Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rysunek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rysunek. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 grudnia 2025

Kto może nazywać się artystą?

Ostatnio siedzą mi w głowie dwa tematy, i jeden z nich nasunął mi się po obejrzeniu filmu Olsikowej. Swoją drogą, próbuje ona drugi raz wrócić na YouTube, i jak są filmy jej co czwartek, o siedemnastej czterdzieści pięć, to mój wewnętrzny małolat się tak cieszy. Olsikowa w tym filmie po części omawiała swoje dramy, które miała swego czasu, gdy była w szczycie swojej popularności i działalności na YouTube, i w sumie internetu. I łoesu, co to były za czasy, dużo kanałów wtedy nagrywało coś na temat Olsikowej, a najboleśniejsze dla mnie, tamtejszej mnie, jak ktoś kogo oglądałam obrywał, albo jak ktoś kogo oglądałam nagrał coś na temat Olsikowej. Wtedy takim kanałem był Blondynki Też Grają. A drugie, bolesne były rozterki, jak zgadzałam się z czymś po jednej stronie, i z czymś po drugiej stronie. To było na zasadzie "o, ten tu ma rację", "o, a tamten tutaj ma rację". No teraz, to zwyczajnie bym wysłuchała tych obu stron, wyciągnęła coś dla siebie, i tyle. Pewnie oglądałabym dalej obie strony. Albo przestałabym oglądać któryś kanał, jeżeli coś zaczęłoby mi w nim nie odpowiadać, ale to by zależało od wielu czynników, tak jak przestałam oglądać kanał Sami. W każdym razie, Olsikowa kiedyś wspominała, że wielu rzeczy żałuje, że wiele decyzji było podejmowanych, w różnych warunkach, że to tak ujmę, i nie były one zgodne z nią. Ogółem wiele kwestii związanych z pewnymi aspektami tamtejszych dram sprzed lat zostało wyjaśnionych. To długa historia, której znam szczątki, czyli tyle, ile sama Olsikowa powiedziała. Może kiedyś ona w pełni ją opowie, a ja to po prostu zostawię. Zostawię też ten temat dram, bo nie o niego mi chodzi, ale w związku z nim Olsikowa poruszyła temat, kto może nazywać się artystą?

Pierwszym zarzutem, o którym Olsikowa wspominała, to to, że ona nie może nazywać się artystą, bo nie ma skończonej szkoły. I to jest taki głupi (co najmniej) argument, ludzi, którzy czują wyższość z posiadania papierka, albo którzy mają ból istnienia, że mając skończoną szkołę nic im nie wychodzi, albo że ci bez szkoły są lepszymi od nich, bo już od pewnego czasu w niektórych dziedzinach posiadanie kwitu z ukończenia jakiegoś wyższego nauczania nic nie znaczy. A tym bardziej w dziedzinie artystycznej, gdzie umiejętności nie koniecznie idą z tym, czego można się nauczyć w jakiejś tam szkole. Znając polskie szkolnictwo, to tym bardziej. Wiele osób po jakimś ASP, czy innym takim, przyznawało, że nic im nie dało chodzenie do jakieś takiej szkoły, na jakieś takie studia, a jedynie co dostali, to kwitek, a nie że się czegoś faktycznie nauczyli. Oczywiście, nie mówię, że wszyscy ludzie po szkole z kwitkiem nie mają żadnych umiejętności, ale to raczej nie dzięki szkole coś umieją. Może szkoła i coś pomogła, ale w całości raczej nie można umiejętności jej przypisać. Są jednak przypadki, gdzie ludzie bez szkoły są lepsi od tych niektórych po szkole. Zazwyczaj takie osoby zdobywają wiedzę na własną rękę, teraz w erze internetu, to łatwizna, jak ktoś chce, to nie tylko darmowy tutorial, ale i kurs można znaleźć. I to zależy też kto ma jakie podejście do tworzenia, bo wiadomo, że osoba, czy po szkole, czy bez szkoły, mające już jakieś umiejętności i nadal się doskonali, mając pasję do tego tworzenia, wiele rzeczy ich inspiruje, i od nich płynie, to co tworzą, to będą trochę lepsi od takich, co tworzą coś od reguły, cały czas coś według jakichś zasad, albo tworzą coś niezrozumiałego, jakąś abstrakcję, czy coś takiego (miałam do czynienia z taką malarką 😅). Też ludzie idący do jakiejś takiej szkoły, interesują się tworzeniem i idą do tej szkoły z nadzieją, że coś z niej wyniosą, i sami mają już jakieś zaplecze, bo skoro się tym interesują, to i sami jakąś wiedze zdobywają. Inni coś tworzą i chcą tylko ten papierek, który być może im się przyda w jakiś sposób, często wiedząc, że raczej dużo nie wyniosą. A jeszcze inni, to w ogóle idą, bo chcą się faktycznie czegoś nauczyć, często od zera, a jeszcze niektórzy tacy to są jeszcze jakimiś fanatykami, powiedzmy takiego malarstwa, i mają tylko ten pryzmat, przez który patrzą, jakieś gwieździste noce, krzyki, słoneczniki, czy inna Mona Lisa. Znaczy, rzecz jasna, interesowanie się, czy podziwianie różnych malarzy i ich dzieł nie jest czymś złym, ale są tacy, co przesadzają i uważają, że to tylko to jest sztuka, i że każdy na przykład powinien znać wszystkich znanych malarzy i to co stworzyli. Nie, nie trzeba znać wszystkich dziel i artystów.

Olsikowa wspominała o dwóch bardzo zbliżonych rzeczach, że hobbysta nie może uczyć innych, oraz nie można robić tutoriali, gdy nie ma się papierka. Można je w sumie kombinować ze sobą. I to też jest bez sensu, bo można mieć umiejętności bez żadnego papierka, i można się dzielić wiedzą, jeżeli się chce. I czy to chodzi o coś płatnego, czy to zwykły tutorial, to chyba widać po osobie i jej pracach, czy to warto, czy to nie warto. Szczególnie, kiedy się kogoś obserwuje, no to wiadomo jakie prace tworzy, i można zdecydować, czy się chce od tego kogoś uczyć, czy nie. Podobno Olsikowa sprzedawała/promowała jakiś kurs, czy coś takiego, tak pisali w komentarzach, ale ja tego nie pamiętam, no nie przypominam sobie, nie mówię, że nie było, nie mówię, że było. Jedynie pamiętam, że Sami miała swoją książkę i ona była kiepska. Z czasem jej twórczość czy to filmowa, czy to rysunkowa, przestała mnie interesować, a ta książka była taką zgnitą wiśnią na zepsutym torcie. Jest możliwe, że to miało jakieś powiązanie z Olsikową, ale nie wiem, czy o to ludziom chodziło. W pewnym momencie przestałam ją obserwować. Nie wiem, czy to było przed, czy po tej książce, ale nie ważne. Gdy pokazywała tą książkę, to w środku tak średnio, przykładowe rysunki nie były zbyt reprezentatywne. To by mnie nawet nie zachęciło, żeby zdobywać wiedzę. Natomiast patrząc na prace wcześniej wspominanych Blondynki Też Grają, albo gościa z Instagrama, Matt Oak art, no to już bardziej człowiek by się pokusił. Wiadomo, że można trafić i na scam, jak z każdą inną rzeczą, co raczej nie jest związane z tym, czy ktoś jest po szkole, czy nie, kto by to nie był, chce zarobić w średnio uczciwy sposób. Najbardziej jednak rozbawiło mnie to, że ktoś przyczepił się tutoriali. Można trafić na te lepsze i na te gorsze, ale nikt nie każe z nich korzystać. Chyba ludzie mają swój rozum. Jak dla mnie tutorial, to luźne pokazanie, jak coś można zrobić, taka podpowiedź. Nie raz z jakiegoś tutorialu korzystałam, albo nie raz jakiś mi pokazał na przykład inny sposób, jak coś narysować, albo inną metodę w tym samym sposobie. Trafiałam też na takie, które nie były dla mnie, albo pokazując coś, nie było to dla mnie jasne. No i zdarzały się takie, co po prostu były gówniane. Nawet jakiś niezobowiązujący tutorial Olsikowej kiedyś mi coś rozjaśnił, i było to coś randomowego, co się wydawało proste i jasne, a jednak wcześniej się tego nie wychwyciło. I jeżeli taki czy inny tutorial może komuś pomóc, to czy ważne, kto je robi? I co jest złego w tym, że ktoś pokarze swój sposób na zrobienie czegoś? Albo sposób, metodę, która jemu pomogła i postanowił się podzielić tym z innymi. Ja lubię i wiele razy mi się przydało obejrzenie kilku perspektyw rysowania stosując tej samej metody, na przykład portretu jakiegoś. W sensie, to wszystko przed samym rysowaniem twarzy, to koło, umiejscowienie części twarzy, i tak dalej. Ale jak szukałam, czy korzystałam z jakiegoś tutorialu, to nie patrzyłam od jakiego artysty, jakiej "kategorii" on jest.

A będąc przy jakichś tam sposobach na naukę rysunku, to Olsikowa wspominała o tym, że ktoś tam uważał, że jest tylko "jeden słuszny sposób na naukę", z którym się ona nie zgadza, że jest on jedyny, i słuszny. Nie sprecyzowała tego, ale domyślam się, że to ponownie może chodzić o Blondynki Też Grają, bo to oni głoszą naukę rysowania "podstaw" (w cudzysłowie, bo w skrócie mówiąc). Olsikowa uważa, że nie ma jednego, słusznego sposobu na naukę rysunku. I, jeśli faktycznie chodzi o "podstawy", to w połowie się zgodzę, a w połowie jednak nie. Bo owszem, są osoby, które rysują z widzenia, jak coś widzą, tak rysują, napatrzą się na coś, wpatrują i tak to rysują i nigdy nie sięgnęły po "podstawy". Wiadomo, że to nie tak od razu, tacy muszą porysować ileś tam czasu, żeby im to jakoś zaczynało wychodzić, ale zdarzają się tacy geniusze. Innym wystarczą jakieś podpowiedzi, może tutoriale, skrawki "podstaw", ale są też i osoby, które mają potencjał, ale bez tych "podstaw" do niczego nie dojdą. I to nie chodzi o to, że ten ktoś nie będzie umiał stworzyć nie wiadomo jakiego dzieła, tylko jego prace będą wyglądały, jakby dziecko rysowało, oczywiście luźny przykład. Sama po sobie wiem, że niektóre "podstawy" ulepszyły moje prace. Wprawdzie ja zaczęłam od tak zwanej dupy strony, bo od portretów, ale o tym kiedy indziej. Ale nawet tak jak ja, co zaczęłam od dupy strony zauważyłam pewne rzeczy, że coś jest zależne od czegoś, że jakaś linia pokazuje, gdzie coś, w moim przypadku, części twarzy, powinno się znajdować. Rysowałam sobie oczy, z różnych perspektyw, i nawet jak robiłam takie ćwiczenie pierwszy raz, i coś tam wyszło, to rozjaśniło mi to kilka kwestii. Oczywiście każdy uczy się inaczej, różne sposoby działają na różnych ludzi, nikt nie jest taki sam. Jeden może uczyć się "podstaw" i będą efekty, a u kogoś ich może nie być i ktoś kto pracuje bez podstaw będzie lepszy, a znowu ktoś bez podstaw może tworzyć świetne prace, albo wręcz przeciwnie, tworzyć bagno, stać w miejscu, lub tworzyć te przysłowiowe dziecięce rysunki. To też idzie za tym podejście, czy ktoś chce się rozwijać, czy nie, i czy robi coś w tę stronę, żeby być lepszy, czy ma wyrąbane. Za to jedni i drudzy korzystają z rzeczy podchodzące pod te "podstawy", chociażby korzystają ze zdjęć referencyjnych, rysują najpierw kanciaki, potem modelują z tego konkretne kształty. Dobra, ale co to te "podstawy". Bo w sumie o nich wspominam, a nic o nich nie napisałam. Otóż, rysuje się trójkąty, kwadraty i inne figury geometryczne, ogólnie bryły, ze światłocieniem, w jakichś różnych konfiguracjach. Można na przykład poukładać sobie jakieś pudła, jakieś rzeczy, i to rysować tak na żywo. W bryły rysuje się też na przykład części twarzy, twarz, czy ogólnie postać ludzką, albo zwierzęcą. To tak w dużym skrócie, bo to jest dość obszerny temat.

Ostatnia kwestia, to nazywanie ludzi początkującymi/zaawansowanymi, hobbyści/artyści. W tym hobbyści/artyści wydaje mi się, że bardziej chodziło o hobbyści/profesjonaliści, albo przynajmniej ja to tak rozdzielam. Olsikowa jest przeciwna takiemu podziałowi wśród ludzi, którzy coś tworzą, bo hobbysta też potrafi wykonać dobrą pracę, albo coś na zamówienia, a początkującym można być cały czas, gdyby regularnie próbowało się czegoś nowego. I to dało mi chyba najwięcej do rozkminiania, bo poniekąd takie podziały faktycznie są nie potrzebne, szczególnie, że dzisiejsze czasy nie jedne granice zacierają. Zawsze ktoś znajdzie się, kto będzie zaczynał dopiero, z czymkolwiek, z jakąkolwiek dziedziną, rysowanie, malowanie farbami jednymi czy drugimi, jakieś markery, węgle, ołówki, kredki, i wiele innych. Więc ktoś taki będzie początkującym. Jednocześnie, ktoś siedzący w którejś z tych dziedzin, próbując coś nowego, będzie w tym początkującym, tyle że już z jakimś zapleczem, bo jednak siedząc w którejś dziedzinie, to już coś nie coś się potrafi, co ułatwia czasem w nauce w nowym temacie. Jest jednak jeszcze kwestia umiejętności, bo można być początkującym i stopniowo nabierać skilla, a można być początkującym i stać w miejscu, nie rozwijać się, tworzyć słabe prace. Tak więc można być początkującym, można być początkującym w danej dziedzinie, można mieć już jakieś umiejętności, ale nie być na tyle dobrym, żeby coś z tego mieć, a można być na tyle wysoko w którymś kunszcie, że mogą na tym zarabiać na przykład. Tak jak ludzie nie są tacy sami, tak umiejętności ludzi nie są takie same, więc równo nie będą traktowani. I jedni będą sobie coś bazgrać, inni będą bazgrać trochę lepiej. Jedni będą tworzyć w porządku prace, a inni będą tworzyć coś naprawdę porządnego. I to nie ważne, czy ktoś tworzy tylko dla siebie, albo dla siebie, ale sobie gdzieś tam to publikuje w mediach społecznościowych, bo na przykład lubi być w społeczności, a dla innych stanie się to w jakiś sposób pracą. A to łączy się z tym podziałem na hobbysta/profesjonalista. Chcąc nie chcąc, to też w pewien sposób działa, bo jednak jak ktoś jakkolwiek coś tworzy, ale tak, jak to się mówi "w domu", dla siebie, no to będzie uskutecznienie hobby, zaś ktoś kto  jakiś sposób coś tworzy i na tym zarabia, ale tak nie jednorazowo, tylko regularnie, może jest gdzieś zatrudniony, albo na stałe gdzieś jest zatrudniony, albo ma stałe kontrakty, no to to już jest bardziej profesjonalne. Jest różnica między kimś, kto sobie coś tam tworzy, i czasem randomowo komuś coś narysuje, a kimś kto pracuje powiedzmy w jakimś studiu animacji. I owszem, hobbysta może zrobić komuś jakieś zamówienie, ale jeżeli to jest coś jednorazowego, albo to jest coś rzadkiego, to jednak jest dalej hobbystą, któremu czasem udaje się na swojej pracy zarobić. I nie, ktoś profesjonalnie zajmujący się tworzeniem nie koniecznie musi być lepszy od takiego hobbysty. Jakiś hobbysta i jakiś profesjonalista mogą być na tym samym poziomie, z różnicą taką, że ten drugi na tworzeniu zarabia. Hobbysta może też zacząć zarabiać i stać się profesjonalistą. Podejrzewam, że są i przypadki, gdzie ta granica między hobbystą, a profesjonalistą jest zatarta, że kogoś nie będzie można przypisać do jednego, ani do drugiego, a być może ktoś będzie jednym i drugim. Pewnie znajdą się jeszcze takie osoby, które uważają, że profesjonalni to są tylko tacy, co malują obrazy, które trafiają na wernisaże, nie wernisaże, wystawy i do innych galerii sztuk, a reszta to tam hobbyści, amatorzy, albo i nie, bo nie wiadomo jak mocno tam się odkleiło. 

Jeżeli ktoś jest początkującym, zaawansowanym, hobbystą, profesjonalistą, no to wszystko w porządku, to nie jest nic złego będąc kimś z tych kategorii, nikt nie powinien się obrażać, ani czuć wstyd, czy coś, gdy zostanie tak nazwany przez kogoś. Tak samo będąc w którejś z tej opcji, albo będąc kompletnym laikiem, amatorem, to nikt nie zabrania takiemu komuś tworzyć. Można dopiero wchodzić w ten świat, być w tym świecie dłuższy czas, i robić progress, albo i nie, bo nie każdy musi, może to być hobby, a może to być sposób na życie, można hobby przekształcić w swoją pracę, albo po prostu można sobie mniej lub bardziej coś tam bazgrać. Niech każdy tworzy co chce, jak chce, czym chce, na jakim poziomie chce, nie ważne, czy to bazgroły gdzieś na boku, czy bazgroły do ćwiczeń, czy to mniej lub bardziej poważne prace, czy to coś dla siebie, czy co coś dla kogoś, czy to coś na zamówienie. Czy to brzydkie, ładne, w swoim stylu, czy wyglądające generycznie, jak każdy inny portret na przykład, albo krajobraz. Tworzenie nie powinno nic powstrzymywać, szczególnie słowa, które określają, czy jest się hobbystą, profesjonalistą, początkującym, uczącym się, czy zaawansowanym, albo czy jest się po jakiejś szkole i ma się z tego papierek, czy się nie było i się niema tego papierka. Tworzenie, sztuka, powinno być wolnością, wyrażaniem siebie, uzewnętrznianiem siebie i inspirowaniem innych. Najlepiej mieć otwarte głowy, nie obrażać się bo "słowa", a to kategoryzowanie nie powinno wpływać na tworzenie.

Adieu.


Komentuję dramę O MNIE 🙈


niedziela, 19 stycznia 2025

Narysowałam drugi podwójny portret na zamówienie.

Z racji tego, że akurat teraz zajmuję się materiałami z rysunkiem narysowanym latem zeszłego roku, to uznałam to za idealną okazję, żeby napisać i wpis o nim, skoro siedzę w tym temacie. I tak by o nim pisała, ale skoro już grzebie w tych materiałach, to czas idealny. Na Instagrama i Facebooka trafiają rzeczy typu szybkie, nawet jakieś w reelsy się bawię, no a blog jest od większych rzeczy.

Trzy lata temu ciotka przyszła z prośbą, by narysować jej syna z dziewczyną. Portret miał być w kolorze, więc niczego nie obiecywałam, bo doświadczenie w rysowaniu kredkami miałam małe. Po trzech latach ciotka ponownie przyszła ze "zleceniem", by narysować jej środkowego syna z dziewczyną, no i tak jak ten poprzedni, miał to być prezent. Ciotka już zapowiedziała, że jak przyjdzie czas, to i trzeciego syna będę musiała rysować. Tu też niczego nie obiecywałam, bo moje doświadczenie skończyło się na tym poprzednim portrecie 😆.

Robotę zaczęłam w maju, czas miałam do sierpnia, więc to było dużo czasu. Spoiler, ledwo się wyrobiłam, bo jak zazwyczaj mam czas, to akurat od maja zaczęło się to lekko zmieniać 😛. Cóż, podobno to się nazywa życie, czy jakoś tak. No i sama praca nad rysunkiem, ale o tym po kolei. Referencja do tego rysunku była, lekko wymagająca. Dwie osoby to jedna sprawa, do przeżycia, ale trzeba było głowy tych dwóch osób zsynchronizować w tym przypadku, bo byli oni przytuleni do siebie. Ustawienie dziewczyny na tym zdjęciu nie należało do najlepszych. Przytulona do chłopaka, zakryta ramieniem, a do tego głowa tak jakby odchylona do tyłu. Więc pierwszy szkic, to pierwsza próba, pierwsza rozkmina. Oczywiście szkic jest paskudny.



Natomiast druga próba wyszła zaskakująco dobrze, nadal brzydki szkic, ale patrząc na ten pierwszy, to o wiele lepiej to wygląda. Ten pierwszy podpowiedział, że głowy mogą być większe, że trzeba inaczej umiejscowić tę dwójkę na kartce. Zrobiłam tak, by twarze były najważniejsze, po co miałam rysować rękę, czy cokolwiek niżej zdjęcia, jak to twarze ważne. Nie, w ogóle nie było tak, że nie chciało mi się i bałam się tych elementów rysować, w ogóle nie 😏. Oczywiście to jest bardzo surowe, są niedociągnięcia, wszystko krzywe, chłopak ma za dużą głowę względem dziewczyny, no i u niej to bardzo źle się dzieje. 



Poprzedni szkic był brzydki, ale na jego podstawie postanowiłam pracować. Brzydki był, ale miał potencjał, więc go przekalkowałam, by go trochę podrasować. I mimo, iż nadal nie jest to szkic ostateczny, no to widać twarze, że tak powiem. No może tylko dziewczyna jest do siebie podobna, mimo, że twarz ma zniekształconą, a oczy nos i usta nie są równoległe do twarzy. W sensie, jakby przez środek jej twarzy była narysowana linia, to oczy, usta i nos by odbiegały od tej linii. U chłopaka jest podobnie, lewe oko (tak jak się patrzy na rysunek) jest wyżej, a prawe niżej, i jakby narysować linie po środku tych oczu, to nos i usta by jej podlegały, ale jednocześnie nie były by równe linii przez środek twarzy. Trochę to wygląda tak, jakby oczy, usta i nos były w takim kwadracie i jakby ktoś wziął ten kwadrat w Paincie lekko przekrzywił względem twarzy. Może nie perfekcyjnie, ale na kopii poniższego zdjęcie zaznaczę mniej więcej o co mi chodzi, przy okazji od razu widać, rzuca się  w oczy to, jak te twarze są z lekka koślawe. 





Także na kolejnym szkicu starałam się wyprostować te twarze. Oczywiście po poprawkach nadal nie było idealnie, ale już było lepiej. U jednego i u drugiego prawa (jak się spojrzy na rysunek) brew opada, no i nadal elementy twarzy nie do końca są na swoich miejscach, no milimetry, tyle brakuje. Przynajmniej oko dziewczynie poprawiłam (lewe patrząc na rysunek). Trochę przestraszyłam się tego szerokiego uśmiechu chłopaka więc go trochę zgasiłam. Jedną i drugą głowę starałam się narysować jak najbardziej poprawnie, aby zbliżać się do tego, co było na zdjęciu, aby rysy twarzy się zgadzały, aby linia na przykład włosów była w podobnym miejscu, jak na zdjęciu. Patrząc na zdjęcie referencyjne i poprzedni szkic, porównywałam je mając jedno i drugie obok siebie na monitorze komputera, a na kartce tworzyłam. Ja widziałam rysunek pod lekkim kątem, bo kartka leżała płasko na biurku, więc widok z góry robił aparat i wtedy porównuje szkic z referencją. Robię tak nie tylko w tym przypadku. Dzięki temu, że śledziłam referencję i szkic, wiedziałam jak pójść ołówkiem po kartce. I tym sposobem, że rysowałam, jak najbliżej mi się udało do refernecji, to nie musiałam rysować większych głów, bo się okazało, że niektóre linie były nie tak narysowane i powodowały, że głowy są mniejsze. Po prostu wcześniej było źle narysowane. Zdjęcie tego szkicu musiałam podrasować, bo jest to kalka tego szkicu, bo... w sumie nie wiem, co autor miał na myśli. Pewnie chciałam pokazać, że to robię, w sensie, że pracuję kalkując. 




Największy problem był w twarzach, więc to na nich się skupiłam. Włosy u jednego i u drugiego to była kwestia dokładniejszych linii, a ręka dziewczyny i koszulka chłopaka były bardzo zbliżone. Walczyłam z ustami dziewczyny, bo one miały trochę dziwaczne ułożenie i chciałam, żeby były w odpowiednim miejscu, pod odpowiednim kątem i żeby nie były karykaturalne. U chłopaka był problem z zarysem żuchwy i policzka, to wszystko przez niewyraźne zdjęcie referencyjne. Nie wiedziałam, jak poprowadzić te linie, bo dokładnie nie widziałam, czy coś będzie zarysem, a co będzie czymś do zaakceptowanie podczas koloru. Kolejny raz się przekonałam, że najlepiej rysować z dobrej jakości zdjęcia. 




Ileż ja się wpatrywałam w to zdjęcie, i w jego fizyczną wersję, i w zdjęcie tego zdjęcia, którym posługiwałam się na komputerze, gdzie porównywałam referencje ze szkicami, czy próbowałam sobie pomóc przybliżając je. Wpatrywanie się w to zdjęcie, oraz jego pikselozę przyprawiało mnie o szaleństwo. To też było powodem, że robota mi wolno szła, i że byłam kompletnie zdemotywowana. Wiedziałam, że jak już szkic będzie gotowy, to najgorsze będę miała za sobą. Na poniższym szkicu musiałam chłopakowi oczy, brwi, nos i usta przesunąć w lewo, tak o drobinę, aby były bardziej wypośrodkowane na twarzy. Z racji tego, że między tymi elementami były dobre odległości, oraz wygląd ich mi pasował, to nie chciałam rysować tego od początku, bo to by był ponowny proces rysowania, poprawiania i tak dalej. Dlatego wzięłam jakiś skrawek papieru z poprzednich robót rysunkowych, przekalkowałam te elementy na nią, i na nowej kartce, gdy miałam już całość przekalkowane, oczywiście poza tymi elementami twarzy, to tę karteczkę przyłożyłam tak by było to wszystko na środku twarzy, co sobie wcześniej zaznaczyłam na tej karteczce, takie punkty koordynacyjne i przekalkowałam tak, by było już wszystko na swoim miejscu. A tak, to dodałam mu objętości we włosach i właśnie trochę dokładniej i mniej koślawiej narysowałam mu koszulkę. Natomiast jej narysowałam, tak trochę bardziej, rękę, myślałam, że w tym temacie, to już nie będę nic robić. Coś mi nie pasowało w tym policzku, co się nim do chłopaka przytula. No i tak poprawiłam, że jeszcze bardziej mi nie pasowało.




Kolejny szkic, to poprawianie drobnostek, szczególików i jego nie udokumentowałam tego zdjęciem, jedynie na wideo zostało coś tam uwiecznione. Wszystkich szkiców było osiem i ten ósmy to był ten na którym kładłam kolor. Jego nie kalkowałam, bo to nie jest idealny sposób, ma pewne wady, jak na przykład grube linie, czy linie, które potem się nie ścierają. Wyciągnęłam z szuflady starą metodę i po prostu przyłożyłam do okna dwie kartki i tak szkic przekopiowałam, a potem poprawiałam parę rzeczy. W końcu ołówek lepiej jest wytrzeć niż linię po kalce. Kiedyś może będę potrafiła narysować jeden szkic, na jednej kartce i na tej kartce ogólnie będzie robiona cała robota. 




No i przyszedł czas na kolorowe kredki! Ogólnie, najlepiej rysowanie kredkami, czy ołówkami ułożyć sobie tak, by nie rozmazywać tego, co jest już na kartce, czyli na przykład jeśli się jest praworęcznym, to rysować od lewej do prawej strony kartki. Starałam się tego trzymać, ale jak się później okazało, przynajmniej w tym przypadku, różnie z tym bywa. Kolor zaczęłam od małego kawałka włosów dziewczyny, by w razie co najmniej zniszczyć w razie, gdyby poszło mi coś nie tak, no i dla rozgrzewki. Jak już skończyłam ten fragment włosów za uchem, no to pięłam się ku górze. Chciałam, żeby ogólnie włosy inaczej wyszły, żeby miały więcej swojej włosowej tekstury. Blendowanie kolorów mi się podoba, ale przeoczyłam moment, w którym kartka by przyjęła kreski właśnie tej tekstury włosów. Nie wiem, czy w pełni to ja, czy też kartka, która nie jest nie wiadomo jakiej jakości, bo pochodzi z bloku stu kartek, kupionego z dziesięć lat temu z Lidlu. Jest możliwe, że to i to.





W rysowaniu kredkami mam małe doświadczenie, i jak z włosami poradziłam sobie w miarę spoko, to ze skórą, ogólnie twarzą, już tak niezbyt. Próbowałam zrobić cienie, próbowałam zrobić, by skóra nie była tylko w kolorze cielistej kredki. No przynajmniej nie jest to płaskie. Ładne też nie. Ma jakiekolwiek kształty. Nie jest to wybitna robota, kolory nie są dobrze zblendowane, są plamy. Ucho, okolice oczu, czy czoło są w różnych kolorach, nie jest to spójne. I na razie piszę o twarzy dziewczyny. Tak mi się nie podoba to czoło, te paskudne odbicia światła. Okolice oczu, głównie te wory pod oczami (które i tak potem lekko poprawiłam), no nie dobrze. Niestety to mi to ucho się podoba.





Idealnie z kolorami nie było. Usta przez to jak były ułożone, trochę wyglądają, jakby niebyły na swoim miejscu, więc dobrze, że nie narysowałam ich z dokładnością, bo dawałyby jeszcze większe wrażenie, że nie są na swoim miejscu. Jak na poniższym zdjęciu widać, zaczęłam robotę nad bluzką i przez pośpiech nie podoba mi się, jak ona ostatecznie wyszła, bo miała być biała, wyszła szara. Miałam w głowie, że biały ma w sobie cienie, i są odcienie białego, i za bardzo mi to w głowie siedziało. Nie pomagał fakt, że ja improwizowałam z tą bluzką, ona była oryginalnie w panterkę. Nie wyobrażałam sobie robienia tej panterki. Jestem przekonana, że to by wyszło gorzej, niż ta biała bluzka, co zrobiłam. Ja tą panterką bym oszpeciła ten rysunek. Plus nie robieniem tej panterki zyskałam trochę czasu. Na tym etapie, to i włosy chłopaka są porobione. Ogólnie to miałam robić twarze, a potem resztę, ale podczas roboty wyszło inaczej. Podczas rysowania moje flow poszło w stronę ubrania najpierw dziewczyny, a potem automatycznie chłopaka. Pomyślałam, że w sumie dobrze, ubranie z głowy będę miała i będę mogła skupić się na rysowaniu twarzy chłopaka, bo deadline się zbliżał. 




Chłopak miał troszkę ciemniejszy odcień skóry i takową uczyniłam, tylko znowu wyszło lekko plamiście, choć i tak pod pewnymi względami trochę lepiej, niż u dziewczyny. Ale kompletnie nie wiem, co się porobiło z policzkami, od strony nosa i ust. Od strony oczu wygląda to okej, no ale po tej drugiej stronie, nie wiadomo o co tam chodzi. Jeszcze ten błysk światła na brodzie, tak średnio wygląda. Też coś mi nie grało z ustami. Coś mi nie grało, i po paru chwilach przypomniałam sobie, że ja celowo zmniejszyłam ten uśmiech, bo na etapie szkicu przestraszyłam się, że ten uśmiech będzie za szeroki i zrobiłam go mniejszego z możliwością poprawienia, bo to było łatwe do poprawienia. Tylko ja o tym zapomniałam i normalnie rysowałam na finish, przez to kartka była styrana. Gdybym o tym pamiętała, no to bym mniej warstw zrobiła. To już chyba taki wiek, że pewne rzeczy trzeba zapisywać. Tak więc głowa chłopaka podobała mi się do połowy jego twarzy 😆.




Niedługo po skończeniu rysunku, wzięłam się za poprawkę tych ust. Nie mogłam doczekać się, aż to poprawię i będę miała spokój. Podczas robienia tej poprawki, czułam pod swoimi narzędziami, że kartka była zmęczona życiem, dobrze, że kąciki uśmiechu były wypełnione czernią, bo robiąc coś warstwowego, to mogłaby być ciężko. Po zrobieniu tej poprawki byłam zdziwiona, że tak mały szczegół poprawił wizualnie rysunek. I patrząc na ten rysunek teraz, po dłuższym czasie, to bym ten uśmiech jeszcze troszeczkę powiększyła. Podczas robienia tej poprawki znowu się bałam przesadzić, dlatego to tak wyszło, ale mimo to i tak lepiej to wygląda. Poniżej zdjęcie przed i po poprawce, a pod nimi taka sklejka ze zbliżeniami. To jedno zdjęcie ma takie piksele czarne, bo musiałam zdjąć trochę jasności na przykład i edytor zdjęć ten taki z tego, gdzie się zdjęcia przegląda na komputerze, trochę powariował.





Rysunek wyszedł "not great not terrible". Leciutko gorzej od poprzedniego. Najbardziej uwierają mnie te plamy, źle wyblendowane kolory. No to jest kwestia praktyki. Dziewczyna jest delikatnie za blada w zestawieniu z chłopakiem, a on zaś chyba ma trochę aż za bardzo koloru, przynajmniej w niektórych miejscach, no i tam gdzie na głowie zaczynają się włosy, to za mało tych wyrastających włosów narysowałam, ten tak jakby przedziałek tych włosów jest trochę za łysy. Kończyłam ten rysunek koniec lipca/początek sierpnia i patrząc po czasie na niego, no to mimo mankamentów, to są też małe pozytywy, chociażby te twarze mają jakieś podobieństwo do siebie. Teraz, gdy robiłam rzeczy na Instagrama, Facebooka, czy pisałam ten wpis, to trochę poprzyglądałam się temu rysunkowi, i to co zauważyłam, to jak mi się fajnie udało zrobić, tam gdzie chłopak ma wygolone włosy, że widać i przód i tył. Udało mi się uchwycić, że głowa, w uproszczeniu mówiąc, jest okrągła. A i czoło wygląda w jego przypadku całkiem nieźle. Szyja bardzo mi się podoba, jak mi wyszła, raczej idealna nie jest, ale patrząc na poprzednie szyje w moim wykonaniu, to źle nie jest, delikatny progres jest, do tego kolor skóry jest w tym miejscu najlepszy. Obawiałam się szyi, a wyszło lepiej niż się spodziewałam. Bałam się też koszulki i też wyszła mi całkiem w porządku. Może cienie nie musiały być takie czarne, przynajmniej niektóre z nich, ale to nie jest coś kującego. A będąc przy ubraniach, to przejdę do bluzki dziewczyny, bo mimo, że biała mi nie wyszła, to nawet udało i się ukształtować na tym niby materiale tej bluzki, zarys ręki, dzięki czemu, to takie wybrzuszenie rękawa nie wygląda dziwnie. Z jakiegoś powodu rysowanie jej kolczyków mi się podobało. Jakoś samo rysowanie ich najpierw ołówkiem, potem kredkami mi się podobało, plus jak one wyszły. Był request, by zostawić białą ramkę na krawędziach kartki, więc takową zostawiłam, tylko podczas rysowania głowa dziewczyny tak mi wypadła, że ucho i kawałek włosów byłyby ucięte, no brzydko by to wyglądało. Nie wiedziałam, jaka będzie do tego rysunku ramka, więc wpadł mi na pomysł, by włosy z uchem wychodziły tak jakby poza tą białą ramkę. Takaż to moja inwencja twórcza. I nie ważne jaka to by była ramka do tego, to coś tam z tego mogło by być widać. Nawet to było małym ubezpieczeniem, że w razie, jakby ramka odsłaniałaby tą białą ramkę zostawioną na kartce, to to ucho by było widoczne. No a jak ramka by to przykryła, to by przykryła i trudno, choć wydaje mi się, że coś zakryte taką ramką lepiej wygląda, niż jakbym tego nie narysowała. A tło było zainspirowane tłem, które znajdowało się za tą dwójką na zdjęciu. Ogółem, to wybrałam dwa kolory, jeden taki trochę żółty, trochę pomarańczowy, a drugi po prostu pomarańczowy i pokrywałam nimi obszar. Kolorów używałam na zmianę, a kierunek w którym szły kredki był różny, aż w końcu kredki na końcu szły prosto, no i tak zostało.










Przy tym rysunku po raz kolejny przekonałam się, jak ważne jest zdjęcie referencyjne dobrej jakości. Musiałam rysować ze zdjęcia robione telefonem, z przekłamanymi kolorami i bez dobrej jakości, bez jakiejkolwiek ostrości. Ileż ja musiałam wpatrywać się w to zdjęcie, i w oryginał, i w kopię na monitorze. Jednak nie zawsze to wystarczało. I jakie szczęście, że rysowałam kogoś z rodziny, i jestem nieoficjalnym fotografem rodzinnym, bo na każde spotkanie rodzinne biorę aparat i robię zdjęcia i dzięki temu miałam kilka zdjęć tej rysowanej pary. Czasem musiałam niektóre części składać z czterech różnych zdjęć. I przez to, jak wyglądała praca nad tymi wszystkimi szkicami, to mi się nie chciało nad nim pracować, brakowało mi chęci i motywacji i rysowanie tych szkiców było tak rozciągnięte w czasie, no zajęło więcej czasu, niż bym im dała na narysowanie. Gdyby nie to zdjęcie, jego jakość, to praca szłaby o wiele szybciej i mogłabym bardziej skupić się na kolorze i nie musiałabym się śpieszyć w pewnym momencie. Po tym rysunku zdecydowałam, że kolejne co narysuje, takiego portretowego, to wybiorę sobie ostre, wyraziste, dokładne zdjęcie, i wezmę ołówki. Ale na razie to ostało się na planach. Plus przed tym chce narysować pewien rysunek, który od dawna mam w planach, ale nie miałam okazji go wykonać, no i też trochę się obawiam go rysować, dlatego czegokolwiek nie będę chciała narysować, to jego pierwszego muszę, żeby się przełamać, bo inaczej będę to cały czas odciągać. Wracając do zdjęć i rysunku. Zdjęcia temu rysunkowi robiłam w świetle żarówkowym i świetle dziennym. W jednym i drugim świetle inaczej ten rysunek wygląda, inne rzeczy są uwydatnione. Jedynie podczas robienia zdjęć w świetle żarówkowym, to aparatowi coś się nie podobało i nie do końca dobrze wyszły. To też te zdjęcia robiłam w razie, gdybym nie zdążyła zrobić tych drugich zdjęć na drugi dzień, bo wtedy miałam jechać do odbiorcy z tym rysunkiem i nie wiedziałam, czy zdążę, czy nie zapomnę zrobić zdjęć przed wyjściem. Na szczęście w świetle dziennym udało mi się zrobić zdjęcia, dzięki czemu są lepsze.





Dobra, ale byłam tak ambitna przy tym rysunku, że cały proces nagrywałam. No dobra, to nie była kwestia ambitności, tylko przypadku. Chciałam mieć jakieś klipy z rysowania i niechcący nagrałam wszystko. Przy okazji niechcący się dowiedziałam, że rysowałam pięćdziesiąt godzin. A jeszcze było siedem szkiców nie mierzonych czasem. Do tej pory nie liczyłam w żaden sposób czasu rysowania jakiegokolwiek z moich rysunków, no może jakoś na oko, ale było takie poglądowe aby. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że przy takim średnio wykonanym rysunkiem spędziło się tyle czasu. Poniższe video jest sklejką wszystkich nagranych klipów, bez większego montażu, jedynie przycięłam początek, albo koniec w niektórych nagraniach. Czy zrobiłam oddzielne wideo na bloga i na Facebooka/Instagrama? A no tak. Tutaj po prostu sklejka wszystkiego, a na społecznościówki miałam ogarnąć trzy widea, takie skrótowe. Zrobiłam osiemnaście części... bo jak zobaczyłam, że jedno wideo ma czas trwania jednego reelsa, to poszłam na łatwiznę i posklejałam jak mogłam, ile mogłam, bo musiałam pilnować timera, żeby w tego reelsa się zmieściło. Wizja wybierania tych niby najlepszych momentów i cackania się z tym, żeby to złożyć, niezbyt mi odpowiadała. Ale jak tak pracowałam z tymi nagraniami, to fajnie było sobie popatrzeć, jak to się rysowało, jak to powstawało, szczególnie po takim dłuższym czasie od ukończenia.

Chyba już nie mam nic do napisania. A przynajmniej nic mi nie przychodzi do głowy. Więc nie będę przedłużać tego wpisu i procesu jego pisania. Tak więc poniżej wideo do obejrzenia i Adieu.



poniedziałek, 10 czerwca 2024

Radioaktywna kartka urodzinowa.

Mam pewne przedsięwzięcie rysunkowe i w teorii powinnam się nim zająć, ale ostatnie kilka dni tak wyszły, że nie brałam się za rysowanie, ale przynajmniej wzięłam się za pisanie tego wpisu. A że dzisiaj obudziła mnie ulewa i burza po trzech godzinach snu 🥴, to postanowiłam papierowy tekst przelać na elektroniczny. 


Zbliżały się osiemnaste urodziny mojego brata ciotecznego. Miałam nic nie robić, ale pomyślałam, a spróbuję, co mi zależy. Cokolwiek z moim dziełem by się nie stało, to zawsze coś spersonalizowanego, skierowane do tej konkretnej osoby. Urodziny były pod koniec kwietnia, a za robotę wzięłam się pod koniec marca. 

Na początku musiałam pomyśleć, do czego kartka urodzinowa miałaby nawiązywać. Wiedziałam, że chłopak lubi gry komputerowe. Na początku myślałam, że wezmę elementy z różnych gier i zrobię jakąś sklejkę. Zrobiłam taki pierwszy bazgroł z elementami z dwóch gier i nie wyglądało to za dobrze, więc postawiłam na jeden motyw i był to motyw z gry "S.T.A.L.K.E.R.". Poszukałam i powybierałam referencje, w trakcie rysowania jakąś referencję dodałam i główka pracowała.






Swój pomysł przelałam po kolei na kartkę, i to taką co  coś na jednej stronie miała wydrukowane. Pierwszym elementem był znak radioaktywności. Potem narysowałam postać i wpadłam na pomysł, żeby przerobić inny znak na "radioaktive 18", żeby tak wiadomo było do czego to. Jak ja na to popatrzyłam, chwilę podumałam, i stwierdziłam, że tą postać trzeba zrobić w lustrzanym odbiciu. Więc wytarłam tą narysowaną postać i właśnie tak zrobiłam. No i wyglądało to o wiele lepiej. 


Ten pomysł trzeba było trochę lepiej przenieść na czystą i z lekka lepszą kartkę. Ponownie zaczęłam od znaku radioaktywności. Do pomocy i przyśpieszenia roboty wzięłam sobie cyrkiel, narysowałam nim kółko i w nim próbowałam wpisać ten znak. Postać starałam się narysować jak najdokładniej, żeby potem było jak najmniej roboty. Znak "radioactive 18" zrobiłam od linijki, żeby był już gotowy i żebym mogła się skupić na tych większych elementach.


Kolejna kartka to polepszenie tego co narysowałam. Przekalkowałam to co miałam i na nowej kartce naniosłam poprawki. Linie postaci zrobiłam mniej kanciaste, poprawiłam elementy na kombinezonie, czy maskę, lufę broni skróciłam, a znak radioaktywności próbowałam poprawić tak, by wyglądał jak najbliżej do oryginału, co nie było proste. Ten znak wygląda na prosty, ale żeby go narysować, to się trochę pocackałam z tym. Nawet mała zmiana linii potrafiła zmienić to, jak wygląda ten znak. I przy każdej poprawce jakaś linia była za bardzo w tę lub w tę i próbowałam rozgryźć, jak to zrobić, żeby było dobrze.


Na kolejnej kartce znowu pomęczyłam się ze znakiem radioaktywności. Próbowałam znaleść środek, by on wyglądał. Widać ile tam linii i mikro linii jest. Znak "radioactive 18" również dostal małe poprawki, taka kosmetyka. Ponownie skróciłam lufę broni, bo jednak nadal była za długa i ponownie zrobiłam mniej kanciaste linie u postaci. Zauważyłam, że za bardzo podążałam za referencją i musiałam remind myself, że to referencja i mogę na swojej kartce robić co chce, a mniej kanciaste linie bardzij mi pasowały. Jeszcze małą poprawkę naniosłam na maskę przeciwgazową. Ku zaskoczeniu, głównie moim, dużo szkiców nie było, a ten poniżej był ostatnim. To był etap, gdzie stwierdziłam, iż nic więcej tu nie porobię i jest to najlepsza wersja. 


Cóż, trzeba było wziąć się za kredki. A że ja z kredkami mam dość krótką relację, no to miałam lekkie obawy. W razie co, gdyby mi poszło coś nie tak, miałam jedną dodatkową przekalkowaną wersję, która mi się źle przekalkowała, była nie pełna, ale w razie potrzeby, to miałam plan B. Ponownie, zaczęłam od znaku radioaktywności, bo to właściwie jego się obawiałam najbardziej i w razie gdyby mi nie wyszedł, no to mogłabym przesiąść się na drugą kalkę. Na szczęście mi wyszedł, a właściwie jego tło. Sam znak zrobiłam czarnym i wzięłam do niego pisaka z Faber-Castell, PITT atrist pen, taki z pędzelkową końcówką. Wzięłam go, żeby się przekonać, że zaczyna się kończyć... No ale bazę koloru, co było moim zamiarem, udało się zrobić. Wracając na chwilę do tego tła, to bałam się, że mi się kolory nie zblendują, albo, że te tak jakby pierścienie kolorów nie będą równe i starałam się pod tymi dwoma względami zrobić to jak najlepiej, mając też na uwadze to, co mi w przeszłości nie wychodziło tak jak chciałam i wiedziałam (wprawdzie po fakcie), gdzie popełniłam błąd. Kolory nie są idealnie wyblendowane, ale jak na niektóre prace wstecz, jest dobrze. 

Postać oraz znak "radioactive 18" obrysowałam jednym z cieńszych cienkopisów z Creadu. Znak miał zostać biały, a postacią chciałam zająć się później, bo miałam obawy, co do tego, czy wyjdzie mi tło na całości kartki, plus, nie wiedziałam co z nią zrobić i miałam nadzieję, że w trakcie robienia tła przyjdzie mi coś do głowy. Tłem miało być mocno zachmurzone niebo z jednej z referencji. Spróbowałam je narysować, no ale wyszło jak wyszło. Może i nie jest to podobne do wielkich chmur, ale jak się na to patrzy, to trochę ma taki radioaktywny klimat, trochę jakby wizualizowało to tą radioaktywność. Gdy miałam już tło gotowe, wytarłam kredkę z broni, która naszła podczas rysowania, po czym wypełniłam ją czarnym mazakiem, który coś tam jeszcze zipał, zrobiłam też warstwę na znaku radioaktywności, żeby kolor był trochę bardziej jednolity. No i też koło postaci trochę się pokręciłam. 


Znak radioaktywności potraktowałam jeszcze cienkopisem, chcąc by kolor był bardziej jednolity, bo mazak zostawił takie prześwity. Ale efekt mnie nie zadowoli, szczególnie, że ten cienkopis zostawił taki błyszczący efekt, dlatego pokryłam to warstwą kredki i stało się to jednolite, tak jak chciałam, do tego matowe i pasujące do całości, która robiona była właśnie kredkami. Na tym etapie nadal nie wiedziałam co zrobić z postacią. Było blisko, że po prostu będzie bez koloru, aby z cienkopisem, co bardzo mi nie pasowało, bo trochę to wyglądało na niedokończone. Zostawiłam to na parę dni, z nadzieją na to, że przyjdzie natchnienie. W końcu któregoś razu brat podsunął mi pomysł, że w grze "S.T.A.L.K.E.R." nosili zielone uniformy. Pomyślałam, że w sumie ten zielony idealnie wpasuje się w kolorystykę. Z początku nie wiedziałam, jak to zrobić, ale postawiłam na prostotę i po prostu pokrycie to równomiernie kolorem. Uniform zrobiłam najbardziej zbliżonym odcieniem zieleni do referencji, a maskę przeciwgazową zrobiłam ciemno i jasno szarą. 


Zrobiłam zdjęcie, w razie, gdyby to tak ostatecznie by wyglądało. Po ostatniej kartce urodzinowej trochę się przypilnowałam, bo przy tamtej się nie pilnowałam i nie zrobiłam odpowiedniego zdjęcia efektu końcowego. No widać, że ta postać bez koloru, to tak średnio wygląda. 


Skończony rysunek wygląda tak, jak widać poniżej. Od razu lepiej to wygląda, gdy ta postać jest w kolorze. Cieszę się, że brat podsunął mi pomysł z tym zielonym. Dzięki temu kolorowi ta postać jest takim kontrastem do tła. Ogólnie podczas pracy o tym nie myślałam, ale bardzo fajna kompozycja wyszła, tak wszystko do siebie pasuje. Cieszę się z tego jak to wyszło.


Kartkę z rysunkiem przykleiłam do podwójnej tektury. Ta tektura to po prostu ta, co jest we wszystkich blokach z papierem. Była to tektura z bloku papieru A4, podzielona na dwa i te dwie części do siebie skleiłam, żeby takie sztywniejsze było i na to kartkę z rysunkiem. Nie była to idealna tektura, więc pokombinowałam tak, by te niedoskonałości ukryć. rysunek coś przykrył, karteczka z życzeniami też. Swoją drogą wpadł mi fajny pomysł, żeby przyklejając tą karteczkę z życzeniami, zostawić miejsce, taką kieszonkę na banknot prezentowy. I świetnie mi to spasowało. 





Do kartki urodzinowej miałam dołączyć flaszkę. I wpadłam na pewien pomysł. Spytałam się brata, czy w grze "S.T.A.L.K.E.R." pili jakąś wódkę. Okazało się, że tak, dlatego wydrukowałam jej etykietę i przykleiłam na butelkę. Wcześniej z butelki pozbyłam się oryginalnej etykiety. Pierwszą wydrukowaną etykietę z Cossacks vodka tylko przymierzyłam, bo okazała się trochę za duża. Plus musiałam acetonem z butelki zmyć trochę klej po oryginalnej etykiecie, bo delikatnie przeszkadzał. Potem ta mniejsza wydrukowana etykieta Cossacks vodka idealnie spasowała. Porobiłam kilka zdjęć z różnymi efektami, bo przypomniałam sobie w ostatniej chwili, a to była pora już bez światła dziennego, więc różne te zdjęcia powychodziły, każde uwydatniają co innego, bo aparat skupiał się albo na flaszce, albo na kartce.






Miałam okazję być przy otwieraniu prezentów, były poprawiny osiemnastkowe, i reakcja była lepsza niż myślałam. Kartka się bardzo spodobała chłopakowi, twierdził, że takie zajebiste, że na ścianę przyklei. I właśnie w tym celu zrobiłam to na tekturze. Poza tym, że po ostatniej kartce urodzinowej wyniosłam naukę, że przydałoby się zrobić coś stabilniejszego. Tamta kartka była zbyt giętka. Więc tą chciałam zrobić twardszą i przy okazji z możliwością powieszenia na ścianie, a w przyszłości nie uszkodzenia rysunku, w razie zdejmowania tego ze ściany. Także warto było coś zmajstrować, tak fajnie się zrobiło człowiekowi po takiej pozytywnej reakcji na coś, co się samemu zrobiło.

Teraz pracuję nad poważnym portretem, który ma być w kolorze i również ma to być prezent, jest to zamówienie. Ale psycha is sitting. Mam za referencję marne zdjęcie i ciężko ze szczegółami, które są WAŻNE. Dobrze, że rysuję osobę z rodziny, a ja lubię robić zdjęcia na rodzinnych imprezach, mam się czym ratować. Ale i tak nie jest łatwo. Poniżej jeszcze zdjęcia z innym światłem oraz pełne wideo z rysowania, tam wyżej dałam dwie połówki, pod to, co pisałam. 


Adieu.


Random info: pisząc ten wpis na papierze, gdzieś od połowy czekałam na wypisanie się długopisa. Nie wypisał się. 






poniedziałek, 5 lutego 2024

Pierwszy i ostatni rysunek w 2023 roku.

W zeszłym roku miałam wielkie plany wykonania co najmniej dwa rysunki. A że w szkicowniku dawno mnie nie było, to zrobiłam w nim rysuneczek zaznaczający 2023 rok, po nim miały być te dwa rysunki. Narysowałam jeden i kończyłam go w Sylwestra... Więcej nic nie planuje. 

Cóż, czasem tak bywa. W każdym razie no chociaż ten jeden wykonałam. Inspiracja do niego pojawiła się w 2022 roku na Instagramie. Jest to zdjęcie Maggothy, streamerki z Twitcha. Ma ona również podcast kryminalny. Bardzo podoba mi się jej styl, jest to goth dziewczyna, więc jej kolor to czarny, a ja lubię czarny, więc wszystko się zgadza. Lubię też styl zdjęć, jakie publikuje, co są stylizowane na czarno białe. Bardzo podoba mi się jej estetyka. Gdy pojawiło się poniższe zdjęcie, to od razu przyszło mi na myśl, że jest świetne do zrobienia jakiegoś rysunku.

Jak zwykle nie wiedziałam od czego zacząć, więc zaczęłam od ćwiczenia. Pewnie gdybym rysowała częściej, to bym nie musiała robić ćwiczeń, a tak to muszę chronić się przed strachem przed pustą kartką. Do tego mam taką niepewność, czy w ogóle dam radę coś narysować. Pierwszym takim szkiecem ćwiczeniowym, to coś co już kiedyś rysowałam, czyli portret trochę z boku. Referencje do tego znalazłam na Pintereście, i tam to było tak pomnożone, że ja nie ogarniam kto stoi za oryginałem, z resztą ja nie do końcam ogarniam Pinteresta więc... Też go tu podżucę, a potem moje krok po kroku. Niby ja to rysowałam, chyba ze dw czy trzy razy, ale mimo to, zawsze coś tam nowyego wyłapie. Przy tym najnowszym zauważyłam, że mimo już je rysowałam, to otworzyła mi się jakaś mała dodatkowa szufladka i z nowym podejściem na to patrzyłam. Może to przez to, że rysowałam odbicie lustrzane, nie wiem, ale fajne uczucie, że wie się więcej, nawet jeżeli jest to drobnostka. 










Drugi szkic dla ćwiczenia, to głowa skierowana do dołu. Wiedziałam, że rysując swój rysunek, nie będzie ta głowa aż tak schylona, ale to było bardziej dla mojej głowy, żeby wyobraźnia trochę potrenowała i by było mi łatwiej przy tworzeniu. Pomoc naukową znalazłam na kanale YouTube, Bradwynn Jones, i wideo też podrzucę gdzieś tam poniżej. Robotę zaczęłam od narysowania koła, które podzieliłam na trzy części, według tego jak podpowiadają części twarzy, że tak to ujmę. Pierwsza wyznacza czoło, druga umiejscowienie brwi, a trzecia nosa. Dorysowałam czwartą kreskę pod tymi trzema, w takiej samej odległości, jak tamte były od siebie i ta będzie wyznaczać miejsce brody.



Między drugą a trzecią linią, czyli po środku, rysowałam kanciasty nos. Zawsze rysując mam ten problem, żeby najpierw narysować kanciasty zarys nosa, czy oczu, ust i uszu. Ja od razu chce wszystko rysować tak jak jest na zdjęciu. A jak rysowałam inne takie ćwiczeniowe rysunki krok po kroku i najpierw rysowałam wszystko kanciaste, to zauważyłam, że potem lepiej mi było narysować taki nos. Trza mi nas tym popracować chyba.


Po jednej stronie są linie, a po drugiej stronie narysowałam koło, które jest bokiem głowy. Drugą linię ukształtowałam jakoby to była brew, to też zaznacza kant twarzy. A koło podzieliłam krzyżykiem, którego linie są odzwierciedleniem tego jak głowa jest ustawiona. Chyba ta pozioma najbardziej pokazuje nachylenie głowy. 



Na podstawie tego co miałam na kartce, narysowałam żuchwę. Jej linia po prawej stronie kartki zaczyna się od tej drugiej linii co dzieliła koło, i kończy na tej ostatniej. Druga linia żuchwy również zaczyna się na poziomie drugiej linii na kole, ale bardziej konkretnie od poziomej kreski tego krzyżyka w kole. Idzie w dół ku końcowi tego koła, tak w kąt z tą pionową kreską, a za tą trzecią linią, która jest też końcem koła narysowanego na początku, linia żuchwy się zagina i leci do brody.


Na tym co już miałam zaczęłam budować twarz. Pod nosem narysowałam łuk kupidyna. Pod spodem przy tej samej linii pionowej przedzielająca dwie połówki twarzy narysowałam kreseczkę szyi, no z racji perspektywy w jakiej była no i zarys koszulki. Na tej drugiej linii, co przedzielała koło, narysowałam brwi, a pod nimi oczy. I powieki nie są zamknięte, tylko tak głowa jest pochylona, to też rozjaśniło mi rysowanie twarzy z takiej perspektywy. No i zarys włosów też się pojawił.


W kanciasty zarys żuchwy wpisałam żuchwę, narysowałam również usta, czy policzek. Niektóre zbędne kreski wytarłam, w jednej części tego podzielonego krzyżykiem kółka narysowałam ucho. Tam było wyznaczone miejsce dla niego. Trochę poprawiłam też zarys koszulki/bluzki, niby to tylko szkic, ale mnie to gryzie takie coś i musiałam poprawić, plus poprawić nie zaszkodzi.



Znowu parę kresek wytarłam i narysowałam linie włosów przy czole, no i potem jakiś zarys włosów. A na końcu wszystkie techniczne kreski, które były już nie potrzebne, zostały wytarte i została twarz.




How to Draw Faces Looking Down || Loomis Method Monday Ep 3



No i w końcu przyszedł czas na pierwszy szkic ku mojemu rysunkowi. Te pierwsze szkice są jak zwykle brzydkie. Ale trzeba od czegoś zacząć i przy pierwszym szkicu moja głowa próbowała przelać wszystko co wie w połączeniu ze zdjęciem referencyjnym na kartkę. Widziałam, że idzie to w złą stronę więc nawet nie kontynuowałam.


Na drugim brzydkim szkicu pojawiła się cała twarz, wprawdzie wszystko jest krzywe, nieproporcjonalne i niepoprawne. Nie ma o czym mówić przy tym 😆.


Wszystko wyżej to początek czerwca, a do rysowania wróciłam... w październiku. Kolejny szkic to już coś więcej. Więcej szkicu, więcej kresek, więcej krzywości i więcej brzydoty. Mimo, iż ten szkic również jest mocno niepoprawny, to luźno zahacza o zarys tego co chciałam narysować. Wspomniałam wcześniej, że zamiast na początku rysować wszystko uproszczone, kanciaste, to ja od razu chce rysować tak jak jest na zdjęciu, i wychodzi to tak, jak te oczy na poniższym szkicu. Mimo wszystko, to było już coś nad czym można było pracować.


Stwierdziłam, że będę pracować na tym poprzednim szkicu i zobaczę co z tego wyjdzie. Przekalkowałam go i zaczęłam jako tako poprawiać... wszystko. Mimo, iż to nie wyglądało, widziałam w tym nutkę potencjału. Nadal to wszystko jest niekształtne i niepoprawne. To jest etap trust the process. 


Znowu miałam przerwę od tego i wróciłam z początku listopada. Ten poprzedni szkic też przekalkowałam i tak samo starałam się poprawić. Można powiedzieć, że do tej pory to było rysowane od nowa z tym, że miało się trochę taką podpowiedź i wiedziało się mniej więcej czego nie robić. Ja też każdemu szkicowi robiłam zdjęcie, głównie telefonem, bo łatwo mi było szybko przerzucić na Dysk Google i porównać z referencją na monitorze komputera. Na bieżąco wyświetlałam szkice i referencje koło siebie i patrzeć to na jedno, to na drugie, co trzeba poprawić, w którą stronę iść, a w którą nie. I ku mojemu niespodziewaniu, wyszło to poniżej. Zdjęcie zaraz po wykonaniu i zdjęcie lepszej jakości zrobione później.



Po poprzednim szkicu przyszło mi do głowy, że jednak coś niecoś potrafię. Chwilę to trwało, ale doszłam powoli do celu. Choć w sumie nie do końca, bo mając już ten zarys twarzy, najbliższy do zdjęcia referencyjnego trzeba było popracować nad szczegółami. Pierwsze co trzeba było poprawić, to policzek po prawej stronie kartki, ten bardziej schowany. Musiałam go schować jeszcze bardziej. Wydawało mi się to ważnym aspektem, bo od tego zależały włosy, oko, czy usta. Co też z resztą poprawiałam. Skoro zmieniłam lekko policzek, to i włosy delikatnie trzeba było zmienić. Usta trzeba było powiększyć. Odrobinę poprawiłam nos, choć to nie koniec z nim. Ucho też trzeba mi było powiększyć. Drobne zmiany zrobiłam z brodą, włosami pod nią na szyi, czy naszyjnikiem, Pozostałymi rzeczami bardzo się nie zajmowałam, bo uznałam, że są w miarę okay, a nad tą twarzą jednak trzeba było trochę posiedzieć. Zdjęcia to ponownie jedno zaraz po skończeniu, a drugie takie trochę lepsze. 



Kolejna kartka, kolejna kalka i kolejne poprawki. Ponownie małe poprawki oczu, brwi, ust, nosa, czy ucha. Próbowałam ulepszyć włosy oraz brodę. Poświęciłam też chwilę nad naszyjnikami. Przy ustach nie wiem dokładnie w którym momencie, próbowałam je narysować tak, jak są naturalnie, no bo one są obrysowane pomadką, ale w pewnym momencie stuknęłam się w głowę narysowałam je tak, jak są obrysowane, bo przecież miał być to prosty rysunek. Z dokładnym rysowaniem ust będę męczyć się przy portretach. Pierwsze zdjęcie zrobiłam, bo myślałam, że już nic nie będę robić. Jednak potem jeszcze dłubałam i widać to na tym lepszym zdjęciu.



Ostatni szkic. Poprawki dotyczyły tych samych rzeczy. Starałam się, aby linie były w miarę cienkie, były pojedyncze, żeby było jak najczyściej na kartce. Zajęłam się na koniec naszyjnikiem, czy włosami koło szyi, bo tam drobne poprawki trzeba było zastosować. A i ucho ulepszyłam. Po przyglądaniu się na ten szkic i zdjęcie referencyjne, stwierdziłam, że nic więcej nie zdziałam i zostawiłam to tak.


Ostatni szkic przekalkowałam do miejsca docelowego, czyli do szkicownika. Nie poprawiałam już tego ołówkiem, tylko od razu jechałam cienkopisami po tych kalkowych liniach.


Robotę cienkopisem zaczęłam od obrysowania wszystkiego. Wybrałam najcieniej piszący cienkopis i obrysowałam kontury, narysowałam brwi oraz włosy przy przedziałku, wypełniłam te cienkie elementy, jak rzemyk, czy eyeliner. Zaczynając nie wiedziałam co i jak zrobię z niektórymi rzeczami, więc takie obrysowanie na początek było w sam raz. 


Chciałam, żeby ten rysunek był prosty, ale też chciałam, żeby były takie elementy, jak odbicie światła. I nie wiedziałam, czy zostawię po prostu białą plamę, albo zamarzę całość i zrobię refleksy czymś białym, albo pójdę w to, co efekty widać na rysunku i zobaczę co się stanie, w razie co miałam to zamalować kompletnie czarnym i wykorzystać tą opcję, że zrobię refleksy czymś białym. Jak widać wyszło całkiem spoko, co mnie cieszy, bo widać strukturę cienkopisa i nie jest to takie płaskie, jak niektóre efekty grafiki komputerowej. Jeden z naszyjników, ten czarny pasek, nie wiedziałam co z nim zrobić, nie chciałam, żeby był cały czarny, chciałam żeby coś tam w sobie miał, a nie, był czarna plamą. I znowu złapałam się na ty, że myślałam nad tym rysunkiem realistycznie. Ponownie stuknęłam się w głowę, że nie muszę robić tutaj niczego dokładnie jak jest na zdjęciu, że miało być prosto i że mogę sobie zrobić co chcę, więc zrobiłam tak, by było widać szwy. A ten wisiorek chciałam zrobić tak jakby 3D, w sensie na zdjęciu widać jego grubość, więc zrobiłam takie pogrubione linie pod spodem, odpowiednio pod jakim kątem ten wisiorek był. Jak się popatrzy na referencje, to wiadomo o co chodzi. Cienie twarzy, czy cienie do powiek zrobiłam ołówkiem, oczy też. No i usta... Nie podoba mi się, jak to zrobiłam. Wyglądają, jakby dolna warga była większa od górnej, a jest odwrotnie. Próbowałam różnych rozwiązań na tych ustach, ale nic nie wyglądało dobrze i narobiłam tylko warstw, że kartka już nic nie chciała przyjmować. Zrobiłam jak zrobiłam i tak zostawiłam. Po czasie mnie olśniło, że gdybym zrobiła odwrotnie, to by o wiele lepiej to wyglądało, gdyby ten biały był przy granicy warg, ale na górnej. Ja mam tak, że jak kończę rysunek, to już po czasie w nim nic nie robię. Jak uznałam, że koniec, rysunek skończony, to już nic nie poprawiam. Też po czasie zobaczyłam kilka rzeczy, co mogłabym poprawić. Ważne, że je zobaczyłam. 


Czy twarz, którą narysowałam, jest podobna do referencji? Nie wiem, ja to rysowałam i jakieś podobieństwo widzę, choć to nie jest jednoznaczne. Rysując z tego zdjęcia referencyjnego właściwie nie zależało mi na podobieństwie, po prostu podobało mi się zdjęcie, jego klimat i jak nie będzie podobieństwa, to będzie po prostu jakaś dziewczyna. Podeszłam do tego tak, że lekko powątpiewałam iż będzie jakiekolwiek podobieństwo, ale gdyby wyszło, to bym się nie obraziła.


Narysowanie tego rysunku tknęło we mnie coś takiego, że uświadomiłam sobie, iż kiedyś rysowałam więcej. Niby to rysowanie jest koło mnie, ale rysuje w bardzo dużych odstępach czasu. I trochę zatęskniłam za większą częstotliwością rysowania. Potem miałam tyle różnych rozkmin, przeróżnych i przy nich wpadł mi pomysł na rysunki. Jest w kolejce jeszcze jeden, ten drugi, do szkicownika co planowałam w zeszłym roku, więc najpierw trzeba będzie się nim zająć. Będę musiała się zebrać. Zmobilizowałam się do robienia ćwiczeń jak na WFie i wytrzymałam trzy tygodnie, to może i z rysowaniem uda mi się to damo uczynić 😅. 





Na koniec ciekawostka, co stało się z ostatnim szkicem. Otóż wykożystałam go do sprawdzania przyborów, co jak zrobić, co robić, a czego nie robić, tak żeby nic nie spartolić w rysunku. To by było na tyle.

Adieu.