czwartek, 2 lipca 2020

Burza.

W ostatnim czasie jest sezon burz i w niektórych miejscach te burze robią niezłe dymy. Ja na szczęście nie mam większych problemów w swojej okolicy, aczkolwiek w takim niedalekim małym mieście i terenach wokół niego burze porobiły trochę kłopotów, a w niektórych rejonach Lubelskiego rzeka postanowiła sobie wyjść ze swojego koryta. 

Ja do jeszcze niedawna burze lubiłam, podobały mi się błyskawice, jarało mnie, żeby je nakamerować i choć kiedyś wokół domu były połamane drzewa, to to mnie nie odstraszało. Nie bałam się ich i się dziwiłam ludziom, którzy boją się burzy, kompletnie ich nie rozumiałam. Jeszcze jak byłam w swoich pierwszych dniach na kursie na prawo jazdy, to miałam instruktorkę, która bała się burzy, a akurat jak już wracałyśmy z trasy rozpętała się burza i ona chowała głowę w dłoniach, żeby piorunów nie widzieć, a ja, chyba na drugich jazdach, ucząca się jeździć, jadę sobie ze spokojem, i bardziej boję się o to, że zrobię coś źle podczas prowadzenia samochodu. No, i ja tak na luzie podchodziłam do tej burzy, a instruktorka ciężko oddychała, jak pioruna zobaczyła. 

Jednak od pewnego czasu inaczej podchodzę do tematu burzy. To co się dzieje podczas tego zjawiska, jak coraz bardziej są brutalniejsze spowodowało, że trochę inaczej traktuję burzę. Czuję do niej respect, w sensie, wole na przykład nie mówić, że lubię burze, staram się nie traktować jej lekceważąco (czasami nie wychodzi), czyli daruje sobie teksty typu "a najwyżej w kogoś tam piorun walnie". Moja zmiana perspektywy patrzenia na burze zmieniła się, gdy w Polsce coraz więcej było zerwanych dachów, jak czasami nawet niewielki większy podmuch wiatru może narobić szkód, czy pojawienie się nawet trąb powietrznych. 



A trąby powietrzne były moją największą fobią. Jak patrzyłam co dzieje się z Stanach Zjednoczonych, gdy taka trąba powietrzna przejdzie, to mnie to przerażało, i nadal przeraża, i wtedy cieszyłam się, że tego nie ma w Polsce... A tu parę lat później i w Polsce też zaczynają pojawiać się trąby powietrzne... Moja fobia odżyła i to z większą siłą. I patrząc się na wideo z takiej ostatniej, najgłośniejszej sytuacji, gdzie wystąpiła trąba powietrzna, która pozrywała ludziom dachy, przyprawia mnie o przerażenie oraz niepokój. 

Dodatkowo ostatnie deszcze, hehe, 'deszcze', które powodują, że niektóre tereny są kompletnie zalewane, ostatnio nawet Warszawa, centrum Warszawy, przez jej ulice płynęły rzeki. Widząc jak w terenie, niedaleko Pałacu Kultury, którymi się przechadzałam dwa lata temu, były kompletnie zalane. Takie rzeczy dają mi taką falę przemyśleń, co się dzieje z naturą, jak prawdopodobnie odreagowuje człowieka. Pomyślałam sobie, że to idzie w bardzo złą stronę, że prawdopodobnie z czasem będzie coraz gorzej. Pogoda będzie wariować na różne sposoby. 



Ostatnie pogodowe zdarzenia zbiegły się z przeczytaniem przeze mnie, a właściwie dokończeniem, serii książek "Więzień Labiryntu", gdzie jest właśnie taki post apokaliptyczny przedstawiony świat. Więc dzięki tym dwom rzeczom moja głowa zaczęła produkować przeróżne wyobrażenia. Na przykład, że za parę, paręnaście lat, jak będę trochę starsza, to świat będzie podobny do tego przedstawionego w tej serii książek, albo coś podobnego. I szczerzę w ogóle się nie zdziwię, jak naprawdę tak będzie. 

Zaś powracając do mojego kamerowania piorunów, to nadal się nic nie zmieniło, jak widać nadal mnie ciągnie do ich rejestrowania. Teraz jednak jet to związane bardziej z tym, że lubię fotografować. Lubię fotografować różne rzeczy, zjawiska, zwierzęta, owady. Lubię uchwycać jakąś chwilę na fotografii. Dlatego na przykład tego wynikiem są poniższe zdjęcia. 









Udało mi się też uchwycić komórkę burzową. Gdzieś zanotowałam, jak się ona nazywała, ale moja notatka zaginęła wśród różnych innych papierów dotyczących innego wpisu, nad którym teraz pracuję (tak, robię notatki na kartkach papieru). Nigdy nie spodziewałam się, że uda mi się zrobić zdjęcie komórce burzowej, bo zazwyczaj w okolicach mojego domu NIC nie widać, bo wokół są drzewa i lasy, a tu pewnego dnia przyszło coś takiego. Jak mamie pokazałam te zdjęcia, to ona się przestraszyła, że coś takiego było na 'naszym' niebie. Ja już widziałam podobne zjawiska, bo się interesuję trochę i mam taką jedną stronkę polubioną na Facebooku i tam są nawet bardziej spektakularniejsze komórki burzowe i inne tego typu zjawiska. Wyglądają spektakularnie i pewnego rodzaju pięknie, a cholera są tak groźne.









Ale, the point is, ten wpis powstał dlatego, ze ostatnio miałam przygodę z burzą, znaczy, z "burzą". Zaraz wyjaśnię o co chodzi. Otóż ostatnio, w sobotę, sprzątam sobie swój pokój, bo, i miałam syf, i tak zaczynam sprzątanie domu. Więc, ogarniam tam drobne rzeczy i patrzę, nadeszła taka ciemna chmura, ale ona nie była wielka, zajmowała ze dwie działki, może trochę więcej. Tak jej cień wskazywał. Tylko na chwilę przysłoniła słońce. No i ja tam nie zwracam na nią uwagi, bo przez ostatni czas przechodziły takie chmury nie raz, pojawiały się i zaraz znikały idąc sobie dalej po niebie. Gdzieś tam w międzyczasie ze dwa razy delikatnie zagrzmiało, co też mną nie ruszyło. Wychodzę na balkon, żeby wytrzepać mój 'bardzo wielki' dywan. Zaczynam go trzepać i zaczyna padać taki delikatny, prysznicowaty deszcz, no to ja se pomyślałam "oho, no to skosiłam se trawę" (miałam tego dnia bardzo ambitne plany). Przestało padać tak szybko, jak zaczęło. Wyśmiałam ten deszcz porządkując dywan ze swoich włosów. Aż tu nagle, jak nie grzmotnęło gdzieś za sąsiadem (sąsiaduję z kościołem), a ja się tak zlękłam. Widziałam tylko blask tego pioruna połączony z dźwiękiem. Ja myślałam, że na zawał zejdę. Oddech miałam ciężki, jakby ktoś mi głaz na klatę położył. To tej pory nie ograniam, jak z tak małej chmury, bez większej zapowiedzi, jebnął (za przeproszeniem) sobie tak o piorun. Aż wyszłam sprawdzić, czy gdzieś się coś nie jara, albo nie ma dymu. Toż to z takich prawdziwych burz takiego pioruna nie było.





W swoich folderach mam jeszcze trochę zdjęć z różnymi zjawiskami na niebie, że to tak ujmę, więc one sobie tu będą. Mnie fascynuje to, jak każde nadchodzące chmury z prawdopodobną burzą, wyglądają inaczej, za każdym razem pokazują inne oblicze. Na przykład te poniżej wyglądają jak taka mięciutka wata, ale u dołu są takie ciemne, plus w jednym miejscu mają taki żółto pomarańczowy kolor mówiący, że coś w tych chmurach się dzieje. 

Potem są zdjęcia chmur które wyglądają jak jakieś cienie, złe moce, albo demony ogarniały świat. Człowiek naoglądał się różnych "Teen Wolfów" i innych takich, i teraz wyobraźnia robi swoje. Swoją drogą na tych zdjęciach złapałam chyba komórkę burzową, tylko tak z daleka. Efekt byłby prawdopodobnie lepszy, jakbym robiła zdjęcia w polu, ale to też robi wrażenie.

Potem mamy znowu jakby komórkę burzową, tylko nie aż tak widoczną jak tą pierwszą, bo jest wśród ciemnych chmur, które ją otaczają.















Tu poniżej na przykład mamy tak ułożone te chmury, że one mają taką dziurę, gotowe miejsce, by zagnieździła się tam komórka burzowa. Potem te same chmury, które wyglądają, kurde nie wiem, nie mogę znaleźć określenia, no jakby się gotowały w środku. Swoją drogą jak tak je obserwowałam, to one tak potem jakby wypruwały się same z siebie, nawet nie wiem jak to opisać. Zapodam wideo (w dwóch częściach, bo Blogger nie ogarnia większych plików).

Następnie, przerwa na pioruny, i znowu taki nadchodzący mrok, jakby złe moce nadchodziły. No gdybym kiedyś pisała swoje jakieś opowiadanie, i chciałabym je jakoś ilustrować, to do jakichś mrocznych sytuacji niektóre te moje zdjęcia idealnie by pasowały.















Dobra, bo ten wpis chyba jest trochę chaotyczny. Zaczęłam od mojej 'relacji' z burzą, przeszłam przez swoją niedawną historią z piorunem, a skończyłam na zachwycaniu się wyglądem piorunów i chmur. 

Ogólnie chciałabym powrócić jakoś do publikowania swoich zdjęć, ale jeszcze nie wpadłam na pomysł jak mogłabym to robić w ciekawy sposób, dlatego póki co zdjęcia są na mojej Facebookowej stronce. W tym wpisie jakoś wplątałam swoje zdjęcia, ale jak to zrobić z resztą, na razie nie mam pojęcia.

Póki co, tak na koniec, dwa gify z sekwencjami piorunów, jakie uchwyciłam swą kamerą. Tak. Założyłam sobie konto na Giphy, żeby móc zrobić takie gify, albo z moim rysunkiem. 

Tak jak już wspominałam, na moim Facebooku można śledzić moje fotograficzne poczynania. Codziennie. Codziennie nowe zdjęcie. Też na Instagramie czasami dzielę się swoim nudnym życiem, albo podrzucam fajne utwory, które Spotify mi załączy. Jeszcze jako ciekawostkę dodam, że wpis miał pojawić się ostatniego dnia czerwca, ale zabrakło mi czasu, więc chciałam by pojawił się pierwszego lipca i, też zabrakło mi czasu. Tak więc dzień dzisiejszy był lajtowy, i w końcu coś publikuje. Tymczasem się żegnam.




niedziela, 7 czerwca 2020

"Black Lives Matter" TO KPINA | ZAMIESZKI W USA! - Słuchaj, czego nie mówią, patrz na to, czego nie pokazują

Te dwa filmy podsumowują to co ja uważam o tym co się dzieje teraz w USA. Nic dodać nic ująć. 
A to, że czarnoskóra kobieta mówi, że te protesty to "żart", to chyba o czymś świadczy.
Warto się zapoznać, bo jak już wspominałam, ludzie idą w trochę złą stronę...


ZAMIESZKI W USA! - Słuchaj, czego nie mówią, patrz na to, czego nie pokazują
Tu powinien być film z YouTube, ale wyświetla mi się tylko taki obraz, jak poniżej, więc trzeba w ten obraz kliknąć, by do niego przejść.



"Black Lives Matter" TO KPINA



czwartek, 4 czerwca 2020

Dlaczego tego nie kontynuowali ja się pytam. | "Constantine"

Z postacią Johna Constantina poznałam się dawno temu, gdy jeszcze oglądałam telewizję, gdzie na jednej ze stacji wyemitowany został film "Constantine" z 2005 roku, w którym rolę główną grał Keanu Reeves. Jak dobrze pamiętam miał on fajny, mroczny klimat. Film ten bardzo mi się spodobał i nawet trochę bałam się niektórych rzeczy, no bo byłam młodsza, i to sporo, więc to zrozumiałe. Też to był pierwszy, albo jeden z pierwszych filmów z elementami horroru. Swoją drogą muszę ten, jak i kilkanaście filmów, ponownie obejrzeć, bo w wielu przypadkach to już parę lat odkąd ostatni raz je widziałam i przydałoby się odświeżyć, w szczególności iż niektóre są świetnymi produkcjami.

Jakiś czas później, oglądając serial "Arrow", postać Constantina pojawiła się w jednym z odcinków, jak dobrze pamiętam, czwartego sezonu. Wcielił się w niego Matt Ryan i była to kompletnie inaczej wykreowana postać, niż to co widziałam w filmie. Był on przez chwilę w "Arrow", zrobił robotę i tyle go było. Na tamten moment była to dla mnie ciekawa postać, ale nie wdrążałam się w temat. 

Potem Constantine Matta Ryana pojawił się na chwilę w serialu "Legends Of Tomorrow", a w kolejnym sezonie serialu pojawił się jako regularna postać. Nie pamiętam dokładnie które to były sezony, ale w sumie to nie istotne. Już przy pierwszej okazji, gry ta postać pokazała coś więcej, miała taką szansę w tym serialu, to mi się spodobała, a gdy już weszła na stałe do obsady, to już całkiem ciekawie się zrobiło. Constantine w Legendach był taką tajemniczą postacią i mnie intrygował swoimi poczynaniami. Gdzieś po drodze natknęłam się na informację, że jest serial "Constantine", kompletnie tego nie wiedziałam, się nieźle zdziwiłam, ale przeszłam koło tego tematu obojętnie. Chyba to było na początku jego obecności w "Legends Of Tomorrow", ale pewna nie jestem, no bo przecież na początku zignorowałam ten serial. Gdy Constantina było więcej właśnie w Legendach, to z czasem przypomniałam sobie o serialu z nim i stwierdziłam, że w sumie można by było go obejrzeć. Ale ta myśl tak jak szybko przyszła tak szybko się rozmyła i zanim zebrałam się do jego obejrzenia, to trochę minęło. Jak zawsze. W moim przypadku.


Oglądając najnowszy, piąty sezon "Legends Of Tomorrow", przyglądając się z zaciekawieniem na wątek i postać Constantina, nabrałam w końcu ochotę na jego serial. Już przy poprzednim sezonie gdzieś przeszła mi taka myśl przez głowę, no ale właśnie, przeszła i poszła. W Legendach postać ta jest tajemniczy, innym bohaterom mało co o sobie mówi, dużo rzeczy zachowuje dla siebie, jeżeli mówi o czymś, co tyczy się niego, to robi to w taki sposób, by nikt nie rozpoznał, że jakaś historia tyczy własnie jego i najlepiej by było, jakby mógł pracować sam, co oczywiście kłóci się z tym, ze dołączył do grupy. Co do serialu o Johnie, to nie miałam jakiś wygórowanych oczekiwań, po wstępnych jakichś wyszukiwaniach, ocenach na IMDb, czy Filmwebie, stwierdziłam, iż może to być dobry serial. 

Gdy zaczęłam oglądać "Constantine", to serial potrzebował chwili, by się rozkręcić. Nie oznacza to jednak, że czegoś mu brakowało w pierwszych trzech, czterech odcinkach, tylko po prostu były zbliżone do siebie schematami fabuły, nie pokazały mi czegoś więcej, nie zaskoczyły mnie w jakiś sposób, albo historia mimo iż była ciekawa, no to był jakiś niedosyt. Chyba każdy ma takie uczucie, że ogląda odcinek jakiegoś serialu i mimo, że jest dobry, no to brakuje mu takiej iskierki. Twórcy "Constantine" zwyczajnie chcieli wdrożyć widza na spokojnie, żeby na początku nie było jakoś za dużo wariacji, żeby się nikt nie przyzwyczaił i najlepsze rzeczy zapodać na koniec. Tak o czwartym/piątym odcinku już działo się coraz więcej. W odcinkach zaczynały pojawiać się rzeczy, które mnie zdziwiły, zachwyciły, zaciekawiły, czy lekko zszokowały. 


Podobały mi się sprawy prowadzone przez Constantina i w jaki sposób on to robił. Lubiłam patrzeć na stronę detektywistyczną, jak i na okultystyczne rzeczy, które on tam robił. Z czasem robiło się coraz ciekawiej i z takich w miarę prostych rzeczy przechodziło się do takich rzeczy jak na przykład sprawa opętanego chłopca, jak się potem okazało, przez duszę żywej osoby, albo gdy John wezwany przez starą znajomą próbuję rozwikłać zagadkę znikających dzieci i z pomocą kobiety ratuje je przed demonem. Ale po uratowaniu dzieci i pozbyciu się demona, dwójka ta konfrontuje si z kolejnym stworem, więc znajoma Johna, zakonnica, postanawia go poświęcić, by móc uchronić dzieci i postrzela go. No też bym się nie spodziewała po zakonnicy. Ale potem musiała Johna ratować, bo ten by zostać przy życiu wpuścił do siebie demona. No cóż, karma wraca. Ten odcinek był świetny, a końcówka z zakonnicą mnie zaskoczył, a to co zrobił John, żeby się ratować, też nie przeszło obojętnie. No patrzyłam ze zdziwieniem. Były jeszcze inne rzeczy, które były ciekawe lub mnie zaciekawiły, ale nie ma co spoilerować. 

Były momenty, gdzie Constantine borykał się ze swoją przeszłością i my jako widzowie to oczywiście widzieliśmy, zaś postacie w serialu już nie do końca, bo podobnie jak w "Legends Of Tomorrow", większość swoich emocji ukrywał, co w sumie tworzyło tą postać bardziej ciekawą. Mi się to podobało. Nie wiem dlaczego, ale ja lubię takie postacie, które nie mówią o swoich uczuciach, emocjach tak wprost, które dużo rzeczy przeżywają w swoim zaciszy. Nie wiem, mam podobny charakter, może dlatego.  


Trochę liczyłam na pokazanie magii w taki sposób w jaki zrobili to w "Legends Of Tomorrow", no albo przynajmniej podobny, bo te był jeden z elementów, które mnie przyciągały i interesowały jak będą wyglądać w "Constantine". Jednak tak nie było i magia zrobiona była inaczej. Może trochę szkoda, ale wielka tragedia się nie stała, bo to by było takim jakby dodatkiem do całości. W jednych momentach fizycznie była ta magia widoczna, gdzieś tam jakieś rzeczy się podnosiły, czy coś, a w jednych nie, jakby jej nie było, albo jakby to była normalna zwyczajna rzecz, co teraz pisząc to, przyszło mi do głowy, że w sumie było dobrym pomysłem. Co do magii, to jeszcze John inaczej wypowiadał zaklęcia, w sensie, w innym języku. W legendach wypowiadał je w języku, którego nie mogę zidentyfikować, zaś w "Constantine" dużo było zaklęć po angielsku. Swoją drogą, to czasami brzmiały jak modlitwy. 

Spodziewałam się, że serial będzie dobry, a on mnie zaskoczył i okazał się być bardzo dobry. Na Filmwebie dałam mu ósemkę. Swoją drogą, ja po obejrzeniu każdego odcinka, oceniałam go, i jak już po obejrzeniu całości chciałam wystawić mu tą całościową ósemkę, bo według mnie zasłużył, to tak dla śmiechu obliczyłam sobie średnią z tych ocen pojedynczych odcinków i to co mi wyszło zdziwiło mnie i rozśmieszyło jednocześnie. Otóż średnia wyszła mi 7 i 9 setnych? chyba, nie pamiętam dokładnie końcówki, tylko ta siódemka i dziewiątka wpadła mi w oko. Po tym wyniku stwierdziłam, że ta moja ósemka jest całkowicie legalna i nie jest to tylko moje widzi mi się. 


Zanim obejrzałam "Constantine" dopuszczałam do siebie myśl, że może nie był wystarczająco dobry i dlatego go nie kontynuowali, jednak teraz po obejrzeniu kompletnie tego nie rozumiem. Jeszcze zakończyli go po trzynastu odcinkach, tak jakby w połowie całej serii, sezon ma zazwyczaj po 24 odcinki. Też dopuszczałam tą możliwość, ze pierwszy sezon miał być takim prologiem i następny był by już pełny, ale zakończyli to w takim trochę durnym miejscu. Koniec sugeruje kontynuację, więc tyle dobrze, że jakby ktoś chciał (fajnie by było), to mógł by to kontynuować. 

Z tego co przeczytałam, to Matt Ryan stwierdził, że gdyby serial transmitowany był na innej stacji niż NBC, to prawdopodobnie miałby lepsze szanse. To może być słuszna uwaga, bo gdyby "Constantine" był puszczany na CW, gdzie są emitowane "The Flash", "Legends Of Tomorrow", "Supergirl", "Batwoman" i inne, to faktycznie miałby większe szanse. Ludzie oglądający tę stację, a właściwie seriale na niej, są bardziej podatni na oglądanie ich kolejnych produkcji.  Też z tego co się orientuje, to postać Johna Constantina w Legendach jest lubiana, no przynajmniej nie wpadło mi w oczy jeszcze nic złego na ten temat, więc kto wie, może CW przejmie i wznowi projekt "Constantine" (w ich sytuacji, dla pieniążków). Fajnie by było. Skoro niektórzy reaktywować chcą dawno zakończone seriale, to może i takim trochę świeższym ktoś się zajmie.

Nadzieję można mieć zawsze, a tymczasem to tyle ode mnie. Jeżeli ktoś tak jak ja siedzie trochę w tych serialach od CW i jeszcze nie oglądał "Constantine", to ja polecam, zależy też kto ma jakie gusta, ale powinien się spodobać. Mi się podobał.




wtorek, 2 czerwca 2020

Zło złem nie pokonasz.

W ostatnim czasie bardzo głośno jest o sprawie Gearge'a Floyda, który został zamordowany przez policjanta. Możliwe, że nie byłoby tak głośno, gdyby nie to, że był to czarnoskóry mężczyzna, a ten policjant był biały. 

Gdy zaczynało się o tym coraz więcej mówić, byłam do tego sceptycznie nastawiona. Wszyscy udostępniali tylko zdjęcie Floyda i jego cytat "I can't breathe" oraz tylko JEDNO i to samo wideo, jak policjant dusi tego mężczyznę. 

Moje myśli były wtedy takie, że poza tym jednym nagraniem nie ma nic, albo przynajmniej nic innego poza nim nie udostępniali i nie stawiałam sobie żadnej tezy na ten temat. W głowie miałam jedynie domysły, że był jakiś powód tego jak zachował się ten policjant, że być może Floyd nie chciał się słuchać, stawiał się, nie chciał, by go aresztowano lub tym podobne rzeczy. Jednakże to co ostatecznie zrobił ten funkcjonariusz jest drugą sprawą, która jest warta potępienia. 

Czyli na tamten moment - coś spowodowało, że ten policjant go przytrzymywał, ale to że go zabił jest drugą stroną i z pewnością był winny temu zdarzeniu.

W internecie, a właściwie na Instagramie, bo tu najwięcej tego wszystkiego widziałam, zaczęły się rozpowszechniać hasła "i can't breathe", "Black lives matter", "Justice for George Floyd", coraz więcej plakatów, które udostępniały osoby popularne, jak i tacy zwykli ludzie. Ludzie w Ameryce wyszli protestować przeciwko rasizmowi. 

Ja, ponieważ byłam do tego sceptycznie nastawiona, po dwóch dniach miałam dość tych haseł, plakatów, transparentów, nagrań z protestów, oraz pokazywania tego, ze ci biali to najgorsze zło. Tak. Miałam takie wrażenia po niektórych rzeczach, że niektórzy ludzie przedstawiali białoskórych jako prawdziwe demony.

Tymczasem. 
Wybuchły zamieszki. 
Ludzie poza wygłaszaniem wyżej wymienionych hasem, a właściwie pod ich pretekstem, zaczęli rozwalać, podpalać, grabić. Byli to w większości czarnoskórzy (choć białych jednostek też nie zabrakło). Widziałam nagranie, jak najpierw agresywnie podchodzili do radiowozu, 'zachęcali' by ich rozjechał. Zaczęli wykrzykiwać "fuck the police".

Nie podobało mi się to, co się tam działo, i niestety niektóre reakcje policji też nie do końca były w porządku, ale w wielu przypadkach funkcjonariusze wykonywali tylko swoją robotę, próbowali rozgonić tych ludzi. 

Pomyślałam sobie wtedy - "Wait. JEDEN policjant dokonał się złego czynu i zabił bezpodstawnie człowieka. No plus ta trójka, co stała bezczynnie. No, ale, dlaczego obrażają CAŁĄ POLICJĘ", "dlaczego cała policja odpowiada za jedną osobę". 


Ja czekałam na jeden zapowiedziany materiał na ten temat. Długo nie trzeba było czekać na wypowiedź jednego człowieka z internetu, z którym w większości spraw i przypadków się zgadzam. 

Otóż Carrioner wypuścił film, który rozwiał moje wątpliwości i potwierdził moje przeczucia co do sprawy Floyda, oraz pokazał, że ci "pokojowi" protestanci nie są tacy pokojowi. Pokazał to jak obrzydliwie ludzie wykorzystują sprawę zmarłej osoby, do wykonywania przestępstw oraz to, jak media MANIPULUJĄ ludźmi. 

Do protestów nic bym nie miała, choć za zjawiskiem "protest" nie przepadam, ale zamieszki to już parę kroków za daleko. 

Patrząc na to co robią ci ludzie we własnym mieście, rozwalając go, czy też to, co robią oni innym ludziom, natoczyła mi się myśl, że oni sami pracują nad tym, żeby ludzie byli do nich uprzedzeni. 

Naprawdę zachęcam do obejrzenia filmu Carrionera, bo ZA DUŻO LUDZI idzie ślepo w złą stronę. 

I na koniec, jeszcze raz.
- George Floyd stawiał opór podczas aresztowania. 
- Policjant, który go "zakuwał w kajdanki" nadużył swojej władzy,      zabijając mężczyznę.
- Pokojowe protesty mogą być.
- Zamieszki są złem, a zło złem nie pokonasz. 
- Wykorzystywanie śmierci Floyda do przestępstw jest OBRZYDLIWE. 
- Biali ludzie również brali udział w protestach jak i zamieszkach.


"GEORGE FLOYD I ZAMIESZKI CZYLI JAK ZNISZCZYĆ WŁASNE MIASTO"


Kliknij w obraz, by przejść do obejrzenia filmu