Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teen Wolf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teen Wolf. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lutego 2023

"Teen Wolf: The Movie" | Laurka dla fanów serialu.

Pięć lat temu włączyłam sobie serial, "Teen Wolf", żeby leciało coś w tle. I tak niechcący znalazłam swój ulubiony serial.

Ale o serialu kiedy indziej, kiedyś na pewno pojawi się elaborat tutaj na ten temat, który będzie powstawał tak długo, jak wpis o książkach Jamesa Dashnera.

Znam się z serialem te pięć lat, nawet nie wiem kiedy to zleciało, ale wiem, że są osoby znające go o wiele dłużej, na przykład od jego początku (no logiczne, serial miał swoją premierę w 2011 roku), więc można powiedzieć, że jestem takim świeższym fanem. Jednak wystarczył ten jeden, pierwszy raz, gdy obejrzałam go, aby wsiąknąć w jego świat, w jego treści. Serial skończył się na szóstym sezonie ze stoma odcinkami. Jakiś czas temu, pod koniec 2020 roku fani zrobili akcję, żeby serial powrócił i na przykład pisali komentarze pod postami na profilach na portalach społecznościowych, żeby "bring teen wolf back", co z resztą mi się średnio podobało, o czym też pisałam. No i prawie rok później został ogłoszony film. Czy ta akcja fanów pomogła w tym? Nie wiem, ale wystarczyło to ogłoszenie, by zawrzało. Za niedługo ponownie zawrzało, gdy okazała się, że filmie nie będzie brał udziału, między innymi, odtwórca jednej z ważniejszych ról, Dylan O'Brien, wcielający się w Stilesa. Ludzie byli z tego powodu oburzeni. Mi też się to z początku nie podobało (już prawie pisałam wpis, jaka ja oburzona), ale jak ta informacja usiadła w głowie, to doszłam do wniosku, że w sumie to jest wytłumaczalne, jest to do zrozumienia, bo postać Stilesa miała skończony wątek w serialu tak, że można go zostawić w spokoju. No smutno, ale cóż. O'Brien w wywiadach podczas promocji któregoś z filmu, w którym grał, powiedział, że propozycja przyszła niespodziewanie i że prace nad tym filmem kolidowały z jego kalendarzem. To też jest zrozumiałe, bo właściwie, ten film wyszedł tak spontanicznie i teoretycznie każdy z aktorów mógł mieć zajęty grafik. Potem były jakieś afery wśród fanów, czasem walczyli nawet między sobą i to o nic, ale ja tylko spojrzałam może kątem oka i się dalej nie zagłębiałam, bo czasem to były takie pierdoły, że szkoda czasu było marnować. 

Ja tym filmem się trochę stresowałam, bo tak samo, jak mogło wyjść coś fajnego, to tak samo mogła wyjść kompletna klapa. A po szóstym sezonie, a dokładniej po jego drugiej części, to miałam obawy, bo mi się nie podobała, no niestety ten fragment serialu nie przypadł mi. No, poza ostatnim odcinkiem. Bałam się, że film zrobią na siłę, że zrobią cokolwiek, by ci fani co tak krzyczeli coś mieli i się odczepili, no i ogólnie, że zrobią jakieś gówno i zniszczą renomę serialu. Sobie pomyślałam "kurwa, jak oni mi zrobią coś takiego, jak druga połowa szóstego sezonu, albo nawet coś gorszego, to będę zawiedziona". Gdy nadchodziła premiera filmu, zaczęły pojawiać się materiały promocyjne, dzięki którym hype sam rósł, co mi się nie podobało, bo te materiały na mnie działały, tego hype'u trochę łapałam, czego nie chciałam, no bo miałam te swoje przeczucia co do filmu, i w razie czego, nie chciałam się bardzo rozczarować. W dzień premiery miałam takiego stresa przed oglądaniowego. Zaczęły się pojawiać dobre opinie, co się nawet zdziwiłam. Postanowiłam jednak poczekać, żeby chociaż ten stres przed oglądaniowy mi minął. Poczekałam dwa dni, żeby emocje opadły i w sobotni wieczór sobie "Teen Wolf: The Movie" obejrzałam.



Po wciśnięciu przycisku play, i gdy zaczęły pojawiać się pierwsze ujęcia, to złapała mnie taka ekscytacja, zmieszana z ciekawością, co zobaczę. Początkowe sceny przedstawiały bohaterów, a właściwie przypominały widzowi, bo większość fani znali. Bardzo fajnie było zobaczyć postacie po latach, co one robią, jako dorośli ludzi, czy w jakim miejscu były te starsze postacie, co nie były nastolatkami. Również fajnie było poznać dwie nowe postacie, choć może to za dużo powiedziane, syna Dereka, Eli'ego, oraz kitsune Hikari. Pokazany też został zalążek problemu, który będzie w filmie.

Scott MaCall zaczyna mieć zwidy i widzi swoją pierwszą miłość, Allison, która nie żyje. Przychodzi do niego jej ojciec, Chris Argent i opowiada czego doświadczył w ostatnim czasie. Obaj wymieniają się informacjami, łączą fakty i postanawiają sprawdzić pewne dziwne okoliczności. Ich kierunek to Beacon Hills. Tam Scott udaje się w miejsce, gdzie Allison zginęła. Zjawia się też Lydia, na jego prośbę, by mu pomóc. Potem to, czego się dowiedzieli, wskazuje na to, że muszą odnaleźć Nemeton. W tym pomaga im Malia i, niechcący, Eli. Po jego odnalezieniu dzieją się supernaturalne rzeczy, po których pojawiła się Allison. Ku zdziwieniu, jej powrót został całkiem sensownie wytłumaczony. Nie będę tu nic zdradzać co i jak, bo i tak wszystko działo się szybko, a fajnie się oglądało, jak oni do wszystkiego dochodzili. Bałam się, że Allison weźmie się znikąd, ni z gruchy, ni z pietruchy i ogólnie twórcy wymyślą jakieś niestworzone rzeczy, żeby aby ta postać powróciła. Więc jeden z niepokoi mogłam pożegnać. 

Allison wróciła, wszyscy w szoku, ale ona nic nie pamięta. Natomiast kojarzy, że poluje na wilkołaki i właśnie jednego z nich, Dereka Hale'a, chce zabić. Ten, kto oglądał serial, to wie do którego sezonu jest to nawiązanie, oraz w jakim miejscu była ta postać. Plus, była ona kuszona przez starego znajomego z trzeciego sezonu, czyli Nogitsune. Scott i Malia lecą na pomoc Hale'owi, i to samo zrobił Liam ze swoją dziewczyną Hikari. W międzyczasie policja sprawdza kolejne podpalenie, z serii podpaleń i pojawiają się Oni. 



Lydia, Jackson, Liam i Hikari sprawdzają ciało zamordowanego policjanta na komendzie, a w trakcie rozmyślania dochodzą do wniosku, że wszystko co się dzieje (Allison, podpalenia, ten martwy policjant...) jest ze sobą połączone. Scott ratuje syna Dereka przed Allison, bo Eli mimo, że jest wilkołakiem, to mu nie działa szybkie wracanie do zdrowia, a ma uszkodzoną nogę. Jak już McCall pomógł chłopakowi, to go wygania do domu, a sam bierze na siebie Allison, bo chce spróbować do niej dotrzeć, by ta sobie przypominała, właściwie całe życie.

No i tak, Scott i Allison sobie rozmawiają, jego mama Melissa, jej tata Chris, czy Peter Hale próbują pomóc, Lydia razem z Jacksonem i Malią prowadzą śledztwo, a Nogitsune i Oni sobie grasuję i polują. Wkrótce sprawy się wyjaśniają, Allison się polepsza, wszyscy stają do walki i zły zostaje załatwiony, co wymagało poświęcenia.



Fabuła była prosta. Z początku mi to przeszkadzało, ale z drugiej strony pomyślałam sobie, że jakby wymyśleli coś głupiego, bez sensu, to w sumie dobrze, że nie jest jakaś wymyślna. Z uwagi na referencję z serialu, to fani będą dokładnie wiedzieć o co chodzi. Wiele razy odczuwałam, że wiedza z serialu się przydaje. Swoją drogą, poza supernaturalną wiedzą, jest wiele smaczków z serialu, co dla mnie, fana, było fajnym akcentem i w zależności co to było, to w głowie miałam "o, to było w tym, czy tamtym odcinku" i sobie przypominałam okoliczności. Był też aspekt zagadki, nad którą główkowała między innymi Lydia. Nie było to coś obszernego, skomplikowanego, niesamowitego, było to raczej małe odniesienie, że w serialu też bawili się w detektywów (tylko trochę lepiej 😛). W ogóle w wątku Lydii znalazło się miejsce, by wspomnieć o Stilesie, z racji tego, że koniec pierwszej połowy szóstego sezonu sugeruje, że te dwie postacie są razem. Sugeruje, bo tak naprawdę ten związek nie był pokazany. Ja się ucieszyłam, że Stiles został wspomniany, chociaż taka cząstka tej postaci była w filmie.

Przez cały film przewijało się mnóstwo postaci, powiedziałabym, że za dużo. Jedynie dobrze, że każda z nich miała swoje miejsce i właściwie większość była drugoplanowa. Choć szkoda, że niektóre postacie nie miały trochę większej roli, jak na przykład Liam, jako że jest betą Scotta (wiadomo, kto oglądał serial, wie o co chodzi), mógł częściej pojawić się na ekranie. Albo Hikari, która jest nową postacią i wiemy tylko to, że jest kitsune oraz dziewczyną Liama. Trochę mam wrażenie, że ona została wprowadzona do filmu tylko po to, bo fabuła tego potrzebowała, a konkretnie wątek antagonisty. Szczególnie, że drugiej nowej postaci, jaką jest Eli, poświęcono więcej czasu i można było go poznać jako tako. W ogóle co do ilości tych postaci, to również mam wrażenie, że niektóre są, bo są, bo były w serialu i fani upominaliby się o tego, czy o tamtego. Film skupił się na postaci Scotta, Allison i Lydii, czyli od tych, od których się zaczęło w serialu, więc tyle dobrze.

Ale jak już jest tyle postaci, to fajnie było je zobaczyć po latach. I do tego jak swobodnie mogą sobie przekląć na przykład. Dobrze też, że pokazali chociaż cząstkę zmartwień wewnętrznych niektórych postaci. Malia nadal ma problem z odczytywaniem swoich uczuć i emocji, Scott jest trochę samotny, a Eli ma problem ze swoją wilkołaczą stroną i relacjami z ojcem. Pod względem zmiany w postaciach, które były w serialu nastolatkami, a w filmie są dorosłymi, no to bardzo nie ma, po prostu są swoimi starszymi wersjami. Choć bardzo mi się spodobały postacie Scotta i Allison w wersji filmowej, że tak to ujmę. Pod koniec serialu Scott czasem mi się nie podobał, a Allison momentami mnie irytowała. No a w filmie tego nie odczuwałam, na szczęście. No i Allison wiadomo, musiała być trochę inaczej zagrana, bo ona nic nie pamięta, za uchem ma Nogitsune, a jak coś jej świta lub sobie coś przypominam to ma mętlik w głowie. Natomiast Scott czy został tak zagrany, czy został tak napisany, czy jedno i drugie, to bardzo przypadło mi do gustu. To trochę mieszanka Scotta z początków serialu, paru cech pozbieranych z różnych momentów serialu i z dorosłymi cechami w filmie.


Podoba mi się, jak ten film został nakręcony, dobrze mi się na niego patrzyło wizualnie. Niektóre sceny zostały dobrze zrealizowane. I fajnie było też zobaczyć świecące się oczy w lepszej jakości. Oczywiście było też trochę słabego CGI, czy małe pomyłki w ujęciach jednej sceny, ale to i tak na tak dość krótki czas kręcenia, jakieś dwa miesiące, i pewnie budżet nie był jakiś wysoki, to całkiem nieźle się postarali. Przed obejrzeniem bałam się, że zrobią coś w stylu efektów wyciągniętych z 2011 roku. Ogółem w moim czarnym scenariuszu stawiałam na to, że zrobią ten film na odwal się i ujęcia będą byle jakie, ale jednak się tak nie stało. Podobnie było z charakteryzacją. W serialu zdarzały się różne kwiatki, że jak jakaś postać była w swojej charakteryzacji, no to zdarzało się mi parsknąć śmiechem na niektórych. W filmie charakteryzacja była całkiem dobra. Nie pokazali też tego na czym mogliby polegnąć, czyli jak te wilkołaki zmieniają się w wilkołaki, chociaż to bardziej w temacie CGI. Nogitsune dobrze wyglądał, Oni też nie najgorzej, choć w ich przypadku najlepiej wyglądali w ciemnej scenerii, bo w jasnych to trochę było widać plastikowość niektórych elementów.

Moje przewidywania co do tego filmu były pół na pół, jednakże miałam trochę więcej tych negatywnych myśli. Różnie to bywa w robieniu na nowo filmów, które już są, robieniu kolejnej części do serii filmów, która istnieje i miała być zakończona, i tak dalej i tak dalej. Na szczęście twórcy nie poszli w tą złą stronę. Robiąc ten film byli ostrożni, nie zrobili jakiejś wymagającej fabuły, tylko wzięli właściwie to co mieli i wykorzystali to na nowo w inny sposób. Dlatego historia nie jest jakaś porywająca, wymagająca i jakaś niesamowita, ale dla fanów (na przykład mi) ona będzie wystarczać, bo dodatkowo ma tą otoczkę z serialu, wspomnień i nostalgii. Twórcy próbowali zrobić trochę straszny klimat, albo dodać dramaturgii, tak jak było w serialu, ale na mnie to nie działało. Ja trochę jestem grupo skórna na emocje, musi być coś naprawdę mocnego. Pomimo to, muszę przyznać, że czasem udało im się zbudować napięcie, szczególnie w pewnej scenie, gdzie Allison polowała na Dereka. Nogitsune i Oni (kurde, po angielsku to o wiele lepiej brzmi) nie straszni, jak w serialu, ale przynajmniej budowali wokół nich klimat. Ogólnie wszystko działo się bardzo szybko, wiadomo, że serial ma na wszystko więcej czasu, no a w filmie to czas jest ograniczony. Jeszcze jakby robili na nowo jakąś historię i nie byłoby tyle postaci, to też inaczej by praca wyglądała. Film ma dużo odniesień do serialu i jak sama nazwa wskazuje oraz jakie było założenie jego powstania, jest on przeznaczony dla jego fanów. Do nowo/starej historii wzięli Nogitsune, dark spirit z trzeciego sezonu. I lepiej nie mogli zwrócić mojej uwagi, gdy do sieci wleciał pierwszy teaser, bo trzeci sezon jest moim ulubionym. Do mojej siostry i kumpeli, które są w temacie serialu, powiedziałam w żartach, że widać, który sezon najlepszy, gdy wszystkie byłyśmy zaznajomione z tym teaserem.


Reżyser pozbierał bardzo dużo postaci, jak pokemony, i wsadził do filmu. Owszem, było ich za dużo, ale jak już były, no to fajnie było ich zobaczyć w wersji "po latach". Wiadomo, że człowiek cieszył się najbardziej z ponownego ujrzenia Scotta, Lydii i Allison, bo oni to wszystko zaczęli. Dobrze też, że głównie na nich się skupiono, a reszta postaci była w tym filmie symbolicznie. Bo jakby pozaczynali jakieś wątki, czy cokolwiek, to mogliby się pogubić, albo po drodze coś spartaczyć i wtedy moja prognoza by się spełniła. Mały smuteczek był, bo z wielkiej czwórki nie było Stilesa, no ale cóż, Dylana przynajmniej można zobaczyć w innych produkcjach i coś tam jeszcze kręci. 

Mimo niedoskonałości podobał mi się ten film. Sam fakt, że nie zburzyli tego, co serial zbudował, to już jest coś. Może historia dużo emocji nie dała, ale ta cała otoczka wokół niego już tak. Powiedziałabym, że jest to lużny film, taka laurka dla fanów. Jednakże jest też szansa, ze komuś się nie spodoba, nawet największemu fanowi serialu. Ja ten film potraktowałam lekko, w sensie, że jest to lekki film na wieczór. Obsada w wywiadach była pozytywnie nastawiona, gdyby miało powstać coś jeszcze w świecie Teen Wolfa. Gdyby miał powstać samodzielny film, nie oparty na serialu, byłabym za tym. Tylko musieliby nad nową nazwą pomyśleć, bo teen wolf już nie jest teen 😛.



sobota, 28 stycznia 2023

Zbiorczo 3.

1. Obsada "Teen Wolf" reaguje na momenty z serialu
Ponownie temat "Teen Wolf", no ale film wyszedł, a przed nim było trochę materiałów promocyjnych. Mnie ujęło to wideo, w którym aktorzy oglądają różne sceny z serialu. I to było takie sympatyczne, i nostalgiczne. Razem z aktorami fan mógł oglądać momenty z serialu, zobaczyć ich reakcje na ich pracę, czy zobaczyć i u nich tą nutę nostalgii. Mi, jako fance, fajnie się oglądało, jak niektórzy  znali sceny, albo je sobie przypominali, lub poznać perspektywę tych, którzy byli od początku serialu, i tych, którzy doszli w późniejszych sezonach. Bardzo przyjemne wideo. 



2. Drugi sezon "Wednesday" oficjalnie potwierdzony
Po pierwszym sezonie serialu pojawiało się mnóstwo informacji o tym, że będzie drugi sezon, ale ja się nie cieszyłam zbyt szybko i czekałam właśnie na oficjalne potwierdzenie. W ogóle wkurzały mnie te różne tytuły, czy posty, na przykład na Instagramie, że będzie drugi sezon i ludzie wymyślali, kiedy on będzie, o czym on będzie, i tym podobne. Były też głosy, że drugiego sezonu nie będzie. Ale dostałam to swoje oficjalne potwierdzenie i fajnie, jestem ciekawa, jak rozwinie się ten świat, z czym główna bohaterka będzie się borykać. Bardzo podoba mi się postać Wednesday, bardzo podoba mi się właśnie tamtejszy świat przedstawiony i fajnie będzie go odkrywać. Też dobrze by było, jakby drugi sezon miał troszkę więcej odcinków, a o dwa chociażby. A na ten moment trza czekać na wieści.  



3. Szyderczy skrót "Rodowodu Krwi"
Ostatnio wpadłam na kanał YouTube, Łukasz Cegiełka, gdzie autor publikuje filmy z tytułem "Szyderczy Skrót", w których humorystycznie opowiadane są różne produkcje, Bardzo podobają mi się te treści, a skrót "Zmierzchu" to jakieś mistrzostwo, Ale niedawno pojawiło się kolejne mistrzostwo, czyli skrót "Rodowodu Krwi". Tak więc, jeżeli ktoś nie chce marnować czasu na ten serial, albo nie bierze tego serialu na poważnie, no i tym podobne, lub ktoś ma traumę po jego obejrzeniu właśnie, to bardzo polecam, ja się uśmiałam. Ten "Szyderczy Skrót" jest o wiele wartościowszy niż "Rodowód" sam w sobie. 



4. Trailer drugiego sezonu "Hunters"
Zanim wezmę się za ten serial, to oni  drugi sezon wypuścić zdążyli. Może właśnie ten drugi sezon mnie zmobilizuje. Koncepcja grupy, która poluje na nazistów bardzo mi się podoba, a w drugim sezonie mają Hitlera szukać. Nie śpieszno mi było, żeby zacząć oglądać ten serial, bo miał słabe oceny na Filmwebie i IMDb. Ja to tam patrzę bardziej na to drugie. Po premierze pierwszego sezonu ocena to była jakaś sześć i coś, a jak zajrzałam przed premierą drugiego sezonu, miał on siedem i coś. Coś tam się zadziało. Ogólnie teraz z powrotem jest sześć i coś, po tym drugim sezonie. Ja przy pierwszym sezonie byłam zainteresowana, ale przez ten pierwszy odzew jakoś się nie śpieszyłam do niego. Niby nie patrzę bardzo na oceny, ale jednak podświadomie działa to na działania człowieka. Też nie słyszałam o tym serialu, nie promowali go jakoś mocno. Słyszy się cały czas o jakiś serialach, nawet na Spotify, a o "Hunters" nie słyszałam, a wiadomo, że jak się o czymś mówi, to człowiek nabiera ochoty. A ten serial może mi się spodobać, bo ja lubię takie tematyki, jak "co by było gdyby", albo jakieś, jak to się mówi, teorie spiskowe, dlatego ja nie mam jakiegoś problemu z fabułą "Hunters". Mam nadzieję, że mi się uda zebrać do tego serialu. 



5. Muzyczny powrót Fall Out Boy
Po pięciu latach Fall Out Boy wrócił z nową muzyką. Już po zapowiedzi spodziewałam się czegoś dobrego. I jakim fajnym uczuciem było usłyszeć nowy utwór od zespołu, który był jednym z pierwszych, jakich zaczęłam słuchać. Byłam sobie na premierze "Love From The Other Side" i tak mi się miło zrobiło, że słucham nowego utworu zespołu, którego słucham już dość długo, do tego dobry utwór i fajny teledysk, a brzmienie tego utworu, to styl zespołu z czasów albumów od 2007 do 2013, tylko w teraźniejszym, świeżym wydaniu. Wiele fanów było zachwyconych samym powrotem zespołu, inni właśnie z tego powodu, że zespół brzmi "jak za starych czasów", ale też dużo z nich cieszyło się z tego brzmienia, bo przy pierwszym singlu, "Young and Menace", czy samym albumie "Mania", czuli zawód. Wraz z nowym utworem został zapowiedziany nowy album, "So Much (for) Stardust". Tego samego dnia pojawiła się informacja, że gitarzysta, Joe Trohman, bierze sobie przerwę od zespołu, by się skupić na swoim zdrowiu psychicznym. Natomiast zespół się nie zatrzymywał i tydzień później pojawił się ich drugi singiel, "Heartbreak Feels So Good", który również dobrze brzmi oraz ma zabawny teledysk, w którym ma mały udział gitarzysta, co mnie ucieszyło, bo dzięki temu nie wygląda to, jakby on odszedł, oraz że zespół się od niego odwrócił, czy coś takiego, a tego trochę się bałam, że może tak się stać i na szczęście tak nie jest. Dodatkowo według zespołu "big news coming soon", więc jest ciekawie.

Fall Out Boy - Love From The Other Side (Official Video)

Fall Out Boy - Heartbreak Feels So Good (Official Video)


6. Koniec Panic! At The Disco
Dla kontrastu dobrych wiadomości, te mniej dobre. Ostatnio Brendon Urie ogłosił zakończenie projektu Panic! At The Disco. Wraz z zakończeniem trasy koncertowej zespół zakończy swoją działalność. Wokalista ma zostać rodzicem, chce skupić się na rodzinie, chce zakończyć jedną podróż, by rozpocząć nową. No trochę smutno, bo to też zespół z czasów, jak poznawałam między innymi Fall Out Boy. Może jakoś bardzo się nie przywiązałam, po prostu lubię ich muzykę, ale jednak miałam takie "ooo, szkoda", gdy się dowiedziałam.


Ogólnie z Panic! At The Disco jest tak, że ludzie albo lubią ich muzykę niezależnie od albumu, albo dzielą się na tych, co lubią te pierwsze albumy, a za tymi nowszymi nie przepadają lub im się podobają ale nadal wolą te wcześniejsze albumy, albo kompletnie nie lubią tej muzyki. I nie wiem od kogo to wychodzi, ale po ogłoszeniu zakończenia działalności zaczęły pojawiać się memy. A to dlatego, że od któregoś albumu widnieje tylko jeden oficjalny członek, Brendon Urie. Oczywiście są muzycy, co grają z nim na koncertach, i nie wiem ilu ich tam było, ale żaden nie był zapisany, jako oficjalny członek. I dlatego powstają memy, na przykład, że Urie rozmawia sam ze sobą o tym, by zakończyć Panic! At The Disco. Mnie śmieszy.

W każdym razie, Panic! At The Disco się kończy, ale myślę, że Brendon Uri może tworzyć swoja muzykę już pod swoim nazwiskiem. Tak myślę. I to może być coś ciekawego. Chyba.




7. Chwila dla historii (bez cenzury)
Czasem, gdy YouTube mi zaproponuje, i mnie temat zainteresuje, to obejrzę sobie film z kanału Historia bez cenzury. I niedawno sobie obejrzałam film z tytułem "Największe katastrofy komunikacyjne", były tam różne historie właśnie o katastrofach komunikacyjnych, ale tylko jedna spowodowała, że podczas słuchania o niej miałam takie "coo?". A chodziło o katastrofę kolejową pod Ufą, w czasach Związku Radzieckiego, gdzie czwartego czerwca 1989 roku doszło do eksplozji gazu z gazociągu przebiegającego w pobliżu torów Kolei Transsyberyjskiej w momencie mijania się dwóch pociągów. No cóż, rura została uszkodzona, prowizorycznie naprawiona (to było cztery lata przed), ale w końcu i prowizorka przestała działać i gaz zaczął się ulatniać. Obsługa zauważyła, że jest niskie ciśnienie, ale jeden pracownik akurat kończył zmianę, a ten który zaczynał zmianę, to jeszcze zwiększył moc pomp. W miejscu, gdzie uciekał gaz z rur, miały minąć się dwa pociągi, dlatego musiały trochę przyhamować, no a przy hamowaniu potrafią iść iskry. No a gaz i iskry, to niedobre połączenie. I tak właśnie doszło do eksplozji. Oczywiście to tak pokrótce, warto obejrzeć film Historii bez cenzury, bo prowadzący ogółem ciekawie opowiada, a i żartem żuci, jak trzeba, i ogólnie, gdy opowiada, to historia jest ciekawsza. Ja wpisałam sobie w Google, bo chciałam zobaczyć co w internecie jest o tej katastrofie, i trafiłam na zdjęcia z miejsca wydarzenia. I to było coś, że się widzi, iż jest to koszmarny widok i zaraz przychodzi do głowy, że to wina człowieka. Było zdjęcie, które pokazywało siłę rażenia, połamane drzewa, były zdjęcia powywracanych wagonów, czy zdjęcia gdzie na noszach były szczątki ludzkie, a obok stał żołnierz, przerażony tym co zobaczył. Te zdjęcia, razem z opowiedzianą historią w filmie podsuwały myśli, że jak to możliwe, no takie coś się w głowie nie mieści.

Największe katastrofy komunikacyjne. Historia Bez Cenzury



No, wpis napisany, browar skończony, czas na film "Teen Wolf" 😛.


wtorek, 20 grudnia 2022

Void Stiles fanart.

Dawno nie było nic z rysowania. Nie było jakoś po drodze. Chciałam więcej pisać między innymi o rysowaniu, ale na razie to mi tak średnio to wyszło. Po ostatnim wpisie to jest idealny czas na coś lekkiego. Ten rysunek ma już rok, ale nadal jara mnie to, jak mi wyszedł i to jak on powstawał.


Inspiracja
Ludzie, którzy coś tworzą, często są czymś zainspirowani. Filmem, serialem, zdjęciem, namalowanym przez kogoś obrazem lub narysowanym rysunkiem, albo jakąś sytuacją w życiu, no chyba wszystko potrafi zainspirować. Anyway. W tamtym czasie oglądałam dużo filmików z "Teen Wolf" robione przez fanów (ta, zamiast w końcu obejrzeć w całości ten serial, to ja filmiki oglądałam...), na Instagramie miałam dużo fanowskich kont zaobserwowanych i tam publikowane były różnego rodzaju filmiki, przeróbki. Też jak się oglądało takie rzeczy, które miały w hasztagach nazwę serialu, czy cokolwiek co do niego nawiązuje, to Instagram sam proponował potem podobne te posty (w sumie nadal tak jest). Takim sposobem trafiałam również na różnego rodzaju fanarty, a kilka z nich dotyczyły pewnej sceny. Ja bardzo lubię tą scenę. Te fanarty były z różnych perspektyw, nawet potrafiły się aby dwoma milimetrami różnicy w kadrze różnić, ale nie było takiego fanartu, gdzie postać patrzyłaby na wprost. Postanowiłam poszperać, czy oby na pewno nikt nie zrobił z perspektywy na wprost, tak jak ja to sobie wymyśliłam, no i nic nie znalazłam, co mnie ucieszyło, bo ja taki zrobię. Dodatkowo większość fanartów było robione na komputerze, a ja miałam zrobić swój tradycyjnie. Te fanarty były na zasadzie, że była postać, a właściwie jej zarys, bo koszulka jest jednolitego koloru, twarz jest jednolitego koloru, włosy i inne elementy też są jednolitego koloru, bez żadnych cieni, czy szczegółów. Trochę tak jakby ktoś wziął zdjęcie, wziął próbkę koloru koszulki z tego zdjęcia, i zamalował koszulkę robiąc jednolity, uproszczony obrazek. Też w swoich poszukiwaniach nie widziałam ujęcia z tej sceny, którego ja chciałam, więc sobie sama zrobiłam. 




Przygotowania
Miałam referencje, ale jeszcze nie zaczęłam rysować. Najpierw chciałam się dowiedzieć, jak narysować kogoś z głową lekko w dół i uniesionym wzrokiem. Znowu musiałam pogrzebać w internecie. Chwilę to zajęło, żeby coś znaleźć, ale znalazłam bardzo dobrą rzecz. Godzinny materiał, gdzie na wideo pokazane zostało krok po kroku, in real time, nie w przyśpieszonym tempie, kilka perspektyw rysowania głowy. Bardzo cenny materiał, idealny jak ktoś się uczy, albo zdobywa informacje tak jak ja, kiedy mu potrzeba. Dlatego poniżej go zostawiam. 

How to Draw Faces Looking Down || Loomis Method Monday Ep 3


Wszystko rozpoczyna koło. Przez takie ćwiczenia, to koła rysowane odręcznie będą wyglądały jak od cyrkla 😆. Się ich orysowałam, wiem co mówię. 



Koło podzieliłam na dwa. Wyznaczyłam krawędzie twarzy oraz zaznaczyłam przyszłą górną część nosa, ten taki krzyżyk trochę poniżej połowy koła.



Linię dzielącą koło na dwa, podzieliłam na trzy. Środkowa linia jest tam, gdzie był wcześniej ten krzyżyk. Powyżej jest linia włosów na czole, a dolna linia jest na części koła. Do tego zaczęłam przedłużać twarz (te małe kreseczki poza kołem).



Dorysowałam czwartą część do tamtych trzech, poniżej koła mniej więcej podobnej szerokości. To w przyszłości będzie brodą.



Rzeźbienie nosa. Na początku nos to proste linie, składające się z trochę trapezów, trochę trójkątów, a i koło też się znajdzie. A od nosa idą dwie linie, które mówią gdzie mają być usta i zostawiłam tam uśmiechającą się linię. 



Usta. Właściwie górna warga. Widać, że narysowałam ją trochę wyżej i są dwie opcje, albo tak było na filmie, albo ja narysowałam ten wyznacznik ust za nisko. Już nie pamiętam dokładnie, co tam się zadziało. No i poniżej zaznaczyłam cień dolnej wargi. 



Następnie dużo się dzieje. Na moim szkicu pojawiły się uszy, zarysowane czoło, skronie i kości policzkowe. Narysowane zostały też żuchwa i szyja. Na wysokości czoła jest koło, które pomagało umiejscowić wszystko w tamtym obszarze, by potem móc od tego rysować kolejne elementy. 



I ostatnie. Tu pojawiły się oczy i przy nich, jak właściwie przy całym tym szkicu, orysowałam się linii pomocniczych, jak nigdy wcześniej. Ale dobrze, bo zobaczyłam co od czego wychodziło, co z czego się brało, takie rozłożenie wszystkiego na czynniki pierwsze. Podczas wykonywania tego szkicu analizowało się, co, gdzie i jak. Jak od linii idzie inna linia, a od niej jeszcze kolejna linia, i tak dalej. Po skończeniu rysowania tego, byłam zadowolona jak to wyszło. Robiłam taki szkic pierwszy raz, a zazwyczaj za pierwszym razem to mi koślawce wychodzą, więc już pierwszy i dobry krok zrobiłam, w kierunku tego mojego przyszłego rysunku. 




Powoli do szkicu
To co kolejno robiłam, to to samo, co wcześniej, tylko ze zdjęcia referencyjnego, z którego chciałam wykonać rysunek. Dosłownie rysowałam to, co w poprzednim szkicu, tylko przystosowywałam wszystko do twarzy Stilesa. Ja się nie spodziewałam, że to pójście na łatwiznę w ogóle wyjdzie. Oczywiście wszystko brudne, kanciaste, no ale to pierwszy szkic. 




Jako ciekawostkę tutaj dam, że jak rysowałam, to moja głowa powiedziała po prostu "zrób to", i zmierzyłam linijką brwi. Okazało się, że są zbliżone do siebie długością. Dobre mam oko.


Ten kanciasty szkic, który mi wyszedł, przetarłam gumką chlebową, żeby linie zrobiły się trochę wyblakłe. Potem zaczęłam wyrysowywać na nim mniej kanciaste elementy, bardziej szczegółowe. 



Mimo, że pojawiło się dużo elementów, to nadal luźny szkic. Byłam pod wrażeniem, że tak mi wyszedł pierwszy szkic mojego rysunku. Dosłownie od razu wyszło mi to co chciałam, Zazwyczaj, to jest parę szkiców i na każdym coś dopracowuje, zanim wyjdzie mi coś na poziomie tego poniżej. A tu, zrobiłam kanciaka, na tym narysowałam więcej szczegółów, i jest szkic. Luźno zarysowane włosy, plus minus zarysowane brwi, oczy, nos. Też powstała koszulka. 



Poprzednia kartka miała już dość w sobie ołówka, więc znajdujący się na niej szkic przekalkowałam na nową kartkę i na niej wdawałam się w szczegóły. Już bez zbędnych kółek, kresek i innych wcześniej potrzebnych do naszkicowania. 



Powstała bujna czupryna, koszulka i wszystko jest czyste. Jeszcze okolice włosów, na przykład przy czole, jest kanciasta, a u góry są niedbale poprowadzone linie, ale to nie koniec szkicowania. Plus jak na drugi szkic, to i tak dobrze to wygląda.



Powstała jeszcze jedna kalka. Tylko zostało to odbite tak, by głowa wyglądała na przechyloną na bok, tak jak było na referencji. Zwyczajnie na prosto było mi to lepiej i lżej narysować do tego etapu. 




Czas na trochę czarnego
W ruch poszły czarne pisaki. Na początek zrobiłam taśmę na ustach, bo wiedziałam, że ona na pewno będzie cała czarna. Z resztą jeszcze dokładnie nie wiedziałam co zrobię. Na tym etapie momentami były improwizacje. Myślałam w jaki sposób zrobić włosy, czy robić jakieś pojedyncze kosmyki, albo jakieś odbłyski włosów, albo myślałam w jaki sposób zrobię koszulkę. Ostatecznie wszystko wyszło samo w praniu.



Z włosami skończyłam na prostocie. Stwierdziłam, że jak tu coś dodam, to może być za duży bałagan i zostawiłam takie czarne proste, jakie jest. MICRONem 02 zrobiłam najcieńsze włoski, na przykład te przy skroni. Wypełniłam całość, dla ułatwienia i przyśpieszenia pracy, użyłam takiego grubego markera ze Staedtlera. A tam gdzie trzeba było, wzięłam coś precyzyjnego.



Potem już nic nie dokumentowałam, bo to a to przerwy w pracy nad nim, a to trzeba było szybko ten rysunek kończyć, bo trzeba było brać się za coś nowego. Zawsze, jak coś rysuje, to ktoś coś chce ode mnie 😆. Wszystko zrobiłam na zasadzie linii, albo cienia i nie wdawałam się w szczegóły. Rysunek jest w uproszczeniu, bo taki miałam właśnie zamysł. Podczas rysowania myślałam nad tym, czy czegoś nie dodać na twarzy, jakiegoś cienia, zaznaczenia linią kości policzkowej, czy cokolwiek, ale porzuciłam ten zamysł, stwierdziłam, że nie ma co kombinować, jeszcze coś zepsuje. Dlatego na twarzy to głównie linie. Rysując koszulkę nie chciałam, żeby była cała czarna, więc spróbowałam zrobić teksturę pomarszczonego materiału. Nie wygląda identycznie, ale coś tam więcej się dzieje.




Parę słów
To prosty rysunek, ale robota nad nim była rozłożona w czasie, bo zaczęłam po dwudziestym sierpnia, a data ukończenia to piętnasty listopad. Pamiętam, że nie chciałam się z nim śpieszyć, zważywszy na to, że w niektórych momentach nie wiedziałam co zrobię. A do tego mam dużo rzeczy, które lubię robić, więc pewnie w międzyczasie się czymś tam zajmowałam. Bardzo podoba mi się, jak ten rysunek wyszedł. Nawet po takim długim czasie nic mi się nie pozmieniało, plus, nawet nie widzę niczego niepoprawnego, złego czy cokolwiek. Nie ma też niczego, co bym zrobiła inaczej. Chyba ten rysunek musi być dobry, bo skoro bym nic nie zmieniła, nie widzę niczego złego i w ogóle na niego nie narzekam, a zazwyczaj po czasie mam jakieś uwagi do swoich rysunków.

Mam jeszcze kilka rysowniczych rzeczy, o których będę chciała napisać, ale kiedy się pojawią takie wpisy, tego nie wie nikt. Wiem, że będę chciała spróbować napisać je w wersji na papierze, póki mi nic tu nie wyskoczy, żeby aby móc wyciągnąć i przelać to na wersję elektroniczną w przyszłości.


poniedziałek, 25 lipca 2022

Teen Wolf: The Movie | Teaser Trailer | Paramount+

Ja zanim się zbiorę do napisania wpisu o "Teen Wolf", to oni nie tylko zdążyli zrobić film, ale i zdążą go wypuścić 😆.

Na początku roku, albo pod koniec zeszłego (już nie pamiętam), poszła wiadomość, że obsada serialu "Teen Wolf" ponownie się spotka, by stworzyć film. Fani serialu przed tym spamowali wszędzie, że "bring Teen Wolf back" i tego typu rzeczami, więc twórcy odpowiedzieli im "We’ve heard your howls, and we’re howling back". Ja, tak samo jak wszyscy fani, ucieszyłam się. No serial ten tak się u mnie odcisnął, że został jak rzep, bohaterowie nie są typowymi bohaterami z serialu dla nastolatków, to jak serial jest stworzony, jak sezon płynnie przechodzi w kolejny sezon (plus sezon potrafi być podzielony na dwa i też są płynne przejścia), a wydarzenia z każdego sezonu mają skutek w kolejnym. No wstrzelił się ten serial u mnie w dziesiątkę. 

Jednak jak trochę ostygłam z radości, to podeszłam do tego racjonalnie. I pomyślałam sobie tak, okay, zrobią ten film, ale jest trochę "ale". Po pierwsze, fani, można powiedzieć, żądali czegoś, więc twórcy postanowili zrobić cokolwiek, plus trochę na tym zarobić. Po drugie, zrobią coś niskobudżetowego, mało ambitnego, tak by ludzie mieli, zamknęli się i jeszcze by na tych ludziach zarobili. Po trzecie, mogli zrobić ten film w taki sposób, że zwyczajnie zrujnują pogląd na serial. No i mnóstwo tego typu rzeczy. Moja głowa produkowała mnóstwo opcji.

Nie mniej jednak, zostałam z takim "no nawet fajnie, że coś robią", ale nie pokładałam na to jakiś większych nadziei. Gdy ogłaszali potwierdzone powroty aktorów, no to fajnie było na to patrzeć, że tak powiem. Ale na horyzoncie czyhała kolejna gorąca dyskusja. Otóż Arden Cho, grająca rolę Kiry Yukimury, nie powróci. Potem ludzie dotarli do tego, że grając w serialu nie dostawała jakiegoś dużego wynagrodzenia, bo grała rolę bardziej drugoplanową, a mimo tego, że jej postać stała się główniejszą postacią, to jej wynagrodzenie w ogóle nie wzrosło. Do tego krążyły głosy, że niektórzy byli do niej uprzedzeni z powodu jej pochodzenia, a za film proponowali jej mniej, niż innym.  Ludzie tak dyskutowali i niektóre twierdzenia, czy teorie były dla mnie kompletnie głupie, że w pewnym momencie przestałam to śledzić. Oczywiście zachowanie w stosunku Arden, jeśli było prawdziwe, nie było dobre, ale ludzie już zaczęli takie głupoty wypisywać. 

Mało tego, odtwórca kluczowej postaci, Dylan O'Brien, wcielający się w Stilesa, również nie powróci. No tutaj to była taka burza, że sama niechcący w nią wjechałam. I nawet mocno się zdenerwowałam z tego powodu i powiedziałam do siostry ciotecznej, że nie obejrzę tego filmu, skoro Stilesa nie będzie. No ale rozsądek wziął młotek i walnął mnie w głowę, żeby myślenie wróciło na swoje tory. To jak zostawiłam te emocje, to stwierdziłam, że  w sumie trochę logiczne jest to, że O'Brien się nie zgodził na powrót. W tym czasie miał na głowie dwa filmy, z tego co widziałam jeszcze jakieś postprodukcje, plus patrząc na to, że niechcący jest na wyższej randze od reszty aktorów z serialu, no że w tym przypadku prawdopodobnie trochę się ceni, pod względem pieniężnym, a dodatkowo pomysł o Teen Wolf filmie wyszedł nagle, ni z gruchy ni z pietruchy z zaskoczenia, że wysokie prawdopodobieństwo jest, że chłop po prostu nie miał na to czasu.

No cóż, na tym etapie miałam podejście, że co będzie, to będzie. Pewnie film obejrzę bardziej z ciekawości, co tam zrobili wymyślili i czy czegoś nie zjebali. Jak mi się spodoba to fajnie, jak nie, to płakać nie będę (chyba, że odjebią coś konkretnie głupiego). Nawet informacja o powrocie postaci Allison, która przecież zginęła, nie ruszyła mnie. To też zależy jak ją "powrócą", mam nadzieję na jakieś w miarę sensowne to zmartwychwstanie 😛. 

Ale niedawno, bo 21 lipca, był San Diego Comic-Con, gdzie pojawili się ludzie z "Teen Wolf: The Movie" i puszczona została tam zapowiedź tego filmu. No jak jak to zobaczyłam, no to kurde zrobiło wrażenie. Na tym etapie to mi się podoba. Zaskoczyli mnie. Jednakże nadal jestem ostrożna, nie chcę robić za dużego hype'u sobie na ten film, bo wiadomo, jak to może być. No ale ta zapowiedź ma klimat. Cokolwiek tam wymyślili, oczywiście wybrali najlepszego villaina. Mam nadzieję, że to będzie chociaż dobre (nie musi być najlepsze,), takie nostalgiczne, i że tego jakoś mocną nie spierdolą. Bo fajnie było ponownie zobaczyć tych wszystkich aktorów na jednym planie, jak za kulisami sobie są i tak dalej. Szkoda by było, jakby zrobili kompletną głupotę. 

Ale czy z tego filmu powstała głupota, to trzeba poczekać na premierę w październiku, żeby się o tym przekonać.




środa, 25 listopada 2020

To chyba nie jest dobry pomysł.

Z racji tego, że jest szósta nad ranem i muszę się bardziej obudzić i wypić kawę, żeby robić coś bardziej kreatywnego, czyli rysować, postanowiłam sobie chwilę popisać.

Siedzę od prawie trzech lat w społeczności fanów serialu "Teen Wolf" i lubię pooglądać sobie kompilacje najlepszych albo najśmieszniejszych momentów  w całym serialu, którymś z sezonów lub odcinków, albo najlepsze/najśmieszniejsze momenty któregoś z bohaterów. Lubię też jakieś edytowane widea z fajnym montażem i tego typu rzeczami. Chyba każdy w jakimś stopni interesuje się podobnymi rzeczami dotyczącymi jego ulubionego serialu. 

"Teen Wolf" swoją premierę z pierwszym sezonem miał w 2011 roku, a zakończył się szóstym sezonem w 2017 roku ze stoma odcinkami na koncie. Serial był mieszanką wszystkiego. Po trochu w sobie miał fantasy, horroru, komedii sci-fi, akcji, czy nawet romansu. Bardzo mi się podoba forma całości tej produkcji. Zazwyczaj miałam do czynienia, gdzie w serialach co sezon był inny antagonista i dopiero na końcu sezonu zostaje on pokonany przez głównego bohatera, zaś w kolejnych sezonach nie ma za bardzo znaczenia, to co działo się w poprzednich. W "Teen Wolf" wszystko było wspólną całością. Każdy sezon się ze sobą łączył, w sensie, w wyniku wydarzeń w jednym sezonie, w drugim są tego konsekwencje i tym podobne rzeczy. Dzięki czemu nawet nie czuje się, że są to oddzielne sezony. Dodatkowo pierwsze trzy sezony są ze sobą połączone, bo pojawiają się rzeczy, które były punktem łączącym, powrót do jakichś wydarzeń, albo o czym była mowa gdzieś wcześniej w którymś z tych sezonów, a następne trzy dotyczyły innych wydarzeń, które również się łączyły. Nie wiem, jak to lepiej wytłumaczyć, ale tak jakby można by było ten serial podzielić nie tylko na sezony, które też były podzielone na A i B, ale też te sezony podzielić na dwie części. Kiedyś powstanie elaborat na temat tego serialu i mam nadzieję, że do tej pory jakoś lepiej wytłumaczę o co mi chodzi. Ogólnie ma się wrażenie, jakby twórcy serialu mieli wszystko zaplanowane od początku, jakby napisali powiedzmy trzy sezony i aby potem zajęli się produkcją odcinków. 

Jednak serial nie do końca zakończył się tak, jakbym to przewidziała. Wiele fanów narzeka na ten sezon kończący serial. Za dużo się tam dzieje, niektóre rzeczy są jakieś takie nijakie, inne na siłę wepchane. I jak jeszcze część A szóstego sezonu trawię całkiem dobrze, tak część B to jest jakaś katastrofa. Niestety. Już piąty sezon był trochę ciężki do oglądania, ale tam na równo było tych lepszych, gorszych i średnich odcinków. I aż by się chciało jeszcze jeden sezon, żeby to jakoś lepiej zakończyli.

Też niedawno był reunion obsady "Teen Wolf". Podczas niego padło pytanie do reżysera o siódmy sezon, na co odpowiedź była, że nie ma takiego w planach. Jako, że serial jest zakończony, składa się w spójną całość, plus reżyser nie ma pomysłu, weny, żeby zrobić następny. I w sumie przyznaje mu racje. Po co ruszać coś, co ma status zakończony. Zazwyczaj jak się drąży jakiś temat, to potem wychodzi coraz gorzej i gorzej, a że druga część sezonu szóstego niezbyt przypadła widzom do gustu, to było takie ryzyko. I by było jak z serialem "Arrow", który gdzieś po drodze swojej przygody trochę się skomplikował, że z sezonu na sezon robiło się coraz gorzej i dopiero ostatni, ósmy sezon był na całkiem dobrym poziomie. 

Jednak jest też ta druga strona monety. Bo na jednej byłaby możliwość zepsucia "Teen Wolf" tym siódmym sezonem. I jeżeli miałby być robiony na siłę, to lepiej, żeby nie był robiony. Ale na tej drugiej stronie monety jest szansa na to, by jednak sytuację poprawić. I faktycznie mogliby zrobić, jakby mieli wszystko przemyślane jak w sezonach od jeden do trzy (mam wrażenie, że tam najlepiej wszystko działało). W szczególności, jakby reżyser miał jakiś fajny, dobry pomysł. No i ja jestem między tymi dwoma stronami. Równo pół na pół. I akceptuję to, że tego nowego sezonu nie będzie. No ale nie wszyscy są tego samego zdania.

Fanowska społeczność serialu "Teen Wolf" niedawno rozpoczęła akcję "bring Teen Wolf back", gdzie fani komentują na przykład pod postami w serwisach społecznościowych MTV, stacji, która emitowała serial, właśnie tym stwierdzeniem. No i ja nie popieram tej akcji. Jeszcze, żeby trwało w jakiś jeden konkretny dzień, jakaś rocznica serialu, czy coś podobnego, a oni codziennie o tym mówią. Cały czas podawane są informacje, gdzie i pod czym fani mogą taki komentarz zamieścić. 


 


Wydaje mi się, że takie naciskanie nie jest dobrym pomysłem i sposobem, żeby ktoś zrobił kolejny sezon swojego serialu. Prawdopodobnie może być tak, że takim zachowaniem można zrobić przeciwną reakcję na swoje żądanie i tym bardziej nic nie będą robić w tym kierunku. Nawet się nie zastanowią nad tym. Ja po sobie mogę powiedzieć, że jak ktoś naciska, tak przesadnie, to tym bardziej czegoś nie mam ochoty zrobić, za coś się zabrać, zniechęca mnie to. Dla mnie to by było irytujące w momencie kiedy już zostało powiedziane, że kolejnego sezonu. Ba, mnie to nawet teraz irytuje, jak to codziennie widzę.




Może byłby to dobry pomysł w momencie, gdy serial nie miałby statusu zakończonego. No bez tego statusu zwyczajnie byłyby bardziej otwarte drzwi w razie, gdyby chcieli powrócić do produkcji. A może najlepiej by było, jakby zostało tak jak jest, że serial jest zakończony. Po pierwsze, jakoś to się zakończyło, więc tak jakby książka jest zamknięta, po drugie, no już trochę minęło od 2017 roku, myślę, że to kawał czasu. Tak jak wspominałam, że z jednej strony może i fajnie by było, jakby był ten nowy sezon, ale z drugiej, jakby mieli coś pogorszyć, to lepiej może nie. Plus, w sumie bym się dziwnie bym się czuła oglądając taki nowy sezon. I już jakby faktycznie mieli coś robić, to jako oddzielny projekt, może film? który nawiązywałby do serialu, ale pokazałby życie bohaterów po latach i którzy muszą się zmierzyć z jakimś złem. Jak już to to chyba by był najlepszy pomysł. A tak, niech zostanie tak jak jest. Zawsze można sobie obejrzeć od początku "Teen Wolf" i przy tym zauważyć nowe rzeczy. Ja tak miałam, więc potwierdzone info. 


środa, 6 marca 2019

"Lose Your Mind" - mój drugi fanart inspirowany serialem "Teen Wolf".

Próbuje poczyniać wpisy bardziej regularnie, ale średnio mi to wychodzi. Nawet ten wpis powstaje trzy tygodnie po skończeniu rysunku. W każdym razie, kiedyś przeglądając Pinteresta i natrafiłam na fajny gif nawiązującego do trzeciego sezony "Teen Wolf" i tak sobie pomyślałam "a jakby tak zrobić coś takiego, tylko rysunkiem?", no i tak zrodził się pomysł. Zrobiłam screeny temu gifowi, żeby nie zapomnieć konceptu. Dopiero za jakiś czas wróciłam do tego pomysłu, czyli teraz niedawno, bo byłam w trakcie oglądania tegoż serialu i byłam zafascynowana, i byłam zainspirowana i postanowiłam w końcu ten mój pomysł zrealizować. 

Poza tymi dwoma screenami co zrobiłam, to skompletowałam sobie parę wersji zdjęcia, które było użyte właśnie w tym gifie, żeby mieć wyraźną twarz, bo tak najlepiej rysuje się twarze, za zdjęcia, gdzie widać każdy szczegół. 







Najpierw rozrysowałam sobie na kartce, jak to ma wyglądać. Wzięłam jakąś przypadkową kartkę i tam nabazgrałam jak mogłoby to być rozmieszczone na kartce. 




Za drugim razem chciałam już narysować wstępną wersję "na czysto" i przerysowałam zwyczajnie twarz, no ale nie wyszło , nie wyglądało to jak powinno i doszłam do wniosku iż jak będę robiła tak samo to i za dziesiątym razem nie wyjdzie dobrze, a nawet jeżeli by było w miarę ogarnięte, to pewnie miałoby mnóstwo błędów i tak dalej i dodatkowo patrząc na wcześniejsze sytuacje rysunkowe, postanowiłam, że trzeba sięgnąć podstaw. 




Stwierdziłam, że trzeba iść do przodu, a nie stać w miejscu, a patrząc na to, że jak wcześniej napisałam, ja patrzyłam na coś, w tym przypadku twarz, i to przerysowywałam, to nie zawsze wszystko w rysunkach wychodziło. Jedne rzeczy mi wychodziły, a na przykład portrety w ostatnim czasie nie były zadowalające. Więc postanowiłam coś zmienić w tym moim rysowaniu, przynajmniej co do rysowania portretów, który poniekąd rysowałam w tym fanarcie. Dlatego wzięłam się za podstawy, czyli w tym przypadku kółka i rysowanie na nim elementów twarzy. Porysowałam trochę tych kółek, a gry widziałam w nich zarysy twarzy, no to wzięłam się za rysowanie podstawy już pod mój rysunek. Tyle że miałam lekko ułatwione zadanie, bo do narysowania było tylko połowa twarzy. Tak więc narysowałam kolejne kółko, tym razem takie pod mój rysunek i w zaznaczonych na nim miejscach narysowałam faktyczne usta, oczy i tak dalej, tam wyrysowałam żuchwę i zobaczyłam, że faktycznie coś z tego wychodzi. To też było takie wstępne wyrysowanie, żeby zobaczyć czy faktycznie to rysowanie podstaw działa. 




Z racji tego, że to poprzednie było żeby sprawdzić czy rysowanie od kółka działa, i twarz którą tam wyrysowałam, nie była w ogóle podobna do tej której miała być podobna, była jedynie w miarę poprawna technicznie, to narysowałam tym sposobem drugi raz i tym razem się starałam o jakieś podobieństwo do rysowanej postaci. Widząc, że wychodzi coś konkretnego, narysowałam to trzeci raz, tak dla ćwiczeń i pewności, że to dobrze wyjdzie. Tą trzecią wersję też bardziej dopracowałam, szczegóły dodałam, a co trzeba poprawiłam. Potem to przekalkowałam, żeby do jeszcze bardziej dopracować i mieć czysty obraz, że tak powiem, bo to i szczegóły były ważne w tym projekcie. 





Ten ostateczny projekt przekalkowałam na dwie strony w szkicowniku. Pierwszą zostawiłam, a na drugiej już rysowałam. Dodałam zarys tła i napisu. Mając już szkic, to wzięłam się za rysowanie włosów, ale przed tym jednak gumką chlebową trochę osłabiłam linie, żeby nie przybijał ołówek i żeby cienkopisy lepiej działały, bo mi czasami na ołówku cienkopisy nie działają. Także cienkopisami zrobiłam włosy, twarz i szyję ołówkami, a z koszulką miałam dylemat, czy zrobić ją czarnym cienkopisem czy może jakimś kolorem, czy może zrobić ją pisakiem, albo kredką, ale już zostałam przy czarnym cienkopisie, tak jak miałam w planach i żeby już nie kombinować. Bo ogółem chciałam uzyskać efekt grafiki na tym rysunku, w sensie, żeby widać było, ze to rysunek, ale był tak jakby w stylu grafiki. Tło zrobiłam częściowo czarnym żelopisem, te najcieńsze linie i trudno dostępne miejsca, a częściowo pisakiem, który teoretycznie służy do kaligrafii. Przy napisie który miał być biały na czarnym tle, oczywiście nie wyszło mi tak jak trzeba i przydałby się biały żelopis, żeby te litery poprawić i przy okazji by były bardziej białe, bo kartka nie ma idealnej bieli, ale ja jestem genialna i będąc ostatnio w Empiku, widziałam zestaw trzech białych żelopisów, ale ich nie kupiłam, bo stwierdziłam, że nie są mi potrzebne... A pragnę zaznaczyć, że byłam w trakcie rysowania tego rysunku... Także ten, #przegryw. 










Kiedy już skończyłam rysunek, wróciłam do tej pierwszej kartki z kopią rysunku, ale na niej był tylko zarys postaci, bo reszta nie była potrzebna, a to dlatego, że po prostu wycięłam z tej kartki tą postać i został tylko biały taki fragment. I tu zadziała się magia. Zrobiłam analogowego gifa normalnie. Bo ten fragment z wyciętą kartką był biały i tam nic nie rysowałam na nim, ale postać którą narysowałam na następnej było widać i kiedy się ją przełoży ten biały fragment kartki, wtedy ujawnia się czarne tło które zrobiłam.

A tak ogółem to twarz wykorzystana w fanarcie należy do postaci Stilesa w serialu i jest to postać stojąca po stronie dobra i to symbolizuje ta biała kartka, natomiast w trzecim sezonie "Teen Wolf" opętuje go złu duch, co symbolizuje to czarne tło, rzecz jasna. A żeby to było bardziej wytłumaczone, to trzeba po prostu obejrzeć serial. 

Ja się ucieszyłam jak mi to wyszło, że poszło według mojego planu. A jak to bratu pokazałam, to aż się zafascynował bardziej niż ja, czego się nawet nie spodziewałam, że aż tam mu się mój pomysł spodobał. No a ja z efektów jestem zadowolona i pozostało mi tylko zaprosić na mojego INSTAGRAMA, DEVIANTARTA i stronkę na FACEBOOKU.