sobota, 1 kwietnia 2023
Zakończenie trylogii ocznej. | Oko w kolorze.
środa, 7 października 2020
Trzy dni na narysowanie kartki urodzinowej.
Powoli kończąc poprzedni rysunek, fanart do piosenki "Strawberry Lipstick" Yungbluda, napisała do mnie koleżanka, że imprezę urodzinową chce zrobić któregoś dnia w weekend, a pisała o tym, że chce zrobić imprezę jeszcze jakiś czas wcześniej i wtedy byłam przekonana, że urodziny, to ona ma gdzieś na początku października. No coś mi się w głowie poprzełączało. I wtedy myślałam, że mam dużo czasu na cokolwiek. Jakie było zaskoczenie, gdy ona do mnie napisała i okazało się, że mam trzy dni na zrobienie kartki urodzinowej, która jako pierwsza przyszła mi do głowy.
Ostatnimi czasy mam tak, że dużo rzeczy wspominam, i właśnie rysując ten poprzedni rysunek, gdzie w międzyczasie dowiedziałam się o tej imprezie i olśniło mnie, że koleżanka urodziny ma jednak we wrześniu, przypomniało mi się, że na pierwsze urodziny, na które mnie zaprosiła, narysowałam jej właśnie kartkę urodzinową. Tylko to było tak paskudne, że jak sobie przypomnę, to mi wstyd, że coś takiego komuś dałam. Rok później znowu narysowałam kartkę urodzinową, była trochę lepsza, ale nadal nie najładniejsza. I chcąc zrobić właśnie taki trochę throwback do tej pierwszej kartki, i naprawić sytuację tych poprzednich, nie za ładnych kartek, chciałam postarać się i zrobić coś porządniejszego tym razem. Nie wiedziałam, czy w trzy dni uda mi się zrobić tą kartkę, ale postanowiłam chociaż spróbować.
Przygotowania.
Chcąc zrobić coś lepszego od tych poprzednich kartek, postanowiłam jako tako i mniej więcej się przygotować. Patrząc na te wcześniejsze, to na nich leżała na przykład anatomia człowieka, a rysowałam na nich dziewczyny (i aż mi się przypominają źle narysowane plecy 😣).Po wybraniu referencji do nowej edycji kartki urodzinowej, poszukałam podstaw przystosowanych właśnie pod zdjęcie referencyjne. Na tym zdjęciu stała dziewczyna tyłem, więc tak chciałam się przygotować.
Wiem, ze moja nauka rysowania, o ile można to tak nazwać, jest pewnie od dupy strony, jak to się mówi, i pewnie dostałabym zjeby od jakiegoś profesora, no ale to tylko ja, a ja jestem dziwna. What I can do.
Tak więc, wedle przepisu, na początku narysowałam takiego kanciaka-patyczaka. Zarys głowy, klatki piersiowej, miednicy i kończyn. Potem na podstawie tego próbowałam narysować, tak powieżchownie wszystkie części ciała. Następnie z takiego czegoś, co wygląda jak manekin,wyszczególniłam tego człowieka. I byłam zaskoczona, bo myślałam, że stworzą prawdziwego koślaka, gdzie wszystko krzywe nie na swoim miejscu, a to nie jest takie złe. Znaczy, nie jest to piękne i idealne, ale w porównaniu do moich oczekiwań, wyszło całkiem w porządku, i to jeszcze jako szkic poglądowy. Podejrzewam, że ten poglądowy szkic wygląda lepiej od tego, co stworzyłam na tych poprzednich kartkach urodzinowych 😆. Zaś po każdym etapie pozbywałam się trochę ołówka przed zaczęciem kolejnego etapu, by nie zakłócało to kolejnej warstwy linii ołówka. Wtedy byłby wielki brud i nie wiadomo, o co by chodziło.
Pozytywnie nastawiona po pierwszej próbie, postanowiłam wykonać drugi taki. I ponownie patyczak, manekin i człowiek. Przy tym miałam zagwostkę, bo niby nie wyszło źle, ale jedne rzeczy wyglądały lepiej, inne trochę gorzej. Na przykład stopy mi się tutaj podobają. A i po raz kolejny, mam świadomość, że mogę robić coś źle, nawet przy tym wzorze coś mi nie pasowało, bo na oryginale te pierwsze kreski były potem na środku rąk, nóg, a u mnie były z boku i to mi podpowiadało, że robię coś nie tak.
Za jednym rozmachem machnęłam jeszcze trzeci taki szkic. Wyszedł całkiem w porządku, tylko mam wrażenie, że ramiona są za szerokie. Zaś dłoni nie rysowałam w ogóle, w żadnym z tych trzech szkiców, bo nie były mi potrzebne, a gdybym je jednak rysowała i by mi nie wychodziły, to ja aby bym się denerwowała i demotywowała i ogólnie traciła czas. Na dłonie też przyjdzie pora. Chciałabym wziąć je na oddzielny warsztat, na spokojnie. Czyli wtedy kiedy będą mi potrzebne do jakiegoś rysunku 😂.
Po trzech takich szkicach stwierdziłam, że mi wystarczy i następny, podobny szkic, będzie już w pozie, jakiej potrzebowałam. Tutaj też ogarnęłam mniej więcej co robiłam nie tak, rysując ramiona i ręce głównie. Zarys głowy jest tutaj za mały do całości, bo w sumie nie zawracałam na nią uwagi, ważniejsze było ciało. Szkic wyszedł w miarę w porządku, więc jako że gonił mnie czas, stwierdziłam, że wystarczy tych szkiców przygotowawczych.
Szkic.
Czas przyszedł, by wykorzystać to, co się wcześniej bazgrało. Patrząc na podstawy, narysowałam wstęp do tego, co chciałam narysować na kartce. Na oryginalnym zdjęciu, dziewczyna stała tyłem do aparatu, a przed sobą miała ognisko, którego światło i dym robiło jako tło na zdjęciu. Światło pochodzące od ogniska oświetlało ten dym oraz dolną partię sukienki dziewczyny. Oczywiście nie chciałam przerysowywać tego jeden do jednego, bo po pierwsze - nie spotrafiłabym, a po drugie - w rysunku nie do końca chodzi o przerysowywanie, szczególnie, gdy dane zdjęcie jest tylko referencją. Moim zamysłem była poza dziewczyny ze zdjęcia referencyjnego ubrana w czerwoną sukienkę, ale ten czerwony widoczny jest mniej więcej tam, gdzie na zdjęciu jest blask ogniska, a reszta sukienki czarna, jako że stoi w mroku i światło tam nie dociera. Jako tło wykorzystałam motyw tego dymu, ale wiedziałam, że dym mi nie wyjdzie, więc byłby do interpretacji.
Red, Black and Yellow.
Z dziewczyną poszło mi szybko, no bo w większości czarnego, to czarny marker i na łączeniu z czerwonym dopiero pojawia się kredka. A jak już przy łączeniu tych dwóch kolorów jestem, to delikatnie inaczej mogłam to zrobić, bardziej w linii prostej, ale w takim zaokrągleniu idąc za tym, jak idzie krawędź sukienki. Do tych czarnych miejsc użyłam znowu pisaka od Faber-Castell z literką B. Czarna i czerwona kredka, jak i pozostałe użyte w tym rysunku, to Koh-I-Noor, większość Polycolor i jeden rodzynek z Mondeluz. Do napisu "happy birthday" wzięłam sobie MICRONa 02.
Tło wyszło mi coś na wzór ognia. Rysowałam je na zasadzie "co wyjdzie, to wyjdzie". Wyszło tak. I teraz po kilkunastu dniach wygląda to dla mnie jak wyblurowany ogień na zdjęciu. No i w sumie fajnie. Też ten 'ogień' mogłam inaczej poprowadzić, ale z pośpiechu machały mi się głupoty, no a na poprawki, to średnio był czas. W czarne miejsca na tle też poszedł pisak z Faber-Castell, a potem między nim, a żółtą kredką była czarna z Polycolor, a jak nią już nie dało się zdziałać, to wzięłam tą z zestawu Mondeluz.
Kartkę kończyłam w dzień imprezy, no i świeżuśka trafiła tam, gdzie trafić miała. Skończyłam tło, nakleiłam całość na czarną kartkę techniczną, złożoną na pół, a w jej środek wkleiłam karteczkę z życzeniami.
Dając ją koleżance, ona miała takie "oooo", i mówi mi, że miała prosić, żebym taką kartkę narysowała, ale zapomniała. Mi przeszło przez głowę, że jaka synchronizacja zaszła, plus, o prezenty się nie prosi. A ja jej mówię, że powspominałam i zmajstrowałam. Fajnie tak, jak coś się zrobić, komuś się daje, a ta osoba się cieszy. Strasznie fajne uczucie.
Tak wyglądały poprzednie kartki urodzinowe.
Pierwszą kartkę urodzinową zrobiłam znajomej, która zaprosiła mnie na swoje osiemnaste urodziny. Pomyślałam wtedy, że to będzie taki miły dodatek do prezentu. Pamiętam, że się spodobała. Mi też, aż do momentu, w którym postanowiłam odświeżyć pamięć i zobaczyć jak on wygląda, oraz żeby zdjęcie tutaj wstawić. Znaczy, to jeszcze można przetrawić, potem powstało gorsze dzieło, ale zwyczajnie widzę ile tam nieprawidłowości. Teoretycznie można byłoby powiedzieć, że jest to mega uproszczone, no ale bez przesady. Pomysł spodobał się koleżance i chciała, żebym jej też zrobiła kartkę urodzinową, tylko w jej stylu. No i zmajstrowałam... takie paskudztwo, że ja nie mogą. Pamiętam, to też było robione na szybko. Tu się nic nie zgadza. Te widoczne kreski koło napisu "Happy Birthday", ta brzydko narysowana sukienka. I w ogóle ta dziewczyna ma wiele wad. Następnie był rok przerwy i następnym razem znowu zmajstrowałam. Tu już trochę lepiej, ale te włosy, i płaska głowa z lewej strony rysunku. Jedynie sukienka całkiem spoko wygląda. No ogółem Not Great Not Terrible. No i na ostatku wersja 2020.
Nadal mnie śmieszą te poprzednie kartki. Szczególnie ta druga.
No cóż, to by było na tyle pisania, wspominania, śmiania i wstydu. Podrzucę parę moich rzeczy, kończę ten wpis, przenoszę go na bloga (na szczęście większą połowę mam już napisaną 😛) i biorę się za następny. Pa!
Facebook | Instagram | Deviantart
środa, 30 września 2020
Zanim ja to narysowałam, to zdążył on dwa utwory wypuścić. | "Strawberry Lipstick" fanart. | Terapia rysunkowa.
Jakiś czas temu zaczęłam rysować portret Seleny Gomez i minęło już chyba kilka miesięcy, a on nadal nie jest skończony. To wiąże się z tym, że podczas rysowania zapomniałam o jednej dość ważnej rzeczy, czyli nie dłubaniu w jednym miejscu. A ja, ze starymi nawykami, rysowałam w jednym miejscu, w pewnym momencie zaczęło mi nie wychodzić, tak jakbym tego chciała i zamiast po pierwszej próbie odpuścić i iść dalej, a potem wrócić to tego, to ja rysowałam i poprawiałam, rysowałam i poprawiałam, aż w pewnym momencie mój entuzjazm i chęć do rysowania znikły. Z kolejnymi tymi poprawkami traciłam chęci do tego, coraz bardziej zaczynało mi się nie podobać to, co do tamtej pory już narysowałam. Kolejna próba poprawienia czegoś demotywowało mnie i zwieńczyło to wszystko dzień, w którym nie mogłam kontynuować rysowania, a po tym dniu również z rysowaniem nie było mi po drodze, no i rysunek do tej pory leży i czeka na zbawienie.
Strasznie zraziłam się do rysowania i jak sobie o tym rysunku przypomniałam, to robiło mi się smutno. A jeszcze jak zobaczyłam jakiś fajny rysunek na Instagramie, czy gdzieś indziej, to już w ogóle. Jakoś drugiego, abo trzeciego dnia ja zdałam sobie sprawę, że nie powinnam długo dłubać w jednym miejscu na rysunku i aby facepalm mi został. Do tego czasu też w ogóle o tym rysunku nie myślałam, bo nie miałam czasu, ale jak miałam chwilę, usiadłam i minie olśniło, no to yhh. Po chwili dołka, prawie zmobilizowałam się do kontynuowania rysowania, no bo pomyślałam, że będę rysować dalej, w innym miejscu, a kiedyś tam wrócę do tego, co mi nie wyłaziło. Lepiej późno niż wcale. No ale jednak nie. Nie wróciłam do rysowania. Tak długo leżał na biurku ten rysunek, że parę razy musiałam go odkurzyć i nawet kot na niego usiadł (na szczęście rysunek przeżył). Miałam wyrzuty, że nie kończę tego portretu, ani nie rysuję nic nowego. Też jestem przyzwyczajona do tego, że kończę jeden rysunek i dopiero potem rysuję coś kolejnego, ale podczas tego mojego kryzysu doszłam do wniosku (prawdopodobnie kolejne moje olśnienie 😂), że nie zawsze muszę coś kończyć, by coś kolejnego zacząć. No i nadarzyła się okazja.
Jakieś dwa miesiące temu swoją premierę miał utwór "Strawberry Lipstick" od Yungbluda i do teledysku miał zrobionego fajnego takiego jeża na głowie, a dodatkowo ma włosy w dwóch kolorach i to tak świetnie wyglądało, że wpadłam na pomysł zrobienia fanarta. Strasznie chciałam narysować tego dwukolorowego jeża. Odkąd jakiś rok temu, jak nie więcej kupiłam czarno-czerwone krzesło do biurka, mam zajawkę na połączenie tych dwóch kolorów i strasznie mi się to podoba, taki mrok w czerni i taki wyrazisty kolor czerwonego. Dlatego tym bardziej te włosy wpadły mi w oko, a potem pomysł na fanart. No ale zanim się wzięłam za jakiekolwiek prace związane z tym rysunkiem, to Yungblud zdążył wypuścić drugi utwór, "Lemonade", a zanim skończyłam ten fanart, to miał premierę utwór "Obey" od Bring Me The Horizon, w którym się Yungblud udzielił. Także to ja, i w dużej mierze moje niepewność i niezdecydowanie, żeby zacząć cokolwiek rysować.
Żeby nie marnować czasu, a przede wszystkim nie spartolić całej roboty tego czwartego szkicu, przekalkowałam go. Na kartkę a$, bo widziałam, że na A5 będzie ten fanart słabo wyglądał.








