Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serial. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serial. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 października 2025

Look how they massacred my boy. | Reboot "Winx Club".

Serial animowany "Winx Club" był sam w sobie trochę specyficzny, chociażby sam wygląd postaci, że ich anatomia nie była taka jak w rzeczywistości, co też wielu ludziom przeszkadzało. Charakterystyczne wcięcie w talii, sporo golizny w ubiorze, czasem specyficzne gesty, ruchy bohaterek, dużo przeróżnych transformacji i cały czas powtarzalne trzy złe charaktery. Jedni kochali, drudzy nienawidzili, a z jakością sezonów bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, a raz kompletnie beznadziejnie.

Jako dziecko uwielbiałam ten serial. Bawiłam się, wcielając się w postacie, razem z innymi dziećmi, wymyślałam własne historie z głównymi bohaterkami, zaczęłam je rysować i kolekcjonować magazyny, człowiek zbierał jakieś drobniaki i wydawał majątek na to (dziesięć złotych to kiedyś było dużo, żeby na taki magazyn wydać). Wiadomo, że z czasem, i z wiekiem, moje uwielbienie minęło, choć potrafiłam wracać co jakiś czas, żeby zobaczyć co się tam z tymi "Winxami" dzieje. A jako dorosła osoba obejrzałam wszystko do siódmego sezonu, bo chciałam mieć takie dorosłe spojrzenie. Okazało się przy tym, że to nie jest idealny serial, Bloom nie jest taką fajną postacią i przestała być moją ulubioną bohaterką, ale przynajmniej zauważyłam resztę tej głównej szóstki, bo wcześniej, to przecież Bloom najlepsza. W pewnym momencie nie wszystko miało sens, albo pomysły w niektórych sezonach nie były zbyt dobre, albo nie były dobrze wykonane. Trochę zniszczyłam sobie takie dziecięce wspomnienia, choć w sumie mimo, że ja to uwielbiałam, to miałam takie prześwity jako dzieciak, że coś tam czasem nie gra. Gdzieś tam jednak lekki sentyment został, choć to nie jest tak, że cały serial ma same wady, bo do pewnego sezonu serial potrafił być i na poziomie, i nawet przekazać coś pozytywnego. 

W tym serialu dużo się dzieje, są problemy natury ludzkiej, są problemy natury magicznej, są "ci źli", z którymi trzeba walczyć, nauka magii, zdobywanie nowych transformacji, które z początku było na zasadzie "trzeba sobie zasłużyć", no a potem to tam jak się komu podobało. Dużo też się działo w sferze grafiki. Pierwsze trzy sezony miały charakterystyczną i grafikę, i animację, były to lata 2004-2006, więc widać to po niej, no chyba, że ktoś wersję Nickelodeon oglądał, to ta animacja była nowsza. Szczegółów nie znam, ale Nickelodeon sobie wziął i po swojemu zrobił, wprowadzając zmiany nie tylko animacji, ale też ubioru bohaterek na przykład, wzięli stroje z trzeciego senonu i dali w dwóch pierwszych. No ja jestem team oryginał, bo to ikoniczna animacja, ikoniczne stroje. W czwartym sezonie widać było już progress w animacji i grafice, pamiętam, jak jako dziecko jarałam się tym nowym sezonem, nowym wyglądem wszystkiego, wydawało się to wtedy takie przełomowe. Wiadomo, że i w przypadku tych pierwszych trzech sezonów, to były jakieś drobne zmiany, ale jednak w tym czwartym to już tak konkretnie było widoczne. Kolejne sezony wiadomo, miały jakieś zmiany estetyczne, ale taki wygląd postaci był cały czas jeden. Aż do ósmego sezonu. Bo w ósmym sezonie wpadł ktoś na świetny pomysł, żeby zrobić kompletnie nową animację i modele postaci. Zrobili te postacie takie dziecięce, kompletnie inaczej one wyglądają niż do tej pory we wszystkich sezonach. Już nie wspominając, co oni tam w fabule wymyślili (choć i tak nie znam dużo szczegółów). Zniszczyli tym trochę wszystko co zbudowane było do tej pory. Bo chcieli trafić do młodszej widowni... Próbowałam ten ósmy sezon obejrzeć, i nie wiem do którego momentu ja tam doszłam, ale pomimo zmian graficznych i tak dalej, to nie oglądało się tego źle, o dziwo. Ale skoro chcieli coś dla dzieci zrobić, to mogli zwyczajnie oddzielny serial zrobić, nawet dziejący się w świecie Winx. Z racji tego, że nie obejrzałam tego w całości, a wiem tylko z przecieków, to na przykład z jakiegoś powodu był powrót pierwszej transformacji. I to był chyba jakiś znak. 









Jakoś po tym ósmym sezonie zaczęły chodzić głosy o dziewiątym, oraz o reboocie. Chodziły też głosy, że ten reboot będzie tym dziewiątym sezonem. W większej mierze, to ja po prostu jestem obserwatorem, osobą trzecią, nie jestem fanem, więc było mi to obojętne, co się dzieje, w sensie, ten serial to nie mój target. Poza tym, że nie oglądam za dużo animacji, jakichkolwiek, no to "Winx Club" jest kierowane do młodszej widowni i wiadomo, że pewne rzeczy do mnie nie trafią, albo widać, że coś jest dla tych młodszych i dorosły nie zareaguje odpowiednio. Dlatego sobie po prostu obserwowała, co tam się dzieje. 

Informacje o reboocie się potwierdziły, i była nawet jakaś wczesna zapowiedź, do której też miałam wątpliwości, ale jej nawet nie pamiętam. Na różnych eventach potrafiły być jakieś przecieki, ale ja się temu nie przyglądałam, jak coś w internecie było publikowane. Ja lubię oficjalne informacje, a do tego te publikowane rzeczy były okropnej jakości. Kiedy przyszedł czas, pojawił się plakat tego rebootu... i, o matko bosko, co tu się stanęło. Nie dość, że wybrali najgorszy format, czyli 3D, to jeszcze jak te postacie wyglądają... Ich twarze wyglądają tak samo, stroje są jak plastikowe, a włosy mają jak lalki. Sama ta grafika plakatu jest taka niezbyt ładna. Pomyślałam, że to tylko plakat, się zobaczy, jak pokarzą coś więcej, animację. W końcu w ósmym sezonie zmienili grafikę, ale tyle ile obejrzałam, to nie oglądało się tego źle. No człowiek wiedział, ale się łudził. 


Kiedy zaczęli promować ten reboot, udostępnili teaser trailer, niedługo pełny trailer, który w sumie był rozszerzeniem teaseru, nie wiele się różnił, miał więcej scen, i miał parę zmian. Udostępniali po kolei z każdą bohaterką filmiki z transformacjami, czy krótkie filmiki przedstawiające postacie. Na YouTube są to trochę dłuższe treści, niż na mediach społecznościowych. Po zobaczeniu teasera miałam mieszane uczucia co do animacji, coś mi w niej nie pasowało. Coś dziwnego działo się z brodą trola, nogą Bloom, gdy stawiała krok w tył, a twarz Stelli była jakaś taka, brzydka. Były to krótkie urywki, więc nie był to pełny obraz. Trailer to prawie to samo, więc tam nie wiele więcej. Filmiki z transformacjami miały podsycić fanów i być czymś spektakularnym, dla mnie zostały one zrobione z przepychem. One są napchane wszystkim, sekwencje dzieją sią bardzo szybko, bo przecież w dzisiejszych czasach musi się wszystko dziać szybko. Z tego co widziałam, to ludzie byli zachwyceni, z resztą jak wszystkim, co było publikowane, ale dla mnie przez ten przesyt i szybkość, to to straciło ten efekt "wow", nie jest to ani fajne, ani dobre, ani dobrze się tego nie ogląda. W oryginalnych sezonach było to zrobione ze smakiem, pierwsza transformacja była krótka, na miarę mocy bohaterek, które były przecież na początku ze swoją magią, i nawiązywały do charakteru, czy zainteresowań danej bohaterki. A razem z ewolucją ich mocy, te transformacje były coraz bardziej urozmaicone, z czasem coraz bogatsze, choć w pewnym momencie to już takiego znaczenia nie miało. Jak dla mnie te nowe transformacje wyglądają prawie tak samo, są zrobione na jedno kopyto (na przykład stroje transformacji pokazują się w taki sam sposób, i za jednym razem) i jest to przerost formy nad treścią. Oni nawet strzelili sobie w kolano i zrobili filmiki z porównaniem obu transformacji. Ale im dalej w las, tym więcej drzew. Bo w materiałach przedstawiających specjalistów, pokazali, jak oni wyglądają, w czasie trailera, to jeszcze były nadzieje na zmiany, i... o kurde, co to jest. Najlepiej wygląda Riven, a reszta? Brandon wygląda, jak po operacji plastycznych, a Sky, to taki piękniś, modniś. O dziwo Trix nie wyglądają najgorzej, one wyglądają lepiej niż główne bohaterki. Ale za to co zrobili Diaspro... No dziunia z wielką grzywą, nie jeden koń by pozazdrościł. Bliżej premiery i po premierze, gdy udostępnili jakieś sceny, albo piosenki z klipami, to już więcej było widać. Postacie poruszają się nienaturalnie, w ich ruchach jest coś dziwnego, nawet nie coś robotycznego, bo nawet robotyczne ruchy tak nie wyglądają. Czasem dziwne rzeczy dzieją się w animacji, gdy postać na przykład idzie w bok, po czym się odwraca, w którymś filmiku, gdzie główne bohaterki tańczą, i Bloom stawia jakiś krok, to jest taki przeskok w animacji, tak jakby w modelu nie było takiego ruchu. W oryginale zdarzały się jakieś dziwne gesty, albo ruch postaci, ale to nie był cały movement, cały czas. Fizyka nie jest zbyt dobra, włosy nie zachowują się jak włosy, kosmyki przenikają się przez siebie, albo, jak postać pochyla głowę, to tak sztywno całe włosy idą do góry, tak odchodzą od ciała postaci, no tak włosy nie działają. Ubrania nie zachowują się odpowiednie do ruchu postaci, gdy postać coś pije, czy je, to nawet nie ma iluzji, że to robi, nie ma w animacji momentu przykładania kubka do ust, czy kąsania, albo pizza którą jedzą nawet nie ma śladów gryzienia, tylko są takie równe kanty, że niby ubytek jest. W jednej scenie, to jak Musa gra na gitarze, ona jest na pasku, wisi jej na ramieniu, i w żaden sposób nie dotyka jej ciała. Jest scena, w której nowe uczennice są sprawdzane, czy są wróżkami, czy czarownicami ("Harry Potter" vibe), oczywiście już sam wygląd tych postaci zdradza, kim one są. Są tam ławki, uczennice siedzą, tylko... dlaczego jest ich tak mało? W takiej dużej szkole, to raczej dużo osób powinno być, i tych co byli sprawdzani, i gapiów. A tam mało tych nowych, i tych na publiczności, a sama publiczność, to owszem, może i tło, ale większych NPCów, to nie mogli zrobić. Przecież nawet na screenshocie to widać, siedzą w tej samej pozycji, aby umiejscowienie rąk jest lekko zmienione, i oni nawet nie patrzą się w kierunku tego, co się tam dzieje. Podobnie jest z "widownią", jak Winx sobie jakiś tam koncert grają, to to jest tak sztuczne, i wszystkim się wielce podoba ta muzyka, mają podniesioną rękę do góry i robią gesty, jakby na meczu kibicowali, albo kiwają głową, tak nie za bardzo w rytm. Komicznie wygląda ta publiczność.

WATCH IT NOW! Winx Club Reboot Teaser Trailer | Magic is back ✨

Winx Club: The Magic is Back | Official Trailer

Flora New Transformation 🌸✨ | Winx Club The Magic is Back

Tecna New Transformation 💻✨ | Winx Club The Magic is Back

Musa New Transformation 🎶✨ | Winx Club The Magic is Back

Stella New Transformation 💫✨ | Winx Club The Magic is Back

Aisha New Transformation 🌊✨ | Winx Club The Magic is Back

Bloom New Transformation 🔥✨ | Winx Club The Magic is Back





Byłam obserwatorem, ale im więcej tego wszystkiego się pojawiało, tym bardziej tak patrzyłam i jedyne co mi się nasuwało, to "co oni robią z moją bajką z dzieciństwa". Ja jeszcze nie oglądałam tego, ale mam zamiar. Na ten moment, tylko z tych strzępków informacji, mogę stwierdzić, że nie jest dobrze. I w sumie obawiam się z lekka całości. I co oni tam wykombinowali z fabułą, choć po tych małych elementach, to można się bać. Oryginał nie jest idealny, bo poza tym, że w fabule dużo się dzieje, to w niej zdarzają się luki, niezgodności, niedorzeczności. Czasem postacie podejmują dziwne decyzje, albo niezrozumiałe, albo są jak obrażone dzieci. W grafice, jak i w animacji, zdarzają się jakieś wpadki, albo lekkie niedociągnięcie, ale w głównej mierze jest to spójne. No i projekty postaci są cały czas takie same (do ósmego sezonu). Natomiast ktoś by się spytał "a co z tymi momentami, gdzie jest grafika 3D", albo "przecież filmy są w 3D", owszem, to nie było dobre, te grafiki 3D w filmach i okazjonalnie w serialu, jak przenosiły się do jakiegoś świata, były paskudne, ale nie zauważyłam jakichś dziwnych rzeczy, postacie poruszały się tak jakby były w 2D. Reboot tak, ma lepszą tą grafikę, jednak powinni się bardziej postarać, szczególnie, że robią coś na nowo, od początku, i mimo, że grafika jest trochę lepsza, to jednak mogli to zrobić o wiele lepiej, bo skoro w tej starszej grafice zrobili chociażby to, że widać teksturę, strukturę jakiegoś materiału ubrania, to w tej nowszej tym bardziej powinni dać radę to zrobić, a nie, wszystko wygląda plastikowo, plastelinowo, w dodatku z dziwną fizyką. 

Przyjdzie czas, to zobaczę, jaki z tego kwiatek. Ogółem nie śpieszy mi się, spodziewając się, co to może być za twór. Na moment pisania tego, to ma ocenę 3.6 na IMDb, więc nieźle 😆. Najpierw jednak ten ósmy chce zobaczyć, żeby tak pełniejszy obraz mieć, żeby zobaczyć ten rewolucyjny sezon i mieć jakieś odniesienie w kierunku do rewolucyjnego rebootu, no i całości serialu.

Adieu.

The Fairies Are BACK! 💖 Meet Flora, Tecna, & Musa! | Winx Club: The Magic is Back

The Fairies Are BACK! 💖 Meet Bloom, Aisha, & Stella! | Winx Club: The Magic is Back

Beware the Trix! 😈 Icy, Darcy & Stormy | Winx Club: The Magic is Back

Specialists Spotlight! 💥 Get to Know Sky, Brandon, Riven & Timmy! | Winx Club: The Magic is Back

Bloom: Fairy or Witch?! ✨ The Magic Test! | Winx Club: The Magic is Back

Winx Club: the Magic is Back MUSIC - Winx Universe (Official Series Video)

How the Winx Club WAS BORN! 🎉 | Winx Club: The Magic is Back

Bloom's Alfea Roommates Reveal! ✨ Winx Club: The Magic is Back

Bloom's Transformation: original Season 1 vs. Reboot Side-by-Side | Winx Club Official

Aisha's Transformation: original Season 1 vs. Reboot Side-by-Side | Winx Club Official

Stella's Transformation: original Season 1 vs. Reboot Side-by-Side | Winx Club Official

Musa's Transformation: original Season 1 vs. Reboot Side-by-Side | Winx Club Official

Tecna's Transformation: original Season 1 vs. Reboot Side-by-Side | Winx Club Official

Flora's Transformation: original Season 1 vs. Reboot Side-by-Side | Winx Club Official


czwartek, 8 grudnia 2022

"For what I did I should be dead". | "Dahmer - Monster: The Jeffrey Dahmer Story"

Ostatnio w internecie głośno się zrobiło o serialu Netflixa. Mimo, że mi się schodzi z pisaniem tego wpisu, to zdążyło trochę to ucichnąć, ale i tak nadal gdzieś tam jeszcze powraca ten temat, jak bumerang. Pojawiały się nagłówki typu "Czy to nowy hit Netflixa?", "Czy pobije popularność jakiegoś tam serialu" i inne temu podobne. Ja na początku olałam to, jak typowy ignorant. Jak se piszą, to niech se piszą, zazwyczaj nic ambitnego w czymś taki mnie ma. Ale, natknęłam się na reklamę z trailerem, i już nawet nie pamiętam co przykuło moją uwagę, że zechciałam zobaczyć ten trailer. Po jego obejrzeniu miałam tylko takie "okay". Jednak YouTube nie pozwolił mi zapomnieć o tym temacie i zaproponował mi wideo od YouTuberki, którą od czasu do czasu oglądam, a że lubię jak robi swoje filmy, to kliknęłam i w ten mówiący o Jeffreyu Dahmerze. Im dalej szło się w tą historię, tym bardziej opadała szczęka, no bo jak coś takiego mogło się wydarzyć. Po tym wideo oczywiście YouTube nie próżnował i zaproponował mi kolejne, od innej osoby, tylko z przed roku, i pomyślałam, a zobaczę. Okazało się, że w inny sposób ta historia została opowiedziana, no i trochę lepszy. Sprawa Dahmera tak mnie zaintrygowała, tak mi została w głowie, że zachciało mi się obejrzeć serial. I tak niechcący "Dahmer - Monster: The Jeffrey Dahmer Story" został najszybciej obejrzanym przeze mnie serialem. 



Nie wiem, czy w takim przypadku można mówić o spoilerach, bo w końcu jest to oparte na wydarzeniach, które faktycznie miały miejsce. Gdzieś tam widziałam, że ludzie ostrzegają przed spoilerami. Ja zaznajomiłam się ze sprawą Jeffreya Dahmera przed obejrzeniem tego serialu. Więc pewnie nie będę ostrożna, by o czymś nie wspomnieć. Szczególnie, że minął już ponad tydzień od obejrzenia, w momencie, kiedy to piszę, a moja głowa dalej przetwarza informacje, bo nie wiarygodne jest to, co Dahmer uczynił, jak długo nie został złapany, choć były do tego okazje, albo nie mieści się w głowie, że można było mieszkać z takim człowiekiem, oraz tym podobne myśli, nawiedzające moją głowę. Tak mi się ta sprawa ostała w głowie, że w jeden dzień, jak obejrzałam trailer, obejrzałam te dwa filmy na YouTube, plus gdzieś tam dodatkowe informacje, postanowiłam obejrzeć serial Netflixa, a zaczęłam następnego dnia, co u mnie jest rekordem, bo ja zanim coś zacznę oglądać, to mniej lub bardziej się schodzi.

Przed rozpoczęciem oglądania tego serialu trochę się bałam. Miałam obawy, co mogę zobaczyć w tym serialu. Oglądając rzeczy związane z Dahmerem, albo coś tam o serialu, niby trochę oswoiłam się z tematem, to mimo to, taki dziwny niepokój miałam, wiedząc, co ten człowiek uczynił. Oczywiście wiedziałam, że serial jest serialem i nie pokarzą tam też nie wiadomo czego, ale myśli w głowie robiły swoje. Też to nie była moja pierwsza styczność z jakąś sprawą kryminalną, bo kiedyś oglądałam streamy, gdzie YouTuber opowiadał o różnych mordercach, tak zwanych wampirach, i nie tylko, którzy swego czasu byli w Polsce. Po omówieniu tych polskich miał potem omawiać tych z zagranicy, ale niestety porzucił projekt. I niektóre usłyszane historie mocno zahaczyły się u mnie w głowie, a myśląc o nich miałam takie, jak to możliwe, że do czegoś takiego doszło, albo, jak ludzie są zdolni do czegoś takiego. To ze sprawą Dahmera też tak miałam, tylko cztery razy bardziej, z jakiegoś powodu. Jeszcze dodatkowo wybrałam sobie dzień, żeby zacząć oglądać, w którym byłam po nieprzespanej nocy, więc przez brak snu głowa pracowała na najmniejszych obrotach, tym samym produkowała dziwne myśli, a po obejrzeniu dwóch (a miał być tylko jeden) odcinków tego serialu produkowała jeszcze dziwniejsze. Nie polecam ciężkich seriali oglądać po nieprzespanej nocy. Nocy nie przesypiać też nie polecam. 



Pierwszy odcinek 
"Dahmer - Monster: The Jeffrey Dahmer Story" rozpoczyna historię tego mordercy... od końca, i widzimy go, sportretowanego przez Evana Petersa, przychodzącego do swojego mieszkania razem z drugim mężczyzną, który był jego ostatnią ofiarą. Przedstawione jest jak mniej więcej wyglądała rutyna Dahmera. Tracy Edwards, który dał mu się zaprosić, już przy wejściu poczuł, że coś jest nie tak, na pewno z zapachem w mieszkaniu, dlatego zachowuje czujność, a gdy jego obawy się sprawdzają i nadarza się okazja, ucieka stamtąd. Wraca z policjantami, który w poszukiwaniu kluczy do kajdanek, które na swoim nadgarstku miał Edwards, znajdują zdjęcia, polaroidy, na których były poprzednie ofiary Dahmera. Policjant w szoku. Jeffrey Dahmer próbował uciec, ale mu się nie udaje i dochodzi do jego zatrzymania. I gdy był przyduszony do podłogi przez kolano policjanta, wymamrotał "For what I did I should be dead", za to co zrobiłem powinienem umrzeć. Podczas oglądania nie zwróciłam na to uwagi, bo w sumie skupiałam się na tym, co działo się na bieżąco na ekranie, ale jak robiłam sobie notatki do tego wpisu, to to zdanie zostało mi w głowie. Nie mam pojęcia dlaczego. Zajęło mi to myśli na chwilę. Nie była to jedyna rzecz, która spowodowała u mnie przemyślenia. 

Moment, w którym Jeffrey zostaje wyprowadzony ze swojego mieszkania przez policjantów, był w delikatnym zwolnionym tempie, jakby twórcy chcieli podkreślić ważność tego momentu. Sąsiedzi będący na korytarzu rozmawiają z policjantami i widzą, jak ich sąsiad jest zabierany. Glenda Cleveland, mająca Dahmera za ścianą, wykrzykuje, że wiele razy zgłaszała, iż coś jest nie tak, ale nikt jej nie słuchał. Kamera skupia się się na twarzy Jeffreya, która była kamienna, nie było na niej kompletnie żadnych emocji. I ta niedługa scena zapadła mi w pamięć. Również nie wiedziałam dlaczego. Więc postanowiłam nad tym pomyśleć. Obejrzałam parę razy ten moment, próbując może coś zauważyć, może dojść do jakiegoś wniosku, przemyśleń, cokolwiek. Co nie było proste, bo próbując robić cokolwiek przy tym wpisie kompletnie nie mogę się skupić i momentami czuje się, jakbym nie umiała złożyć zdania oraz nie znała żadnych wyrazów. Ale wracając. Wiadomo, że podczas oglądania człowiek skupia się na tym, co na bieżąco dzieje się na ekranie i nie wszystko wyłapuje, a przemyślenia nie przychodzą od razu. Więc przyglądając się tej scenie, zwróciłam uwagę na stojących na korytarzu sąsiadów. Widzą oni, jak ktoś będący w tym samym budynku, kogo mijali na korytarzu, zostaje wyprowadzany przez policję i podejrzenia niektórych się potwierdziły, że za drzwiami mieszkania tego człowieka działy się złe rzeczy. Też z racji tego, że kamera patrzy się na twarz Dahmera, no to chcąc nie chcąc i jemu się przyglądałam. I w tej kamiennej twarzy zauważyłam, że on doskonale zdaje sobie sprawę, że to koniec, dokładnie wiem co zrobił i co go czeka.

Tymczasem na policję wezwany zostaje ojciec Jeffreya, Lionel. Dwóch policjantów mówi mężczyźnie o czynach jego syna, a w tle tego co mówią są przebitki z tego, jak prowadzone są działania policji w mieszkaniu Jeffa. Robią zdjęcia temu, co tam znaleźli. Głowa w lodówce, części ciała w zamrażarce, czaszki i narzędzie typu nóż i młotek w sypialni, polaroidy, szkielet, czy torsy w beczce. Oczywiście ojciec w szoku, a dwaj detektywi zostawili go samego, żeby się oswoił z tym co usłyszał. 

Po pierwszym odcinku okazało się, że serial zaczyna się w miarę spokojnie. Stopniowo widzimy pewne rzeczy. Razem z postaciami poznajemy oblicze Jeffreya. Z Tracy Edwardsem wchodzimy do jego mieszkania i zauważamy niepokojące poszlaki, potem jego czyny, no i doprowadzenie do aresztowania, a z jego ojcem, dowiadujemy się czego złego dokonał Jeff, i jak te pierwsze dowody znalezione tuż przed zatrzymaniem, to był początek góry lodowej. Dobrze, że w tym pierwszym odcinku tak stopniowo przedstawione były wydarzenia, na początku tak pojedyncze rzeczy pod względem jakiś mocniejszych elementów, że o tak określę i dopiero na końcu coś więcej. Nie bombardowali od razu jakimiś masakrycznymi detalami, tylko dawali poszlaki na początek. Mogłam dzięki temu okiełznać formę i teść serialu, w jaką stronę on pójdzie i czego się spodziewać w kolejnych odcinkach.



Drugi odcinek zaczyna się ujęciami dziennikarzy zdających relację z pod bloku, w którym mieszkał Dahmer, to co działo się pod budynkiem, oraz prowadzonym przez policjantów Jeffreyem na posterunku, którego wkrótce zaczynają  przesłuchiwać. A razem z przesłuchaniem serial wraca do dzieciństwa Jeffa. Po opowiedzeniu fragmentu z dzieciństwa przeskakujemy do momentu, gdy jest młodym dorosłym, a po tym fragmencie pokazują nam dorosłość Jeffreya, no i jedną z jego ofiar. 
Pokazali nam po kawałku trzy okresy Dahmera, by potem w kolejnych odcinkach rozwijać te wątki. 

I tak poznajemy to, co działo się, gdy matka Jeffa była z nim w ciąży, poznaliśmy jego dzieciństwo, jego czasy liceum, gdy został wysłany na studia, czy do wojska, okres, kiedy mieszkał z babcią, a potem w swoim mieszkaniu. 

I właśnie kiedy Jeff był w łonie matki, jego rodzice mieli sprzeczki. Scena, kiedy są razem u lekarza sugeruje to, no bo pod tym względem, no to tylko to pokazali, w tej krótkiej scenie. Ale jak podczas jednej rozmowy byli na siebie cieci, no to można domyśleć się, że to raczej było na porządku dziennym. W ogóle widać, że ta ich relacja to taka mocno nie zdrowa była. Lionelowi nie podoba się, że jego żona bierze dużo tabletek i martwi się, czy to nie ma wpływu na dziecko. Ta zaś wymienia, która z tabletek w czym jej pomaga, z czego można wywnioskować, że kobieta ma problemy ze zdrowiem psychicznym.

No i Jeff od najmłodszych lat widział te kłótnie rodziców oraz całokształt tej ich niezdrowej relacji. Ojciec w nerwach wychodzi z domu po takich kłótniach, i w ogóle rzadko w nim bywa, a jak matka Jeffa, Joyce zostaje zabrana przez ambulans po próbie samobójczej, ten twierdzi, że udaje, by zyskać na atencji. Generalnie, to Jeffrey jest cichym, spokojnym chłopakiem, który jest samotnikiem i ma nietypowe zainteresowanie, które wzbudziło się po tym, jak towarzyszył ojcu przy usunięciu szczątek zwierzęcia z pod ich domu. Małemu Jeffowi podobał się dźwięk uderzanych o siebie kości. Ojciec pokazuje mu co nieco, czy to u zwierząt, czy to jakieś chemiczne rzeczy. Ojciec nie widział niczego złego w tym, że jego syn ma jakiekolwiek zainteresowanie, bo do tej pory nie miał żadnych, plus mógł dzielić się swoją pasją to chemii z synem, natomiast matka uważała to za obrzydliwe. 



W wieku młodzieńczym Jeffreya nic się nie zmieniło, rodzice nadal się kłócą, nadal fascynują go martwe zwierzęta, więc sekcja martwego prosiaka na lekcji w szkole była dla niego przyjemnością. W szkole też wygłupia się "doing a Dahmer", udając objawy mózgowego porażenia dziecięcego. Ale dochodzi do tego, że jego rodzice biorą rozwód. Ojciec nie mieszka w domu, a matka wraz z młodszym synem, bratem Jeffa, Davidem, wyjeżdża. Scena, jak matka Jeffa pakowała manatki i syna do auta oraz po wykrzyczeniu między innymi tego, że nie interesowało ją to, co Jeff z Lionelem robili, ale w sumie to chciała, żeby ją chociaż spytać o dołączenie, odjechała zostawiając tak po prostu starszego syna pod domem, no to ona była przykra. Zwyczajnie mi się smutno zrobiło. Patrząc na tą historię do tego momentu, ja widziałam osamotnionego chłopaka, którego rodzice niby byli, a jednocześnie ich nie było i dodatkowo musiał patrzeć się na ich niezgodę, co więcej tamci się rozwiedli i ostatecznie został sam w domu i popadł w pijaństwo. Plus Jeff był traktowany tak, jakby go nie było. Na tym etapie to brzmi jak historia młodego człowieka, któremu trafiło się nieszczęśliwe życie. Na co dzień ma się do czynienia z historiami osób, którzy są osamotnieni, czy niezauważani przez własnych rodziców, tylko niekoniecznie ktoś taki potem staje się mordercą. 

Poza piciem alkoholu, Jeff zainspirowany chłopakiem, którego widział jak biegał, zaczyna ćwiczyć, chce zbudować sylwetkę. Zaś co do tego chłopaka miał plan, ale ostatecznie z niego zrezygnował z jakiegoś powodu, i go nie zaatakował. Lecz pewnego razu postanawia zabrać autostopowicza, Stevena Hicksa. Przekonuje go propozycją wypicia paru piw i podwózką na koncert, na który się wybierał. Po paru godzinach pobytu w domu Jeffreya, Steven chciał wyjść, co Dahmerowi się nie spodobało, i jakby coś się w nim przestawiło, na ekranie było to widać, jak jego wyraz twarzy się zmienił, z takiego miłego chłopaka, do takiego pełnej furii, wpadł w szał pod wpływem którego wziął obciążnik ze sztangi i uderzył Stevena w głowę, a następnie go udusił. Jednak gdy Jeffa opuszczają emocje, i zdaje sobie sprawę co zrobił, jest w szoku, oraz jest przerażony. Pierwsze co mu przyszło do głowy, to ukrycie ciała pod domem, tam  gdzie swego czasu, będąc dzieckiem patrzył jak ojciec wyciągał szczątki martwego zwierzęcia. Zaś pod osłoną nocy wziął to ciało do garażu i je rozfragmentował. Potem worki z fragmentami ciała chciał wywieść, ale w trakcie drogi zatrzymała go policja. Policjanci wyczuli od niego alkohol, który oczywiście pił, a na pytanie co się znajduje w tych workach, Jeffrey odpowiedział, że ścinki z podwórka, bo przez rozwód rodziców nie może spać i zajął się pracami ogrodowymi. Jeden z policjantów mówi, że chłopak ma osiemnaście lat i że nie chce marnować mu życia, które ma całe jeszcze przed sobą, więc go puszcza, karząc wracać do domu. Skoro nie udało mu się wywieść zwłok, to musiał coś z nimi zrobić. Oddzielił tkanki od kości, które spłukał w toalecie, a kości wsadził do piekarnika, by potem je rozdrobnić młotkiem. 

Serial opowiedział to delikatnie inaczej, ale mi to nie przeszkadza. Bo nie w garażu, tylko w piwnicy, a po tym jak go policja zawróciła, to minęło trochę więcej czasu, nim do końca pozbył się ciała Hicksa. Też nie wspomnieli, że oddzielone tkanki od kości rozpuścił w kwasie. Natomiast w kolejnym, czwartym odcinku, nawiązano do poprzedniego, z powyższą historią, w scenie, gdzie Dahmer mówi o niej na przesłuchaniu. Generalnie, to podobał mi się zamysł twórców, że podczas opowiadania historii Dahmera co jakiś czas wtrącali oni do tego jak zeznawał, albo w trakcie jednej sceny są przebitki dotyczące rozmowy postaci na przykład. Oglądając pierwszą zbrodnię Dahmera w serialu, słuchając lub czytając o niej, byłam zdumiona, jak jemu przyszło tak po prostu do głowy, co zrobić z ciałem Stevena Hicksa, mało tego, nie miał żadnego problemu, by to zrobić. No ja jak sobie pomyślę o rozcinaniu ludzkiego ciała, to mi tak dziwnie w środku. Z tymi wszystkimi materiałami, z którymi miałam do czynienia, nie spotkałam się z jakimś opisem, o jakieś zmiance o tym, co czuł Dahmer przed, po uderzeniu Stevena w głowę, potem po zabiciu jego oraz podczas tego co robił z ciałem. Myślę jednak, że to, jak serial to ukazał było adekwatne, albo bardzo zbliżone. Domyślam się, że Dahmer nie chciał tego zrobić i działał pod wpływem emocji, a po tym co zrobił, był w szoku. Choć przypuszczam, że to mogło być coś, co obudziło w nim mordercę. To jak podszedł do pozbycia się ciała, zrobił z nim to, co robił z martwymi zwierzętami, może mówić, że coś mu się głowie włączyło. Gdy sobie myślałam nad tym, to potem przyszło mi do głowy zagadnienie, co robi się w mózgu człowieka, że staje się mordercą. Moja głowa tego nie ogarnia, że człowiek może pozbyć życia drugiego człowieka. Jak się dłużej o tym myśli, to głowa się trochę obciąża. Na bieżąco sprawdzam sobie informacje w trakcie pisania tego wpisu, chce jak najbardziej zmniejszyć prawdopodobieństwo pomieszania czegoś lub palnięcia głupoty, i właśnie będąc przy tym pierwszym morderstwie Jeffreya, zorientowałam się, że dokonał go mając osiemnaście lat. I to mnie tak uderzyło. Oczywiście był wspominany jego wiek, ale najwyraźniej moja głowa była tak zaaferowana tym co widziały oczy na ekranie, że się nawet tym nie zainteresował. 



Za jakiś czas Jeffa odwiedza ojciec razem ze swoją nową partnerką, i odkrywa, że ten żyje sam w domu. Lionel postanowił zająć się synem. Decyduje się wysłać go na studia. Jednak po trzech miesiącach zostaje wyrzucony przez problemy z alkoholem. Ojciec nie jest z tego zadowolony i wysyła go do wojska. Wytrzymał tam dwa lata, lecz i stamtąd go wydalili, również za pijaństwo, ale są też głosy, co też twórcy pokazali w serialu, że jest duże prawdopodobieństwo, że molestował mężczyzn w tym wojsku, choć z tego co się zaznajomiłam, nie jest to potwierdzone, nie ma sto procent pewności. Lionel zarządza, że syn zamieszka z babcią, której będzie przy okazji pomagać, no bo ma już swoje lata, a do tego ma znaleźć pracę. I Jeffrey się starał, bo faktycznie pracował, zahaczał o różne prace, ale ostatecznie zatrzymał się w fabryce czekolady. Ale w międzyczasie nie obyło się od incydentów, jak na przykład kradzież manekina ze sklepu odzieżowego, co było dyktowane jego odchyleniami. Zaczął też chodzić do barów dla gejów i wychodził on stamtąd z mężczyznami do łaźni, tam pili alkohol i Jeffrey podawał towarzyszom drinki z mieszanką usypiającą. 

W jednej ze scen, gdzie Jeff był z babcią, był moment, gdzie przeglądali zawartość drewnianego pudła, właściwie skrzynki. Były tam zdjęcia jego ojca i gdy babcia coś tam o nich opowiadała, Jeffowi robi się przykro, bo jemu nikt nie zrobił takiego pudła i nawet by nie było z czego go zrobić. Takie małe spojrzenie co mogło dziać się w jego głowie oraz jak działała jego rodzina, że to tak ujmę. Też babcia powiedziała coś w stylu "ty też mógłbyś 'coś tam'" i Jeffowi tym bardziej zrobiło się nieprzyjemnie. 

Przez dziewięć lat Jeffrey starał się, jak to określił w scenie z przesłuchania, być dobrym chłopcem. Starał się, to dobre stwierdzenie. Ten dość spory okres niestety się skończył. Jeffrey na jednej z wizyt w barze poznał mężczyznę i poszli razem do hotelu (w łaźniach nie był mile widziany). Oczywiście pili alkohol i Jeffrey chciał po raz kolejny zastosować mieszankę usypiającą, ale niechcący wpadł we własny dołek i sam wypił drinka z tą mieszanką. Skutkowało to tym, że obudził się obok martwego ciała swojego towarzysza. Z szoku próbował go reanimować. Gdy emocje się luzują, Dahmer zaczyna działać. Idzie, kupuje walizkę, wraca do tego hotelu i próbuje schować w niej to martwe ciało, co mu się udaje, i wraca do domu babci z tą walizką. W piwnicy dokańcza swoje działania i zostawia sobie głowę tego nieszczęśnika. I co ciekawe, chowa ją do tej drewnianej skrzynki, co były zdjęcia jego ojca, wcześniej te zdjęcia wyjmując. 

To co się stało w pokoju hotelowym pozostaje niepewne, bo są właściwie dwie wersje. Jedna, że właśnie Dahmer wypił tego drinka z tabletkami, a druga, że napił się alkoholu do nieprzytomności, uciął mu się film. Sam Dahmer twierdził, iż za dużo wypił i go odcięło oraz kompletnie nie pamięta tamtej nocy. Są tacy, co mu nie wierzą, i uważają iż Dahmer mógł nie mówić wszystkiego, coś zataił lub zwyczajnie kłamał. Jak było, teraz się nie dowiemy. Mimo to, Dahmer mówił, iż nie chciał zabijać tego mężczyzny, nie miał takiego impulsu, zwyczajnie dlatego, że był przystojny i uderzyło go to, co zobaczył po obudzeniu się. Co do przewiezienia walizki z hotelu do domu, to Jeffrey pojechał taksówką, a nie swoim samochodem. Co więcej, o ironio, taksówkarz pakując tą walizkę do bagażnika zażartował, że jest tak ciężka, jakby tam było ludzkie ciało. Po usłyszeniu tego opadła mi szczena. Bym się za głowę złapała, ale mnie zamurowało. Natomiast to co mi przyszło do głowy co do tego taksówkarza, to "gdybyś ty wiedział...". I ponownie, zamysł na jaki wpadł Dahmer z tą walizką mnie osłupił. On przecież niczego nie planował, jego głowa pracowała na bieżąco. 



Piąty odcinek ponownie zaczyna się przesłuchaniem i Jeffrey opowiada o hotelu, nawiązując do poprzedniego odcinka. Opowiada również o tym co robił mieszkając u babci. Jak zapraszał do domu mężczyzn, którym podawał drinki z mieszanką usypiająca oraz to co robił tym, których zabił, a było ich trzech. Wspominał również o babci, która musiała znosić zapraszanie obcych mężczyzn, czy nieprzyjemnymi zapachami wychodzącymi z piwnicy. Jest też wpadka Dahmera w swoich działaniach i zostaje aresztowany oraz skazany za molestowanie młodego chłopaka, ale dostał karę według rodziny tego chłopaka za małą i byli zawiedzeni. Serial przedstawił to w taki sposób, że sędzia był przychylny co do Jeffreya zważywszy na jego problem z alkoholem. Nie mogę sobie porównać do realnego przebiegu wydarzeń, bo w tych materiałach co zapoznawałam się ze sprawą, nic nie było o tym wspomniane lub zwyczajnie moja głowa tego nie zakodowała, tak też może być. Natomiast Jeffrey po odbyciu kary wyprowadza się od babci do swojego mieszkania i tu popełniał resztę swoich zbrodni. 

Szósty odcinek to opowieść o niesłyszącym Tonym Hughes. CO do tego mam mieszane uczucia. Niby dobrze, że pokazali historię jednej z ofiar Dahmera, ale mam wątpliwości do tego, co serial pokazał. Żaden nie wspominał, nie rozszerzał tego w swoich materiałach mówiących o Dahmerze. To co mówili, to cały schemat tego co Jeffrey robił, by ofiary poszły z nim do jego mieszkania. Więc wolę zostawić ten fragment w spokoju. 



Chronologicznie po zabójstwie Tony'ego Hughesa było zabójstwo czternastolatka o imieniu Konerak Sinthasomphone. Było to opowiedziane w drugim odcinku, ale nie chciałam tego poruszać, bo i tak nie wiedziałam, jak zacząć ten wpis. To jest jeden z głośniejszych momentów w historii Dahmera, z powodu wieku chłopca oraz to co się jemu przytrafiło. Otóż Jeffrey postąpił z chłopakiem według swojej rutyny. Kamera była oczami odurzonego chłopaka i widziała tylko Dahmera przychodzącego z wiertarką. Jeffrey potem zostawia nieprzytomnego chłopaka w mieszkaniu, a sam idzie do sklepu po więcej alkoholu. Podczas jego nieobecności Konerak się ockną i chciał ledwie przytomny uciec z tamtego miejsca. Sąsiadka Dahmera, Glenda Cleveland razem z córkami chciała mu pomóc, wezwała nawet policję. Jeffrey zastaje widok sąsiadki i jej córek, policjantów i skulonego chłopaka, i widać delikatnie, że się trochę przestraszył, ale podchodzi do tego chłodno, mówi, że z chłopakiem tworzą parę i ten wypił dużo alkoholu. Policjanci odprowadzają Dahmera i chłopaka do mieszkania, co nie podoba się Cleveland. Jeffrey pokazuje polaroida jako dowód tego co mówi oraz utwierdza policjantów, że zajmie się chłopakiem. Policjanci wychodzą, a Dahmer kończy to co zaczął, chłopak traci życie.

Kompletnie nie dziwie się, że podczas zapoznawania się z tą sprawą, historia Koneraka była jedną z główniejszych poruszanych w tych materiałach oraz nie dziwię się, że ludzi ona poruszyła, bo mnie też. Pierwszy raz o niej słuchając byłam zszokowana, a potem w kolejnych materiałach dodawali szczegóły, których ktoś tam nie wspomniał i czacha parowała. Młody chłopak wpadł w ręce kogoś takiego jak Dahmer, został odużony, ledwo żywy próbował uciec, a policjanci olali sprawę i pozwolili, by wrócił do Dahmera. Co więcej, Sinthasomphone był bratem chłopaka, za którego molestowania Jeffrey Dahmer został skazany. W kolejnych materiałach dowiedziałam się właśnie jeszcze więcej rzeczy. Otóż zanim Jeffrey wyszedł po więcej alkoholu, co było zasugerowane przez serial, to wywiercił nie dużą dziurę w czaszce Koneraka, mało tego, przez nią wlał kwas chlorowodorowy. To mi zwyczajnie rozwaliło głowę, ale powód czemu to robił, i to nie tylko temu biednemu chłopakowi, rozwala jeszcze bardziej. Otóż w głowie Dahmera powstała idea, by stworzyć z człowieka coś na wzór zombie, żeby żył, ale żeby był nieruchomy, żeby móc mieć nad nim kontrolę. Po zabójstwie Koneraka były jeszcze cztery ofiary. 

Od siódmego odcinka jest perspektywa innych ludzi, mających do czynienia z Dahmerem. Glenda Cleveland opowiada jak to było być sąsiadką Jeffreya. Borykała się ona z dokuczliwym smrodem, krzykami i hałasami dobiegającymi z mieszkania sąsiada. Wiele razy zgłaszała ten problem u źródła, na co w odpowiedzi dostała, że to jakieś mięso się zepsuło, a to coś tam majsterkował. Wiele razy zgłaszała na policję o tym, że w sąsiedztwie może dziać się coś niedobrego, ale była ignorowana.

Jest też spojrzenie na ojca Jeffreya, szuka on przyczyny, winnych i błędów w swoim wychowaniu, które mogły by spowodować u Jeffreya to, jakim on był. 

Podczas rozprawy sądowej rodziny ofiar mogły wygłosić mowy końcowe, wspominając o tych co stracili życie. Potem, jak te rodziny funkcjonowały w cieniu morderstwa. 

Mieszkańcy budynku, w którym mieszkał Dahmer również borykają się z tym z kim mieszkali. Dlatego ci co potrzebują, idą spać na korytarz, by być wśród ludzi. Wkrótce jednak budynek zostaje zburzony. 

Jest też reakcja społeczeństwa, jedni protestują, a drudzy przychodzą robić zdjęcia budynkowi, gdzie mieszkał Dahmer. Są też losy policjantów, którzy odprowadzili Koneraka do mieszkania Dahmera, oraz którzy wiele razy ignorowali zgłoszenia Glendy Cleveland. 



Wracając jeszcze do Jeffreya Dahmera, to jego ojciec z adwokatem chcieli, by został przebadany przez psychiatrę i żeby trafił do szpitala psychiatrycznego, a nie do więzienia. Jeffrey wie, że robił wszystko świadomie. Mimo to, robi to co chcą, ale i tak został uznany za świadomego popełnianych czynów, a na rozprawie mógł, tak samo jak rodziny ofiar, wygłosić mowę końcową. Następnie to już sceny z więzienia i jak on tam funkcjonował. Tam obudził się w Jeffreyu ten śmieszek z liceum i robił żarty więźniom. Zaczął dostawać listy od ludzi, którzy pisali mu, że są jego fanami. Temu się to spodobało i zaczął odpisywać. Podłapał też, że może prosić tych swoich "fanów" o pieniądze. A po za tym wykonywał więzienne obowiązki. Ale pewnego razu zostaje zaatakowany przez innego więźnia. Zostaje ranny, w szyję, ale przeżywa. Natomiast w trakcie pobytu w więzieniu, Dahmer się nawraca na wiarę w boga i wkrótce chce zostać ochrzczony, czego się dokonuje, i to w tym samym czasie, co jest egzekucja innego mordercy, Johna Wayne Gacy. W końcu Dahmer, jak i inny więzień, z którym sprzątał siłownię, zostaje pobity, śmiertelnie pobity. W scenie, gdy dostawał ciosy rurką, taką co na nią zakłada się obciążniki, mamy przerywniki w postaci urywków z pierwszego morderstwa Dahmera. Zaś jego rodzice nawet po jego śmierci się kłócili i sądzili, co zrobić z ciałem syna. Matka chciała, by przebadano jego mózg, a ojciec chciał by spełniła się wola syna i żeby został w całości skremowany. I stało się tak jak Jeffrey sobie tego zażyczył. 

Ponownie, trochę serial powiedział inaczej. Tak na szybko aby wspomnę, że Christopher Scarver, morderca Dahmera, wiedział, iż ofiary Jeffreya, to w większości byli czarnoskórzy mężczyźni. Tak samo wiedział, że ten drugi zamordowany więzień, Jesse Anderson, próbował wrobić czarnoskórego mężczyznę w morderstwo, które popełnił. Dodatkowo Dahmer i Anderson żartowali sobie, żarty typu morderca z mordercą, co Scarverowi się również nie podobało, więc miał swoje motywy. 




Serial oglądało się dość ciężko. Dobrze, że twórcy zrobili to tak, że stopniowane były treści. Podczas oglądania czuło się przygnębienie, początek historii Dahmera zwyczajnie był smutny i na etapie, kiedy nic nie zrobił, było mi go żal. Potem, gdy ukazywało się jego drugie oblicze, to mi się zmieniało, i ten transfer był dla mnie zadziwiający, że z żalu nad kimś, można tak się przestawić na myślenie, jak z takiego cichego, spokojnego chłopaka "wyszło" coś tak potwornego. I właśnie to, że on był cichy i spokojny, wyglądał zwyczajnie, niepozornie, nie rzucał się kompletnie niczym w oczy spowodowało, że nie budził podejrzeń u swych ofiar. To co robił Dahmer było czymś nie do pomyślenia, to jest coś co się w głowie nie mieści. To co robił ofiarom, a potem z ich ciałami rozwala głowę. Pozbawiał ich życia, rozczłonkowywał, robił jakieś chore eksperymenty, spełniał swoje fantazje, czy nawet zjadał jakieś części ciała. Serial pokazał fundamenty, skąd to odchylenie u Dahmera mogło się wziąć. Pokazał również jego geniusz mordercy, bo mimo, iż pierwsze morderstwa były przypadkowe, to jego głowa pracowała nad tym, co dalej robić. Potem, gdy doskonale wiedział co robi, to miał swój prawie stały plan i wykonywał jego punkty. Właśnie to jest niebywałe, że mimo działania cały czas tak samo, Dahmer tak długo nie został ruszony, że nawet nie było żadnych podejrzeń, a nawet jak jakieś były, to udawało mu się wracać do swojego cienia spokojnego typa, mającego problem z alkoholem. Dopiero jego własne czyny, zachłanność i za duża pewność siebie go zgubiły. Cztery ostatnie ofiary straciły życie w małym odstępie czasu. Co ciekawe, zabijanie dla Dahmera była najgorszym z tego wszystkiego co robił. 

Nie pokazali tak dużo drastycznych scen, niż się spodziewałam. Nagłówki niektórych rzeczy sugerowały, że tam nie wiadomo co pokazali. Oczywiście to co pokazali wystarczyło, nie raz skrzywiłam się z czegoś paskudnego. Kiedyś zastanawiałam się, po co w filmach i serialach są jakieś krwawe, czy obrzydliwe sceny, i tym podobne, ale to zwyczajnie daje takiej realności, bardziej można wyczuć się w opowiadaną historię. Wiadomo, że to film/serial, ale jak coś wygląda wiarygodniej, to się to lepiej ogląda. Wracając. "Dahmer" został świetnie zrobiony. Podobały mi się, jak zostały zrobione ujęcia, charakteryzacje postaci, dobór aktorów postaci, scenografia były świetne. Z wnętrz czułam klimat tamtych czasów, i te piękne, stare amerykańskie auta. A korytarz w budynku oraz samo mieszkanie Dahmera zostało odwzorowane dość dokładnie, aż byłam pod wrażeniem, gdy po obejrzeniu serialu zobaczyłam zdjęcia, jak w realu wyglądały.


Na słowa uznania zasługuje Evan Peters, który podjął się zagrania roli Dahmera. To jaką on robotę zrobił, to czapki z głów. Żeby zagrać taką postać, która swego czasu stąpała po ziemi i jeszcze robiła tak złe rzeczy, to trzeba było mieć odwagę. Potem, po obejrzeniu serialu, chciałam pooglądać jakieś materiały za kulisowe, w takim sensie, że aktorzy wypowiadają się o tym, jak przygotowują się do roli. I były takie materiały. Evan Peters opowiadał, jak to było, gdy zaproponowano mu rolę, że wahał się, bo miał ciężkich ról nie przyjmować (po wielu wymagających rolach w "American Horror Story"), ale przeczytał scenariusz, który mu się spodobał, bo był pięknie napisany i się zgodził. Przygotowując się do roli zapoznawał się z różnymi materiałami dotyczących Dahmera, jak ten znany wywiad co zrobiła jakaś tam telewizja, gdy ten już był w więzieniu i opowiadał tam on, z takim swoistym spokojem, jakby mówił o zwyczajnych rzeczach, o tym co robił, co czuł i co nim kierowało. Poza tym Peters analizował jego mowę, sposób chodzenia, poszedł nawet do człowieka od dykcji, by nauczyć się sposobu mówienia, wypowiadania się Dahmera. Mówiąc o przygotowaniach wspomniał, że chciał przygotować się jak najlepiej, chciał zrozumieć sposób myślenia Dahmera, co siedziało w jego głowie, a to było wyczerpujące. Dodatkowo jak już wszedł w tą postać, to z niej nie wychodził, by kręcąc postawa, czy mowa już po prostu była, i żeby mógł skupić się na dialogach na przykład. Natomiast aktorzy, którzy z nim pracowali zrelacjonowali, że gdy nie kręcili, była przerwa między ujęciami, to Evan nie wychodził z roli. O poranku nawet nie odpowiadał na "dzień dobry". Niecy Nash, wcielająca się w postać Glendy Cleveland, wspominała, że jak próbowała się przywitać z Evanem na planie, to właśnie jej nie odpowiedział, i za pierwszym razem była jak "ale jak to on mi nie odpowie na dzień dobry" i wymusiła odpowiedź, ale potem zauważyła, że jest on w swoim procesie i go zostawiła. Dlatego, jak ktoś ją pytał "jaki jest Evan", to odpowiadała, że nie wie. Po skończeniu kręcenia serialu okazało się, że Evan to miły człowiek. Ja się fascynuje powstawaniem filmów/seriali, oraz tym, jak aktorzy przygotowują się do swoich ról, szczególnie, kiedy one są trudne lub charakterystyczne, więc słuchałam o tym powyższym z dużym zainteresowaniem. 


Jak już wspomniałam o Glendzie Cleveland, to trzeba wspomnieć, że według prawdziwych wydarzeń nie była ona bezpośrednią sąsiadką Dahmera, ona mieszkała w budynku na przeciwko, ale to, że próbowała pomóc Konerakowi, było prawdą. Kobieta, która faktycznie była sąsiadką Dahmera miała inaczej na imię, ale nie zanotowałam. Plus, jak dobrze pamiętam, to wszyscy sąsiedzi skarżyli się na Jeffreya. Pomyślałam, że może twórcy zrobili tak, że ta postać Glendy w serialu reprezentuje tych wszystkich co mieli do czynienia z Dahmerem. Tak jak zrobili w serialu "Chernobyl" HBO z 2019 roku, gdzie postać Uliany Chomiuk reprezentowała całą grupę ludzi pracujących nad sprawą wybuchu reaktora. Czy tak jest, nie wiem, ale ja to będę tak traktować.

Oczywiście były różnice między serialem, a prawdziwymi wydarzeniami, mimo to i tak bardzo dużo rzeczy było zgodnych. Ja też przyzwyczaiłam się, że jak jest coś na podstawie prawdziwych wydarzeń, to niekoniecznie twórcy się ich trzymają. Więc jak ja widziałam na ekranie to, o czym słyszałam w materiałach zapoznając się ze sprawą, to już jest dobrze.

Dziwnym uczuciem było oglądać serial przedstawiający wydarzenia, które miały miejsce. W teorii oglądałam wcześniej wspomniany "Chernobyl", czy film "Deepwater Horizon", które są oparte na faktach, ale "Dahmer" chyba przez to jaką i czyją historię opowiadał przysparzał o to takie dziwne uczucie. I jak myślałam, że się z tą historią jako tako oswoiłam, to okazywało się, że jednak nie, bo na przykład obejrzałam inny, obszerniejszy materiał, albo pisząc ten wpis czasem musiałam zrobić pauzę i przetrawić coś ponownie myśląc, "jak mogło to się wydarzyć". 

Myślę, że dobrze iż historia Jeffreya Dahmera została pokazana. Dużo rzeczy tu poszło nie tak, sytuacja z Konerakiem, czy ignorowanie zawiadomień. Większość zabójstw było w mieszkaniu Dahmera i skoro sąsiedzi byli zaniepokojeni, to być może udało by się wcześniej go zatrzymać, gdyby tylko zostali wysłuchani. Warto, żeby ludzie wiedzieli iż był ktoś taki jak Dahmer i by jego ofiary zostały zapamiętane. Jako uzupełnienie do "Dahmer - Monster: The Jeffrey Dahmer Story" warto obejrzeć trzy odcinkowy dokument "Conversations with a Killer: Jeffrey Dahmer Tapes", tam są faktyczne taśmy Dahmera, wypowiada się też pani adwokat, która zaczynała swą karierę sprawą Jeffreya oraz jest tam mnóstwo informacji. 



Trochę zajęło mi pracy ten wpis, nawet się nie spodziewałam. Nie wszystko co chciałam zostało napisane, ale myśli szybko uciekały mi z głowy, co przy takiej sprawie to się nawet nie dziwię. Im dalej wchodziło się w tą sprawę, tym robiło się gęściej i właśnie musiałam czasem sobie przetrawić na nowo niektóre rzeczy. Toteż momentami pisząc musiałam zastosować jakieś zdanie rozluźniające. Mimo dobrze wykonanej roboty, jaką twórcy włożyli w ten serial, to chyba raczej do niego już nie wrócę, w sensie nie zrobię sobie powtórki, by ponownie w całości obejrzeć. Kiedy czasem odtworzyłam sobie któryś z odcinków, pisząc ten wpis, na na widok niektórych scen tak nieprzyjemnie mnie wzdrygało, więc chyba jeden raz wystarczy.

Podobno ma to być serial antologia, z czego reżyser Ryan Murphy jest znany, że każdy sezon jest o innym mordercy. Jak to będzie nie wiadomo, na razie to tylko plany, a w zależności od tego o kim będą robić kolejne sezony, i czy mnie zainteresuje, to może obejrzę. A póki co mogę powychodzić z rzeczy związanych z Dahmerem i odpocząć od tego tematu.



A tak nawiązując do początku tego wpisu, to kończąc go, byłam po nie przespanej nocy, także ten...


wtorek, 28 czerwca 2022

Do obejrzenia tego zachęcił mnie teledysk z piosenką. | "Arcane"


Jako fan Imagine Dragons, czekałam na premierę ich nowego utworu, skończyłam na obejrzeniu animacji. Tak to czasami bywa. Mi to nie przeszkadza.

Bardzo lubię Imagine Dragons, więc nic dziwnego, że czekałam na ich nową muzykę. Odtwarzając "Enemy", brałam pod uwagę sferę muzyczną właśnie, ale już z początkiem animowanego teledysku moją uwagę przykuła animacja. I oglądając ten teledysk w akompaniamencie z tym świetnym utworem, dało mi taki vibe, że szok. To jak te dwie rzeczy do siebie pasowały, się uzupełniały i świetnie współgrały, to poezja. Kreska animacji świetna. To co teledysk przedstawiał było świetnie zmontowane i to, co się tam działo przyciągnęły moją uwagę. Zaznajomiłam się plus minus z tematem i obejrzałam "Arcane".



Ja w gry nie gram, ja je oglądam, oczywiście te, co mnie zainteresują, czyli nie wszystkie, a "League Of Legends" to w ogóle nie rozumiem, nie wiem o co w niej chodzi, ale gdzieś tam styczność z nią miałam, bo Blondynki Też Grają robiło z nimi rysunki i streamy z rysowania, gdzie o tym gadali, czy też Black Worn Jeans wspominała słownie i rysunkowo o Jinx, a i brat cioteczny próbował mi tę grę wytłumaczyć. A po teledysku do "Enemy", to już w ogóle ta postać Jinx mnie zaintrygowała. Mimo, że "coś tam" słyszałam o tym LOL'u, to za dużo nie wiem o tym, ale mimo wszystko zaryzykowałam i postanowiłam obejrzeć "Arcane". Penie też nie wyłapałam smaczków z gry, czy cokolwiek, ale w sumie to mnie najmniej interesuje.



W pierwszym akcie poznajemy dwie główniejsze postacie, Vi i Powder. Dowiadujemy się co spotkało siostry, gdy były dziećmi, oraz jak trafiły pod opiekę Vandera. Potem, gdy są trochę starsze, obserwujemy, jak muszą sobie radzić, żyjąc w tej gorszej części miasta. Na przykład kradną, w tej lepszej części miasta. Widząc właśnie jedną z akcji ich oraz ich dwóch kumpli, można zauważyć, że siostry trzymają się razem, a Vi wspiera Powder. Jednak podczas tej akcji nie wszystko idzie, tak, jakby się ta czwórka spodziewała. Poza jakimiś łupami ściągają na siebie kłopoty. Udaje im się uciec z miejsca zdarzenia, ale zaczynają się poszukiwania i w ich dzielni zaczyna węszyć tamtejsza policja (minęło trochę czasu, nie wszystko pamiętam, więc mogą być braki w nazewnictwie). Jeden z kumpli obwinia Powder, nie tylko w tej sytuacji, że to jej wina. Vi staje po stronie siostry. Vander próbuje pomóc swoim podopiecznym, ale sprawy się komplikują i zostaje pojmany. Vi razem z kumplami opracowuje plan, by go ratować, a gdy przychodzi do jego realizowania, tym razem nie zabiera ze sobą Powder. Dziewczynka się załamuję, bo do tej pory siostra ją wspierała, i w nią wierzyła, a tu nagle Vi jej mówi, że nie jest gotowa. Dlatego konstruuję swoją kolejną bombę, z tajemniczym kamyczkiem, co ukradła w ich feralnym napadzie. Tymczasem Vi i reszta realizują plan i wszystko idzie dobrze. Przy okazji dowiadujemy się trochę o Vadnderze i o tym typie, co go pojmał. W końcu wszystkie strony się spotykają. Vi z ekipą docierają do Vandera i razem walczą z ludźmi porywacza, a Powder do tej imprezy podrzuca swoją bombę. Tym razem wybuchła. Po wielu niepowodzeniach udało jej się skonstruować bombę, która wybuchła. Niestety, bo wyrządza więcej szkód niż pożytku i kończy się to tragicznie, po tym siostry się rozdzielają.

Dzieje sióstr przeplatane były dziejami Jayce'a, który zainspirowany postacią napotkaną w dzieciństwie, chce przy pomocy nauki stworzyć magię. W swoich działaniach zyskuje kompana, Victora. Postanawiają oni zaryzykować wszystko dla swojego wynalazku. A w międzyczasie jeszcze, kryminalny król testuje potężną substancję. 




W drugim akcie widzimy przemianę Powder, która jest teraz Jinx. Już nie jest niewinną, przestraszoną dziewczynką. Jej bomby wybuchają za każdym razem. Też broi, ale robi problemy Silco, z którym trzyma. Zmiana jest diametralna, A Jinx bardzo szalona.

Poznajemy postać Caitlyn, która jest tamtejszą policjantką. Chce ona wyśledzić Silco, więc idzie do drugiej strony miasta, a za przewodniczkę bierze sobie Vi. I takim sposobem widzimy kontrast między pięknym miastem progresu, a undergroundem, które jest właściwie oddzielnym miastem. Caitlyn wychowywana w tej lepszej części, jest przytłoczona, tym co widzi po drugiej stronie. Przemierzając underground Caitlyn i Vi spotykają Jinx. Vi nie poznaje siostry. Jest w szoku, jak mocno się ona zmieniła. Siostry ucinają sobie pogawędkę, ale znowu zostają rozdzielone.




W trzecim akcie Jayce musi podjąć ważną decyzję co do swojego wynalazku, który okazał się sukcesem, ale też, że jest niebezpieczny. Underground czuje się gorszy i poniżany przez Piltover, dlatego chce zostać niezależnym miastem. Były nawet o tym rozmowy, i nawet szły dobrze, ale coś im przeszkodziło. Jinx ma coraz większy mętlik w głowie. Victor podejmuje tragiczną decyzję. A gdy niektóre sprawy mają swój finał, wydarza się coś niespodziewanego (i wybuchowego).



 
Bardzo podobała mi się fabuła, ale w sumie najbardziej interesowała mnie historia Vi i Powder/Jinx. Jakoś najmocniej mnie obchodziła. Ale inne niektóre postacie, jak na przykład Victor, czy Caitlyn, też budziły zainteresowanie. Spowodowane jest to chyba tym, że zwyczajnie postać Jinx jest intrygująca. Widzimy jaka była przed zmianą. Że jest dzieckiem i chce na przykład pomóc siostrze, ale jaj nie wychodzi, za co jest jej przykro, a krytykujący koledzy tego nie polepszają, mimo, że sama Vi wspierała siostrę. Widzimy jak ta siostrzana więź znika, oraz to co spowodowało przemianę Powder w Jinx (oraz skąd w ogóle ta ksywka). Obserwujemy tą postać i poza szaleństwem widzimy co ona ma w głowie, jak tam jest bałagan, jak ona walczy z własnymi myślami. 

Serial też pokazuje problemy miasta Piltover, które jest podzielone na lepszą i gorszą część. Widać w tych dwóch stronach wielką różnicę. Mimo, że już wcześniej widać było te różnice, to mnie jednak to uderzyło w momencie, gdy Caitlyn z Vi przechodziła i poznawała tamtejsze rejony. 

"Arcane" to pierwsza animacja, taka dla starszej widowni, którą obejrzałam. Do tej pory uważałam, że animacja, jaka by nie była, kojarzy się z tym, że oglądają ją dzieci (no debil), oraz sądziłam, iż animacja nie odda mimiki postaci, czy ogólnie będzie się bardzo różnić od tego, co dostajemy w produkcjach z aktorami. Nie wiem jak w innych (bo oglądałam tylko jedno), ale w "Arcane" było odwrotnie, do tego co uważałam. Mimo, że z początku było tak trochę inaczej, bo człowiek do aktorów przyzwyczajony, to szybko przyzwyczaiłam się do animacji i normalnie oglądałam, jak coś z aktorami. Zapomniałam o tej różnicy, że to animacja. I widać był mimikę postaci, na twarzy Jinx widać było jej szalone emocje, czy jak wpadała w taki swój Jinxowy szał. Byłam zaskoczona, że było widać emocje na twarzach postaci, to przecież animacja (człowiek uczy się całe życie). 

Kreska animacji jest tak świetna, tak mi się podoba, że nic dziwnego, że mnie przyciągnęła. Jako osoba, która coś tam rysuje, gdzieś tam robi zdjęcia i interesują mnie jakieś kreatywne rzeczy, to zwracam na takie treści uwagę. Podoba mi się też kolorystyka, gdzie kolory wyglądają trochę jak sprane, ale jak na przykład coś świeci, to ten kolor jest taki wyraźny. Też doceniam taki szczegół jak zdarty lakier na paznokciach u Jinx.




Do "Arcane" stworzona została muzyka. Nie tylko taka skomponowana, a utwory stworzone przez kilku artystów. Poza Imagine Dragons i ich "Enemy", które nie było tylko w serialu, ale było też openingiem dla serialu, znaleźli się tacy artyści, jak Woodkid, Pvris, Denzel Curry, Bea Miller, czy Sting. Prawie wszystkie te utwory trafiły na moje playlisty, a w serialu podkreślały klimat danej sceny i pasowały do danego momentu. Fajny był moment z "Enemy", gdzie nawet pojawił się animowany zespół. A moment, który najbardziej złapał za emocje, to ostatnie sceny w ostatnim odcinku sezonu w towarzystwie utworu Stinga. Ogółem na początku nawet nie wiedziałam, że to Sting, dopóki nie ogarnęłam sobie wszystkich wykonawców i utworów. I jak odkryłam, że to Sting to nieźle się zdziwiłam, a potem jak się wsłuchałam w "What Could Have Been", to miałam tylko takie "no faktycznie, Sting".

Też warto wspomnieć, że "Arcane" mimo, że powiązany jest z "League Of Legends", to kompletnie tego nie czuć. Oczywiście ci co grają w grę mogą wyłapać trochę więcej, ale taki zwykły śmiertelnik jak ja, też może go obejrzeć. Postacie są przedstawione, ich historie i motywy, oraz poznajemy miasto i jego dwie strony.


To co chciałam chyba napisałam. Wiadomo, że na świeżo, to by było inaczej, na świeżo to żyje się dopiero widzianą historią. Choć przynajmniej się nie rozpisywałam i nie walczyłam z tym, o czym wspomnieć, a o czym nie, żeby mocno nie zaspoilerować 😛. Pamiętam, że po obejrzeniu długo myślałam nad tym, co obejrzałam. Trochę zanurzyłam się w ten świat oglądając filmy na YouTube na ten temat, również od osób znających temat od strony gry, League Of Legends, co pomogło mi zrozumieć parę rzeczy. Z przyjemnością obejrzę kontynuację "Arcane", bo drugi sezon jest zapowiedziany. Jestem ciekawa, co będzie się działo, po tym co się stało w finale pierwszego sezonu, jak to się wszystko potoczy.