie bardzo podobne do siebie przemiany. Ale już dodatki do Believix, które się pojawiły potem, robiły wrażenie. Była to nowość, stroje były tematyczna, a gdy pojawiła się pierwsza z nich było miłe zaskoczenie. 

Po trzy sezonowym schemacie, że w każdym z nich były złe wiedźmy Trix w tym sezonie twórcy postanowili zmienić i dać im spokój (przynajmniej na chwilę) i zamiast nich pojawiają się czarnoksiężnicy z Czarnego Kręgu. Chociaż jedni stwierdzili, że poradzą sobie bez pomocy i nie przyszło im do głowy ściągania Trix. To była miła odmiana, chociaż na chwilę.



Magiczna Przygoda
Magical Adventure


Po jednosezonowej przerwie pojawia się kolejny film. Powracamy bardziej do wydarzeń z pierwszego filmu - "Tajemnice Zaginionego Królestwa", choć we wszystkich filmach jest zrobione tak, że pasują i do konkretnych sezonów i do poprzedniego filmu. Tak więc Bloom ratując swoją planetę, teraz musi pełnić obowiązki księżniczki, co jest dla niej nowe i nie do końca jej się to podoba. Na jej szczęście od tego wszystkiego ratuje ją jej ukochany, książę Sky, który po wspólnie spędzonym czasie oświadcza się dziewczynie, na co ta się zgadza. Jednak po nie długim czasie książę odwołuje swoje zaręczyny, co powoduje, że czarodziejka jest posmutniała. Wkrótce okazuje się, że nie mogą się pobrać przez króla Erendora, ojca Sky'a, a władcę Heraklionu, który osiemnaście lat wcześniej spowodował rozpad planety Domino. Zrobił to, aby ratować swoją rodzinę i planetę. Wydał swojego najlepszego przyjaciela Oritela, króla Domino, trzem prastarym wiedźmom w zamian za część pozytywnej magii życia, chroniąca jego najbliższych. Król Erendor żałował tego przez te wszystkie lata, a teraz gdy Oritel i jego rodzina wrócili, jako zdrajcy nie może połączyć tych dwóch królestw poprzez małżeństwo. Gdy Oritel dowiaduje się o tym, wybacza przyjacielowi. 

Natomiast trzy prastare wiedźmy łączą moce z Trix i zaatakowały Drzewo Życia w Wiosce wróżek i zmieniły pozytywną energię na negatywną. Owe drzewo jest odzwierciedleniem i źródłem mocy wszelkich istot, a zmiana jego energii spowodowała utratę mocy przez wszystkie czarodziejki. Dlatego Winx bez pomocy magii muszą odnaleźć na planecie Heraklion miasto Avram, gdzie król Erendor ukrył część dobrej mocy życia, którą dostał od trzech prastarych wiedźm. Gdy Winx ją odnajdują, odzyskują swoje moce, przemieniają się w Believix i pokonuję złe wiedźmy, a Trix zostają przewiezione do zamknięcia. 

Po obejrzeniu tego filmu za pierwszym razem może mi się podobał, ale nie tak samo jak pierwszy, a teraz zwyczajnie mi się nie podobał. Znaczy, nie był jakoś najgorszy, no ale zwyczajnie mi nie przypadł do gustu. Momentami mógłby być i ta cała historia nie byłaby zła, ale twórcy jakoś zbytnio się nie przyłożyli, żeby ją naprawdę fajnie przedstawić. 



Sezon 5.


Nooo i tu się zaczyna. Pierwszy raz zaczęłam oglądać ten piąty sezon, jak już byłam dużo starsza niż przy oglądaniu czwartego i nie obejrzałam do końca. Wtedy myślałam, że to przez to, że jestem dużo starsza i tego typu rzeczy do oglądania nie są dla mnie. Dałam drugą szansę temu sezonowi, kiedy to znowu oglądałam wszystko od początku, tylko, że po angielsku. Ale niestety ten sezon to kompletna klapa, droga przez mękę. Jeszcze na początku, ze cztery, może pięć odcinków, no to dało się jakoś oglądać, bo pierwsze odcinki, była taka ciekawość, co nowego, co się będzie dziać i o czym ten nowy sezon będzie. Ale potem robiło się coraz gorzej. Ja już przed połową byłam zmęczona tym sezonem, a dalej to była po prostu męczarnia i czekałam aż się w końcu skończy. A że nie chciałam zostawić tego sezonu znowu nie obejrzanego, to się męczyłam. 

Całe zamieszanie robi w tym sezonie niejaki Tritannus, syn króla Neptuna, władcy podwodnego królestwa Andros, który dokonuje zamachu na swojego ojca i brata, Nereusa, o którego był zazdrosny. Tritannus zostaje uwięziony, ale ucieka z więzienia dzięki pomocy Trix. Taaak. Znowu one. Przez trzy sezony mnie irytowały, co jeszcze zrozumiem, bo złe postacie mają to do siebie, że działają na nerwy, bo inaczej byłoby nudno, poza tym należały do tej trylogii tych trzech pierwszych sezonów. Miałam jednak nadzieję, że skoro w czwartym sezonie ich nie było, to i nie powrócą. Ale niestety twórcy zrobili ich powrót i tak denerwowały jeszcze przez kolejne dwa sezony. Tyle, że denerwowały dwa razy bardziej, bo one tam były wepchane chyba na siłę. 

Tymczasem w Gardenii Winx organizują koncert charytatywny, chcą zebrać pieniądze i pomoc w sprzątaniu plaż. Gdy platforma wiertnicza, która wydobywała ropę naftową ma awarię, Winx natychmiast lecą na pomoc, by substancja nie dostawała się do wody i tym samym nie zanieczyszczała jej. Udaje im się to i odkrywają, że za tym stoi Tritannus, który można powiedzieć, żywi się zanieczyszczeniami, aby być silniejszy, przy okazji zamieniając się w potwora. Ten pomysł na złą postać nie do końca mi się spodobał. Chyba ekolodzy wtrącili się w pisanie scenariusza i chcieli pokazać jak złe są zanieczyszczenia. Choć skoro jest to dla młodszej widowni, która miałaby coś wynieść, na przykład to, że trzeba dbać o czystość tej planety, to można to zaakceptować. 

Okazuje się również, że moce Believix jaką posiadają Winx, są za słabe, aby działać pod wodą, dlatego czarodziejki decydują się zaryzykować i zdobyć przemianę Sirenix, na którą została rzucona klątwa. Dziewczyny mogą stracić swoje moce na zawsze, jeśli nie podołają i nie znajdą trzech klejnotów - wiary w siebie, współczucia i odwagi. Księga Sirenix obdarowuje każdą z czarodziejek szkatułką Sirenix w których są opiekunki, a one natychmiast obdarowują Winx mocą Harmonix, która jest przejściowa i ma pomóc przy staraniu się o Sirenix. Koncepcja dwóch transformacji w jednym sezonie była czymś nowym i w sumie mi się to nawet podobało. Cała ta otoczka Sirenix - przejściowa przemiana, szkatułki, opiekunki, księga, to było bardzo fajnym pomysłem.

Natomiast nasz płetwiasty przyjaciel Tritannus porywa Dafne, siostrę Bloom, nimfę jeziora Roccalucce, które jest źródłem Sirenix oraz bramą do Nieskończonego Oceanu w którym pragnie zasiąść na Cesarskim Tronie i tym samym zostać władcą wód. Tritannus chce posiąść kamienie aktywujące tron znajdujący się na trzech kolumnach utrzymujących Magiczny Wymiar w równowadze. 

Winx dowiadują  się o swojej wierze w siebie, swoim współczuciu i odwadze i otrzymują Sirenix, dzięki któremu przywracają równowagę na planecie Zenith i Melodii po uszkodzeniu kolumn i próbują powstrzymać Tritannusa, któremu udaje się zasiąść na Cesarskim Tronie i owładnięty jego mocą odwraca się od Trix. Dochodzi do wielkiej walki w której biorą udział Winx, wszyscy władcy planet Magicznego Wymiaru, Tritannus i Trix. Jednak Tritannus przegrywa i zostaje wygnany do wymiaru Oblivion, z którego nie ma powrotu. Na koniec Bloom przywraca do życia swoją siostrę poprzez wykorzystanie swojego życzenia Sirenix. 

I tak w końcu skończyły się te nudy. W gruncie rzeczy niektóre elementy mogłyby być fajne, gdyby były zrobione w ciekawy sposób, a ja oglądając prawie każdy odcinek czułam, jak to się bezsensownie dłuży i zamiast skończyć jakiś wątek w jednym odcinku, to było to rozkładana na dwa lub więcej. W dodatku, kiedy akcja działa się w tym Nieskończonym Oceanie, twórcy pomyśleli, że dobrym pomysłem będzie zmienić grafikę z 2D na 3D, taką jaka jest w filmach. Te zmiany z jednej na drugą grafikę po prostu działały mi na nerwy, mimo, że w tym sezonie to jeszcze nie wyglądało to najgorzej, o czym przekonałam się oglądając kolejną serię. 


Sezon 6. 


Tym razem wrogiem staje się wiedźma o imieniu Selina, mająca we władaniu księgę, zwaną Legendarium, którą stworzył czarnoksiężnik Acheron. Dzięki niej można ożywić stworzenia i postacie z legend Świata Magii, jak mumie, wilkołaki, wampiry i tak dalej. Acheron wykorzystuje Selinę poprzez Legendarium, aby z niego się wydostać, natomiast dziewczyna również chce, aby był wolny, bo przekonał ją poprzez ofiarowanie jej mocy. Selina dołącza do Trix (tak, znowu one), które podbijają szkołę i odrywają ją od powierzchni ziemi. Planem trzech wiedźm jest podbicie wszystkich szkół w Magicznym Wymiarze. Gdy Winx podczas ataku na Linpheę chcą powstrzymać Selinę, Legendarium odbiera im moce, poza Bloom, ponieważ jej mocy Smoczego Płomienia nie można zniszczyć. Czarodziejka dzieli się Płomieniem ze swoimi przyjaciółkami, a one aby zdobyć transformację, muszą wykonać dobry uczynek. Kiedy Winx wykazują się odwagą i lojalnością w każdej z nich rozkwita moc dzięki Smoczemu Płomieniu. Takim sposobem zyskują nową transformację - Bloomix.

Winx wyruszają w podróż dookoła Ziemi, aby znaleźć dobrą wróżkę Eldorę, ostatnią strażniczkę Legendarium. W Aleksandrii odnajdują dziennik Eldory, który był w starożytnej bibliotece. Podczas tej wizyty Bloom natyka się na Selinę i wychodzi na jaw, że obie się znają, bo były dziecięcymi przyjaciółkami. 

W Chinach Winx udają się do Świątyni Zielonego Smoka, aby znaleźć wskazówki co do położenia Eldory, ale ostatecznie odnajdują ją niedaleko Gardenii. Dobra wróżka opowiada czarodziejkom historię Seliny. Winx powracają na wyspę ziemskich czarodziejek - Tir Nan Og. Tam wspólnie toczą walkę z Trix i Seliną. Wiedźmy zostają pokonane, a Winx otrzymują nową moc, Mythix, dzięki której mogą dostać się do Legendarium i tylko tam może być używana. Do transformacji potrzebne są starożytne różdżki, które również pomagają w odnajdywaniu magicznych artefaktów. Jednak Winx muszą być ostrożne, bo jeżeli zostaną w Legendarium za długo, zostaną tam na zawsze. 

Od teraz czarodziejki mają nową misję, mają zamknąć Legendarium, a do tego muszą odnaleźć dwie części klucza, aby go złożyć w całość. W tym celu udają się do Kanady i na Karaiby. Mając ten klucz muszą go oddać skrzatowi, Rumpelsztykowi, ponieważ ukradł on głos Musy. Winx muszą podzielić się na dwie grupy, jedna pomaga w obronie Alfei, a druga szuka czegoś, żeby dać Rempelsztykowi w zamian za klucz do Legendarium. 

Selina uwalnia Acherona, jednak zdaje sobie sprawę, że to był błąd i chce pomóc Winx i razem z Bloom zamyka Acherona w Kufrze Nieskończoności, który zostaje wymieniony na klucz do Legendarum. W księdze zostają uwięzione Trix, a następnie zostaje ono zamknięte na zawsze.

Ogółem staram się to skrócić, ale chyba coraz słabiej mi to wychodzi.

W każdym razie znowu uważam, że w tej historii mógłby być potencjał, ale twórcy do końca tego nie wykorzystali. Bo na przykład pomysł na złoczyńcę, który ma księgę, z której można przywołać stworzenia z legend czy mitów, był nawet niezły, tylko nie potrzebny był w sumie ten Acheron. I po co w ogóle dodali tutaj znowu te Trix? 

Poza tym, ten sezon jest jedną wielką powtarzalnością. Po pierwsze, zdobycie mocy Bloomix przez bohaterki było prawie takie samo jak Enchantix. Widać to szczególnie przy postaci Flory, która uratowała swoją siostrę w obu przypadkach, a Bloom zdając testy, tak jak to było w trzecim sezonie. Ponownie jest wątek przejmowania szkół w Magicznym Wymiarze, tak jak to było na początku serialu. Po drugie, Trix, i chodzi mi ogólnie o te trzy postacie, bo one powracają jak bumerang, a uważam, że spokojnie dałoby radę bez nich. Ile razy można patrzeć na to, jak one przegrywają. Przez pierwsze trzy sezony one irytują, ale w sposób taki, jak to robią złoczyńcy, to rozumiem, ale potem kolejne sezony w których się pojawiały, to twórcy zrobili ich zachowania i czyny takie wkurzające, głupie, tak jakby kompletnie nie było na nich pomysłu.

I jeszcze ta grafika 3D, gdy coś się dzieje w tym świecie Legendarium. Ona jest taka paskudna, że nie da się na nią patrzeć. Jeszcze w poprzednim sezonie można było na to 3D patrzeć, choć i tak nie lubiłam tego, ale w tym szóstym sezonie to nie, jest po prostu brzydka. Jest taka sztuczna, plastikowa, plastelinowa, no ból dla oczu.

No chyba wystarczająco ponarzekałam na ten sezon, choć pewnie by się jeszcze coś znalazło. Ale w przeciwieństwie do poprzedniego można było go obejrzeć. Mimo, że nie było jakichś fajerwerków i było ta badziewna grafika 3D, to było to spoko do oglądania. Bardzo podobało mi się podróżowanie wróżek, czy wykorzystanie stworzeń i postaci z legend, mitów. Mimo nie do końca wykorzystanego potencjału, to było fajne. Postać Seliny jako złoczyńca też mi się podobała, i już nawet wytrzymałabym Acherona, ale no te Trix zbędne. Szósty sezon, w przeciwieństwie do piątego, kleił się, miał w miarę dobrą fabułę i mimo powtarzania niektórych rzeczy, dało się go wytrzymać i obejrzeć. Nie dłużył się tak jak poprzedni.



Tajemnica Morskich Głębin
The Mystery Of The Abyss


Czas na trzeci, póki co ostatni film pod szyldem Winx Club. I bardzo dobrze, że ostatni, bo to  był najgorszy, gdzie bohaterki wracają do Nieskończonego Oceanu. Tam niejaka Politea razem z Trix chcą uwolnić Tritannusa z Wymiaru Oblivion, a do tego chcą wykorzystać Sky'a, ponieważ, aby uwolnić kogoś z Oblivionu, potrzebny jest siła życiowa młodego księcia. 

Trix uwalniając Tritannusa, wymieniają go na Sky'a, który zostaje uwięziony w Cesarskim Tronie. Tritannus wspomina wiedźmom o Perle Głębin, którą ukryła potężna nimfa, Omina, dlatego zmierzają do jej jaskini. Ponieważ Trix i Politea mają umowę, potrzebna jest im ta Perła, aby zasiąść na Cesarskim Tronie, a Politea uwolni się od klątwy. 

Winx udają się na pomoc Sky'owi. Ten po walce czarodziejek z Politeą mówi im, aby złożyły wizytę Omini, która zdradza im, gdzie Perła Głębin, dlatego kierują się do Bariery Koralowej. Tam niestety Tritannus już wykradł Perłę, a Winx wpadają w jego pułapkę. Dziewczynom udaje się uciec i pośpiesznie wracają pod Cesarski Tron, na którym zasiadła Politea i która zabrała Perłę Tritannusowi, tym samym zdradziła Trix, dlatego wiedźmy próbują z nią walczyć, ale Politea hipnotyzuje je i Tritannusa. 

Ostatecznie Sky zostaje uwolniony, Perła odzyskana i wykorzystana do pozbycia się Politei, a potem do uleczenia księcia. 

I co ja mogę powiedzieć o tym filmie. No nudy. Jakaś Politea, która chce zasiąść na Cesarskim Tronie i która, jak większość, wykorzystuje Trix. Znowu Tritannus, który sam w sobie jest nudny, a historia taka sobie, po raz kolejny jakiś ważny i potężny przedmiot, który chce mieć w posiadaniu złoczyńca. No generalnie nic ciekawego. Robienie tego filmu mogli sobie odpuścić, albo zwyczajnie zrobić lepszy odpuszczając sobie jednak temat Morskich Głębin i Tritannusa. 



Sezon 7.


Po tak dużej ilości treści dotarliśmy do ostatniego sezonu. W tym wpisie. Już teraz mogę powiedzieć, że mimo pewnych rzeczy, to jest o wiele lepszy od dwóch poprzednich razem wziętych. 

Otóż, w Alfei zostaje otwarty park przyrodniczy. Winx dowiadują się, że kiedyś każda czarodziejka była złączona z magicznym zwierzęciem. Czarodziejki chcą dowiedzieć się więcej na ten temat i dlatego dzięki Kamieniom Pamięci przenoszą się w przeszłość, w czasy, kiedy Faragonda, dyrektorka Alfei, była uczennicą tejże szkoły. Winx poznają historię przyjaciółki Faragondy na tamte czasy, oraz jej brata, dowiadują się jak rodzeństwo, Kalshara i Brafilius stało się złe. 

Gdy Winx chcą odkryć tajemnicę Pierwszego Koloru będąc w przeszłości, natykają się na Kalsharę i jej brata, którzy atakują Kopotki na polanie niedaleko Alfei. Czarodziejki bronią bezbronne stworzenia, a te w zamian obdarowują je magicznym darem niesionym przez motyle. Ponieważ udowodniły one, że są obrończyniami Czarodziejskich Zwierząt, Winx dzięki temu mają nową przemianę - Butterflix. 

Podróżując do prehistorii i średniowiecza, Winx mają za zadanie ratować magiczne gatunki zwierząt i przeszkodzić Kalsharze w zebrania armii czarodziejskich zwierząt. Wkrótce każda z czarodziejek osiąga harmonię ze swoim magicznym zwierzęciem i zostają obdarzone nową przemianą - Tynix, która umożliwia im podróżowanie do Mini-Światów, w których będą musiały ratować ekosystem Rajskiej Zatoki, Tęczy Dobrej Magii, czy Sercu Alfei. 

Gdy złe rodzeństwo trafia na trop Pierwszego Koloru we Wszechświecie, udaje im się posiąść jedną z najpotężniejszych mocy, ale też przez przypadek uwalniają z Legendarium Trix (tak, ponownie one). Wiedźmy porywają Brafiliusa i chcą zawładnąć mocą. Kalshara chcąc odbić brata oferuje rozejm Winx. Trix zostają pokonane i odesłane do Wymiaru Nieskończoności. A po tym wszystkim magiczne zwierzęta wracają do Alfei, by ponownie żyć z czarodziejkami. 

Siódmy sezon oglądało mi się bardzo dobrze. Odkrywaliśmy w nim kolejne zakątki magicznego świata, poznawaliśmy nowe magiczne zwierzęta, podróżowaliśmy w czasie razem z bohaterkami, to było naprawdę fajne, podobało mi się. A złe rodzeństwo było fajnymi antagonistami (o wiele lepszymi od Tritannusa), gdzie jedno z nich, Kalshara, było głową wszystkiego co robili, no i była bardziej ogarnięta, a drugie, Brafilius, był głupiutki, nierozsądny i wykonywał polecenia siostry, a wiele dialogów obojga było zabawne. 

Jestem dumna z twórców, że przy przemianie Tynix i wiążącej się z nią fabule w Mini-Świecie w końcu ODPUŚCILI sobie tą nieszczęsną grafikę 3D, bo pewnie by tak poczynili, jak w dwóch poprzednich sezonach, ale na szczęście tego nie zrobili. No i bardzo dobrze. Tylko... nie wiem, po co oni tam na koniec wciepneli te Trix. Jedynie dobrze, że były na końcu i tylko przez chwilę. No a tak poza tym Trix, to nie ma się do czego przyczepić. 

Bo mamy podróże do przeszłości, poznajemy historię świata w serialu. Mamy podróże do Mini-Światów, gdzie kojarzy mi się z naszymi jakimiś naukowymi rzeczami, jak na przykład jakieś komórki w organizmach, czy coś takiego. Mamy mnóstwo różnych zwierząt tamtego świata. To się ciekawie oglądało.



World Of Winx.


Miałam tu się rozpisywać, ale jednak tylko tak po krótce, bo jak ostatnio próbowałam to rozdzielić na dwa sezony i opisać o czym są, to złapałam zawiechę i ten wpis czekał dwa lata. 

Pierwszy sezon opowiada o tym jak dziewczyny z Klubu Winx wróciwszy na Ziemię, pod przykrywką muszą odnaleźć Złodzieja Talentów, a pomagając dzieciom i nastolatkom spełniać marzenia zostają obdarzone unikalną transformacją - Dreamix. W drugim sezonie Winx dostają nowe misje od Ducha Świata Marzeń. Dowiadują się o burzliwej przeszłości Królowej Świata Marzeń i mają nadzieję, że przywrócą w niej dobrą wróżkę, którą była. Muszą walczyć nie tylko z Królową, ale i jej cienistymi istotami, zwanymi Nemezis - Vertigo, Banshee, Obscura, Stoney, Sinka, Virus, które czerpią z esencji najgłębszych lęków każdej z dziewczyn. A w walce pomóc ma im nowa transformacja - Onyrix.

Dwa te sezony składają się w jedną całość. W tym serialu ludzie na Ziemi nie wiedzą o istnieniu magii, a Winx działają pod przykrywką i coś na zasadzie agentek. Trochę mi to przypominało "Odlotowe Agentki". Jeszcze to, co trzeba zaznaczyć, to ten serial kompletnie nie łączy się z tymi siedmioma sezonami.

Oba sezony świetnie się oglądało. Pomysł na cały serial, fabułę, transformacje i ogólnie animację, bardzo mi się podobał. Kreska taka nowa, świeża i ładna. Opowiadanie historie mimo, że proste, to fajne. Pomyślałam wtedy, że ósmy sezon mógłby tak wyglądać. Ja jeszcze nie wiedziałam, co się tam święci.




To było ciekawe doświadczenie, obejrzeć animację z dzieciństwa będąc już dorosłym, do tego po angielsku. Właściwie moje odczucia co do tego serialu jakoś mocno się nie zmieniły. Jedynie perspektywa spowodowana wiekiem trochę uległa zmianie. Najbardziej tymi kultowymi i sentymentalnymi były trzy pierwsze sezony. Czwarty był takim powiewem świeżości, która się podobał. No i reszta będąca wzlotami i upadkami serialu. Szkoda, że serial ten poszedł w nie do końca dobrą stronę. No ale cóż. Co do ósmej serii, to zaczęłam ją oglądać, ale nie dokończyłam. Chciałam opublikować ten wpis, a potem oddzielny właśnie o tym ósmym sezonie, no ale na razie wyszło tak jak wyszło. Nadal chcę go obejrzeć i o nim napisać, bo trochę dymów związanych z tą ósmą serią było. Plus na ten moment chodzą głosy o dziewiątym sezonie, więc pewnie się będzie działo. 

Ogółem mam w planie parę wpisów, ale czekają na spisanie. Ostatnio brak weny na pisanie, a i cały czas w życiu coś się dzieje. Odgrzanie tego wpisu miało być taką rozgrzewką. Ale chyba zrobię jeszcze jeden wpis taki na luzie, może w końcu się odblokuje, bo poza tymi rzeczami co są w kolejce, szykują się kolejne. Też po takiej przerwie od nie pisania tak dużych wpisów, to aż tak fajnie było sobie popisać. Wcześniej miałam takie "jeeejuu, ile pisania", a teraz po prostu siadłam i napisałam.