Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artist. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artist. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 lutego 2023

Moje pierwsze zamówienie na rysunek. | Portret w kolorze.

Tym rysunkiem cofamy się do roku 2021.

Pewnego razu, na jakimś rodzinnym spotkaniu, ciotka spytała mnie, czy narysuję dla niej rysunek, który ma być prezentem. Na co jej odpowiedziałam, że mogę spróbować, ale niczego nie obiecuję (taka jest moja pewność siebie w tym co robię). Małym haczykiem było to, że miałam to zrobić kredkami. Na koncie miałam tylko te dwa portrety, które są poniżej. 


No moje doświadczenie z kredkami nie jest długie, a szczególnie z portretami. Do tej pory byłam bardziej ołówkowcem. Ale przyjęłam wyzwanie. Szczególnie, że ciotce bardzo zależało na portrecie w kolorze, a jej jak na czymś zależy, to łatwo nie odpuści. Ona jest typem człowieka, że jak czegoś chce, to do tego dąży. Z jednej strony to dobrze, a z drugiej trochę stresujące dla mnie. Dobrze, bo zrobiłam coś, czego bym przez długi czas nie zrobiła, czyli narysowałam coś kredkami, i to w dodatku portret. Natomiast stresujące, bo mało rysowałam kredkami, a dodatkowo miałam narysować osoby, które znam, czyli brata ciotecznego i jego dziewczynę. No delikatna presja była, żeby to jakoś wyszło. Mając z tyłu głowy, że mam narysować portret, znanych mi osób, kredkami, oraz to, żeby te osoby wyszły podobne do siebie, trzeba było od czegoś zacząć. 


Szkic
W ostatnim rysunkowym wpisie robienie szkiców było całkiem szybkie. To dla równowagi tutaj nie było. Musiałam umieścić dwie osoby, na jednej kartce. W teorii rysowałam już dwoje ludzi na jednej kartce, ale tamten rysunek wymaga poprawy, skończenia i był robiony ołówkiem. Pierwsze szkice były luźne. Trzeba mi było odpowiednio wykadrować portretowane osoby, dobrać odpowiednią wielkość ich głów oraz odpowiedni ich kąt no i jeszcze trzeba było pamiętać o perspektywie i ramce wokół. Pierwszy szkic powiedział, że głowy powinny być niżej. Drugi, że głowa dziewczyny jest za duża i pod złym kątem. A trzeci, że głowa dziewczyny znowu była za duża, więc nawet nie rysowałam chłopaka. 


Ogólnie chłopak nie był tak kłopotliwy, jak dziewczyna. On już na pierwszym szkicu delikatnie był podobny. Możliwe, że to dlatego, że jest na wprost, a dziewczyna jest bokiem i w dodatku na pierwszym planie. W rysowaniu chłopaka był też jeden haczyk, musiałam go wyjąć zza dziewczyny, bo na zdjęciu referencyjnym miał prawie połowę twarzy za głową dziewczyny, a ciotka chciała całą jego twarz. Dlatego musiałam do mojego zdjęcia referencyjnego poszukać dodatkowych zdjęć referencyjnych. Dobrze, że istnieje coś takiego jak Facebook. Jednak za tym kryło się coś jeszcze, z czym musiałam się zmierzyć... ze SŁABĄ JAKOŚCIĄ ZDJĘĆ.


Ileż ja musiałam się wpatrywać, nadwyrężać oczy, że aż jak teraz sobie o tym przypomniałam, to ból powrócił. Musiałam walczyć z pikselozą i z tym co działo się na kartce. Ile czasu musiałam poświęcić na męczenie oczu w te słabe zdjęcia, który mogłam poświęcić bardziej na rysowanie i jeszcze musiałam rzeźbić twarz chłopaka. Musiałam mu dorysować czoło, oko i krawędź twarzy, co mogło pójść nie tak?

[Tu zdjęcia mogą się powtarzać, bo robiłam i telefonem i aparatem, a idę po kolei z folderami]



Z każdym szkicem wchodziłam w coraz głębsze szczegóły. Choć byłam zaskoczona, że cokolwiek wychodzi i że mimo surowej wersji szkicu i braku szczegółów osoby były do siebie podobne. Na poniższym szkicu do ust dodałam im uśmiech, dziewczynie poprawiłam nos, a chłopakowi czoło. Oboje dostali wyłupiaste oczy, zarys włosów, czy ubrań. Potem ten szkic przekalkowałam.


Im dalej w las, tym więcej drzew. Z każdym szkicem zauważałam coraz więcej szczegółów do poprawy. Gdy wysyłałam zdjęcia z update'ami ciotce, która chciała być na bieżąco, to stwierdziła, że od pewnego momentu te szkice wyglądają tak samo. Natomiast ja poprawiłam dziewczynie oko, chłopakowi usta i obojgu linię włosów. Pozbyłam się też kresek konstrukcyjnych, kółek i innych takich, na których budowałam twarze. 


Kolejna kalka i kolejne poprawki. Ponownie jemu i jej poprawiłam oczy i usta. Mimo tych poprawek, no to to jeszcze nie koniec. Ogółem, to ja rozumiem moją ciotkę, co twierdziła, że wszystkie szkice wyglądają tak samo, no bo ja się zajmowałam naprawdę drobnymi rzeczami. Teraz, jak to piszę, to muszę porównywać zdjęcia tych szkiców, żeby pamięć odświeżyć i jakie zmiany zaszły. A w momencie rysowania to pamiętam, że ja widziałam te różnice w tych szkicach.


Pamiętam, że było mnóstwo poprawek. I jak z początku dziewczyna zajmowała mi czas przy szkicowaniu, to potem jak musiałam dorobić twarz chłopakowi, to też chwilę mi się zeszło. Musiałam męczyć się z czołem, bo albo szło za bardzo w kierunku prawego rogu kartki, albo linia była za prosta i jeszcze musiałam kalkulować co powinno być widać, a co nie zza tej głowy dziewczyny. Wyobraźnia musiała działać. Niektóre rzeczy nabrałyby kształtu przy nadaniu koloru, więc trzeba mi było zostawić niektóre rzeczy, żeby przy nich nie grzebać, bo poprawiając je bym sobie zaszkodziła. A poniższy szkic był ostatnim.



Kolor
Po tylu szkicach przyszedł czas na najważniejsze, i najtrudniejsze, czyli kolor. Wyjęłam swój nieużywany zestaw kredek Polycolor, 72 kolorów od KOH-I-NOOR, bo 24 kolory mogły nie wystarczyć. I zaczęłam rozkminiać jakie kolory, które do skóry, bo wiadomo skóra nie jest tylko beżowa, które kolory do włosów, bo włosy nie są w jednym odcieniu, miejscami jest mniej cienia, a miejscami więcej cienia, plus na zdjęciu referencyjnym ta para miała za sobą światło. Na małej karteczce obok robiłam sobie swatche i porównywałam kolory z referencją, który z nich będzie pasować najbardziej. Pierwsze na rozgrzewkę poło ucho. To ucho było właściwie eksperymentem, czy dobrze robię, tak jak było to w mojej głowie, czy moja wyobraźnia dobrze mi mówi, co mam robić. Potem wzięłam się za włosy. Nałożyłam kolory, starałam się wyblendować te odcienie i to miała być taka podkładka do dalszych poczynań, czyli do wyrysowania włosów, zrobić włosową teksturę. 


Po włosach wzięłam się za skórę. I przy niej to jakbym miała dwie lewe ręce. Nie wiedziałam od czego zacząć. Robiłam wszystko powoli i ostrożnie. Poza tym, że zdjęcie nie najlepszej jakości, no to trochę tam za dużo kredki nałożyłam, dużo też tam wycierałam gumką i poprawiałam, więc to też było eksperymentowanie.




Rezultat
No i, co tu dużo mówić, zajebałam się w robocie. Chciałam zdążyć na czas, nie spierdzielić niczego i tak się wciągnęłam w robotę, że o robieniu zdjęć to nawet nie myślałam. Okazało się, że całe rysowanie twarzy chłopaka, to był eksperyment i pod koniec jej robienia zaczynałam ogarniać jak robić, co robić, jak nakładać kolor, jak je mieszać i blendować. Niestety na jego twarzy jest trochę za dużo czerwonego i zdjęcie to jeszcze wybija, bo próbowałam trochę go zgasić białą kredką, albo tą w kolorze skóry. Dlaczego zdjęcia wybijają te złe rzeczy? U dziewczyny były trochę inne odcienie na twarzy, ale zmieniłam aby kredki, a dalej wiedziałam co robić. Z jej włosami też była zabawa. Z początku się gubiłam, gdy zaznaczałam sobie, gdzie jaki kolor powinien być. Mimo, że głównym celem było zaznaczyć te najciemniejsze miejsca, bo potem idzie już łatwiej. Tak jak robiłam to u chłopaka, najpierw zrobiłam kolor, a potem teksturę włosów. Na zdjęciu to tak średnio widać. W ogóle, to na żywo ten rysunek wygląda trochę lepiej, bo ta tekstura włosa jest widoczna, te warstwy kredek tak się nie wybijają i ten czerwony nie jest taki mocny. Już nie raz przekonałam się, że rysując można wszystko, na przykład wysunąć kogoś zza czyjejś głowy, więc wykorzystałam tę moc również przy kurtce i koszulce chłopaka. Przy kurtce nie narysowałam zamka, a przy koszulce wzorów, jakie na niej były. To była po pierwsze, oszczędność czasu, a po drugie, nie chciałoby mi się tego robić, więc oszczędność czasu mnie uratowała. Tam gdzie jest dużo czarnego, to pomogłam sobie markerem, bo kredka szybko by zeszła. Ale i marker postanowił się powoli wyczerpać i ratowałam się ciemno niebieską kredką, żeby pod odpowiednim kątem imitowało to niebo delikatnie oświetlone w nocy.


Portret wyszedł mi całkiem spoko, jak na moje małe konto portretów kredkami. Wiadomo, że są niedoskonałości i tak dalej, ale ja nie spodziewałam się w ogóle, że wyjdzie tak jak to wyszło. Po tym dłuższym czasie, gdy patrzę na ten rysunek, to para wyszła całkiem podobnie i teraz widzę bardziej to podobieństwo. Ja jestem krytyczna do wszystkiego co robię, więc się tym nie zachwycałam jakoś mocno. Zadowolona byłam, że całkiem całkiem wyszło, nie spierdzieliłam i że skończyłam na czas. Ale gdy pokazywałam, i w ogóle oddawałam go ciotce, to ona tak podziwiała, tak wzdychała, tak się wpatrywała i nawet porównywała ze zdjęciem. Przy tym siostra cioteczna była i też jej się podobało. Za niedługo dostałam wiadomość, że ten dla którego był ten rysunek jako prezent, jak i jego brat, to chłop w szoku był. Fajnie było to uczucie, jak ktoś widzi coś w tej twojej robocie. I tak zakończyłam 2021 rok. 




poniedziałek, 11 stycznia 2021

Portret córki koleżanki na jej urodziny.

Jakoś dwa lata temu przyszedł mi do głowy pomysł, by na urodziny koleżanki narysować portret jej córki. Do tej pory tego pomysłu nie zrealizowałam, bo się bałam, że to spartolę, że mnie nie wyjdzie i co wtedy powiem, no i ogólnie wstyd sobie przyniosę. W zeszłym roku podjęłam się wyzwania, bo to było jeszcze w 2020. Jakąś taką mobilizację poczułam. Jak zaczynałam pracę, to byłam pozytywnie nastawiona. Oczywiście nie nastawiałam się, że wyjdzie mi arcydzieło, bo to jeszcze chwila do tego, ale tak trochę bardziej niż zwykle uwierzyłam w siebie, co rzadko mi się zdarza. 


Przybory. 
Papier na szkice pochodzi oczywiście z odzysku. Już powoli takowy mi się kończy, w przypadku tego papieru, który biorę do szkiców, ale dużo tego miałam, to takie pozostałości po szkole. W końcu druga strona kserówki zawsze czysta i można wykorzystać. 




Do szkicowania wzięłam swojego ogryzka z przedłużką oraz ołówek do sudoku. Temu pierwszemu to już skończyłam karierę, no nie wygodnie już się nim operowało. 




Błędne linie i cieniowania usuwałam uśmiechniętą gumką z płatków śniadaniowych, gumką w ołówku i gumką chlebową z Koh-I-Noor. 





Ołówki temperowała mi zwykła metalowa temperówka z któregoś z zestawu ołówków, a do zamiatania paprochów służyła mi miotełka z pędzelka. 




Rysunek na gotowo robiony był ołówkami  Koh-I-Noor, zostaw 8B-2H. Chciałam, by ta praca była rysowana dobrym sprzętem. 




Szkice. 
Jak zwykle przed rysunkiem tworzyłam szkice. Gdy zaczęłam robić szkice, to zauważyłam, że to działa, więc kontynuuję to. Kiedy tworzę szkice, to zwyczajnie widzę złe rzeczy, które staram się poprawiać w kolejnym szkicu i takim sposobem każdy kolejny szkic staję się lepszy, aż dochodzi do tego szkicu ostatecznego. To zależy co się rysuję, więc szkiców może wyjść mniej, a może wyjść więcej. Przy ostatnim rysunku było ich trzy, czy cztery, zaś przy tym portrecie było ich całkiem sporo. 

Na początku mała przypominajka. Jak zwykle musiałam zrobić sobie małą powtórkę z podstaw. To są dla mnie dość świeże rzeczy, więc wole sobie przypominać przed narysowaniem kolejnego rysunku. Przy okazji będzie mi się to utrwalać. Pierwszy szkic to taki podstawowy do portretu, drugi szkic tyczy się kobiety, trzeci mężczyzny i czwarty dziecka. Dziecka nigdy nie rysowałam, więc taki szkic się przyda. Nie ma w nim nic większego odkrywczego, bo to w sumie jest prawie to samo, co przy dorosłych, ale jednak trzeba niektóre rzeczy dostosować pod dziecko, bo są pewne rzeczy charakterystyczne dla dziecka, na przykład duże czoło. Ten szkic bardziej tyczy się niemowlaka, ale dla informacji wolałam zrobić sobie taki szkic, no bo rysuję sześcioletnie dziecko. Nie pamiętam, jak z tym pierwszym szkicem, bo wszystkie robiłam jeszcze w październiku, ale reszta na pewno powstała z pomocą filmów na kanale Proko na YouTube. 




Powoli zaczynałam próbować rysować osobę, którą chciałam sportretować. Na początku zrobiłam jeden na formacie A5, bo poprzednie robiłam na takim, a nie chciałam od razu przenosić się na A4 i się przestraszyć większego formatu. Ogólnie bardzo obawiałam się rysowania dziecka. No bo to dziecko kumpeli, plus, trochę dziwnie zbezcześcić twarz dziecka, gdyby rysunek nie wyszedł. Dodatkowo wybrałam sobie takie zdjęcie z nie do końca dobrą jakością, oraz z pozą dziewczynki, z którą wiązały się trudności. Zaś ja wiedząc o tym i wiedząc o swoich małych umiejętnościach, podjęłam się rysowania z tego zdjęcia. Taka odważna byłam. Dlatego szkiców wyszło dość dużo. 

Pierwsza próba umieszczenia twarzy. Jakby tu powiedzieć, nie wygląda to najlepiej, ale jak na pierwsze rozrysowanie nie jest najgorzej. Wszystko jest takie surowe i widać wszystkie kółka, kreski i pewne błędy. Z resztą, pewnie w każdym szkicu i nawet ostatecznym rysunku będą błędy. 



Z kolejnym szkicem przeniosłam się na format A4. I wydawałoby się, że drugi taki szkic powinien wyjść choć trochę lepiej. No ale nie, u mnie nie. Cytując popularną wypowiedź jedną z rysujących YouTuberek, "tu wszystko jest źle". Pomijając to, że każdy mój szkic i same rysunki nie są do końca poprawne. Ten szkic to zło. Wspomnę tylko o za wysoko umieszczonych oczach. Ja już nawet tam nosa i ust nie rysowałam, bo to nie miało sensu. 



Brzydkich szkiców nie było końca. Tak szybko jeszcze nie dochodzę do tego ostatecznego szkicu. Na szkicu z pierwszego zdjęcia głowa jest za mała, a usta, oczy i nos krzywe, na drugim niby usta, nos i oczy, mimo małej ich krzywizny, są już bardziej na swoim miejscu, tylko wygląda to jak stara babcia, a nie sześcioletnia dziewczynka. Trzeci szkic to już kompletnie inny wymiar, nawet go nie skończyłam, bo widziałam, że to nie wygląda jak trzeba i nie ma sensu. No i czwarty w końcu miał jakiś sens. Tam w miarę wszystko jest w porządku. 




No i powoli zaczynały się konkrety. W końcu coś się działo. Wyszedł mi całkiem spoko szkic. Jedynie usta były delikatnie za wysoko i były za duże. Dlatego to i pewnie parę innych rzeczy poprawiłam w następnym szkicu. Przed ostatnim już. 



Iiii ostatni szkic, na którym powstał już rysunek. Chociaż i tu potem w trakcie portretowania musiałam parę rzeczy pozmieniać. Niestety oczy to nadal moja pięta Achillesa. 



Rysowanie, portretowanie.
Swoją pracę zaczęłam od włosów, czyli jak zwykle. Nie wiem w sumie dlaczego zaczynam zawsze od włosów. Jakoś tak mi wygodnie. Z włosami zazwyczaj jest dużo roboty, więc w sumie fajnie mieć je za sobą. Choć mimo wszystko lubię rysować włosy, a najbardziej lubię efekt skończonych włosów. Jak mi wyjdą oczywiście. Jak rysowałam te włosy, to rysowałam raz jedną stronę tych włosów, raz drugą, ale jeszcze muszę spróbować rysować włosy na przemian z twarzą, albo czymś innym, żeby aby w tych włosach nie siedzieć i być może lepiej będzie mi wszystko wychodzić. 




Rysowałam bardzo wolno, by było jak najmniej poprawek, błędów (spoiler, i tak były) i żeby ta praca była zrobiona jak najlepiej potrafię. Czasami jak miałam gorszy dzień, to potrafiłam postawić dosłownie parę kresek. Do rysowania próbowałam się nie zmuszać, a rysując w miarę codziennie, robiąc nawet po parę kresek. to się cieszyłam, że zrobiłam chociaż tyle. Zawsze to było trochę do przodu. Po to zaczęłam dużo wcześnie pracę nad rysunkiem, by się nie śpieszyć, bo pośpiech to zły doradca i robi się więcej błędów i żeby zrobić w miarę dobrą robotę. Trochę podgoniłam się w robocie, gdy zbliżał się termin, w którym najprawdopodobniej miałyśmy z koleżanką opijać jej urodziny, ale nie było to na zasadzie "szybko, szybko, bo nie zdążę" tylko "pełna mobilizacja i skupienie". 




Używałam najjaśniejszych ołówków, czyli miękkości od B do 3B. Trójką robiłam ciemne partie, ale czasami pomagałam sobie 4B, żeby coś podkreślić i tam gdzie nie chciałam, by się zlewało ze sobą, głównie włosy. Do czwórki dołączyłam 5B i od razu robiłam tło. To było ułatwienie sobie pracy nad włosami, które były jasne na które padało dużo światła słonecznego. Z tego powodu, że wszystko było dość jasne zdecydowałam na ciemne tło, żeby kontrast był. Nie miałam na niego pomysłu, stwierdziłam, że w trakcie roboty wpadnie mi pomysł na tło, albo będę improwizować. 



Po skończeniu twarzy miałam wrażenie, że jest coś nie tak z nią. Jednak stwierdziłam, że to zostawię na czas robienia ubrania i reszty. Po prostu potem ze świeżą głową chciałam wrócić i spojrzeć na tą twarz. Wiedziałam zaś, że policzek po prawej stronie kartki na pewno będzie do poprawy, tu od początku mi nie pasowało, ale wolałam na siłę nie grzebać w miejscu, bo źle by się to skończyło. Z brodą było podobnie, wiedziałam, że nie wyglądało to tak jak chciałam, więc wytarłam ołówek, zostawiłam tak i szłam dalej.



Potem na rozluźnienie porobiłam tło. Na początku nie wiedziałam co dokładnie będzie na tle. Po prostu zapełniałam tło ołówkiem, a w trakcie zobaczyłam, że kreski kształtują takie jakby kratki, taki kratko podobny wzór i mi się to spodobało, zdecydowanie wolałam takie tło, niż jednolity ołówek.



Ubranie rysowałam od lewej, żeby jak najmniej roznosić ołówek po kartce. Widzę różnicę między tym jak to robiłam kiedyś i mimo iż podkładałam coś pod rysującą rękę, to nadal brudziłam kartkę. Teraz podkładka pod dłoń jest bardziej skuteczna podczas mojej pracy i tylko trochę gdzieś tam ołówek delikatnie się przeniósł. W końcu to ołówek. To nie jest najlepiej wykonane ubranie, ale mogło być gorsze, gdybym narysowała je ze szczegółami. Otóż, dziewczynka miała na sobie polar a te często mają taki kępki materiału i ja wiedziałam, że na tym polegnę, dlatego postanowiłam trochę to uprościć, bo i tak wystarczająco kompromitacji przyjdzie, jak pokaże rysunek koleżance. 



Na spokojnie porobiłam sobie jedną część ubrania. Mocno nie zarysowywałam ciemniejszych partii, bo jakby poszło coś nie tak, to dużo byłoby do ścierania i kartka by nie wytrzymała. Potem jak trzeba było, to przyciemniłam niektóre miejsca. Ona miała tam torebkę na ramieniu i w sumie mi się podoba jak wyszedł pasek od niej. Zamek tej bluzy został niepoprawnie narysowany względem zdjęcia referencyjnego, ale lepiej pasuje do tej bluzy, którą ja narysowałam. Po prostu uproszczając tę bluzę trochę się ona pozmieniała. Na początku przeszkadzało mi to, że ten suwak różni się od tego na zdjęciu, ale jak zobaczyłam, że ten mój lepiej pasuje do tego co narysowałam i przestałam sobie wyrzucać, że znowu mi coś nie wyszło. 



Jak trochę porysowałam sobie ubranie i mój wzrok odpoczął od twarzy, do tego porównałam sobie rysunek na zdjęciu ze zdjęciem referencyjnym, no i zauważyłam małe auć. Złe rzeczy zadziały się pod oczami. Dziewczynka była mocno uśmiechnięta, przez co te dolne powieki? no ta dolna część oka była mocno wypuklona. I ja zrobiłam to źle. Pewnie dlatego, że powinnam jeszcze bardziej latać po kartce, robić to tu, to tam, a dodatkowo powinnam częściej porównywać rysunek z referencją. Poprawiłam to, ale to still nie jest dobre, ale kartka była tak przeorana, że ledwo ołówek łaził i zostawiał grafit. Więcej nie dało się zrobić. Poprawiłam też oko, bo mi nie pasowało. Ogólnie oczy to tu trochę tragedia. 



The End.
Czas zakończyć tę przygodę.
Rezultat mojej pracy bardzo mnie ani nie satysfakcjonuje, ani nie raduje, ani nie mam jakichś negatywnych emocji. Praca jest po prostu przeciętna. Najgorsza nie jest, ale i ma swoje mankamenty; trochę rozciągnięta twarz przez to, że patrzę na rysunek po ukosem, a nie z góry, dlatego powinnam robić zdjęcia i sprawdzać, czy wszystko jest okay z referencją, delikatnie za wysoko oczy, a w wielu miejscach ołówek wygląda brudno. Policzek po lewej stronie całkiem fajnie mi wyszedł, ale ten po prawej już nie bardzo, nie widać tego wypuklonego od uśmiechu policzka dziewczynki. Podoba mi się też nos i ucho. Ten koczek też fajnie wyszedł. Usta mogą być, najgorsze nie są. Ojjjj, ale nad oczami mam jeszcze trochę roboty. Chyba czas na ćwiczenia oczne. No i jeszcze będę musiała popracować nad kształtowaniem właśnie policzków na przykład. 

Troszeczkę sama strzeliłam sobie w kolano, bo wybrałam nie wystarczająco wyraźne zdjęcie, gdzie rysowana osoba ma pochyloną głowę i ma wyraźny wyraz twarzy. Powiedziałam sobie, że będę brała zdjęcia, gdzie osoba jest albo na wprost, albo z boku, ogólnie proste rzeczy, a tu wybrałam takie zdjęcie. Ale też w sumie nie miałam wyboru, bo takie było mimo wszystko najlepszej jakości spośród tych, które miałam do wyboru. 

Mam wrażenie, że trochę cofam się w rozwoju rysowniczym. Może trzeba zrobić krok w tył, żeby potem zrobić dwa kroki w przód. Nie wiem. Zobaczymy jak to się potoczy, ale dalej będę próbować, tylko będę trzymać się moich wytycznych co do wybierania zdjęć referencyjnych na przykład. 

No cóż, wyszło nie najgorzej, arcydziełem nie jest. Nie wiem kiedy narysuję coś kolejnego, przydałoby się w końcu skończyć książkę, którą zaczęłam, przeczytać kolejną i tym samym zakończyć pewną serię książek. Kolejny rysunek chciałabym coś lekkiego, na luzie, ale zobaczymy, co wyjdzie. A może ćwiczenia? Nie wiem. Tymczasem parę moich sociali, czy jakoś tak, artistiko zdjęcia rysunku i essa.