Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fate: The Winx Saga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fate: The Winx Saga. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 grudnia 2022

Zbiorczo.

Często jest tak, że jest coś o czym mogłabym, albo właściwie chciałabym napisać, ale to by było za mało na taki jeden wpis. Pomyślałam więc, czemu by nie zebrać kilku rzeczy i nie zrobić z tego takiego wpisu zbiorczego. Dodatkowo pracuję nad wpisem, z którym jeszcze mi się zejdzie i momentami jest ciężko pod względem składania zdań na przykład, bo moja głowa trochę paruje, więc taki projekt poboczny, że tak powiem, mi się przyda. Człowiek się oderwie od tego jednego tematu. Czas wtrącić swoje pięć groszy w niektóre tematy. 



1. "Fate: The Winx Saga". Sezon 2.
Z tego miałam zrobić osobny wpis, ale stwierdziłam, że jednak nie, że nie warto. Pamiętam, jak przed rozpoczęciem "Fate" miałam obawy, co oni tam zrobili. Ostatecznie mi się podobał ten pierwszy sezon, mimo paru rzeczy co mi nie pasowały. Wtedy pomyślałam, że pierwszy sezon, ograniczony czas, może nie dużo finansów. Teraz też miałam obawy przed drugim sezonem, po obejrzeniu traileru. Miałam odczucie, że mogą coś głupiego wymyśleć, jakieś dziwactwa, albo coś z przesadą. Ostatecznie obejrzałam ten drugi sezon, prawie jednym ciągiem. I tak jak przy pierwszym sezonie, musiałam się przyzwyczaić do nowego serialu, tak przy drugim sezonie ponownie musiałam wczuć się w jego klimat. 

Po wydarzeniach z pierwszego sezonu, w Alfei jest nowa dyrektorka i nowe zasady. To jak uczniowie są traktowani (trochę ostro), nie podoba się głównym bohaterkom i chcą z tym coś zrobić. W szkole dzieje się coś złego, jeden z uczniów jest ranny, a główne bohaterki mają swojego podejrzanego. Terra stara się dowiedzieć co się stało z tym uczniem, co go zaatakowało. Pojawia się nowa wróżka, Flora (ku radości wszystkim tym, co narzekali), której moce wiążą się z naturą i dołącza do grupy naszych głównych bohaterek. Podczas bankietu absolwentów okazuje się, że wróg, nie jest ich wrogiem. Dziewczyny dowiadują się co atakuje uczniów. Beatrix znika, ale wkrótce okazuje się, że żyje i Musa, Sky oraz Riven idą ją ratować, a podczas akcji ratunkowej niedobre rzeczy się dzieją. Zaraz też się okazuję, że Musa została ranna i straciła swoje moce. Przyjaciółki chcą jej pomóc, ale ich magii nie idzie po ich myśli. Bloom domyśla się, kto stoi za atakami na uczniów i właśnie do niego idzie zdobyć informacje, jak pomóc Musie. W międzyczasie okazuje się, że zabawy z magią głównych bohaterek rozregulowały ich moce. Dziewczyny chcą interweniować, ale Bloom nie ma, bo w tym czasie dowiaduje się, co w teorii może zrobić, by pomóc Musie, trochę o swojej rodzinie i o dyrektorce szkoły, Rosalind, z którą się konfrontuje i w tym momencie traci kontrolę nad swoimi mocami, czym narobiła sobie problemów. Niespodziewanie jednak ktoś ją uwalnia. Specjaliści idą na akcję do siedziby złego, czyli Sebastiana, ale okazało się, że mają kreta i on wiedział, że przyjdą, więc ten wykorzystuje tą okazję i opanowuje Alfeę. Bohaterki i grupa specjalistów, którzy zostali poza szkołą, obmyślają plan, by powstrzymać Sebastiana, albo przynajmniej spróbować. A wśród uwięzionych w szkole są Flora i Musa. Bloom dostaje ultimatum, specjaliści realizują plan, a Musa ratuje Florę, która ma pomysł na pomoc, jako osoba od wewnątrz. Dziewczyny, te poza szkołą, idą wykonać swoją część planu i powstrzymać Bloom przed robieniem głupot. Ona natomiast poszła załatwić sprawę z Sebastianem samemu, ale reszta do niej dołącza, dzieją się smutne rzeczy. Plan Flory zadziałał, a pozostałe dziewczyny, razem z Bloom pozbywają się Sebastiana. 

W międzyczasie są problemy miłosne niektórych postaci, problemy personalne i tego typu rzeczy. Z początku, tak od jednego do trzech odcinków, to wydawało mi się, że powiewało nudą, jedynie dali jakiś akcent, który zaciekawił, ale potem robiło się coraz ciekawiej. A już mnie przestraszyli, że ten sezon, to będzie klapa. Fabuła nie była zła, dobrze mi się oglądało. Były jakieś momenty, gdzie byłam jak "i don't care", ale były też momenty gdzie mnie zaskoczyli, zainteresowali i ten drugi sezon był dla mnie o drobinę lepszy od tego pierwszego. Temu pierwszemu dałam 7 na Filmwebie, a drugiemu 8. Jednak ten serial w całości ma swoje wady. Jak przy pierwszym sezonie odpuściłam, no bo pierwszy sezon i tak dalej, to przy drugim mogli się postarać pod niektórymi względami. Za mało jest pokazane relacji między postaciami. Dosłownie nie wiadomo skąd są te przyjaźnie i te miłości. Te postacie kompletnie nie poznają się na ekranie. Tak jak postacie się nie poznawali, tak i widz oglądający nie ma jak za bardzo nawiązać z nimi więzi. Tak naprawdę mam odczucia jakiekolwiek tylko o dwóch postaciach. Bloom mnie irytowała, bo kto normalny idzie rozmawiać z wrogiem samemu, albo iść samemu z nim walczyć, i ogólnie jej niektóre decyzje, o których coś tam wspomniałam, to według mnie były głupie. A postać, która mi się podobała, którą polubiłam to Musa. Mogli pokazać więcej nauki magii wróżek, bo niektóre rzeczy to też nie wiadomo skąd się wzięły, a w zasadzie skąd to bohaterki wiedziały. Jedynie coś tam od strony Terry, co ona tam majstrowała, to można było się czegoś dowiedzieć. I niestety te niedociągnięcia prawdopodobnie spowodowały, że rzucili ten projekt i anulowali ten serial. Fajnie się oglądało, ale tęsknić nie będę. 




2. "Selena Gomez: My Mind & Me"
Drugiego listopada premierę miał dokument o Selenie Gomez i jako wieloletnia jej fanka, dorastająca z jej rolami oraz muzyką, to była obowiązkowa pozycja. Na początku miał być to dokument o trasie koncertowej Seleny, Revival Tour. I pierwsze sceny pokazywały przygotowania do tej trasy, to jak Selena kwestionuje wygląd swojego ciała, jak wygląda w stroju scenicznym, czy zastanawia się o sensie tej trasy, uważa że nie jest wystarczająca w tym co robi. Ostatecznie rusza ta trasa i wstawili przebitki z koncertów. Niestety w trakcie jej trwania trzeba było resztę koncertów odwołać z powodu stanu zdrowia Seleny. Po tym jest taki przerywnik z wiadomościami telewizyjnymi, kiedy mówią o Selenie i odwołanej trasie, po czym przenosimy się do czasu, gdy Gomez jest po leczeniu i w ramach dalszego recovery odwiedza osiedle, na którym dorastała, by przypomnieć sobie dobre, szczęśliwe chwile. Mamy moment wydania i promocji "Lose You To Love Me". Są kulisy wywiadów, gdzie niektóre z nich były głupkowate, a sama Selena była traktowana przedmiotowo. Denerwowało Selenę też to, że cały czas ciągnie się za nią nawiązanie do Disneya. Pokazana została podróż do Kenii, gdzie Gomez spędziła czas z tamtejszymi ludźmi, miała okazję rozmawiać z pewną kobietą, z którą miała trochę wspólnego. Ukazany też został jej strach przed powrotem, bała się powrotu do swojej pracy. Można było zobaczyć kulisy pierwszego od dwóch lat występów na żywo Seleny, oraz to jak się stresowała, czy wspominała o tym, iż ten występ nie był najlepszy, ale przełamał lody. Dotarliśmy do czasu covidowego. Selenie odzywa się lupus (po angielsku toczeń, ale wolę tą angielską nazwę), przechodzi leczenie. Są pokazane pierwsze kroki w kierunku działalności mającej na celu pomoc ze zdrowiem psychicznym ludzi. 

Można było zobaczyć życie gwiazdy od kulis, że to nie jest kolorowa bajka. Można było zobaczyć z czym zmaga się Selena. Myślałam że będzie pokazane nieco więcej, w sumie nie wiem dlaczego. Trochę brakowało mi takich wypowiedzi teraźniejszych, Seleny, jej mamy, rodziny, czy przyjaciół. Ale właśnie tak informacyjnie, żeby wiedzieć więcej, jak działa ta cała branża i przekonać się, że nie zawsze jest fajnie u takiego artysty, że za kulisami nie ma tego szerokiego uśmiechu. Wydaje mi się, że film jest bardziej dla fanów Seleny, którzy są w jej "temacie", żeby zobaczyli co się z ich idolką działo.




3. "Enola Holmes 2"
W drugim filmie Enola otwiera agencję detektywistyczną, ale potencjalni klienci, którzy do niej przychodzą, nie biorą jej na poważnie, bo jest dziewczyną, (jeden pyta się nawet o jej brata, Sherlocka). Poza pewnej dziewczynki, która zgłasza Enoli zaginięcie swojej siostry. Młoda pani detektyw przyjmuje tą sprawę. Zaczynając śledztwo, Enola zbiera informacje, a w międzyczasie nadal nie jest brana na poważnie, i ton filmu jest taki w tym momencie, że myślałam, że zaraz się okaże, iż ta zaginiona siostra zaraz przyjdzie, wróci do domu, czy coś w tym rodzaju, i będzie po śledztwie Enoli, dziewczyna się skompromituje, bo trochę za bardzo chce mieć jakieś śledztwo i za bardzo chce udowodnić, że ona potrafi. I z początku tok tego śledztwa był w lekkim tonie, ale z czasem robi się poważniej. Enola natyka się na swojego brata, a wkrótce okazuje się, że śledztwo jej i Sherlocka się łączą. I niechcący brat i siostra trochę razem pracują i ostatecznie sprawa zostaje rozwiązana.

Mi się film podobał. Nie było to coś niesamowitego, ale ja lubię takie detektywistyczne, Sherlockowe rzeczy. Lubię, jak pokazuję się sprawę, śledztwo, jak detektyw trafia na poszlaki, analizuje je, dochodzi do wniosków, jak wszystko rozpisane ma na tablicy korkowej (albo jej jakimś odpowiednikiem). Fajnie poprowadzona historia, może czasem delikatnie powiewało nudą, ale na ogół fabuła była ciekawa, dobrze się to oglądało, dobry film na sobotni wieczór z piwkiem i chipsami, niewymagający, idealny do wyluzowania się. Millie Bobby Brown bardzo podobała mi się w swojej roli. Postać Heleny Bonham Carter, jako mama Enoli, również świetna, ogólnie ta aktorka ma w sobie "to coś" co powoduje, że lubi się ją oglądać. Ogółem widziałam też i pierwszy film, ale wtedy jeszcze nie wymyśliłam takiego zbiorczego wpisu 😆, a i chyba żadnego wpisu nie robiłam o nim. Z resztą nie pamiętam, dawno to było 😛. Ale te filmy chyba są tak na równi, nie ma lepszego/gorszego. I w sumie dobrze.




4. "Wednesday"
Najświeższa obejrzana rzecz. Ja do tej pory nie miałam do czynienia z Rodziną Addamsów, jedynie coś o nich słyszałam, że coś takiego istnieje. Jak ogłaszali, że ten serial będą robić, to jedynie mi się o uszy odbiło. Może przez chwilę aby se pomyślałam, że "ooo, chcą zrobić nową wersję czegoś co już jest i pewnie coś spaprają" nawet nie będąc w temacie, ale szybko o tym serialu zapomniałam. Weszło jednym uchem i wyszło drugim. Kiedy wyszedł trailer i mi się mignął, no to oko się zawiesiło i go obejrzałam, a on mnie pozytywnie zaskoczył. Spodobało mi się to, co było w tym trailerze i pokazani bohaterowie, a w szczególności główna bohaterka, Wednesday (ale ja mam trudności w pisaniu tego wyrazu 😅). Nie wiem ile minęło czasu od ogłoszenia serialu, do wypuszczenia traileru, ale u mnie się tak pozmieniało, że ja lubię takie postacie jak Wednesday, klimaty takich postaci, to życie. Była premiera i obejrzałam. 

Wednesday Addams, dziewczyna o kamiennej twarzy, a właściwie grobowej, ubrana w czerń i, w czerń, sarkastyczna i mroczna, trafia do Akademii Nevermore, szkoły dla wyrzutków, miejsca gdzie są wilkołaki, wampiry, syreny, gorgony i inne potwory. Trafia do pokoju, gdzie jej współlokatorka, to kompletnie jej przeciwieństwo, bo Enid Sinclair, to wesoła, kolorowa, energiczna dziewczyna. No chodząca tęcza. Wednesday nie planuje tam długo zostać i planuje ucieczkę, lecz powstrzymuje ją od tego zabójstwa i grasujący potwór. Postanawia wszcząć swoje śledztwo, przy okazji mając swoje wizje. Śledztwo całkiem dobrze jej idzie, bo niektórzy zaczynają znikać. Podążając za poszlakami, wkrótce ma swoich podejrzanych, a przez to wszystko robi sobie coraz to nowych wrogów i niektórzy się od niej odwracają. Ostatecznie ten zły zostaje obnażony, sprawy dobiegają końca, a na końcu stało się coś nieoczekiwanego związanego z Wednesday.

Bardzo podobał mi się ten serial, mam nadzieję, że będzie drugi sezon. Tak jak przy "Fate" musiałam się przyzwyczajać, czy wczuwać, to tutaj nie musiałam tego robić, bo serial sam wciągał do swojego świata. Bardzo polubiłam Wednesday, jej charakter, poczucie humoru, oraz to jak prowadziła swoje śledztwo. Ponownie był akcent detektywa, co lubię. Lubię te jej wizję, teraz szalejącą po internecie w różnych wersjach scenę, gdy tańczy na szkolnej potańcówce, albo gdy gra epicką wersję "Paint It Black", The Rolling Stones, na wiolonczeli. Z resztą, ona ma wiele świetnych momentów. Natomiast Enid też dało się polubić, podobne postacie często są irytujące, a ona była spoko. Zrobili to dobrze. Podobała mi się fabuła potrafiła ona rozbawić, zaskoczyć, cały czas coś ciekawiło. Gdy pojawił się ten monster, no to widać było, że mieli ograniczone fundusze na jego CGI, ale to nic, serial nadrabia to CGI swoją treścią. Co do nazw wyrzutków (wilkołak...), to niektóre musiałam sobie przetłumaczyć, bo ja po angielsku oglądałam, więc jak coś jest źle, to trzeba winić tłumacza google 😅.

No i teraz gra w głowie wiolonczelowe "Paint It Black" i piosenka z potańcówki.




5. Trailer do filmu "Transformers: Rise of The Beast"
W momencie pisania tego wpisu pojawiły się dwa trailery do dwóch filmów. Jeden z nich to trailer właśnie nowego "Transformers". I w takcie oglądania uderzyła mnie taka nostalgia, bo ja przecież byłam wielką fanką tej serii filmów. Piszę w czasie przeszłym, bo dawno tych filmów nie oglądałam, pierwsze trzy oglądałam w momencie, gdy jeszcze oglądałam telewizję, a dwa ostatnie widziałam w kinie. No i jeszcze był "Bumblebee". Myślałam o rewatchu, ale żeby jeszcze się za to wziąć...

Zobaczywszy Optimusa Prime'a, jak on tam wygląda i jaką ma postać samochodową, to miałam takie "oooo", strasznie mi się podoba. Tak samo, to jak wygląda Bumblebee. A nowe roboty, transformujące się w zwierzęta, jest czymś nowym. Szczerze myślałam, iż będą wyglądać źle i że w ogóle to jest zły pomysł, ale teraz jestem ich ciekawa. Trailer skupia się bardziej na robotach. Są oczywiście jacyś ludzie, ale roboty przeważają. Z jakiegoś powodu ten trailer jest powiewem świeżości w tym świecie, kompletnie inaczej zapowiadają ten film w porównaniu do poprzednich. Trochę mało zdradza fabuły, ale to pierwszy trailer, zazwyczaj ten drugi trochę więcej pokazuje. Jestem ciekawa tego filmu, zobaczymy, czy trafię do kina by go obejrzeć. Może ten film sprowokuje mnie do rewatchu tej serii.




6. Trailer filmu "Indiana Jones and the Dial of Destiny"
Drugim trailerem jest właśnie ten do nowego Indiany Jonesa. I tak jak w powyższym przypadku, do tej serii też mam sentyment oraz też była ona moją ulubioną serią, tylko dawno nie widziałam. I jak oglądałam trailer do najnowszego filmu, to ponownie uderzyła mnie nostalgia. A w nim same typowe rzeczy i zjawiska dla tej serii filmów. Były rzeczy, które były czymś innym, ale przypominały mi poprzednie filmy, ten klimat. Oczywiście jest to kino z rodzaju rozrywkowych, więc nie ma co szukać realnych wydarzeń, bardziej takich, gdzie ktoś by się spytał "czy to jest realne? czy mogłoby się wydarzyć to w prawdziwym życiu?". Jestem ciekawa nowych przygód Indiany Jonesa, ciekawe co tam wymyślili. Ciekawi mnie rola Madsa Mikkelsena, wyglądał ciekawie w swoim stroju w tym trailerze, oraz roli Antonio Banderasa, którego dawno w jakimś filmie nie widziałam, a swego czasu oglądało się Zorro, czy "Desperado", "Trzynasty wojownik" też, więc chętnie go zobaczę.




To by było na tyle. Fajnie było sobie tak popisać bardziej na luzie. Nie wiem jak w przyszłości będą wyglądały takie wpisy, ale fajnie by było, jakby one były zróżnicowane, nie tylko pod względem rzeczy i tematów, ale i w sposobie ich tworzenia. Tymczasem trza wracać do głównego projektu.


wtorek, 2 marca 2021

"Fate: The Winx Saga". Fajnie było zobaczyć bohaterki z ulubionej kreskówki w wersji dla dużych dzieci.

W ostatnim czasie miałam okazję zobaczyć bardzo kontrololowersyjną produkcję Netflixa powstałą w oparciu i popularny serial animowany. Jeszcze przed rozpoczęciem produkcji Netflixowego tworu, na podstawie wstępnych informacji, przecieków i plotek, wylał się różnorodny tak zwany hejt, jak ta produkcja obraża prawie wszystkie grupy ludzi, że nie będzie jakichś postaci z wersji kreskówkowej. Ja do całej sprawy podchodziłam chłodno. Na nic się nie nastawiałam, nie miałam żadnych oczekiwań. Z jednej strony pomyślałam, ze fajnie by było zobaczyć bohaterki z ulubionej kreskówki w wersji dla bardziej starszego towarzystwa, ale z drugiej strony wolałam się nie nakręcać, w razie gdyby twórcom coś nie wyszło. 

Swego czasu, będąc dzieckiem, serial animowany "Winx Club" był moim ulubionym. Miałam na jego punkcie obsesję. Rysowanie postaci z niej, zbieranie karteczek, oglądanie po kilkadziesiąt razy odcinków, zabawa z innymi dziećmi wcielając się w bohaterki, nawet jakieś opowiadania pisałam. Jakiś czas temu nawet obejrzałam sobie ten serial jako dorosła osoba, bo chciałam go obejrzeć po angielsku, trochę taki trening językowy. Napisałam nawet wpis dotyczący tego, ale go ni opublikowałam do tej pory, bo się jakoś nie złożyło,a do tego pisałam wpis o najnowszym wtedy sezonie tego serialu, którego nie skończyłam. Jedyna różnica między oglądaniem jako dziecko, a oglądaniem jako dorosła, to to, że zmieniła mi się ulubiona bohaterka. Za dzieciaka moim autorytetem była Bloom, zaś jako dorosła wolę postać Layli/Aishy. Zwyczajnie charakter mi się zmienił i inne postacie do mnie docierają. A tak to tych samych momentów nie lubię i te same momenty mnie cringe'ują.


Gdy rozniosła się informacja o pomyśle stworzenia serialu aktorskiego w oparciu o animację "Winx Club", to się zainteresowałam, w końcu byłam wielką fanką oryginału. Jak już wspominałam, nie nastawiałam się na nic. Czasami środowisko kreskówki, które nie mogło pogodzić się z brakiem transformacji, postaci Tecny, zmianą imienia dla wróżki z mocami natury i innymi rzeczami, które miały być inne niż w animacji, nakręcało mnie negatywnie, ale na szczęście młotek mojego samodzielnego myślenia uderzył i mi przeszło. 

"Fate: The Winx Saga" zaczyna się wraz z nowym rokiem nauczania w Alfei, szkoły dla czarodziejek, specjalistów i innych takich. Swoją drogą niektórym przeszkadzał fakt, że w Alfei uczą się wszyscy, a nie tylko wróżki jak w kreskówce. Dla mnie to jest jakieś urozmaicenie. Dzięki temu jest więcej możliwości, mi się wydaje. No więcej będzie się dziać między różnymi uczniami, niż tylko między czarodziejkami. Za to jak w kreskówce (prawie) do szkoły przychodzi o imieniu Bloom. Ona taka zagubiona na dziedzińcu szkoły w pewnym momencie spotyka pewnego chłopaka o blond włosach. Chwilę pogadali i Bloom skontaktowała się z dziewczyną o imieniu Stella, która miała ją wdrążyć w nową dla niej sytuacje. Brzmiało to tak, jakby wcześniej się nie spotkały i tylko możemy się domyślać, jak trafiły na siebie. W kreskówce one się poznały i Stella zabrała Bloom do Alfei (to jest kolejna rzecz, do której niektórzy mogliby, albo nawet się przyczepili).


Kiedy Bloom trafia do swojego pokoju, my widzowie poznajemy resztę towarzystwa. Dzieląca z nią pokój Aisha, czarodziejka wody. W drugim pokoju wspólnego apartamentu jest Terra, czarodziejka natury, oraz Musa, która swoje myśli zagłusza muzyką. Zaś trzeci pokój należy do Stelli, czarodziejki światła, która jako jedyna ma pokój tylko dla siebie. Był to pierwszy odcinek, to i pierwsze wrażenie co do bohaterów. Bloom była w moim spostrzeżeniu taką cichą, zagubioną dziewczyną, która nie odsłania za szybko swoich kart o sobie. Ma podejście, że sama sobie ze wszystkim poradzi i nie chce angażować innych. Aisha jest takim stanowczym głosem. Z początku wydawała mi się trochę wredna, ale potem okazuje się taką wspierającą osobą, która trzyma się zasad. Terra mimo że jest nieśmiała, to jest strasznie gadatliwa, a tak ogółem jest taką empatyczna osobą, która jak się potem okazuje, umie wyciągnąć pazury. Musa to taka dziewczyna na ludzie. Jej moce to moce umysłu, w głowie słyszy uczucia innych, aby od nich odpocząć, zakłada słuchawki i słucha muzyki. Z początku tego nie wiemy, ale gdy rozmawia w pewnym momencie z Terrą przyznaje się to tego. Spodobał mi się ten motyw. Bo widać było po postaci, że z czymś się boryka, jednocześnie miało się wrażenie, że olewa swoją współlokatorkę, a tu było trochę zakrywanie swoich problemów. Stella jest taką scwaną bestią, ma się wrażenie. Jakby to powiedziały pewne influerserki, bad bitch, boss bitch, rich bitch. Dziewczyna nie daję sobie w kaszę napluć i to ona rozstawi wszystkich po kątach. 


Bloom jest zagubiona w nowej rzeczywistości. Posiada magiczne moce, których nie rozumie i nie panuje nad nimi. Jest w nowym miejscu, między ludźmi, których nie zna. Dodatkowo pewna nieprzyjemna i trochę mroczna historia ją prześladuje, a przez którą dziewczyna zdecydowała się pójść do Alfei i coś zrobić ze swoją tajemniczą, magiczną stroną. Oczywiście próbuje działać na własną rękę, co kończy się na przykład podpaleniem lasu i straceniu kontroli nad sobą, z czego ratuje ją Aisha swoimi wodnymi mocami. I właśnie ze swoją współlokatorką zaprzyjaźnia się jako pierwsza. Zrozumiałe, dzielą ze sobą pokój Swoją drogą na początku były znajomości między współlokatorkami, a potem poznawały się one między pokojami. Co było fajnie, bo stopniowo zawierały znajomość, a nie wszystko na raz i od razu wszyscy są przyjaciółmi. No jedynie ze Stellą było trochę inaczej, bo ona i ma pokój tylko dla siebie, i chodzi bardziej swoimi ścieżkami. 

Idąc z wątkiem głównym, który poniekąd tyczył się Bloom, poznajemy tę postać. Twórcy jednak nie zapomnieli o pozostałych postaciach i zarysowali pozostałe cztery czarodziejki z głównej piątki, kilki chłopaków i tą jedną złą dziewuchę. Niektóre postacie można określić, czy je się lubi, czy nie, ale dla niektórych jednak było za mało czasu, bo serial ma mało odcinków. Kreskówka ma wszystko takie ugrzecznione, bo wiadomo, jest skierowana do młodszych widzów, ale w aktorskim serialu, dla starszej widowni, mogli śmiało pokazać jacy faktycznie są nastolatkowie, którzy nie zawsze są grzeczni, korzystają z internetu, imprezują, zakochują się, czy mają swoje jakieś problemy i kompleksy.


Bardzo spodobała mi się Musa. W serialu animowanym dość często ta postać potrafiła mnie irytować, czasami nie podobały mi się jej zachowanie, ale to już bardziej kwestia gustu. w "Fate" Musa była wyluzowaną dziewczyną, a jej styl bycia przypominał mi, że "eee, easy". Bardzo podobała mi się kreacja tej postaci. Stella jest podobna do animowanej wersji, lecz takie smaczki jak dumne chodzenie z podniesioną głową, widoczną pewnością siebie i wypowiedzianą ciętą ripostą, gdy jest takie zapotrzebowanie. Część z tych zachowań pod koniec jest wytłumaczone i okazuje się, że dziewczyna, która wydawała się bez uczuć, jednak te uczucia ma. Kolejną postacią, która pasowała do siebie, była postać Rivena. To taki typowy łobuz, namawiający innych do różnych rzeczy, lubiący zapalić sobie papieroska, czy nie patrzeć na reguły i zasady. Zaś dla odmiany jego przyjaciel, Sky, był jego przeciwieństwem. Ale szczerze powiedziawszy ta postać jak dla mnie jest taka nijaka. No do mnie nie przemawia. O wiele bardziej wolę postać Sama, sympatycznego chłopaka, który nigdzie się nie wychyla i nie jest ani szkolnym łobuzem, ani szkolnym przystojniakiem. Też stronę nauczycielską pokazali w sposób, jaki mi się podoba. Poza nauczaniem, byciem jakimś wzorcem i ogólnie dawania dobrego przykładu, też lubią sobie usiąść i wyluzować przy szklaneczce whisky. No i ta zła, co jest impostorem w Alfei. Beatrix. Ona jest fajną złą postacią, taką mroczną i tajemniczą i w sumie nie wiadomo jaki ma cel, jakie ma zamiary. Mimo to, ja jej nie lubię. No niestety ja już tak mam, że irytują mnie złe postacie swoim zachowaniem i intrygami. No ale bez takich charakterów się nie obejdzie. Bez nich nie byłoby filmów i seriali. 


Fabuła jest prosta. Do Alfei przychodzą osoby chcące się nauczyć magii, którą zostali obdarzeni. Za barierą chroniącą teren szkoły, pojawiają się "the burned ones", po polsku spaleni, ale ja preferuję angielską wersję. Z tego powodu wraz z nasileniem zagrożenia, dyrektorka szkoły trenuje uczniów do walki, nie mówiąc im o co chodzi, ale i tak wkrótce się dowiadują. W niektóre rzeczy Bloom jest wmieszana, o czym sama dowiaduje się razem z widzem. Ogólnie Bloom dowiaduje się dużo o sobie. A że ci co wiedzą coś więcej o niej, nie chcą nic jej powiedzieć, uwalania ona pewną kobietę, która chce jej coś zdradzić, ale przy okazji powoduje tym inne problemy. Zaś to skutkowało szokującym zakończeniem. Znaczy to, co zrobili, było proste, ale i tak mnie zaskoczyło. Szczęka mi opadła, bo było sobie spokojnie, a tu bum! zaskoczyli. 

Bardzo spodobał mi się ten(nie)zwyczajny świat, w którym używanie magii styka się z używaniem telefonu i internetu. Podobało mi się też to, ze w uczniach nie było podziału, tak jak to było w kreskówce, gdzie chłopcy uczęszczali do szkoły dla specjalistów, a dziewczęta albo do szkoły dla czarodziejek, albo do szkoły dla wiedźm. W "Fate" w gronie specjalistów są też dziewczyny, a wśród tych czarujących można znaleźć chłopców. Nawet jeżeli zrobiliby, tak jak było w oryginale, to też byłoby fajnie, Te dwa punkty wyjścia są równie dobre, jak dla mnie, i oba byłyby dobrym rozwiązaniem. 


Tak jak zostały przedstawione postacie Stelli, Musy i Rivena pasowało do tego, jak wyobrażałam sobie te postacie, jeszcze przed ogłoszeniem powstania "Fate", gdy pewnego razu przyszło mi do głowy, że taki aktorski serial mógłby powstać. Pozostałe postacie też były w porządku, ale to te trzy były najbardziej takie wybijające się. W sumie do tego grona dołączę dyrektorkę Alfei, bo ona w sumie też została przedstawiona tak jak sobie ją wyobrażałam. W jednych momentach była stanowcza, w innych pokazywała wiarę w uczniów, a w jeszcze innych sytuacjach potrafiła być na luzie babką. A kiedy nasza piątka czarodziejek coś zmajstrowała, co nie było w teorii odpowiednie, to dyrektorka dała im ochrzan, a jak się plecami do nich odwróciła, to się uśmiechnęła, sugerując, że w sumie cieszyła się z tego co zrobiły.

Pierwszy sezon był krótki. To taka próbka i sprawdzenie, czy ludziom się to w ogóle spodoba. Myślę, że w zapowiedzianym drugim sezonie będzie się więcej działo, zobaczymy więcej potworów, więcej magii. Jedne tajemnice się rozjaśnią, a drugie się pojawią. Bardziej poznamy postacie, by w końcu stwierdzić, którą z nich najbardziej się nie lubi. Ja tak mam, że w każdym serialu jest jakaś postać, nieważne czy dobra czy zła, która zawsze mnie irytuje i denerwuje. Mam nadzieję, iż będzie działo się jeszcze więcej, jeszcze bardziej poznamy tamten świat. Moim zdaniem ma to potencjał, ma to duże możliwości, aby tego twórcy nie spartolili. Jakby to był Filmweb, dałabym 7 lub 7,5 na 10 dla tego sezonu. A teraz byle do drugiego sezonu.



niedziela, 13 grudnia 2020

Wyszedł teaser do aktorskiego serialu Winx i ludzie się zesrali.

Jeśli kogoś uraził tytuł, no to tylko to cisnęło mi się na usta. 

Jeżeli ktoś zna nazwę "Winx Club", to od razu kojarzy mu się z dość charakterystyczną kreskówką, gdzie główne bohaterki to wróżki, mają jakieś moce, chodzą do szkoły nauki magii, przemieniają się w uskrzydlone postanie i mają duże wcięcie w talii. Sama byłam wielką fanką tego serialu animowanego, gdy byłam dzieckiem. Wtedy wszystko kręciło się między innymi właśnie koło tego. Ulubioną wróżką była Bloom, w segregatorze były karteczki ze wszystkimi czarodziejkami, czołówkę i inne piosenki znało się na pamięć, a podczas zabawy z innymi dzieciakami wcielało się w ulubioną postać. Cholera, ile wspomnień. 

Dokładnie nie wiem kiedy, ale jakiś większy kawałek czasu temu, pojawiła się informacja o planach zrobienia aktorskiego serialu na podstawie tej animacji. Nie orientuję się za bardzo jak ludzie reagowali, ale większość chyba była zaskoczona, tak jak ja. Miałam delikatnie mieszane uczucia, ale jak to poleżało, to doszłam do wniosku, że w sumie to jest dobry pomysł. Historia animowanego "Winx Club" jest fajnym materiałem, by zrobić serial mniej lub bardziej dla trochę dojrzalszej widowni. Była animacja, gdy byłam dzieckiem, a teraz byłby serial aktorski, gdy już jestem dorosła. Wyobraziłam sobie tą fabułę i bohaterki w wersji dla dorosłych. Oczywiście nie spodziewałam się, że aktorski serial będzie odzwierciedleniem jeden do jeden animacji, bo to po pierwsze nie ma sensu, a po drugie no nie do końca się da, jakby nawet ktoś chciał. No nie wyobrażam sobie, żeby żywe człowieki, aktorki, robiły przemiany w uskrzydlone postacie. To nawet głupio by wyglądało. 

Niedawno premierę miał teaser do aktorskiego serialu, który ma tytuł "Fate: The Winx Saga" i niektórzy w komentarzach się zesrali. Dlaczego? Bo nie ma postaci Flory i Tecny. I nie wiem, czy postacie, które są w serialu to są odpowiedniki, czy potem będą postacie Flory i Tecny, ale w obu przypadkach nie rozumiem, dlaczego ludzie aż tak wyskoczyli. Dodatkowo zarzucają, że ten "zamiennik" Flory nie jest latynoską i wyskakują z rasizmem. No jasna cholera. Jeżeli komuś spodobała się fabuła animacji i stwierdził, że to dobry materiał na serial i zaczął ten serial robić według swojej wizji, to wiadomo, że nie będzie to identyczne jak ta animacja, mało tego, sam twórca animacji zgodził się na to, jak to twórca wersji aktorskiej sobie wymyślił. Ludzie teraz wszędzie widzą rasizm, bez względu na to czy mają rację, czy nie. Przecież nie wszędzie muszą być ludzie z różnych narodowości. Nie mam oczywiście nic przeciwko takim osobom, ale też za przesadne pilnowanie tego, czy w serialu jest więcej ludzi o białym, czy czarnym kolorze skóry no nie jest do końca normalne. Jeszcze ci ludzie, co wypisują komentarze typu "gdzie Tecna i Flora", "Dlaczego Flora nie jest latynoską", "Dlaczego to nie jest jak w animacji" atakują bezpośrednio aktorki grające w "Fate". Jedynie, gdzie mogliby wyrazić swoje niezadowolenie, to są twórcy serialu, a nie aktorki. Tam jeszcze inne były dymy, że coś ludziom nie pasowało i wypisywali hejtowe komentarze pod profilami aktorek, to jedna z nich usunęła Instagrama. 

Ja mam podejście do różnych rzeczy takie, jeżeli jest film/serial na podstawie gry, książki, komiksu, to wszystkie te rzeczy są oddzielnym tworem. Mają wspólny temat, wspólną historię, wspólne cokolwiek, ale to są oddzielne, nie związane niczym innym rzeczy, których twórcy zrobili po swojemu, według swojego pomysłu, wyobraźni. Przykładowo, jeżeli jest jakaś książka i ktoś zrobi na jej podstawie serial, a drugi ktoś na jej podstawie zrobi grę, no to będą to trzy kompletnie inne rzeczy. Więc serial animowany "Winx" i serial aktorski "Winx" to są dwa oddzielne projekty. A ludzie zaczęli linczować twórców tego drugiego, że nie jest jak ten pierwszy.

Ja osobiście jestem ciekawa jak zaadoptowali historię z animacji. Nie obchodzi mnie to, czy ktoś jest lub nie. Jestem ciekawa w jakim klimacie ten serial został zrobiony, czy być może będzie to coś podobnego do serialu "The Secret Circle". To ma mnóstwo możliwości, tylko oby tego nie zepsuli.


Fate: The Winx Saga | Teaser and Date Reveal | Netflix