Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serial telewizyjny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serial telewizyjny. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 listopada 2020

To chyba nie jest dobry pomysł.

Z racji tego, że jest szósta nad ranem i muszę się bardziej obudzić i wypić kawę, żeby robić coś bardziej kreatywnego, czyli rysować, postanowiłam sobie chwilę popisać.

Siedzę od prawie trzech lat w społeczności fanów serialu "Teen Wolf" i lubię pooglądać sobie kompilacje najlepszych albo najśmieszniejszych momentów  w całym serialu, którymś z sezonów lub odcinków, albo najlepsze/najśmieszniejsze momenty któregoś z bohaterów. Lubię też jakieś edytowane widea z fajnym montażem i tego typu rzeczami. Chyba każdy w jakimś stopni interesuje się podobnymi rzeczami dotyczącymi jego ulubionego serialu. 

"Teen Wolf" swoją premierę z pierwszym sezonem miał w 2011 roku, a zakończył się szóstym sezonem w 2017 roku ze stoma odcinkami na koncie. Serial był mieszanką wszystkiego. Po trochu w sobie miał fantasy, horroru, komedii sci-fi, akcji, czy nawet romansu. Bardzo mi się podoba forma całości tej produkcji. Zazwyczaj miałam do czynienia, gdzie w serialach co sezon był inny antagonista i dopiero na końcu sezonu zostaje on pokonany przez głównego bohatera, zaś w kolejnych sezonach nie ma za bardzo znaczenia, to co działo się w poprzednich. W "Teen Wolf" wszystko było wspólną całością. Każdy sezon się ze sobą łączył, w sensie, w wyniku wydarzeń w jednym sezonie, w drugim są tego konsekwencje i tym podobne rzeczy. Dzięki czemu nawet nie czuje się, że są to oddzielne sezony. Dodatkowo pierwsze trzy sezony są ze sobą połączone, bo pojawiają się rzeczy, które były punktem łączącym, powrót do jakichś wydarzeń, albo o czym była mowa gdzieś wcześniej w którymś z tych sezonów, a następne trzy dotyczyły innych wydarzeń, które również się łączyły. Nie wiem, jak to lepiej wytłumaczyć, ale tak jakby można by było ten serial podzielić nie tylko na sezony, które też były podzielone na A i B, ale też te sezony podzielić na dwie części. Kiedyś powstanie elaborat na temat tego serialu i mam nadzieję, że do tej pory jakoś lepiej wytłumaczę o co mi chodzi. Ogólnie ma się wrażenie, jakby twórcy serialu mieli wszystko zaplanowane od początku, jakby napisali powiedzmy trzy sezony i aby potem zajęli się produkcją odcinków. 

Jednak serial nie do końca zakończył się tak, jakbym to przewidziała. Wiele fanów narzeka na ten sezon kończący serial. Za dużo się tam dzieje, niektóre rzeczy są jakieś takie nijakie, inne na siłę wepchane. I jak jeszcze część A szóstego sezonu trawię całkiem dobrze, tak część B to jest jakaś katastrofa. Niestety. Już piąty sezon był trochę ciężki do oglądania, ale tam na równo było tych lepszych, gorszych i średnich odcinków. I aż by się chciało jeszcze jeden sezon, żeby to jakoś lepiej zakończyli.

Też niedawno był reunion obsady "Teen Wolf". Podczas niego padło pytanie do reżysera o siódmy sezon, na co odpowiedź była, że nie ma takiego w planach. Jako, że serial jest zakończony, składa się w spójną całość, plus reżyser nie ma pomysłu, weny, żeby zrobić następny. I w sumie przyznaje mu racje. Po co ruszać coś, co ma status zakończony. Zazwyczaj jak się drąży jakiś temat, to potem wychodzi coraz gorzej i gorzej, a że druga część sezonu szóstego niezbyt przypadła widzom do gustu, to było takie ryzyko. I by było jak z serialem "Arrow", który gdzieś po drodze swojej przygody trochę się skomplikował, że z sezonu na sezon robiło się coraz gorzej i dopiero ostatni, ósmy sezon był na całkiem dobrym poziomie. 

Jednak jest też ta druga strona monety. Bo na jednej byłaby możliwość zepsucia "Teen Wolf" tym siódmym sezonem. I jeżeli miałby być robiony na siłę, to lepiej, żeby nie był robiony. Ale na tej drugiej stronie monety jest szansa na to, by jednak sytuację poprawić. I faktycznie mogliby zrobić, jakby mieli wszystko przemyślane jak w sezonach od jeden do trzy (mam wrażenie, że tam najlepiej wszystko działało). W szczególności, jakby reżyser miał jakiś fajny, dobry pomysł. No i ja jestem między tymi dwoma stronami. Równo pół na pół. I akceptuję to, że tego nowego sezonu nie będzie. No ale nie wszyscy są tego samego zdania.

Fanowska społeczność serialu "Teen Wolf" niedawno rozpoczęła akcję "bring Teen Wolf back", gdzie fani komentują na przykład pod postami w serwisach społecznościowych MTV, stacji, która emitowała serial, właśnie tym stwierdzeniem. No i ja nie popieram tej akcji. Jeszcze, żeby trwało w jakiś jeden konkretny dzień, jakaś rocznica serialu, czy coś podobnego, a oni codziennie o tym mówią. Cały czas podawane są informacje, gdzie i pod czym fani mogą taki komentarz zamieścić. 


 


Wydaje mi się, że takie naciskanie nie jest dobrym pomysłem i sposobem, żeby ktoś zrobił kolejny sezon swojego serialu. Prawdopodobnie może być tak, że takim zachowaniem można zrobić przeciwną reakcję na swoje żądanie i tym bardziej nic nie będą robić w tym kierunku. Nawet się nie zastanowią nad tym. Ja po sobie mogę powiedzieć, że jak ktoś naciska, tak przesadnie, to tym bardziej czegoś nie mam ochoty zrobić, za coś się zabrać, zniechęca mnie to. Dla mnie to by było irytujące w momencie kiedy już zostało powiedziane, że kolejnego sezonu. Ba, mnie to nawet teraz irytuje, jak to codziennie widzę.




Może byłby to dobry pomysł w momencie, gdy serial nie miałby statusu zakończonego. No bez tego statusu zwyczajnie byłyby bardziej otwarte drzwi w razie, gdyby chcieli powrócić do produkcji. A może najlepiej by było, jakby zostało tak jak jest, że serial jest zakończony. Po pierwsze, jakoś to się zakończyło, więc tak jakby książka jest zamknięta, po drugie, no już trochę minęło od 2017 roku, myślę, że to kawał czasu. Tak jak wspominałam, że z jednej strony może i fajnie by było, jakby był ten nowy sezon, ale z drugiej, jakby mieli coś pogorszyć, to lepiej może nie. Plus, w sumie bym się dziwnie bym się czuła oglądając taki nowy sezon. I już jakby faktycznie mieli coś robić, to jako oddzielny projekt, może film? który nawiązywałby do serialu, ale pokazałby życie bohaterów po latach i którzy muszą się zmierzyć z jakimś złem. Jak już to to chyba by był najlepszy pomysł. A tak, niech zostanie tak jak jest. Zawsze można sobie obejrzeć od początku "Teen Wolf" i przy tym zauważyć nowe rzeczy. Ja tak miałam, więc potwierdzone info. 


czwartek, 4 czerwca 2020

Dlaczego tego nie kontynuowali ja się pytam. | "Constantine"

Z postacią Johna Constantina poznałam się dawno temu, gdy jeszcze oglądałam telewizję, gdzie na jednej ze stacji wyemitowany został film "Constantine" z 2005 roku, w którym rolę główną grał Keanu Reeves. Jak dobrze pamiętam miał on fajny, mroczny klimat. Film ten bardzo mi się spodobał i nawet trochę bałam się niektórych rzeczy, no bo byłam młodsza, i to sporo, więc to zrozumiałe. Też to był pierwszy, albo jeden z pierwszych filmów z elementami horroru. Swoją drogą muszę ten, jak i kilkanaście filmów, ponownie obejrzeć, bo w wielu przypadkach to już parę lat odkąd ostatni raz je widziałam i przydałoby się odświeżyć, w szczególności iż niektóre są świetnymi produkcjami.

Jakiś czas później, oglądając serial "Arrow", postać Constantina pojawiła się w jednym z odcinków, jak dobrze pamiętam, czwartego sezonu. Wcielił się w niego Matt Ryan i była to kompletnie inaczej wykreowana postać, niż to co widziałam w filmie. Był on przez chwilę w "Arrow", zrobił robotę i tyle go było. Na tamten moment była to dla mnie ciekawa postać, ale nie wdrążałam się w temat. 

Potem Constantine Matta Ryana pojawił się na chwilę w serialu "Legends Of Tomorrow", a w kolejnym sezonie serialu pojawił się jako regularna postać. Nie pamiętam dokładnie które to były sezony, ale w sumie to nie istotne. Już przy pierwszej okazji, gry ta postać pokazała coś więcej, miała taką szansę w tym serialu, to mi się spodobała, a gdy już weszła na stałe do obsady, to już całkiem ciekawie się zrobiło. Constantine w Legendach był taką tajemniczą postacią i mnie intrygował swoimi poczynaniami. Gdzieś po drodze natknęłam się na informację, że jest serial "Constantine", kompletnie tego nie wiedziałam, się nieźle zdziwiłam, ale przeszłam koło tego tematu obojętnie. Chyba to było na początku jego obecności w "Legends Of Tomorrow", ale pewna nie jestem, no bo przecież na początku zignorowałam ten serial. Gdy Constantina było więcej właśnie w Legendach, to z czasem przypomniałam sobie o serialu z nim i stwierdziłam, że w sumie można by było go obejrzeć. Ale ta myśl tak jak szybko przyszła tak szybko się rozmyła i zanim zebrałam się do jego obejrzenia, to trochę minęło. Jak zawsze. W moim przypadku.


Oglądając najnowszy, piąty sezon "Legends Of Tomorrow", przyglądając się z zaciekawieniem na wątek i postać Constantina, nabrałam w końcu ochotę na jego serial. Już przy poprzednim sezonie gdzieś przeszła mi taka myśl przez głowę, no ale właśnie, przeszła i poszła. W Legendach postać ta jest tajemniczy, innym bohaterom mało co o sobie mówi, dużo rzeczy zachowuje dla siebie, jeżeli mówi o czymś, co tyczy się niego, to robi to w taki sposób, by nikt nie rozpoznał, że jakaś historia tyczy własnie jego i najlepiej by było, jakby mógł pracować sam, co oczywiście kłóci się z tym, ze dołączył do grupy. Co do serialu o Johnie, to nie miałam jakiś wygórowanych oczekiwań, po wstępnych jakichś wyszukiwaniach, ocenach na IMDb, czy Filmwebie, stwierdziłam, iż może to być dobry serial. 

Gdy zaczęłam oglądać "Constantine", to serial potrzebował chwili, by się rozkręcić. Nie oznacza to jednak, że czegoś mu brakowało w pierwszych trzech, czterech odcinkach, tylko po prostu były zbliżone do siebie schematami fabuły, nie pokazały mi czegoś więcej, nie zaskoczyły mnie w jakiś sposób, albo historia mimo iż była ciekawa, no to był jakiś niedosyt. Chyba każdy ma takie uczucie, że ogląda odcinek jakiegoś serialu i mimo, że jest dobry, no to brakuje mu takiej iskierki. Twórcy "Constantine" zwyczajnie chcieli wdrożyć widza na spokojnie, żeby na początku nie było jakoś za dużo wariacji, żeby się nikt nie przyzwyczaił i najlepsze rzeczy zapodać na koniec. Tak o czwartym/piątym odcinku już działo się coraz więcej. W odcinkach zaczynały pojawiać się rzeczy, które mnie zdziwiły, zachwyciły, zaciekawiły, czy lekko zszokowały. 


Podobały mi się sprawy prowadzone przez Constantina i w jaki sposób on to robił. Lubiłam patrzeć na stronę detektywistyczną, jak i na okultystyczne rzeczy, które on tam robił. Z czasem robiło się coraz ciekawiej i z takich w miarę prostych rzeczy przechodziło się do takich rzeczy jak na przykład sprawa opętanego chłopca, jak się potem okazało, przez duszę żywej osoby, albo gdy John wezwany przez starą znajomą próbuję rozwikłać zagadkę znikających dzieci i z pomocą kobiety ratuje je przed demonem. Ale po uratowaniu dzieci i pozbyciu się demona, dwójka ta konfrontuje si z kolejnym stworem, więc znajoma Johna, zakonnica, postanawia go poświęcić, by móc uchronić dzieci i postrzela go. No też bym się nie spodziewała po zakonnicy. Ale potem musiała Johna ratować, bo ten by zostać przy życiu wpuścił do siebie demona. No cóż, karma wraca. Ten odcinek był świetny, a końcówka z zakonnicą mnie zaskoczył, a to co zrobił John, żeby się ratować, też nie przeszło obojętnie. No patrzyłam ze zdziwieniem. Były jeszcze inne rzeczy, które były ciekawe lub mnie zaciekawiły, ale nie ma co spoilerować. 

Były momenty, gdzie Constantine borykał się ze swoją przeszłością i my jako widzowie to oczywiście widzieliśmy, zaś postacie w serialu już nie do końca, bo podobnie jak w "Legends Of Tomorrow", większość swoich emocji ukrywał, co w sumie tworzyło tą postać bardziej ciekawą. Mi się to podobało. Nie wiem dlaczego, ale ja lubię takie postacie, które nie mówią o swoich uczuciach, emocjach tak wprost, które dużo rzeczy przeżywają w swoim zaciszy. Nie wiem, mam podobny charakter, może dlatego.  


Trochę liczyłam na pokazanie magii w taki sposób w jaki zrobili to w "Legends Of Tomorrow", no albo przynajmniej podobny, bo te był jeden z elementów, które mnie przyciągały i interesowały jak będą wyglądać w "Constantine". Jednak tak nie było i magia zrobiona była inaczej. Może trochę szkoda, ale wielka tragedia się nie stała, bo to by było takim jakby dodatkiem do całości. W jednych momentach fizycznie była ta magia widoczna, gdzieś tam jakieś rzeczy się podnosiły, czy coś, a w jednych nie, jakby jej nie było, albo jakby to była normalna zwyczajna rzecz, co teraz pisząc to, przyszło mi do głowy, że w sumie było dobrym pomysłem. Co do magii, to jeszcze John inaczej wypowiadał zaklęcia, w sensie, w innym języku. W legendach wypowiadał je w języku, którego nie mogę zidentyfikować, zaś w "Constantine" dużo było zaklęć po angielsku. Swoją drogą, to czasami brzmiały jak modlitwy. 

Spodziewałam się, że serial będzie dobry, a on mnie zaskoczył i okazał się być bardzo dobry. Na Filmwebie dałam mu ósemkę. Swoją drogą, ja po obejrzeniu każdego odcinka, oceniałam go, i jak już po obejrzeniu całości chciałam wystawić mu tą całościową ósemkę, bo według mnie zasłużył, to tak dla śmiechu obliczyłam sobie średnią z tych ocen pojedynczych odcinków i to co mi wyszło zdziwiło mnie i rozśmieszyło jednocześnie. Otóż średnia wyszła mi 7 i 9 setnych? chyba, nie pamiętam dokładnie końcówki, tylko ta siódemka i dziewiątka wpadła mi w oko. Po tym wyniku stwierdziłam, że ta moja ósemka jest całkowicie legalna i nie jest to tylko moje widzi mi się. 


Zanim obejrzałam "Constantine" dopuszczałam do siebie myśl, że może nie był wystarczająco dobry i dlatego go nie kontynuowali, jednak teraz po obejrzeniu kompletnie tego nie rozumiem. Jeszcze zakończyli go po trzynastu odcinkach, tak jakby w połowie całej serii, sezon ma zazwyczaj po 24 odcinki. Też dopuszczałam tą możliwość, ze pierwszy sezon miał być takim prologiem i następny był by już pełny, ale zakończyli to w takim trochę durnym miejscu. Koniec sugeruje kontynuację, więc tyle dobrze, że jakby ktoś chciał (fajnie by było), to mógł by to kontynuować. 

Z tego co przeczytałam, to Matt Ryan stwierdził, że gdyby serial transmitowany był na innej stacji niż NBC, to prawdopodobnie miałby lepsze szanse. To może być słuszna uwaga, bo gdyby "Constantine" był puszczany na CW, gdzie są emitowane "The Flash", "Legends Of Tomorrow", "Supergirl", "Batwoman" i inne, to faktycznie miałby większe szanse. Ludzie oglądający tę stację, a właściwie seriale na niej, są bardziej podatni na oglądanie ich kolejnych produkcji.  Też z tego co się orientuje, to postać Johna Constantina w Legendach jest lubiana, no przynajmniej nie wpadło mi w oczy jeszcze nic złego na ten temat, więc kto wie, może CW przejmie i wznowi projekt "Constantine" (w ich sytuacji, dla pieniążków). Fajnie by było. Skoro niektórzy reaktywować chcą dawno zakończone seriale, to może i takim trochę świeższym ktoś się zajmie.

Nadzieję można mieć zawsze, a tymczasem to tyle ode mnie. Jeżeli ktoś tak jak ja siedzie trochę w tych serialach od CW i jeszcze nie oglądał "Constantine", to ja polecam, zależy też kto ma jakie gusta, ale powinien się spodobać. Mi się podobał.




czwartek, 30 stycznia 2020

To koniec "Arrow".

Właśnie obejrzałam ostatni odcinek "Arrow" i tak trochę smutno mi się zrobiło. Mimo, że ten serial miał wzloty i upadki, miał swoje dobre i złe strony i miał dobre i złe sezony, to jednak mam do niego duży sentyment. "Arrow" był pierwszym serialem superbohaterskim jaki zaczęłam oglądać, jeszcze zza czasów kiedy nie miałam swojego pokoju i oglądałam nałogowo telewizję. W zasadzie jestem z nim od początku, od pierwszego sezonu, bo jak dobrze pamiętam pierwszy sezon oglądałam w telewizji, bo tam zaczęli go puszczać i gdy go reklamowano, to mnie zainteresował, a niedługo potem dowiedziałam się o drugim sezonie, że będzie miał swoją premierę, i jeszcze wtedy miałam nadzieje, że będzie on w telewizji. Ale gdy okazało się że w telewizji go nie puszczą, przeniosłam się na internet i to były pierwsze kroki porzucania telewizji. Tak więc przez osiem lat obserwowałam przygody zielonego łucznika. Niektóre rzeczy i postacie mnie wkurzały, niektóre sezony bardzo mi się podobały, do niektórych miałam mieszane uczucia, niektóre zaczynały się dobrze, zaś kończyły słabo, a niektóre kompletnie mi się nie podobały. Pewne rzeczy ja bym zrobiła inaczej, w inną stronę poprowadziła bym niektóre wątki fabularne, ale mimo iż ma prawdopodobnie trochę więcej wad, niż zalet, choć w sumie nie jestem tego pewna, bo bym musiała obejrzeć od nowa wszystkie sezony, to jednak będę go dobrze wspominać. Kiedyś obejrzę go od początku, przypomnę sobie te czasy jego świetności oraz jego złe strony i jak dobrze pójdzie, napiszę elaborat w jednym z wpisów na blogu. Już widzę, jakie to może być długie 😂.

Jak dobrze się orientuje, ma być kontynuacja "Arrow", serial zatytułowany "Green Arrow And The Canaries". Trochę mam wątpliwości co do niego, ale jak będzie to zobaczę. W końcu na początku nie byłam przekonana do "The Flash", a teraz go oglądam.