Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Transformers: Rise of The Beast. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Transformers: Rise of The Beast. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 marca 2024

Nie taki wilk straszny, jak go malują. | "Transformers: Rise Of The Beast"

Wraz z moim postanowieniem o oglądaniu rzeczy, stwierdziłam, że z nowych produkcji najlepiej będzie mi wziąć właśnie najnowszy film z tytułem "Transformers". Nowych produkcji lub takich, których nie wiedziałam się nazbierało i najlepiej było zacząć od czegoś lekkiego, a dodatkowo całkiem niedawno oglądałam wszystkie filmy Transformers. Przed tym najnowszym miałam obawy, bo i "The Last Knight" był taki średni, i zapowiadali iż "Rise Of The Beast" będzie takim nowym, lepszym początkiem. No jak się  słyszy, że "nowy, lepszy początek", to tak z dystansem się podchodzi do takich rzeczy. Obawiałam się, że zrobią trochę inną wersję filmu z 2007 roku, albo co gorsza ściągną z niego wszystko, pozmieniają parę rzeczy, żeby facetka się nie poznała i zepsują spojrzenie na ten pierwszy film. Bałam się, że mogli zrobić coś dobrego i w pewnym momencie filmu coś zepsuć i wszystko zrujnować. Też narósł niezły hype, "Rise of The Beast" był intensywnie promowany, zrobili na przykład filtr na Snapchacie, czy wyszedł utwór "On My Soul" od Tobe Nwigwe we współpracy z dwoma innymi panami, i on jest świetny, wspominałam w ostatniej "Playliście", a z racji że mi się spodobał, a niedługo wyszedł fajny teledysk to i u mnie zbudowało to hype na ten film. Ale prędzej czy później ogarnęłam się, że co jeśli ja podążę za tym hype'm, a film okaże się crapem, więc wróciłam do dystansu. Po premierze zaczęły pojawiać się recenzje. Z ciekawości oczywiście obejrzałam i one pogłębiły moje obawy. Nadal podchodziłam do tego, że sama muszę się przekonać i go obejrzeć. Choć do tego mi się nie śpieszyło.

Ale jak już sobie go włączyłam, to uruchomiły mi się ciekawość, jak się zacznie i potem potoczy i jakaś ekscytacja. I jak on się zaczynał, to poczułam vibe Transformersów, i miałam tylko nadzieję, że nie robią w bambuko tym akcentem klimatycznym. Chodzi o ten Transformersowy dźwięk, który zawsze towarzyszy pojawiającemu się logo Paramout. Zaczęli oczywiście prologiem do historii, która miała być za chwilę opowiedziana. Pokazał on co tam z robotami z kosmosu się działo i nawiązał do tego z czym będą się mierzyć bohaterowie w latach dziewięćdziesiątych, a ci to oczywiście dwoje ludzi którzy niechcący są wplątani w Transformersowe sprawy. Elena pracuje w muzeum i trafia na dziwny artefakt. Nie pasuje on do niczego w kontekście historii, więc postanawia się mu przyjrzeć. W tajemnicy rzecz jasna. Natomiast Noah Diaz próbuje znaleźć prace, niestety bez skutku. W domu się nie przelewa, przez co nie może pójść z młodszym bratem do lekarza, bo i tak wiszą tam kasę. Ten brat ma jakąś chorobę i ona rękę atakowała. Noah idzie do Reek'a, z którego pomocą robi akcję kradzieży auta, w pewnym momencie chce się wycofać, ale jest za późno, bo ochroniarz go zauważa, a i samochód zaczyna żyć swoim życiem i poza tym, że sam wystartował, to jeszcze uciekał przed policją, a z radia słychać było nawoływania.

Przejdźmy na chwilę do perspektywy Autobotów. Po pojawieniu się światełka na niebie, Optimus Prime powstaje, dosłownie, bo mamy scenę, której kawałek był w trailerze, czyli scena gdzie Optimus jedzie sobie jako ciężarówka na jakimś złomowisku, czy czymś, i zmienia się ujęcie na takie, co idzie w lewo, a w lukach między stojącymi samochodami widzimy zmieniającą się ciężarówkę w robota. Po zobaczeniu światełka na niebie Autobot w szoku i wzywa wszystkie pozostałe roboty. 

Po ucieczce policji, Noah konfrontuje się z Porshe, co próbował ukraść, a które stanęło na dwóch nogach. Chłop w szoku, nie wie o co chodzi, robot gada, nawet przedstawia się jako Mirage. Mało tego przyjeżdża takich więcej i z pojazdów powstały postacie. Prime się zdenerwował, że został przyprowadzony człowiek. Jeden z robotów, ten akurat się zmienił z motoru, Arcee to była, przeskanowała twarz Noah, żeby się coś o nim dowiedzieć i wyszło jej, że jest on byłym wojskowym, spec od elektroniki. Autoboty skupiają się na tym, po co się w ogóle zebrali, czyli światełko do nieba. Swoją drogą ludzie go nie widzieli, było widoczne tylko dla robotów. A to światło wyszło z uaktywnionego klucza, którego Autoboty mogłyby użyć do tego, by wrócić do domu, czyli na Cybertron. A gdzie Autoboty zlokalizowali ten klucz? No oczywiście w muzeum, akurat Elena koło niego pracowała. Roboty chcą jakość wziąć w posiadanie ten klucz, no ale oni są za duzi, żeby wejść do muzeum, a w postaci samochodu nie wjadą. Akurat miały szczęście, bo koło nich był złodziejaszek i Mirage wpada na pomysł, żeby właśnie Noah wykradł ten klucz. Chłopak nie chciał tego zrobić, ale Mirage skutecznie go przekonał.


Podczas akcji w muzeum Noah spotyka Elenę i ich rozmowę o kluczu przerywa atak Terraconów, którzy owym kluczem byli zainteresowani. Po walce, w trakcie której ginie Bumblebee, Terracony przejmują klucz. Jednak okazuje się, że zabrali połowę tego klucza i Autoboty muszą odszukać tą drugą połowę. W tym pomogły zapiski Eleny i za tym kluczem ruszają do Peru. Podczas poszukiwań Autoboty, Noah i Elena spotykają Maximali, z początku było ostro, ale ostatecznie zwierzętokształtne roboty prowadzą ich do klucza. Niestety dzięki zrobieniu sobie szpiega, Scourage, przewodniczący tych złych, odbija ten klucz.

Ostatnią szansą, by uratować planetę przed pożarciem przez Unicron, jest kod do deaktywowania, który odkryła Elena, ponownie w swoich zapiskach. Scourage dzięki kluczowi włącza przyciąganie Unicronu. Rozpoczyna się walka między Autobotami, Maximalami, a Terraconami, natomiast Noah i Elena podążają ku kluczowi, aby go zdeaktywować. Elenie udaje się dotrzeć do panelu kontrolnego, wprowadza kod, ale niestety Scourage niszczy ten panel kontrolny. Natomiast w trakcie przyciągania się planety Unicron aktywuje się Energon i Bumblebee powstaje i robi bohaterskie wejście w bitwę. Optimus decyduje się poświęcić i zniszczyć klucz, ale Noah, który dostał obudowę od Mirage'a, oraz Primala mu pomagają. Rzecz jasna wszystko dobrze się kończy, ale są podstawy do tego, by podejrzewać, iż zagrożenie może powrócić.




Po seansie ja byłam uradowana, zwyczajnie ten film mi się podobał, był sympatyczny. Okazało się, że moje obawy były nie słuszne. I pewnie dlatego bardziej mnie zaskoczył pozytywnie. Zdecydowanie był lepszy od "The Last Knight", więc jeden plus już jest. Film szedł płynnie, nic się nie przeciągało, czyli jak za dawnych, dobrych, starych czasów. Choć są momenty, gdzie to wszystko płynęło aż za szybko. Przykładowo relacja Noah z Autobotami, on ich napotkał, a na drugi dzień to wygląda, jakby znali się już dłuższy czas. Owszem scena wysiadającego Noah ze zmieniającego się Mirage'a wygląda świetnie, ale trochę się gryzie z tym, że on maszyny dopiero co poznał. Też mimo tej całej wyprawy i tak dalej z misją 'klucz', no to oni raczej się jakoś mocno nie mieli jak poznać, a Noah brzmi jakby był ekspertem od Autobotów, pojawia się taki wydźwięk. No Sam Witwicky brzmiał jak spec od Autobotów w trzecim filmie. Fabuła nie jest jakaś wymyślna, ale w prostocie nie ma nic złego. To też nie jest to rodzaj filmów, gdzie fabuła musiałaby mieś kilka wątków, jakieś większe, lub mniejsze zwroty akcji, czy miałby nieść ze sobą jakieś przesłanie. Jest klucz, ma on dwie części, więc gdy Terrorcony zabierają jedną z nich, to bohaterowie i Autoboty wyruszają odnaleźć tą drugą, a gdy i ją Terrorcony zabierają, no to ludzie idą zdeaktywować działanie klucza, który uruchomił portal przyciągający Unicron, złą planetę pożerająca inne planety. Jednak Scourge się nie poddaje i przeszkadza bohaterom, więc Optimus Prime zajmuje się i nim i tą całą aparaturą i z pomocą innych powstrzymują tą złą planetę. Gdzieś po drodze Noah chciał tą znalezioną przez nich część klucza zniszczyć, tak dla bezpieczeństwa, ale Optimus się nie zgodził ze względu na możliwość powrotu do domu. Znany schemat. Zakończenie tej bitwy między robotami, z tym kluczem i z tym panelem było lekko meh, tak średnio mi się podobało. No bo tu niby zniszczenie tej całej aparatury z kluczem było bardzo niebezpieczne, ale z pomocą innych to jednak nie. No fajnie, że Primal i Noah wyszli mu na pomoc, ale zniszczenie klucza przedstawione było jako bardzo niebezpieczne. I jeszcze jak Primala zrozumiem, to niby dlaczego Noah, człowiek w obudowie, który dopiero dowiedział się o istnieniu jakichkolwiek robotów, wyszedł na pomoc jednemu z nich, zamiast innego robota? Plus Noah ma tą metalową obudowę, ale nie za bardzo wcześniej pokazali, czy on umie walczyć jakkolwiek, albo przynajmniej nie zrobili szybkiej sceny, gdzie on zaczyna jakoś ogarniać, jak jego metalowy stój działa, tylko od razu idzie w bój i to mi się tak trochę gryzie z tym, że on idzie w walkę, do tego z robotami, przeciwko innym robotom. Szczególnie, że przed tym Mirage dał mu taką rękawicę i nie wiedział, jak się nią posługiwać. Przy kradzieży Porshe został on przedstawiony tak, że z mojej perspektywy nie wyglądał na kogoś, kto by wszedł w zwykłą bójkę. W teorii Bumblebee zabrał Elenę, ale jest jeszcze chociażby Arcee, i ona mogła pójść za Optimusem, albo wziąć Elene i wtedy Bumblebee poszedłby na pomóc swojemu kumplowi. Było to tak średnio bym powiedział, ale do przełknięcia, i tak myślałam, że będzie gorzej, działo się w tym filmie. Również myślałam, iż "Rise OF The Beast" będzie lekko zmienioną wersją filmu z 2007 roku, ale na szczęście jest tylko schemat podobny, co mnie cieszy, bo strasznie słabe by było zrobić na nowo, tylko z innymi aktorami i zmienionymi elementami film, który istnieje.


Bohaterowie są w porządku, daje się ich polubić, ale nie są przedstawieni jakoś obszernie, tak powierzchownie można było poznać ich charaktery. Szybko o Elenie, bo tego nie będzie dużo. Brałam pod uwagę to, że ona będzie w jakiś sposób irytująca. Nie wiem skąd to u mnie, ale często zdarza się, że kobiece postacie w jakiś sposób mnie irytują, ale to się nie sprawdziło w tym przypadku. Też nie jest to kobieca postać, tylko po to, by była kobieca postać, czy też kandydatka na love interest dla głównego bohatera. W przeciwieństwie do poprzedniczek, a w szczególności Carly, miała największy wpływ na cokolwiek, co nie brzmiało na naciągane. Pracowała w tym muzeum, podczas pracy nad nieznanym artefaktem robiła notatki, plus jej jakaś dedukcja pomogły w "kluczowej" sprawie. Nie była ona jakoś za przesadnie odważna, czy coś takiego, nie jest to typ postaci, że "ja sobie ze wszystkim sama dam radę, jestem bardzo odważna i umiem się bić", tylko zwyczajna dziewczyna, której akurat zdarzyło się trafić na epicką przygodę, a jej reakcje na różne rzeczy, wydarzenia, sytuacje były normalne. 

Natomiast postać Noah, to taka schematowa historia o tym, że mimo pracującej mamy, w domu finansowo tak nie za bardzo, brat z chorobą, a sam Noah na boku coś tam majstrował sobie przy elektronicznych rzeczach, bezskutecznie próbował się zatrudnić w jakiejś robocie, a że to się nie udało, to inaczej postanowił zarobić. Bardzo znany schemat, dużo podobnych historii się widziało w filmach. Również motyw rodziny i pieniędzy był poruszony, gdy Noah dyskutował o pomocy Autobotom i był powodem, dlaczego to zrobił. To mi się tak średnio podobało, ale niech już im będzie, choć lepiej można by było zrobić pierwsze spotkanie z Autobotami i to, że im postanawia pomóc. Tu też mam wrażenie, że to trochę za szybko Noah zaufał obcym robotycznym stworzeniom. Przed tą podróżą do Peru, Noah nie chce zostawić brata bez słowa, więc wybiera się do domu zamienić parę słów z nim. I to miała być taka wzrusz scena, no i faktycznie trochę smutno mi się zrobiło, ale widać było, że po prostu chcieli coś takiego wtrącić, żeby spróbować podziałać na emocjach i było to widać. Jednakże widać było również brak wybudowania tego, żeby to faktycznie było wzruszające w jakiś sposób. To trzeba bardziej poznać postacie, chwilę z nimi pobyć, przeżyć coś razem z nimi, żeby w jakieś takiej scenie się porządnie zasmucić. Do tego Mirage pokazuje się przed młodym, niby to pasuje to do charakteru tego robota, on był taki pełen luzu, lubił używać sarkazmu, nie za bardzo pomyślał nim coś zrobił, a jak już pokazał się takiemu Noah, to twierdził, że przecież będzie dobrze. Jednakże w pierwszych filmach, to roboty usiłowały jak najbardziej pozostać w ukryciu. W każdym razie ten brat, Kris, prosi Mirage'a, by pilnował jego brata i daje mu taką krótkofalówkę, czy coś takiego, i gdy była ta bitwa pod portalem, to tak wynika sytuacja, że Mirage faktycznie dotrzymuje słowa Krisowi, robiąc z siebie kopułę nad Noah. To swoją drogą było fajne, takie sympatyczne, że taki lekkoduszny dotrzymał słowa. Noah lekko w panice, nowy kumpel się wyłączył, wokół walka, co dalej? Niespodziewanie Mirage się zaświeca i go motywuje. Za bardzo to nie działa, ale mowa motywacyjna brata, właśnie przez tą krótkofalówkę już tak. Noah przejmuje stery i Mirage resztkami swej energii robi mu zbroję. W teorii to było nawet fajne, że to taki trochę Iron Man wyszedł, i potem sobie śmigał i strzelał do tych złych, ale z drugiej strony delikatnie mnie to uwiera, nie wiem co to było i nawet nie wiem co mi nie pasowało. Tak więc to było tak pół na pół. Taką chyba ostatnią rzeczą jest to, iż nie zrobili z Noah i Eleny pary. Ja się z tego bardzo cieszę, bo to zawsze wspólne przygody i przeżycia muszą robić z bohaterów pary miłosne i fajna była ta odmiana. I po zakończeniu przygody jedno i drugie poszło w swoją stronę. 


Trzeba na chwilę wspomnieć o robotycznych postaciach. Oglądając film odnosiłam wrażenie, że Optimus Prime nie przepadał za ludźmi. Chociażby bardzo zdenerwowany krzyknął do Mirage'a, "czy ty przyprowadziłeś tu człowieka?". I w trakcie jakiś dialogów również było słychać po tonie głosu tą niechęć. I gdy po spotkaniu Primala rozmawiał z nim, to właśnie metalowy goryl powiedział mu, że ludzie są "more than meets the eye". Po tym oraz po 'kluczowej' walce zmienił podejście do ludzi. W recenzjach, które oglądałam, omawiane było "co oni zrobili z Bumblebee". Przed obejrzeniem samego filmu sobie myślałam, co tam mogło się stać, że w tych recenzjach tak dramatyzują i się przestraszyłam. Obejrzałam film i pomyślałam, że co niby tu się wydarzyło, żeby to tak przeżywać. Bumblebee został zabity podczas walki pod muzeum, a powstał z martwych, gdy do Ziemi przyciągał się Unicron i te dwie planety były w pewnym sensie połączone, dlatego po Ziemi rozchodził się Energon, ta siła życiowa robotów z kosmosu, i właśnie on pobudza Bumblebee z powrotem do życia. I kompletnie nie wiem, co w tym jest takiego złego. Dziwniejsze i głupsze rzeczy były w tej serii filmów. Mi w tym nic nie przeszkadzało. Wprowadzenie Maximali mi się podobało. O wiele lepsze niż wprowadzenie Dinobotów. Mam nadzieję, że oni będą się udzielać w przyszłych produkcjach, bo szkoda by było, by byli tylko w jednym filmie, tak samo jak było z Dinobotami. Może i one były gdzieś tam w "The Last Knight", ale to był taki film, że nawet nie pamiętam, czy miały większą rolę niż na złomowisku Cade'a Yeagera na początku tego filmu. Ja w ogóle mam nadzieję, że będzie kiedyś film ze wszystkimi, Autobotami, Dinobotami, rycerzami, Maximalami, Decepticonami i Terrorconami, epickie by to było. Natomiast co do Maximali, to jakoś odniosłam wrażenie, że było ich mało na ekranie. Niby te mechaniczne zwierzęta tu spacerują koło Autobotów, tu walczą razem z nimi, ale jakoś tak mało ich było dla mnie. Swoją drogą bardzo podobało mi się, jak Maximale zwierzęcymi ruchami rozszarpywali Terrorcony.



Cóż, był to lekki seans, dobrze mi się ten film oglądało. Fajny klimat lat dziewięćdziesiątych zrobiony muzyką. Bohaterowie w porządku, fabuła może być. Efekty komputerowe też nie były złe, choć mogły być lepsze. One miały taki bajkowy efekt, taki, raczej nie plastikowy, ale coś podobnego. Nie wiem do czego to porównać. To nie było coś, co mi przeszkadzało, tylko było charakterystyczne, co zauważyłam. Podobało mi się, jak roboty zostały zaprojektowane, Optimus jest taki fajny kwadratowy, w końcu pasuje do kwadratowej ciężarówki. Teraz, w momencie pisania, przyszło mi do głowy, że ciężarówki co jakiś czas robiły się bardziej okrąglejsze, więc Optimus razem z tymi modelami ciężarówek, w które się składał, stawał się coraz okrąglejszy. Wygląd Bumblebee znany jest z filmu z 2018 roku, gdzie to on był głównym bohaterem. Arcee różni się od tej wersji znanej z jednego z tych pierwszych trzech filmów, ona chyba w drugim, dokładnie nie pamiętam, i tak jak chyba wszystkie roboty, jest podobna do animowanej wersji, jest taka popularna animacja. Kiedyś myślałam, że jeżeli zrobiliby te roboty właśnie tak jak w tej animacji, to mogłyby niektóre paskudnie wyglądać, a tu się okazało, że tak źle nie wyszło. W recenzjach niektórym się nie podobał wygląd Wheeljacka, faktycznie trochę śmiesznie wyglądał, ale chyba to tak miało być, żeby on tak głupkowato wyglądał. Podobają mi się też projekty Maximali, fajnie cechy zwierzęce zostały wpisane w metalową budowę. Podobało mi się, jak jakieś cechy zewnętrzne danego zwierzęcia zostały zaadaptowane w metalowe części, przykładowo, jak Primal wypuszczał powietrze i ukazane jest, jak chodzą metalowe nozdrza i wychodzi z nich para, albo jak chodzi dziób Airazor podczas mówienia, czy gdy była ranna, to takie ptasie odruchy robiła. Mają też takie elementy, jak pióra, sierść, czy skóra na klacie metalowego goryla. Nie wiem, jak im wyrosły, ale wyglądały fajnie. Natomiast Terrorcony również dobrze wyglądają, tak surowo z minimalną ilością koloru w postaci dwunożnych istot, a w postaci pojazdów to również w stonowanych barwach tylko z akcentem jakiegoś koloru, a do tego mają dorobione różne rzeczy, jak zderzak, czy takie żaluzje na szyby, no widać, że zostały zrobione na złych. Scourge miał taką jakby maską fajną na swej metalowej twarzy. Poza tą sceną, gdzie jest ujęcie i między samochodami widzimy Optimusa, który z ciężarówki zmienia się w postać, była inna scena z Primem, który jadąc jako pojazd, transformuje się jadąc, na samym zakręcie drogi, by za chwilę walczyć ze Scourge'em. Podobała ona mi się, ona była taka, że coś podobnego się widziało, ale ja lubię takie sceny. Też powrót Bumblebee, który wraca i wyskakuje z samolotu robiąc piruety w powietrzu, przy okazji strzelając do tych złych również fajna, a do tego świetna muzyka przy tym gra. W sumie scena, gdzie Noah znajduje się w hangarze z Autobotami i one się transformują, też była spoko. Również scena, gdy walka pod tym portalem się rozpoczynała, i obie strony robotów wyruszali na siebie, to Optimus Prime mówi do swoich "roll out!", a Primal do swoich "maximize!" i oni zmieniają się ze zwierząt w tą drugą formę. Ona mi się podobała i bardzo podobało mi się, jak w trakcie biegu te Maximale się transformują, bo to fajnie wyglądało. Ogółem transformacje były w porządku, były proste, ale przykładowo ciężarówka Optimusa też była prostym pojazdem, więc i transformowanie było proste.


Po filmie widać, że to już nie Michael Bay go robił, widać to po ujęciach, ruchach kamery i mniejszej ilości wybuchów, dlatego inaczej się to oglądało. W tym filmie z tytułem "Transformers", wróciła świetna muzyka skomponowana, piąty film był tak nudny, że nawet kompozytor zanudził się robiąc muzykę, więc ona średnio interesująca dla mnie była. Muzyką do "Rise Of The Beast" zajął się Jognic Bontemps i bardzo podoba mi się jego robota. Włączyłam sobie ten soundtrack tak o, żeby po prostu sobie zobaczyć, bez większych oczekiwań, czy czegokolwiek, gdzie tam jakieś melodie miały okazję wpaść mi w ucho. Okazało się, że muzyka jest świetna, kilka numerów z listy spodobały mi się najbardziej, a w jeden wplątane zostało "Arrival to Earth", czy "No Sacrifice, No Victory" skomponowane przez Steve'a Jablonsky'ego, co było zrozumiane, bo do tej pory to właśnie on komponował do Transformersów. Nie jest to idealny film, no w kontekście do wiele razy wspominanego "The Last Knight", to o wiele lepiej wypada. Podoba mi się mimo kilku minusów. Te minusy można przeboleć, jak wspominałam, myślałam, że będzie źle. To też cieszę się, iż moje myślenie, jak i niektóre recenzje się myliły. I w sumie niepotrzebnie bałam się go obejrzeć. Bardzo polubiłę ten Transformersowy filmowy świat i byłoby mi przykro, gdyby powstał kolejny słaby film. Twórcy na koniec "Rise Of The Beast" zostawili sobie furtkę do kolejnego filmu, i gdyby faktycznie coś robili, no to ja naturalnie będę tematem się interesowała, bo ciekawe, w jaką stronę oni pójdą i co oni jeszcze wymodzą. Oby było to podobnie dobre, co ten film, albo nawet lepsze. Ale to tam się kiedyś zobaczy.

No i można wyjść ze świata Transformersów.

Adieu.









sobota, 3 grudnia 2022

Zbiorczo.

Często jest tak, że jest coś o czym mogłabym, albo właściwie chciałabym napisać, ale to by było za mało na taki jeden wpis. Pomyślałam więc, czemu by nie zebrać kilku rzeczy i nie zrobić z tego takiego wpisu zbiorczego. Dodatkowo pracuję nad wpisem, z którym jeszcze mi się zejdzie i momentami jest ciężko pod względem składania zdań na przykład, bo moja głowa trochę paruje, więc taki projekt poboczny, że tak powiem, mi się przyda. Człowiek się oderwie od tego jednego tematu. Czas wtrącić swoje pięć groszy w niektóre tematy. 



1. "Fate: The Winx Saga". Sezon 2.
Z tego miałam zrobić osobny wpis, ale stwierdziłam, że jednak nie, że nie warto. Pamiętam, jak przed rozpoczęciem "Fate" miałam obawy, co oni tam zrobili. Ostatecznie mi się podobał ten pierwszy sezon, mimo paru rzeczy co mi nie pasowały. Wtedy pomyślałam, że pierwszy sezon, ograniczony czas, może nie dużo finansów. Teraz też miałam obawy przed drugim sezonem, po obejrzeniu traileru. Miałam odczucie, że mogą coś głupiego wymyśleć, jakieś dziwactwa, albo coś z przesadą. Ostatecznie obejrzałam ten drugi sezon, prawie jednym ciągiem. I tak jak przy pierwszym sezonie, musiałam się przyzwyczaić do nowego serialu, tak przy drugim sezonie ponownie musiałam wczuć się w jego klimat. 

Po wydarzeniach z pierwszego sezonu, w Alfei jest nowa dyrektorka i nowe zasady. To jak uczniowie są traktowani (trochę ostro), nie podoba się głównym bohaterkom i chcą z tym coś zrobić. W szkole dzieje się coś złego, jeden z uczniów jest ranny, a główne bohaterki mają swojego podejrzanego. Terra stara się dowiedzieć co się stało z tym uczniem, co go zaatakowało. Pojawia się nowa wróżka, Flora (ku radości wszystkim tym, co narzekali), której moce wiążą się z naturą i dołącza do grupy naszych głównych bohaterek. Podczas bankietu absolwentów okazuje się, że wróg, nie jest ich wrogiem. Dziewczyny dowiadują się co atakuje uczniów. Beatrix znika, ale wkrótce okazuje się, że żyje i Musa, Sky oraz Riven idą ją ratować, a podczas akcji ratunkowej niedobre rzeczy się dzieją. Zaraz też się okazuję, że Musa została ranna i straciła swoje moce. Przyjaciółki chcą jej pomóc, ale ich magii nie idzie po ich myśli. Bloom domyśla się, kto stoi za atakami na uczniów i właśnie do niego idzie zdobyć informacje, jak pomóc Musie. W międzyczasie okazuje się, że zabawy z magią głównych bohaterek rozregulowały ich moce. Dziewczyny chcą interweniować, ale Bloom nie ma, bo w tym czasie dowiaduje się, co w teorii może zrobić, by pomóc Musie, trochę o swojej rodzinie i o dyrektorce szkoły, Rosalind, z którą się konfrontuje i w tym momencie traci kontrolę nad swoimi mocami, czym narobiła sobie problemów. Niespodziewanie jednak ktoś ją uwalnia. Specjaliści idą na akcję do siedziby złego, czyli Sebastiana, ale okazało się, że mają kreta i on wiedział, że przyjdą, więc ten wykorzystuje tą okazję i opanowuje Alfeę. Bohaterki i grupa specjalistów, którzy zostali poza szkołą, obmyślają plan, by powstrzymać Sebastiana, albo przynajmniej spróbować. A wśród uwięzionych w szkole są Flora i Musa. Bloom dostaje ultimatum, specjaliści realizują plan, a Musa ratuje Florę, która ma pomysł na pomoc, jako osoba od wewnątrz. Dziewczyny, te poza szkołą, idą wykonać swoją część planu i powstrzymać Bloom przed robieniem głupot. Ona natomiast poszła załatwić sprawę z Sebastianem samemu, ale reszta do niej dołącza, dzieją się smutne rzeczy. Plan Flory zadziałał, a pozostałe dziewczyny, razem z Bloom pozbywają się Sebastiana. 

W międzyczasie są problemy miłosne niektórych postaci, problemy personalne i tego typu rzeczy. Z początku, tak od jednego do trzech odcinków, to wydawało mi się, że powiewało nudą, jedynie dali jakiś akcent, który zaciekawił, ale potem robiło się coraz ciekawiej. A już mnie przestraszyli, że ten sezon, to będzie klapa. Fabuła nie była zła, dobrze mi się oglądało. Były jakieś momenty, gdzie byłam jak "i don't care", ale były też momenty gdzie mnie zaskoczyli, zainteresowali i ten drugi sezon był dla mnie o drobinę lepszy od tego pierwszego. Temu pierwszemu dałam 7 na Filmwebie, a drugiemu 8. Jednak ten serial w całości ma swoje wady. Jak przy pierwszym sezonie odpuściłam, no bo pierwszy sezon i tak dalej, to przy drugim mogli się postarać pod niektórymi względami. Za mało jest pokazane relacji między postaciami. Dosłownie nie wiadomo skąd są te przyjaźnie i te miłości. Te postacie kompletnie nie poznają się na ekranie. Tak jak postacie się nie poznawali, tak i widz oglądający nie ma jak za bardzo nawiązać z nimi więzi. Tak naprawdę mam odczucia jakiekolwiek tylko o dwóch postaciach. Bloom mnie irytowała, bo kto normalny idzie rozmawiać z wrogiem samemu, albo iść samemu z nim walczyć, i ogólnie jej niektóre decyzje, o których coś tam wspomniałam, to według mnie były głupie. A postać, która mi się podobała, którą polubiłam to Musa. Mogli pokazać więcej nauki magii wróżek, bo niektóre rzeczy to też nie wiadomo skąd się wzięły, a w zasadzie skąd to bohaterki wiedziały. Jedynie coś tam od strony Terry, co ona tam majstrowała, to można było się czegoś dowiedzieć. I niestety te niedociągnięcia prawdopodobnie spowodowały, że rzucili ten projekt i anulowali ten serial. Fajnie się oglądało, ale tęsknić nie będę. 




2. "Selena Gomez: My Mind & Me"
Drugiego listopada premierę miał dokument o Selenie Gomez i jako wieloletnia jej fanka, dorastająca z jej rolami oraz muzyką, to była obowiązkowa pozycja. Na początku miał być to dokument o trasie koncertowej Seleny, Revival Tour. I pierwsze sceny pokazywały przygotowania do tej trasy, to jak Selena kwestionuje wygląd swojego ciała, jak wygląda w stroju scenicznym, czy zastanawia się o sensie tej trasy, uważa że nie jest wystarczająca w tym co robi. Ostatecznie rusza ta trasa i wstawili przebitki z koncertów. Niestety w trakcie jej trwania trzeba było resztę koncertów odwołać z powodu stanu zdrowia Seleny. Po tym jest taki przerywnik z wiadomościami telewizyjnymi, kiedy mówią o Selenie i odwołanej trasie, po czym przenosimy się do czasu, gdy Gomez jest po leczeniu i w ramach dalszego recovery odwiedza osiedle, na którym dorastała, by przypomnieć sobie dobre, szczęśliwe chwile. Mamy moment wydania i promocji "Lose You To Love Me". Są kulisy wywiadów, gdzie niektóre z nich były głupkowate, a sama Selena była traktowana przedmiotowo. Denerwowało Selenę też to, że cały czas ciągnie się za nią nawiązanie do Disneya. Pokazana została podróż do Kenii, gdzie Gomez spędziła czas z tamtejszymi ludźmi, miała okazję rozmawiać z pewną kobietą, z którą miała trochę wspólnego. Ukazany też został jej strach przed powrotem, bała się powrotu do swojej pracy. Można było zobaczyć kulisy pierwszego od dwóch lat występów na żywo Seleny, oraz to jak się stresowała, czy wspominała o tym, iż ten występ nie był najlepszy, ale przełamał lody. Dotarliśmy do czasu covidowego. Selenie odzywa się lupus (po angielsku toczeń, ale wolę tą angielską nazwę), przechodzi leczenie. Są pokazane pierwsze kroki w kierunku działalności mającej na celu pomoc ze zdrowiem psychicznym ludzi. 

Można było zobaczyć życie gwiazdy od kulis, że to nie jest kolorowa bajka. Można było zobaczyć z czym zmaga się Selena. Myślałam że będzie pokazane nieco więcej, w sumie nie wiem dlaczego. Trochę brakowało mi takich wypowiedzi teraźniejszych, Seleny, jej mamy, rodziny, czy przyjaciół. Ale właśnie tak informacyjnie, żeby wiedzieć więcej, jak działa ta cała branża i przekonać się, że nie zawsze jest fajnie u takiego artysty, że za kulisami nie ma tego szerokiego uśmiechu. Wydaje mi się, że film jest bardziej dla fanów Seleny, którzy są w jej "temacie", żeby zobaczyli co się z ich idolką działo.




3. "Enola Holmes 2"
W drugim filmie Enola otwiera agencję detektywistyczną, ale potencjalni klienci, którzy do niej przychodzą, nie biorą jej na poważnie, bo jest dziewczyną, (jeden pyta się nawet o jej brata, Sherlocka). Poza pewnej dziewczynki, która zgłasza Enoli zaginięcie swojej siostry. Młoda pani detektyw przyjmuje tą sprawę. Zaczynając śledztwo, Enola zbiera informacje, a w międzyczasie nadal nie jest brana na poważnie, i ton filmu jest taki w tym momencie, że myślałam, że zaraz się okaże, iż ta zaginiona siostra zaraz przyjdzie, wróci do domu, czy coś w tym rodzaju, i będzie po śledztwie Enoli, dziewczyna się skompromituje, bo trochę za bardzo chce mieć jakieś śledztwo i za bardzo chce udowodnić, że ona potrafi. I z początku tok tego śledztwa był w lekkim tonie, ale z czasem robi się poważniej. Enola natyka się na swojego brata, a wkrótce okazuje się, że śledztwo jej i Sherlocka się łączą. I niechcący brat i siostra trochę razem pracują i ostatecznie sprawa zostaje rozwiązana.

Mi się film podobał. Nie było to coś niesamowitego, ale ja lubię takie detektywistyczne, Sherlockowe rzeczy. Lubię, jak pokazuję się sprawę, śledztwo, jak detektyw trafia na poszlaki, analizuje je, dochodzi do wniosków, jak wszystko rozpisane ma na tablicy korkowej (albo jej jakimś odpowiednikiem). Fajnie poprowadzona historia, może czasem delikatnie powiewało nudą, ale na ogół fabuła była ciekawa, dobrze się to oglądało, dobry film na sobotni wieczór z piwkiem i chipsami, niewymagający, idealny do wyluzowania się. Millie Bobby Brown bardzo podobała mi się w swojej roli. Postać Heleny Bonham Carter, jako mama Enoli, również świetna, ogólnie ta aktorka ma w sobie "to coś" co powoduje, że lubi się ją oglądać. Ogółem widziałam też i pierwszy film, ale wtedy jeszcze nie wymyśliłam takiego zbiorczego wpisu 😆, a i chyba żadnego wpisu nie robiłam o nim. Z resztą nie pamiętam, dawno to było 😛. Ale te filmy chyba są tak na równi, nie ma lepszego/gorszego. I w sumie dobrze.




4. "Wednesday"
Najświeższa obejrzana rzecz. Ja do tej pory nie miałam do czynienia z Rodziną Addamsów, jedynie coś o nich słyszałam, że coś takiego istnieje. Jak ogłaszali, że ten serial będą robić, to jedynie mi się o uszy odbiło. Może przez chwilę aby se pomyślałam, że "ooo, chcą zrobić nową wersję czegoś co już jest i pewnie coś spaprają" nawet nie będąc w temacie, ale szybko o tym serialu zapomniałam. Weszło jednym uchem i wyszło drugim. Kiedy wyszedł trailer i mi się mignął, no to oko się zawiesiło i go obejrzałam, a on mnie pozytywnie zaskoczył. Spodobało mi się to, co było w tym trailerze i pokazani bohaterowie, a w szczególności główna bohaterka, Wednesday (ale ja mam trudności w pisaniu tego wyrazu 😅). Nie wiem ile minęło czasu od ogłoszenia serialu, do wypuszczenia traileru, ale u mnie się tak pozmieniało, że ja lubię takie postacie jak Wednesday, klimaty takich postaci, to życie. Była premiera i obejrzałam. 

Wednesday Addams, dziewczyna o kamiennej twarzy, a właściwie grobowej, ubrana w czerń i, w czerń, sarkastyczna i mroczna, trafia do Akademii Nevermore, szkoły dla wyrzutków, miejsca gdzie są wilkołaki, wampiry, syreny, gorgony i inne potwory. Trafia do pokoju, gdzie jej współlokatorka, to kompletnie jej przeciwieństwo, bo Enid Sinclair, to wesoła, kolorowa, energiczna dziewczyna. No chodząca tęcza. Wednesday nie planuje tam długo zostać i planuje ucieczkę, lecz powstrzymuje ją od tego zabójstwa i grasujący potwór. Postanawia wszcząć swoje śledztwo, przy okazji mając swoje wizje. Śledztwo całkiem dobrze jej idzie, bo niektórzy zaczynają znikać. Podążając za poszlakami, wkrótce ma swoich podejrzanych, a przez to wszystko robi sobie coraz to nowych wrogów i niektórzy się od niej odwracają. Ostatecznie ten zły zostaje obnażony, sprawy dobiegają końca, a na końcu stało się coś nieoczekiwanego związanego z Wednesday.

Bardzo podobał mi się ten serial, mam nadzieję, że będzie drugi sezon. Tak jak przy "Fate" musiałam się przyzwyczajać, czy wczuwać, to tutaj nie musiałam tego robić, bo serial sam wciągał do swojego świata. Bardzo polubiłam Wednesday, jej charakter, poczucie humoru, oraz to jak prowadziła swoje śledztwo. Ponownie był akcent detektywa, co lubię. Lubię te jej wizję, teraz szalejącą po internecie w różnych wersjach scenę, gdy tańczy na szkolnej potańcówce, albo gdy gra epicką wersję "Paint It Black", The Rolling Stones, na wiolonczeli. Z resztą, ona ma wiele świetnych momentów. Natomiast Enid też dało się polubić, podobne postacie często są irytujące, a ona była spoko. Zrobili to dobrze. Podobała mi się fabuła potrafiła ona rozbawić, zaskoczyć, cały czas coś ciekawiło. Gdy pojawił się ten monster, no to widać było, że mieli ograniczone fundusze na jego CGI, ale to nic, serial nadrabia to CGI swoją treścią. Co do nazw wyrzutków (wilkołak...), to niektóre musiałam sobie przetłumaczyć, bo ja po angielsku oglądałam, więc jak coś jest źle, to trzeba winić tłumacza google 😅.

No i teraz gra w głowie wiolonczelowe "Paint It Black" i piosenka z potańcówki.




5. Trailer do filmu "Transformers: Rise of The Beast"
W momencie pisania tego wpisu pojawiły się dwa trailery do dwóch filmów. Jeden z nich to trailer właśnie nowego "Transformers". I w takcie oglądania uderzyła mnie taka nostalgia, bo ja przecież byłam wielką fanką tej serii filmów. Piszę w czasie przeszłym, bo dawno tych filmów nie oglądałam, pierwsze trzy oglądałam w momencie, gdy jeszcze oglądałam telewizję, a dwa ostatnie widziałam w kinie. No i jeszcze był "Bumblebee". Myślałam o rewatchu, ale żeby jeszcze się za to wziąć...

Zobaczywszy Optimusa Prime'a, jak on tam wygląda i jaką ma postać samochodową, to miałam takie "oooo", strasznie mi się podoba. Tak samo, to jak wygląda Bumblebee. A nowe roboty, transformujące się w zwierzęta, jest czymś nowym. Szczerze myślałam, iż będą wyglądać źle i że w ogóle to jest zły pomysł, ale teraz jestem ich ciekawa. Trailer skupia się bardziej na robotach. Są oczywiście jacyś ludzie, ale roboty przeważają. Z jakiegoś powodu ten trailer jest powiewem świeżości w tym świecie, kompletnie inaczej zapowiadają ten film w porównaniu do poprzednich. Trochę mało zdradza fabuły, ale to pierwszy trailer, zazwyczaj ten drugi trochę więcej pokazuje. Jestem ciekawa tego filmu, zobaczymy, czy trafię do kina by go obejrzeć. Może ten film sprowokuje mnie do rewatchu tej serii.




6. Trailer filmu "Indiana Jones and the Dial of Destiny"
Drugim trailerem jest właśnie ten do nowego Indiany Jonesa. I tak jak w powyższym przypadku, do tej serii też mam sentyment oraz też była ona moją ulubioną serią, tylko dawno nie widziałam. I jak oglądałam trailer do najnowszego filmu, to ponownie uderzyła mnie nostalgia. A w nim same typowe rzeczy i zjawiska dla tej serii filmów. Były rzeczy, które były czymś innym, ale przypominały mi poprzednie filmy, ten klimat. Oczywiście jest to kino z rodzaju rozrywkowych, więc nie ma co szukać realnych wydarzeń, bardziej takich, gdzie ktoś by się spytał "czy to jest realne? czy mogłoby się wydarzyć to w prawdziwym życiu?". Jestem ciekawa nowych przygód Indiany Jonesa, ciekawe co tam wymyślili. Ciekawi mnie rola Madsa Mikkelsena, wyglądał ciekawie w swoim stroju w tym trailerze, oraz roli Antonio Banderasa, którego dawno w jakimś filmie nie widziałam, a swego czasu oglądało się Zorro, czy "Desperado", "Trzynasty wojownik" też, więc chętnie go zobaczę.




To by było na tyle. Fajnie było sobie tak popisać bardziej na luzie. Nie wiem jak w przyszłości będą wyglądały takie wpisy, ale fajnie by było, jakby one były zróżnicowane, nie tylko pod względem rzeczy i tematów, ale i w sposobie ich tworzenia. Tymczasem trza wracać do głównego projektu.