czwartek, 12 stycznia 2023

Nie oglądam, ani nie lubię Team X , ale kupiłam od nich paletę cieni z powodu jednego koloru.

Czasami tak to jest, że los gra z nami w pokera.

Ja sobie lubię czasem popatrzeć babskie rzeczy typu, "test 'jakiejś tam' paletki" i różne podobne takie. Często jako tło mi lecą, jak coś robię. I właśnie niedawno oglądałam sobie takie video na YouTube i był tam test paletek wydanych we współpracy z tym całym Team X. Za tym co tworzą nie przepadam, ale to tam inny temat, w teorii nic nie kupiłabym we współpracy z nimi, bo ja nie ich widownia, nie lubię ich i tak dalej. Ale na tym teście palet, co obejrzałam, jedna z trzech zwróciła moją uwagę, a dokładnie jeden kolor. Otóż był tam czerwony, którego szukałam od dawna. No, albo coś bardzo podobnego. Mam dwie paletki z dwiema czerwieniami, ale jedna wpada w pomarańcz, druga ma jakieś brokatowe drobinki, a obie trzeba mocno budować. A po zobaczeniu czerwieni tej palety z Ingrid na tym teście, popatrzyłam i powiedziałam do siebie, "czy to nie będzie 'mój' czerwony?". Pomyślałam, że jak będę w mieście na jakiś zakupach, czy coś, to zobaczę sobie ten kolor na żywo, z testera. No i nadarzyła się okazja. Oczywiście tester obsmarowany, bo ludzie, a ten czerwony był zmieszany z jakimś innym, ale zrobiłam swatch i powiedziałam w duchu, to jest to. Nie czekałam na okazję do pomalowania się, tylko na drugi dzień postanowiłam przetestować ten kolor na powiekach. 

Najpierw jednak trzeba było otworzyć paletę, bo była zabezpieczona i obklejona taką tasiemką, żeby nikt tego nie dotykał, wystarczy, że tester macają. Gdy ją sobie otworzyłam, to wizualnie zrobiła pozytywne wrażenie. Kolory matów, jak i błysków bardzo mi się podobają. Maty, to moje kolory, a błyski, których na razie dość rzadko używam, nawet na mnie robią wrażenie. 









Jako dodatkowym spojrzeniem na cienie, szczególnie te błyszczące, zdjęcia zrobione z flashem. Dodatkowo ostatnio nie mogę dogadać się z aparatem i coś nie tak jest ustawieniami i nie wychodzą mi zdjęcia tak jakbym chciała.






Przed robieniem czegoś z tymi cieniami, trzeba było się z nimi zapoznać i porobić swatche. W dotyku są one miękkie. Do tej pory miałam do czynienia z konsystencją bardziej zbliżonej do kredy, albo trochę zmiękczonej kredy. Dodatkowo robiąc coś z nimi, to one pozostawiały taką mgłę koloru i trzeba było ten kolor dodawać i budować. A te cienie z Ingrid macnęłam raz, a na ręce został porządny ślad.







Dla innego spojrzenia zrobiłam krótkie widea, telefonem, bo zawsze to coś lżejszego i lepiej operować jedną ręką. Na pierwszym nagraniu są wszystkie cienie. Na drugim nagraniu próbowałam pokazać specyficzny efekt tego czerwonego błysku, wygląda to trochę jak błyszcząca rdza, tak mi się skojarzyło. Na trzecim nagraniu jest zielony błysk, a na czwartym niebieski i widzę, że w tym drugim telefon mi za szybko uciął. Zielony jest taką mieniącą się mazią, że tak powiem, a niebieski ma większe drobinki i jest bardziej taki szorstki. No i ostatnie video z takim chyba perłowym efektem, no coś takiego, i jest złoty i srebrny jednocześnie. A jak jestem przy tym perłowym, to na przeciwko niego jest biały mat i on jest taki, że niektóre dziewczyny pod łuk brwiowy takie cienie używają.







Jak już popodziwiałam sobie te cienie z palety, to trzeba było wypróbować ten jeden, dla którego w ogóle kupiłam tą paletkę. Ostatnio robię makijaże takie, gdzie kolory idą od jasnego do ciemnego, na przykład pomarańcz przechodzący w czerwony, przechodzący w bordowy. I chciałam zrobić coś podobnego, ale nie skomplikowanego, bo trzeba było też poznać się z konsystencją tych cieni z Ingrid, ponieważ jest ona inna od konsystencji tych cieni, które mam. Postanowiłam zostać w jednej kolorystyce. Do pomocy wzięłam sobie kolor z paletki NYX, czerwony, pierwszy z brzegu, pierwszy w rzędzie. Kupując tą paletkę myślałam, że ten kolor będzie inny, ale okazał się inny i jeszcze ma te takie drobinki, ale o tej palecie innym razem. I tego czerwonego użyłam do zrobienia takiej chmurki, poza którą już dalej nie szłam z kolorem. I chciałam, żeby on przechodził w ten czerwony z Ingrid.






Tak jak zamyśliłam, tak zrobiłam i dodałam do tego cienia z NYX ten cień z Ingrid, będąc ostrożna, co z resztą okazało się słuszne, bo to ma taki pigment! Dotknęłam tylko raz pędzlem, a na oku została warstwa nasyconego koloru. Nie jakiś transparentny, nie taki, którego pierwszych trzech warstw ledwie widać. Dodatkowo był on miły dla oka, z racji tego, że konsystencja cienia jest miękka, dzięki czemu nie było tego uczucia kredy. Cień nakładałam delikatnie, przykładałam pędzel z nałożonym na niego cieniem na powiekę i zostawiałam ten kolor na niej. Delikatnie stemplowałam, dopóki pędzel przestał pozostawiać kolor. Potem nabierałam cień chyba jeszcze z trzy razy, gdzie raz to wzięłam takie nie duże drobinki, co się nie przykleiły do pędzla, a nie chciałam żeby zostały tam, kiedy zamknę paletkę. Też cały czas się przyglądałam, czy kolejna warstwa jest potrzebna, czy trzeba następną nałożyć. Chyba dzięki mojej ostrożności, albo te cienie takie są (to się jeszcze zobaczy), ale nic się nie osypało, choć ja bardzo nie zwracam na to uwagi, w sensie, nie przeszkadza mi to, że jakieś cienie się osypują, ale wspomnę, bo niektórzy na to patrzą. 




Nie mogłam dogadać się z aparatem, dlatego na zdjęciach te cienie są pomarańczowe... ale zdjęcia wstawiłam, bo mniej więcej widać cały makijaż, jak zblędowałam cienie i jak ogółem to cieniowanie wygląda. Ja to wszystko robiłam wieczorem, a zdjęcia najlepsze wychodzą w świetle dziennym, i może więcej bym zdziałała przy tym moim konflikcie z aparatem, gdybym robiła to właśnie w dzień.

Też okazało się, że te dwa cienie są bardzo zbliżone do siebie. Myślałam, że będzie widoczne przejście z jednego do drugiego, że będzie widać, ten z NYXa, który jest mniej intensywny, że będzie to w jednym kolorze, ale będzie on przechodził z jasnego do ciemnego. Ostatecznie zmieniło się to w jedną całość i wygląda to jakby robione jednym cieniem. Chociaż teraz sobie tak myślę, że w sumie to chyba dobrze.

Zrobiłam też zdjęcia z mocniejszym światłem. Trochę lepiej to wygląda, ale nadal zajeżdża pomarańczą. 




To czarne trzeba ignorować, bo to miało być coś na wzór kreski, ale nie wyszło. Stwierdziłam, że skoro testuje cień, to przetestuje sposób na niby kreskę, która miała być zakończona chmurką, a nie prostą linią.

Ogólnie ten makijaż nie jest czymś niesamowitym i na pewno z tymi cieniami z Ingrid można będzie wykonać bardziej interesujące makijaże, można będzie się z nimi pobawić. Ale do tego będę musiała poszukać jakiś inspiracji, żeby coś fajnego spróbować namalować. Pewnie z resztą tych kolorów zrobię podobnie co z tym czerwonym, że zrobię coś prostego, a potem będę coś wymyślać, jakieś dziwy. Chyba. A i te błyszczące trzeba będzie zobaczyć, i jak działają, i jak wyglądają. Może mnie wena twórcza jakaś poniesie i coś zrobię.

Poniższe zdjęcia są robione telefonem, pomyślałam, że zawsze to inny aparat, inaczej pokaże obraz i zawsze to jest inna perspektywa w momencie, kiedy nie ma się światła dziennego. Pierwsze dwa są zrobione przy biurku w pokoju, a reszta w łazience. Choć i tak trzeba mi będzie kiedyś lepsze zdjęcia tego koloru zrobić, a na pewno będzie znowu jakiś makijaż z jego udziałem.



Tak dla przypomnienia skąd w ogóle temat makijażu i moje zainteresowanie nim, bo takie wpisy się dość rzadko pojawiają. Poniżej jest pierwszy wpis, którym zaczęłam pisać o makijażu i wyjaśnia co i jak i dlaczego:



Potem pojawiło się jeszcze kilka wpisów i one wszystkie są połączone ze sobą. Wprawdzie w każdym jest odniesienie do wszystkich, w sensie, w każdym wpisie wspominałam o tych poprzednich, co już się pojawiły, ale mimo wszystko dam je też i tutaj, jako że to jest najnowszy wpis, plus te makijażowe rzadko się pojawiają.









wtorek, 3 stycznia 2023

Zbiorczo 2.

Nie nazbierało się jakoś dużo rzeczy, ale niektórym kończy się czas. No a ja chciałam sobie popisać o nich.


1. Trailer do "Teen Wolf: The Movie"
Po tym, jak wyszedł ten trailer i go obejrzałam, skakałam z radości. Siedząc na fotelu 😆, ale wiadomo o co chodzi 😆. Twórcy zasiali u mnie dość mocno hype, czego nie chciałam, bo mam z tyłu głowy to, że w tym filmie może pójść coś nie tak. Po wielu przypadkach wolę stosować zasadę: spodziewaj się rozczarowania, wtedy się tak mocno nie rozczarujesz. No ale jak tu nie złapać hype'u, skoro film będzie miał motyw mojego ulubionego sezonu z serialu. Dodatkowo jest tyle możliwości z powodu minionego czasu od zakończenia serialu. Ciekawym jest co bohaterowie robią już jako dorośli, jakie znaczenie będą miały nowe postacie, czy jakie będzie zagrożenie, mimo, że jest poniekąd znajome z serialu. Też, powróci postać Allison, która zginęła w serialu, i mam nadzieję, że jej powrót będzie w miarę logiczny sposób wyjaśniony, że się tam mocno nie odkleją, że tak powiem. Na etapie traileru wygląda to dobrze. Moja ciekawość  musi poczekać do 26 stycznia. Będzie to taki prezent urodzinowy trochę, lekko spóźniony, czy będzie udany? zobaczymy. Mam nadzieje, że nie zrujnują mi całego serialu... A jeszcze a materiałach promocyjnych wracają do serialu, wspominają go, i fajnie tak się ogląda aktorów, którzy powrócili do swoich ról.

Teen Wolf: The Movie | Official Trailer | Paramount+



2. Zapowiedź dziewiątego, ostatniego sezonu "The Flash"
Po ośmiu sezonach twórcy serialu "The Flash" zdecydowali, że dziewiąty sezon będzie ostatnim. I dobrze. Ostatni sezon, jaki oglądałam, był tak beznadziejny, że ledwie go skończyłam. Nawet nie wiem, który to był. A tak się cieszyłam, że nie popsuł się tak jak "Arrow". Po tym nieszczęsnym sezonie, co mi się nie podobał, nie kontynuowałam oglądania tego serialu. Stwierdziłam, że muszę przerwę od niego zrobić. Nie jestem trochę w temacie, ale jak ogłosili ten dziewiąty sezon, i to, że będzie ostatni, to w sumie się ucieszyłam, no bo trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny, póki nie zrobiło się naprawdę źle (bo widziałam że ludziom w miarę podobał się ósmy sezon). To bardzo dobry moment, nim zrobiło się z tym serialem jeszcze gorzej i stałoby się to samo co z "Arrow". Trochę też mnie uderzyło nostalgią, wspomnieniami, bo ja "The Flash" oglądam, można powiedzieć od początku, bo chyba jakoś koło drugiego sezonu, tak mi się wydaje, że jeden sezon już był. Pamiętam, że olewałam ten serial, plus za mocno w "Arrow" byłam zakochana. I mi się tak zaczęło przypominać, jak właśnie zaczęłam oglądać "Arrow", potem "The Flash", potem "DC's Legends Of Tomorrow", omijając przy okazji różne tytuły. Poprzypominało mi się, jak wchodziłam w ten świat seriali CW, jak taki "The Flash" mi się podobał, jak fajnie się on zaczynał. Aż stwierdziłam, że obejrzę ten serial od początku i skończę go razem z kończącym go dziewiątym sezonem. That's a lot of damage. Nie oczekuje niczego od tego ostatniego sezonu, mam nadzieję, że dobrze pożegnają Flasha. A to pożegnanie rozpocznie się ósmego lutego. W takim razie wypadałoby mi powoli się zabrać za oglądanie, skoro chce oglądać od pierwszego odcinka 😛.

The Flash Season 9 Promo (HD) Final Season



3. "Best Unlucky Moment" na Twitch, czyli jaszczobm kradnie kanapkę
Na Twitchu oglądam sobie różnych ludzi, między innymi kanał Aiko i Emil, który nadaje z Japonii. Zawsze to fajnie zobaczyć coś innego, inny kraj, popodróżować wirtualnie. I pewnego razu wchodzę na stream i ludzie na czacie wspominają moment, który wcześniej wydarzył się na tej samej transmisji. Ludzie podsyłali klip dla tych, co nie widzieli. Ogólnie streamy potrafią być bardzo wcześnie, bo w Japonii jest kilka godzin do przodu, więc dużo ludzi, jak na przykład ja, wbija na stream, jak już trwa ileś tam godzin. Na szczęście są dobre dusze i podsyłają klipy, gdy coś się wydarzy wartego zobaczenia. Dlatego można było zobaczyć klip, jak jastrząb zabrał zawartość kanapki Emila. No śmieszne w opór, niespodziewane wydarzenia są najlepsze. Choć chłopa trochę szkoda, bo mu jedzenie zabrano 😅. Ale za jakiś czas znowu była ta sama sytuacja i ludzie podsyłali klip, a na nim Emil znowu zostaje zaatakowany przez jastrzębia, który zabiera mu kanapkę. Emil podsumował sytuację krótko, "kurwa". Pamiętam klip zaczął latać po internecie, Emil potem na streamach mówił i chyba nawet pokazywał, że inni streamerzy oglądali jego klip, nawet ci zagraniczni. Na kanale Aiko i Emil zostało to inside joke'iem i memem, a Emil swój skuter nazwał "różowy jaszczomb". Teraz sytuacja z klipem powróciła, jak boomerang, bo ten klip wygrał nagrodę od Twitcha za "Best Unlucky Moment" i teraz znowu jest głośno o tym w internecie. Emil razem ze swoimi widzami, więc i ja, śmiejemy się z tej sytuacji, z tego że klip znowu jest popularny i wszyscy o nim piszą oraz z tego, że Emil został memem. Ja sobie streamy oglądam dalej, jestem ciekawa co wydarzy się w przyszłości. A poniżej oba klipy, o których wspominałam. Natomiast jako ciekawostkę dodam, że to nie był jastrząb, tylko jakiś tam inny ptak, ale w przenośni jest to jastrząb 😆.

jastrząb ukradł mu kanapkę

orzeł znowu ukradł mu kanapkę



4. Zrezygnowałam z obejrzenia "The Witcher: Blood Origin"
Gdy w internet poszedł głos, że chcą stworzyć serial opowiadający, jak doszło do pierwszego Wiedźmina, to nie byłam jakoś mocno przekonana, ale sam pomysł mi się podobał. Pomyślałam, że fajnie by było zobaczyć powstanie pierwszego Wiedźmina. Gdy pojawiały się pierwsze rzeczy promocyjne, to sugerowały one, że tak jakby główną postacią będzie pani z Malezji chińskiego pochodzenia, i chyba była jakaś zapowiedź, która to podsuwała. Trailer był całkiem obiecujący i mimo, że nie miałam jakiś dużych oczekiwań, to miałam nadzieję, ze to będzie w miarę dobre. No i przyszedł czas premiery... Ech... Jestem typem człowieka, że jak nie jestem czegoś pewna, to ja nie oglądam tego od razu po premierze, i to mnie uratowało. Bo zaczęły się pojawiać recenzje, opinie i coraz więcej głosów, że "The Witcher: Blood Origin" to... gówno. Z początku to były tylko tytuły, na przykład na YouTube, ale w nic nie klikałam, bo myślałam jeszcze wtedy, że to obejrzę. Pokusiłam się jednak niedawno, o obejrzenie materiału na kanale "Na Gałęzi" i nie było tam za bardzo pozytywów na temat tego serialu. Niestety zjechany został ten serial. Potem oglądałam video Carrionera, który komentował inne wideo, takie dwa w jednym mówiący o "Blood Origin", a właściwie o tym, jak bardzo złe to jest. I w przeciwieństwie do tego, co sugerowali w niektórych materiałach, główną postacią nie była ta pani z Malezji chińskiego pochodzenia, tylko postać ciemnoskórej aktorki. Dodatkowo ta postać nienawidzi się z inną postacią, po czym za chwile, nie wiadomo skąd, miłość między nimi. Ogólnie nie ma pokazanych relacji między bohaterami. Dodatkowo słabe sceny walk, słabe CGI, i ogólnie całokształt. No to nie są dobre znaki, i zachęcające do obejrzenia. I niestety zrezygnowałam z zobaczenia tego. Podobne wątpliwości mam do "Rings Of Power", również mam obawy, ale w tym przypadku widziałam w miarę zrównoważone opinie, było w miarę tyle samo negatywnych, co pozytywnych, plus te takie pomiędzy, więc w tym przypadku jest więcej nadziei. Ale to trzeba się przekonać, po której stronie stanę. 

Wiedźmin: Rodowód krwi czyli tragedia w 4 odcinkach

Carrioner REAGUJE na Wiedźmin: Rodowód krwi - Wszystko Co jest nie tak ze Współczesnymi Mediami


sobota, 31 grudnia 2022

Playlista 34.

Na koniec roku można walnąć playlistą. Nie ma tu utworów z całego roku 😛, tylko z jakiegoś tam okresu czasu. Miałam na bieżąco robić takowe playlisty, ale właśnie MIAŁAM 😂. Będzie to na szybko pisane, bez "scenariusza", na luzie. Jest pierwsza w nocy, sylwester się zaczął, jak to piszę 😆.


1. Rammstein - Armee der Tristen
Od pierwszego usłyszenia oczarował mnie ten utwór. To jest taki majstersztyk, z magią, że za każdym razem, jak go słyszę, to ja płynę, albo raczej szybuję w kosmos, w galaktykę, jak w tym memie z tą charakterystyczną muzyczką. Ile razy bym go nie przesłuchała, ten utwór mi się nie znudzi, a swego czasu słuchałam go na każdym kroku, dzień w dzień, po kilka razy. Te pierwsze dźwięki są tak hipnotyzujące, a potem jak on się rozwija, i ta solówka klawiszy. Dodatkowo tekst znakomity i pasujący do mnie. Jeden z faworytów z "Zeit". Uwielbiam. 

Dodatkowa przyjemność jest taka, że moi dwaj bracia cioteczni również są oczarowani tym utworem, więc on nie działa tylko na mnie 😍.




2. Ghost - Spillways
Nowy album Ghost, "Impera", jest tak zrównoważona, że ciężko trochę było mi wybrać taki utwór, który mi się podoba najbardziej. Wszystkie mi się podobają na równo. Dodatkowo ja mam tak, że czasem nie mam jakieś większej ochoty na muzykę jakiegoś zespołu/artysty, i nowa muzyka przechodzi obok mnie trochę i zazwyczaj za jakiś czas mnie uderza jej dobroć. I tak mam z Ghost właśnie, niby mi się podoba, ale nie mam większego podrywu, żeby coś puścić od tego zespołu, aby Spotify na losowym jak mi puści, no to leci jakiś utwór lub z początku, jak wyszła "Impera", to słuchałam parę razy w całości.




3. Shinedown - Clueless And Dramatic
Tak jak przy Ghost miałam reakcję zobojętnioną, tak przy nowym albumie Shinedown miałam zupełnie odwrotnie. Album "Planet Zero" jest świetny i nie wiedziałam, który kolejny utwór wziąć do playlisty. Jednak tu tak leciały utwory często, że niestety mi się przejadły na jakiś czas. Na szczęście, jak po przerwie, robiąc tą playlistę, sobie tego utworu słucham, to nie czuje tego przejedzenia, to dobry znak 😛. Niestety czasem przesadzam z odtwarzaniem niektórych utworów. "Clueless And Dramatic" zaczyna się świetną gitarą, która potem nadal sobie płynie. Cały utwór jest energiczny, a melodyczny refren powoduje, że głowa sama kiwa i przy okazji powoduje, że niespodziewanie utwór się kończy.




4. Aurora - Heathens
To jest jeden z tych utworów, które z początku mi się nie podobały, ale jak się usłyszało w pewnym momencie, to tak wjechał, że potem nie opuszczał przez jakiś czas głośników. Taki magiczny klimat, z którego w sumie Aurora jest znana. Rozpoczyna się powoli pojedynczymi dźwiękami, przy refrenie melodia się rozwija, przy kolejnej zwrotce dodanych jest trochę więcej dźwięków, po drugim refrenie utwór spowalnia i jest bridge po którym jest taka muzyczna solówka, którą uwielbiam i dalej sobie utwór płynie i na końcówce dzieje się najwięcej. Bardzo lubię ten utwór, to jak brzmi, jak jest skomponowany, a najbardziej lubię moment tego bridge.




5. Stromae - Riez
Trzeba było mi wybierać z trzech utworów, ale w końcu padło na "Riez". Przyjemny, spokojny utwór, który ma w melodii kojarzące się z Chinami dźwięki, ale nie tylko. Fajny ma klimat, taki spokojny vibing cat się włącza.




6. Muse - Will Of The People
Głos ludu, który brzmi, jakby był na proteście, rozpoczyna ten utwór i brzmi to świetnie. Tutaj wszystkie gitarowe riffy są zajebiste, po prostu. Refren fajny melodyczny. Po bridge'u jest fajna solówka. Muse elegancko przygotowywał do swojej nowej płyty. Ten kawałek był delikatnie zapowiadany i po samych zapowiedziach czekałam na niego. Zainteresował mnie samym tym głosem ludu, który powtarza "Will Og The People". Myślałam, ze delikatnie inaczej będzie brzmiał ten utwór, ale ostatecznie, jak go przesłuchałam na premierze, to mi się spodobał od razu i nie było czegoś takiego, ze się zawiodłam, czy coś.




7. Harry Styles - Little Freak
Coś spokojnego, delikatnego, gdzie muzyka otula jak ciepły kocyk. Przesłuchałam nowy album Harry'ego i w całości całkiem spoko, ale tylko "As It Was" i "Little Freak" zostały u mnie na playlistach. Może kiedyś przesłucham ten album drugi raz i wtedy się zobaczy, czy coś się zmieniło. Bardzo podoba mi się jak w "Little Freak" brzmi głos Stylesa, jak sobie przygrywa gitarka.




8. Bloodywood - BSDK.exe
Po raz kolejny musiałam wybrać pośród trzech utworów, bo nie chce, żeby w każdej playliście pojawiali się ci sami artyści, mimo iż z innymi utworami. Bo ogólnie utworów się dużo zbiera na kandydatów do playlisty 😛. Wybrałam "BSDK.exe", bo podoba mi się początek tego utworu, jak stopniuje napięcie, świetne wokale rapowe i metalowe we zwrotkach, Pre-Chorus i krzyczany wokal na refrenie. Świetny breakdown, po którym jest taki spokojniejszy moment z chórkami i z tak jakby przemową, a kończy się taką agresywną gitarą. No całość jest po prostu genialna. Jak cała płyta Bloodywood z resztą.




9. Badflower - Murder Games
Spokojny i delikatny głos na zwrotkach, stopniowanie utworu powtarzającym się "Games, murder games", po czym jest mocny refren, jest też świetna solówka. To jak ten utwór jest zbudowany, oraz jego mroczny klimat spowodował, że nie raz grał on w głośnikach.




10. Imagine Dragons - Higher Ground
Kolejny doskonały utwór od Imagine Dragons. "Higher Ground" wygrał z "Sirens" i "Blur". Delikatny głos wokalisty na zwrotkach i mocny na refrenie. W ogóle to jak operowany jest głos na refrenie to jest coś niesamowitego. Bardzo podoba mi się emocjonalna strona tego utworu.




11. Falling In Reverse - The Departure
Zapoznając się z muzyką Falling In Reverse i słuchając pierwszy raz albumu, na którym znajduje się ten utwór, "The Departure" od razu zostało mi w głowie. To trochę taka rockowa symfonia, wszystko tu płynnie przechodzi, a słuchając płynie się razem z utworem.




12. KARAŚ/ROGUCKI - Film
Na Karasia z Roguckim zawsze można polegać. Tu zdecydowanie jest vibing cat. Uwielbiam, jak grają tu instrumenty, a jak Rogucki zaczyna śpiewać "posłuchaj ciszy", no to ja już w innej galaktyce. Cieszę się, że są takie piękne kwiatki w polskiej muzyce.




13. Slipknot - The Dying Song (Time To Sing)
Drugi utwór, który zapowiadał nowy album Slipknot i jaka to potęga! Już jak się zaczyna, od "Put your hands into the water", to pochłania a dalej jest coraz lepiej. Świetne gitary, świetna gitarowa solówka, lubię moment śpiewanego przed bridge "Maybe you've been down too long" i z resztą sam bridge też zajebisty. Kiedy wyszedł ten utwór, i pierwszy raz go usłyszałam, to od razu mnie miał. 




14. LUXTORPEDA - "PRZYGOTUJ SIĘ NA NAJLEPSZE
Luxtorpeda to jednak Luxtorpeda. Świetna gitara, świetne wokale, świetny tekst. Utwór daje powera, a na koncercie, na żywo brzmi jeszcze lepiej.




15. Yungblud - Memories
Ponownie utwór, którego brzmienie lubię. Fajnie gra gitara akustyczna, jest też fajna solówka, podoba mi się wokal Yungbluda, jak i Willow, ona takiego fajnego akcentu dodaje. Z początku trochę ignorowałam ten utwór, ale pewnego razu odtworzyłam na Spotify playlistę, leciało po kolei, i leciał właśnie ten utwór i sobie pomyślałam, że kurde "dlaczego ja tego częściej nie słucham", no i zaczęłam słuchać częściej.




16. Five Finger Death Punch - IOU 
Świetny utwór z taki rage'm i zajebiście grającymi gitarami. Fajnie tak klimatycznie się zaczyna, delikatny Pre-Chorus i mocny refren, a po instrumentalnej przerwie bridge, który lubię. Również z początku przeszłam obok tego utworu obojętnie, ale w radiu zaczęłam go słyszeć i wjechał mi do głowy.




17. MCC [Magna Carta Cartel] - Savantgarde
Zaproponowane przez Spotify, i jakie to jest świetne! Jakie to ma klimat! Delikatna muzyka na zwrotce, a na refrenie walnięcie. Wokal cały czas tak samo łagodny. Jest też solóweczka gitarowa. Czasem warto posłuchać tego, co Spotify podsuwa, bo właśnie zdarzają się takie perełki.




18. Labrinth - Washing Off The Blood
Taki mały powrót do początku roku, gdzie "Euphoria" była oglądana. No muzyka do tego serialu jest klimatyczna. Ile razy bym nie słyszała chociażby tego utworu poniżej, to wprowadza mnie w jakiś trans muzyczny.




19. Hollywood Undead - City Of The Dead
Ponownie jeden z tych utworów, co go na okrągło słuchałam. No cóż, świetne gitary, ale i bębny świetnie grają, refren, który czepia się głowy, i całość ma taki klimat, że jak się jedzie samochodem, to się czuje jak jakby było się w filmie.




20. Skunk Anansie - Can't Take You Anywhere
Zasłyszane w radiu. Wokal jest tak charakterystyczny, że po usłyszeniu w głowie słyszałam aby "Can't take you anywhere, 'Cause you'll just do it again". Na początku grają fajne klawisze, wokal zaczynający utwór również mi się podoba, a na refrenie robi taką rozróbę. Genialny kawałek.



wtorek, 20 grudnia 2022

Void Stiles fanart.

Dawno nie było nic z rysowania. Nie było jakoś po drodze. Chciałam więcej pisać między innymi o rysowaniu, ale na razie to mi tak średnio to wyszło. Po ostatnim wpisie to jest idealny czas na coś lekkiego. Ten rysunek ma już rok, ale nadal jara mnie to, jak mi wyszedł i to jak on powstawał.


Inspiracja
Ludzie, którzy coś tworzą, często są czymś zainspirowani. Filmem, serialem, zdjęciem, namalowanym przez kogoś obrazem lub narysowanym rysunkiem, albo jakąś sytuacją w życiu, no chyba wszystko potrafi zainspirować. Anyway. W tamtym czasie oglądałam dużo filmików z "Teen Wolf" robione przez fanów (ta, zamiast w końcu obejrzeć w całości ten serial, to ja filmiki oglądałam...), na Instagramie miałam dużo fanowskich kont zaobserwowanych i tam publikowane były różnego rodzaju filmiki, przeróbki. Też jak się oglądało takie rzeczy, które miały w hasztagach nazwę serialu, czy cokolwiek co do niego nawiązuje, to Instagram sam proponował potem podobne te posty (w sumie nadal tak jest). Takim sposobem trafiałam również na różnego rodzaju fanarty, a kilka z nich dotyczyły pewnej sceny. Ja bardzo lubię tą scenę. Te fanarty były z różnych perspektyw, nawet potrafiły się aby dwoma milimetrami różnicy w kadrze różnić, ale nie było takiego fanartu, gdzie postać patrzyłaby na wprost. Postanowiłam poszperać, czy oby na pewno nikt nie zrobił z perspektywy na wprost, tak jak ja to sobie wymyśliłam, no i nic nie znalazłam, co mnie ucieszyło, bo ja taki zrobię. Dodatkowo większość fanartów było robione na komputerze, a ja miałam zrobić swój tradycyjnie. Te fanarty były na zasadzie, że była postać, a właściwie jej zarys, bo koszulka jest jednolitego koloru, twarz jest jednolitego koloru, włosy i inne elementy też są jednolitego koloru, bez żadnych cieni, czy szczegółów. Trochę tak jakby ktoś wziął zdjęcie, wziął próbkę koloru koszulki z tego zdjęcia, i zamalował koszulkę robiąc jednolity, uproszczony obrazek. Też w swoich poszukiwaniach nie widziałam ujęcia z tej sceny, którego ja chciałam, więc sobie sama zrobiłam. 




Przygotowania
Miałam referencje, ale jeszcze nie zaczęłam rysować. Najpierw chciałam się dowiedzieć, jak narysować kogoś z głową lekko w dół i uniesionym wzrokiem. Znowu musiałam pogrzebać w internecie. Chwilę to zajęło, żeby coś znaleźć, ale znalazłam bardzo dobrą rzecz. Godzinny materiał, gdzie na wideo pokazane zostało krok po kroku, in real time, nie w przyśpieszonym tempie, kilka perspektyw rysowania głowy. Bardzo cenny materiał, idealny jak ktoś się uczy, albo zdobywa informacje tak jak ja, kiedy mu potrzeba. Dlatego poniżej go zostawiam. 

How to Draw Faces Looking Down || Loomis Method Monday Ep 3


Wszystko rozpoczyna koło. Przez takie ćwiczenia, to koła rysowane odręcznie będą wyglądały jak od cyrkla 😆. Się ich orysowałam, wiem co mówię. 



Koło podzieliłam na dwa. Wyznaczyłam krawędzie twarzy oraz zaznaczyłam przyszłą górną część nosa, ten taki krzyżyk trochę poniżej połowy koła.



Linię dzielącą koło na dwa, podzieliłam na trzy. Środkowa linia jest tam, gdzie był wcześniej ten krzyżyk. Powyżej jest linia włosów na czole, a dolna linia jest na części koła. Do tego zaczęłam przedłużać twarz (te małe kreseczki poza kołem).



Dorysowałam czwartą część do tamtych trzech, poniżej koła mniej więcej podobnej szerokości. To w przyszłości będzie brodą.



Rzeźbienie nosa. Na początku nos to proste linie, składające się z trochę trapezów, trochę trójkątów, a i koło też się znajdzie. A od nosa idą dwie linie, które mówią gdzie mają być usta i zostawiłam tam uśmiechającą się linię. 



Usta. Właściwie górna warga. Widać, że narysowałam ją trochę wyżej i są dwie opcje, albo tak było na filmie, albo ja narysowałam ten wyznacznik ust za nisko. Już nie pamiętam dokładnie, co tam się zadziało. No i poniżej zaznaczyłam cień dolnej wargi. 



Następnie dużo się dzieje. Na moim szkicu pojawiły się uszy, zarysowane czoło, skronie i kości policzkowe. Narysowane zostały też żuchwa i szyja. Na wysokości czoła jest koło, które pomagało umiejscowić wszystko w tamtym obszarze, by potem móc od tego rysować kolejne elementy. 



I ostatnie. Tu pojawiły się oczy i przy nich, jak właściwie przy całym tym szkicu, orysowałam się linii pomocniczych, jak nigdy wcześniej. Ale dobrze, bo zobaczyłam co od czego wychodziło, co z czego się brało, takie rozłożenie wszystkiego na czynniki pierwsze. Podczas wykonywania tego szkicu analizowało się, co, gdzie i jak. Jak od linii idzie inna linia, a od niej jeszcze kolejna linia, i tak dalej. Po skończeniu rysowania tego, byłam zadowolona jak to wyszło. Robiłam taki szkic pierwszy raz, a zazwyczaj za pierwszym razem to mi koślawce wychodzą, więc już pierwszy i dobry krok zrobiłam, w kierunku tego mojego przyszłego rysunku. 




Powoli do szkicu
To co kolejno robiłam, to to samo, co wcześniej, tylko ze zdjęcia referencyjnego, z którego chciałam wykonać rysunek. Dosłownie rysowałam to, co w poprzednim szkicu, tylko przystosowywałam wszystko do twarzy Stilesa. Ja się nie spodziewałam, że to pójście na łatwiznę w ogóle wyjdzie. Oczywiście wszystko brudne, kanciaste, no ale to pierwszy szkic. 




Jako ciekawostkę tutaj dam, że jak rysowałam, to moja głowa powiedziała po prostu "zrób to", i zmierzyłam linijką brwi. Okazało się, że są zbliżone do siebie długością. Dobre mam oko.


Ten kanciasty szkic, który mi wyszedł, przetarłam gumką chlebową, żeby linie zrobiły się trochę wyblakłe. Potem zaczęłam wyrysowywać na nim mniej kanciaste elementy, bardziej szczegółowe. 



Mimo, że pojawiło się dużo elementów, to nadal luźny szkic. Byłam pod wrażeniem, że tak mi wyszedł pierwszy szkic mojego rysunku. Dosłownie od razu wyszło mi to co chciałam, Zazwyczaj, to jest parę szkiców i na każdym coś dopracowuje, zanim wyjdzie mi coś na poziomie tego poniżej. A tu, zrobiłam kanciaka, na tym narysowałam więcej szczegółów, i jest szkic. Luźno zarysowane włosy, plus minus zarysowane brwi, oczy, nos. Też powstała koszulka. 



Poprzednia kartka miała już dość w sobie ołówka, więc znajdujący się na niej szkic przekalkowałam na nową kartkę i na niej wdawałam się w szczegóły. Już bez zbędnych kółek, kresek i innych wcześniej potrzebnych do naszkicowania. 



Powstała bujna czupryna, koszulka i wszystko jest czyste. Jeszcze okolice włosów, na przykład przy czole, jest kanciasta, a u góry są niedbale poprowadzone linie, ale to nie koniec szkicowania. Plus jak na drugi szkic, to i tak dobrze to wygląda.



Powstała jeszcze jedna kalka. Tylko zostało to odbite tak, by głowa wyglądała na przechyloną na bok, tak jak było na referencji. Zwyczajnie na prosto było mi to lepiej i lżej narysować do tego etapu. 




Czas na trochę czarnego
W ruch poszły czarne pisaki. Na początek zrobiłam taśmę na ustach, bo wiedziałam, że ona na pewno będzie cała czarna. Z resztą jeszcze dokładnie nie wiedziałam co zrobię. Na tym etapie momentami były improwizacje. Myślałam w jaki sposób zrobić włosy, czy robić jakieś pojedyncze kosmyki, albo jakieś odbłyski włosów, albo myślałam w jaki sposób zrobię koszulkę. Ostatecznie wszystko wyszło samo w praniu.



Z włosami skończyłam na prostocie. Stwierdziłam, że jak tu coś dodam, to może być za duży bałagan i zostawiłam takie czarne proste, jakie jest. MICRONem 02 zrobiłam najcieńsze włoski, na przykład te przy skroni. Wypełniłam całość, dla ułatwienia i przyśpieszenia pracy, użyłam takiego grubego markera ze Staedtlera. A tam gdzie trzeba było, wzięłam coś precyzyjnego.



Potem już nic nie dokumentowałam, bo to a to przerwy w pracy nad nim, a to trzeba było szybko ten rysunek kończyć, bo trzeba było brać się za coś nowego. Zawsze, jak coś rysuje, to ktoś coś chce ode mnie 😆. Wszystko zrobiłam na zasadzie linii, albo cienia i nie wdawałam się w szczegóły. Rysunek jest w uproszczeniu, bo taki miałam właśnie zamysł. Podczas rysowania myślałam nad tym, czy czegoś nie dodać na twarzy, jakiegoś cienia, zaznaczenia linią kości policzkowej, czy cokolwiek, ale porzuciłam ten zamysł, stwierdziłam, że nie ma co kombinować, jeszcze coś zepsuje. Dlatego na twarzy to głównie linie. Rysując koszulkę nie chciałam, żeby była cała czarna, więc spróbowałam zrobić teksturę pomarszczonego materiału. Nie wygląda identycznie, ale coś tam więcej się dzieje.




Parę słów
To prosty rysunek, ale robota nad nim była rozłożona w czasie, bo zaczęłam po dwudziestym sierpnia, a data ukończenia to piętnasty listopad. Pamiętam, że nie chciałam się z nim śpieszyć, zważywszy na to, że w niektórych momentach nie wiedziałam co zrobię. A do tego mam dużo rzeczy, które lubię robić, więc pewnie w międzyczasie się czymś tam zajmowałam. Bardzo podoba mi się, jak ten rysunek wyszedł. Nawet po takim długim czasie nic mi się nie pozmieniało, plus, nawet nie widzę niczego niepoprawnego, złego czy cokolwiek. Nie ma też niczego, co bym zrobiła inaczej. Chyba ten rysunek musi być dobry, bo skoro bym nic nie zmieniła, nie widzę niczego złego i w ogóle na niego nie narzekam, a zazwyczaj po czasie mam jakieś uwagi do swoich rysunków.

Mam jeszcze kilka rysowniczych rzeczy, o których będę chciała napisać, ale kiedy się pojawią takie wpisy, tego nie wie nikt. Wiem, że będę chciała spróbować napisać je w wersji na papierze, póki mi nic tu nie wyskoczy, żeby aby móc wyciągnąć i przelać to na wersję elektroniczną w przyszłości.