piątek, 3 stycznia 2020

"Not great, not terrible". | "Chernobyl". W końcu obejrzałam.

Jestem trochę dziwną osobą i na przykład moje zainteresowanie tematem Czarnobyla wzięło się znikąd. Chyba to miało swój początek zza czasów prehistorycznego już kanału na YouTube z nazwą Tube Raiders, gdzie na filmach był urbex, chyba wszyscy wiedzą co to. W pewnym momencie obserwowanie tego kanału przeze mnie pojawiły się filmy z Czarnobyla i mocno mnie zaintrygowało to, że całe miasto jest opuszczone. Wtedy trochę tego nie ogarniałam, bo będąc o wiele młodszą, prawdopodobnie nic nie wiedziałam, albo szczątkowo słyszałam o katastrofie, która się tam wydarzyła i moja głowa nie do końca ogarniała, jak całe miasto może być opuszczone. 

Wtedy też nie przyszło mi do głowy, żeby cokolwiek sprawdzić w internecie i tak sobie żyłam w niewiedzy. Swoją drogą, to był czas, gdzie ja byłam na etapie Naszej Klasy, gier na Naszej Klasie i słuchania muzyki na YouTube, więc na tamtą chwile w taki sposób wiedziałam jak spożytkować internet. Swoją drogą YouTube proponował mi co jakiś czas jakieś filmy właśnie z eksploracji z Czarnobyla i po którymś postanowiłam rzucić okiem na to, co na ten temat napisane jest na Wikipedii, oczywiście tylko powierzchownie, bez szczegółów. Temat wracał co jakiś czas i obejrzałam filmy na takich kanałach jak Urbex History, Project Explore, Żądny przygód, czy nawet Krzysztofa Gonciarza, który też się wybrał. Natknęłam się również na materiały Napromieniowani.pl, gdzie grupa jeździ i wspiera ostatnich ludzi Czarnobyla, czyli takich, którzy zostali po katastrofie, albo wrócili do swoich domów. W filmach ich twórcy opowiadali co nieco o katastrofie, Czarnobylu i czasami powiedzieli coś, co było dla mnie nowością i w taki sposób jakoś ta moja wiedza się rozrastała. 

Po tym jak rozniosły się wieści o tym, że HBO chce zrobić serial na temat Czarnobyla, to pierwsza moja myśl była "po co?", ale za chwilę przypomniałam sobie o paru rzeczach, które widziałam w filmie znanym mi pod tytułem "Motylki", serio, widziałam chyba z pięć tytułów tego filmu, plus że jest mini serialem, więc ja już nie wiem 😂. No w każdym razie film poniekąd pokazywał strażaków, czy likwidatorów na dachu reaktora i pomyślałam, że jak HBO zrobi swój serial, to może wyjść coś dobrego. Film "Motylki" no nie był jakoś wysoko budżetowy, widać było pewne niedoskonałości, choć mimo tych niedoskonałości, pamiętam, że zrobił na mnie wrażenie. Kiedyś o nim pisałam wpis, ale nie wiem, czy odsyłać do niego, bo to stary wpis i nie pamiętam co ja tam ponapisywałam 😆. Na tamtą chwilę, gdy wieść o serialu HBO była świeża, to na tamtą chwilę nie do końca wierzyłam, że on powstanie. Ja zazwyczaj nie ufam takim pierwszym informacjom, ktoś może powiedzieć jakąś plotkę, albo być może plan, ale dopiero na przyszłość i tym podobne. Też tak miałam z informacją o powstaniu serialu "Wiedźmin" od Netflixa. Oczywiście, gdy pojawiały się informacje bardziej potwierdzone to już byłam ciekawa, co im tam wyjdzie. No i nie zawiodłam się. Oczywiście za nim obejrzałam serial "Czarnobyl/Chernobyl", to troszeczkę się zeszło (tak jak z pisaniem tego wpisu 😛), a to "troszeczkę" trwało sześć miesięcy. Miał premierę 6 maja 2019 roku, a ja obejrzałam go w listopadzie. Jeszcze wspomnę, by pośmiać się z samej siebie, że pierwszy odcinek obejrzałam pod koniec wrześnie/na początku października i dopiero obejrzałam go w listopadzie. No ja jestem zdolna. A wiedziała, że puszczanie serialu w trakcie pisania (wtedy innego) wpisu, to zły pomysł... Ale wracając. Do momentu zobaczenia przeze mnie spotkałam się z wieloma pozytywnymi recenzjami i ogólnym pozytywnym odbiorem. Wszystko więc wskazywało, iż HBO się postarało.

Do niedawna nie sądziłam, że ja będę oglądać filmy, seriale o tematyce katastroficznej, w dodatku opartych na faktach, a po obejrzeniu filmu "Deepwater Horizon", który dość mocno mnie poruszył, to podobnych odczuć obawiałam się przed obejrzeniem pierwszego odcinka "Czarnobyla". Nie wiem jak to nazwać, opisać, bo mając świadomość to co się wydarzy w pierwszym odcinku, miałam jakby strach przed tym, co zobaczę. Patrząc na to jak w wyżej wymienionym filmie budowane było napięcie, co potem spotęgowało emocje, gdy wydarzyła się katastrofa, to spodziewałam się czegoś podobnego w "Czarnobylu". Jednak twórcy mieli inny plan, co z resztą też mi się podobało.

Towarzyszymy Anatolijemu Diatłowi, Aleksandrowi Akimovi, Leonidowi Tuptowi i innym pracownikom reaktora numer cztery, kiedy to przeprowadzają test bezpieczeństwa, który nie kończy się bezpiecznie. Diatłow nie patrzy na uwagi pracowników, karze im robić to, co jego zdaniem są słuszne, po za tym traktuje ich trochę gardząco, wyzywa ich, mimo iż robili co chciał, mimo że wiedzieli, że pewne decyzje nie są dobre. O czym niedługo się przekonają. Nagle wszyscy słyszą głośny huk, a z sufitu sypie się tynk. Wszyscy są zdezorientowani i zszokowani. No poza Diatłowem, który zachował kamienną twarz, jak zresztą przez cały jego ekranowy czas w serialu. Twórcy ujęli to w taki sposób, że jesteśmy razem z postaciami w pomieszczeniu i razem z nimi nie wiemy co się dzieje, zachowano taką tajemniczość. Oczywiście wiadomo co się wydarzyło, ale taki akcent tajemniczości jest fajnym zabiegiem. Niedługo po huku pojawia się pracownik elektrowni tak jakby z zewnątrz sterowni i mówi iż rdzeń wybuchł. Wszyscy poza Diatłowem, no powiedziałabym, że są wstrząśnięci. Zaś Diatłowa nie przekonało nawet to, że ten pracownik był cały czerwony na twarzy i zaczął wymiotować co było wynikiem oczywiście promieniowania. Tak jeszcze szybko wspomnę, że w większości przypadków postaci będę nazywać 'pracownikiem', bo gdybym zaczęła pisać z nazwiska, to bym się pogubiła, poplątała i ten wpis byłby jeszcze dłuższy, a i tak jest szansa, że mogę się pogubić z tymi postaciami, które uważam za ważne. 
Aleksandr Juwczenko idzie przez wybrzuszoną od wybuchu ścianę i widzimy go w  wejściu do blogu reaktora, tyle że tego bloku już nie do końca tam był, były jedynie gruzy i kłęby dymu. Ten widok był dla mnie trochę mocno. On wychodzi, kamera zaraz się oddala i widać takiego małego człowieka w progu i zniszczenia po wybuchu wokół. Ogólnie nie spodziewałam się scen zniszczonego budynku bloku reaktora, że jakoś to sprytnie ominą, ale jednak się myliłam. I zrobili to całkiem dobrze, były pokazane zbiorniki, które tam zostały i jeden się o drugi opierał, mnóstwo gruzu i kłęby dymu. I fajnie, że nie maskowali niczego właśnie tym dymem. Przynajmniej nic takiego nie zauważyłam. Pokazali też pożar po eksplozji od strony reaktora i jak wielki dym od niego szedł. Swoją drogą ten dym przypominał mi jakiś otwierający się portal magiczny, albo coś takiego, co nadało charaktery temu co się na ekranie działo. 
Diatłow ignoruje doniesienia o obecności grafitu mimo iż widzi przez wybite okno jego fragmenty, gdy przechodził korytarzem. Spotyka się on również z Wiktorem Briuchanowem i Nikołajem Fominem i mówi im, że doszło do wypadku, ale wszystko jest pod kontrolą. Ta trójka spotyka się również z Komitetem Wykonawczym Prypeci. Mam nadzieję, że prawidłowo wyszukałam informacje, bo serial oglądałam po angielsku i wszystkie takie nazwy i nazwiska musiałam sprawdzać, jak brzmią po Polsku. Wracając. Jeden z zebranych zaniepokoił się sytuacją  i martwiąc się o swoją rodzinę zapytał o ewakuację miasta, tak prowizorycznie,  dla  bezpieczeństwa,  na  co  dostał odpowiedź,  iż nie  ma  takiej  potrzeby.  Wtem, odezwał  się  pewien  starszy  pan, Szarkow,
jak Filmbweb mówi, który wygłosił jakże "wspaniałe" przemówienie o tym, jak wykorzystać sytuację w Czarnobylu, to tego, aby zostać sławnym i bohaterem oraz przynieść chwałę Związkowi Radzieckiemu. To mnie trochę poirytowało, bo chwała i bohaterstwo było ważniejsze od życia ludzkiego. To było ich takie typowe myślenie, nie ważne co się stanie z ludźmi, ważne że nasze czyny będą potem wychwalane. I nawet jak się jeden wychylił z ewakuacją, bo sam się prawdopodobnie przestraszył, to reszta go zbanowała, wcisnęła, że wszystko w porządku, potem jeszcze odezwał się ten cały Szarkow, a pierwszym, który pochwalił jego słowa, i to z przytupem, był Briuchanow. Po skończonym spotkaniu, do wymienionej na początku trójki przychodzi Sitnikov, który również wspomina o graficie na dachu. Zostaje wyśmiany. Diatłow się zagotował ze złości, że tamten gada bzdury, a niedługo sam zwymiotował i został wyprowadzony. Zaś pozostała dwójka wysyła Sitnikova na dach, żeby zobaczyć, czy faktycznie ten grafit tam jest. Dostaje obstawę dwóch strażników, żeby na pewno to zrobił. Sitnikov nie chciał się zgodzić, rzecz jasna, wiedział jaki może być tego efekt, ale go zmusili i wyszedł na ten dach, a jego czerwona twarz była odpowiedzią. 

Do po wybuchowego pożaru zwołani zostali strażacy, kompletnie nie świadomi prawdziwego zagrożenia przyjechali wykonywać swoją pracę. Jednym z nich jest Wasilij Ignotenko, którego żona jest prawdopodobnie w ciąży, co sugerują pierwsze sceny serialu. Podczas gaszenia pożaru widzi, jak kompletnie nieświadomy kolega dotyka fragment bloczku grafitu, jak dobrze pamiętam, gołą ręką, ale możliwe, że miał rękawiczkę, która za wiele mu nie pomogła, bo po jakimś czasie kamera wróciła z uwagą na niego, by pokazać jak cierpi z powodu poparzonej ręki. I teoretycznie była to tylko dłoń, ale promieniowanie było tak mocne, że ten strażak cierpiał jakby to całe ciało było poparzone. To było pokazanie jakim zagrożeniem było promieniowanie i jakie skutki za sobą nosi. Gdy oglądałam jak ci strażacy wchodzili tam do środka tego reaktora, to strasznie szkoda mi ich było, ta świadomość, że ja wiedziałam co tam się dzieje i że nie skończy się to szczęśliwie, a oni nie mieli żadnego pojęcia, co to był za budynek, jakie niósł w tamtej chwili zagrożenia no i że w większości czeka tylko jedno. Po prostu zobrazowanie tego, jak mogło to wtedy wyglądać dało mi do rozumienia. A najgorsze było to, że to ni był koniec ofiar i będzie wiele takich momentów, gdzie obraz mnie uświadomi, że działo się to naprawdę, jednocześnie wiedząc, że serial jest na prawdziwych faktach.
Zaś tej nocy ludzie byli ciekawi co się dzieje i wyszli na most poobserwować elektrownie. Ten moment został wykorzystany do nakręcenia klimatycznych ujęć, gdzie na ludzi opada radioaktywny pył z elektrowni niesiony przez wiatr. Podobno ludzie stojący tam niedługo potem zmarli. Nie wiem, jak do tego się odnieść, bo twórcy uwzględnili to w serialu, ale widziałam w internecie, że uważane jest to za legendę. Ja jednak byłabym w stanie w to uwierzyć, bo ta historia nie brzmi jakoś naciąganie, a znając ludzi i ich ciekawość, to faktycznie mogli oni wyjść i zobaczyć co się dzieję, w szczególności, gdy obudził ich huk wybuchu. Nie codziennie coś wybucha. 

W Biołoruskim Instytucie Energetyki Jądrowej odkrywają skok poziomu promieniowania, dlatego Ulana Chomiuk wykonuje dwa telefony, by czegoś się dowiedzieć, jeden z nich był wykonany do elektrowni w Czarnobylu, gdzie nikt nie podnosił słuchawki, więc kobieta nabrała podejrzewań. Z tego powodu odwiedza Białoruską Siedzibę Partii Komunistycznej, prosząc o ewakuację miasta, by nie narażać mieszkańców, ale zostaje zignorowana przez zastępcę sekretarza, który olewa sobie sprawę wierząc w to, co mu powiedziano, czyli że nie ma większego problemu. Postać tego zastępcy mnie lekko poirytowała, tak jak ta sytuacja z Szarkowem. Widać było, że go kompletnie nic nie interesuje i mimo wszystko wierzy temu, co mu powiedziano, bo zwyczajnie chce mieć spokój, nie chce mu się nic robić i zwyczajnie wygodniej jest mu to olać. Tak jak każdemu jego pokroju. Dla mnie był to tym urzędasa, któremu ktoś coś powiedział i on wierząc w to lub nie, woli przyjąć tą wersję bo woli sobie posiedzieć w spokoju na tyłku i nic nie robić. 

Powróćmy do momentu, gdy Diatłow zostaje wynoszony, po tym jak zwymiotował. Gdy pomagano mu dostać się do szpitala, pod budynkiem było duże zamieszanie, bo docierały pierwsze ofiary promieniowania. Diatłow tylko patrzy się na tych cierpiących ludzi, w których również znajdują się strażacy gaszący pożar. Wkrótce szpital jest przeludniony, a pielęgniarki pomagają właśnie strażakom pozbyć się ich roboczych ubrań, które zaś wynoszone są do piwnicy i na tym momencie kamera zatrzymała się na dłużej, gdzie rzucane na kupkę były te kombinezony, a dźwięk spadających hełmów odbijał się echem coraz to głośniej. To był kolejny taki moment w serialu, gdzie scena ta dotarła do mnie i uświadomiła, że to działo się naprawdę. Mimo, że wiesz co tam się wydarzyło, wiesz, że tamci strażacy zginęli to zobrazowanie tego uderza w człowieka.

Ponieważ w szpitalu wybuchło wielkie zamieszanie, to na zewnątrz również takowe się zaczynało, bo ludzie zaczęli się martwić się o swoich bliskich i chcieli dostać się do szpitala, do którego nie wpuszczali. Wśród zaniepokojonych ludzi była Ludmiła Ignotenko, która chciała dowiedzieć się co z jej mężem, Wasilijem, strażakiem. Udaje jej się dostać do szpitala, ale tam dostała informacje iż jej mąż razem z innymi strażakami został przetransportowany do Szpitala Numer 6 w Moskwie. Oczywiście Ludmiła tam się udaje i mimo wstępnych trudności, aby wejść 
i zobaczyć się z mężem wchodzi do sali, gdzie jest jej mąż i ignorując zakaz o dotykaniu, przytula go. Tu też było takie chwilowe zatrzymanie, przed ich uściskiem, akcentując to ryzyko jakie niosło dotyk strażaka. Ta scena dała mi zagwostkę, bo z jednej strony uważałam to za głupie, że kobieta nie posłuchała zakazu ona go przytula, jednak z drugiej strony patrząc na tę stronę   uczuć  i  emocji,  no  to jednak   człowiek  może  nie   do  końca myśleć racjonalnie, w szczególności, gdy nikt nic nie mówi, jakie tak naprawdę jest zagrożenie. Oni zakazali kobiecie dotykać jej męża, ale nie powiedzieli już dlaczego i jakie skutki może to przynosić. 

Do posprzątania bałaganu został zawołany Walerij Legasow. W Moskwie czekając na spotkanie między innymi z Michaiłem Gorbaczowem, przegląda dokumenty dotyczące sprawy w Czarnobylu. Okazuje się, że sprawa jest poważna. Zaś na spotkaniu siedzi cicho wśród innych i słucha rozmów. Boris Szczerbina  przekazuje informacje, które dostał od Briuchanowa, mówiące, że w elektrowni nic poważnego się nie zadziało. Jednak Legasow przerywa swoje milczenie i próbował uświadomić zgromadzonych o powadze sytuacji, posilając się dokumentami, które z resztą każdy z nich miał. Szczerbina jest sceptycznie nastawiony do tego co mówi Legasow, bo przecież powiedziano mu, że sytuacja jest pod kontrolą. Gorbaczow zaś nabral wątpliwości i wysyła Szczerbinę razem z Legasowem do Czarnobyla, by sprawdzili, co tam się dzieje. Podczas lotu Szczerbina poprosił Legasowa o to, by wytłumaczył mu jak działa elektrownia atomowa, a właściwie jej reaktor. Kiedy dolatują do Czarnobyla i są niedaleko elektrowni, Szczerbina chce polecieć centralnie nad dymiącym się reaktorem, no co Legasow nie pozwolił, widząc grafitowy gruz i niebieski poblask od promieniowanie jonizującego w dymie. 

Po wylądowaniu Szczerbina i Legasow konfrontują się z Nikołajem Fominem i Wiktorem Briuchanowem. Ten pierwszy był lekko zestresowany ich przybyciem, a ten drugi traktował to lekceważąco dwójkę, która przybyła. Jak wszystko z resztą. Briuchanow próbuje zamydlić oczy Szczerbinie, a Legasowi zarzuca, że ma mylne informacjie.  Rozmowę  przerywa  im  Generał  Pikałow  informując,  że  przyjechał  dozymetr  wysokiego   zakresu  i  osobiście  jedzie  zbadać  miejsce  zdarzenia. Zostaje ubrany w
specjalny kombinezon, a samochód zostaje do tego specjalnie przygotowany. Po przyjeździe i generał w kombinezonie, i samochód zostają umyci, zaś wyniki potwierdzają, że Legasow miał rację. Wtedy Szczerbina jakby zaczął się przekonywać do tego co mówił Legasow, ale na tym etapie nadal ma tą nutkę sceptyzmu. Wydaje polecenie, by aresztować Briuchanowa i Fomina. Potem Szczerbina rozmawia z Legasowem o tym jak stłumić ogień w odsłoniętym rdzeniu reaktora. Według Legasowa potrzebny jest piasek i bor. Gdy nadchodzi czas gaszenia, obaj obserwują przez lornetkę całą akcje z dachu innego budynku. Pierwszy helikopter, który zbliżył się do reaktora w pewnym momencie stracił łączność, bezwładnie wlatuje w dum, a po chwili widać jak śmigła wplątują się, łamią, a sam helikopter spada. Szczerbina pyta się Legasowa, czy jest inny sposób, ten z rezygnacją odpowiada, że nie, więc tamten wysyła drugi helikopter. Niby zrobił to z lekkością, ale widać było, że trochę jednak to go dotknęło. To był pierwszy moment, gdzie ta dwójka miała do czynienie z decyzją, która niosła za sobą wysokie prawdopodobieństwo, że ponownie ktoś zginie. W tym miejscu najbardziej widoczne było to na twarzy Legasowa, której wyraz twarzy mówił za siebie. Gdy oglądałam, jak najpierw poległ helikopter, potem padło pytanie, czy jest inna możliwość, po czym Legasow z taką rezygnacją odpowiedział, że nie, to było takie ukucie, takie 'auć'. A co do samej akcji gaśniczej, to z tego co wiem była ona w innym czasie, więc tutaj trochę przeinaczyli.  
Gdy ta dwójka jest w hotelu i rozmawia ze sobą, Szczerbina jest przekonany, że jest wszystko w porządku, jest bezpiecznie, dodatkowo z pozytywnym tonem informuje, że akcja gaśnicza się powiodła, bez dodatkowych ofiar. Jednak Legasow nie jest tak pozytywnie nastawiony, bo wie, że przebywając w tamtym miejscu nie jest korzystne i zabija pozytywizm tamtego, mówiąc że może pożyją jeszcze gdzieś do pięciu lat. To był chyba taki pierwszy moment, gdzie Szczerbinę faktycznie dotknęło to, co się właściwie dzieje. Widać było po nim, że ocuciły go słowa Legasowa, no bo aż usiadł. Dodatkowo po chwili zadzwonił telefon, który odbiera Szczerbina i jego mina stała się jeszcze bardziej przygnębiona, bo dostaje informację, że świat się dowiedział się o wypadku w Czarnobylu. Ach te amerykańskie satelity. 
No a skoro świat już wiedział o katastrofie, no to trzeba było wyjść jako troskliwi opiekunowie ludu i w końcu przeprowadzić ewakuację. Sceny ewakuacji to jest jeden z takich dłuższych momentów w serialu, gdzie słychać tylko komunikat, podczas którego słychać skomponowaną muzykę, a w trakcie tej mieszanki są ujęcia ludzi opuszczający swoje mieszkania. Ludzie ci kierowali się następnie do podstawionych autobusów. To był taki moment zadumy. Oglądasz jak ludzie opuszczają swój dorobek, myśląc, że wkrótce wrócą, bo tak im powiedziano, tymczasem ty wiesz, że oni nie wrócą i że to nie jest chwilowe. Znowu czujesz takie ukłucie. Tylko jeden mały szczegół mnie poirytował. Otóż gdy pokazywali jak ludzie wsiadali, w pewnym momencie kamera popatrzyła na Szarkowa, który brał udział w ewakuacji, choć niedawno jeszcze mówił o bohaterstwie i chwale. No cóż, dobrze, że trwało to tylko chwilę. 

Ulanie Chomiuk udaje się spotkać z Legasowem i Szczerbiną. Ma ze sobą plany reaktora przy których pomocy informuje, że może dojść do wybuchu paru, gdy stopiony rdzeń przetopi się i wejdzie w kontakt z wodą w zalanej piwnicy. Dlatego podczas kolejnego spotkania w Moskwie, na którym Legasow z pomocą Chomiuk tłumaczą Gorbaczowi całą sytuację i aby uniknąć wybuchu pary trzeba spuścić wodę ze zbiorników wodnych i chcą, aby Gorbaczow dał im pozwolenie, by trzech ochotników zeszło tam do tej piwnicy i wypompowali tę wodę. Gorbaczow był w pewnym sensie zaskoczony, a na sali zrobiła się kompletna cisza, bo wiadomo było, że ci trzej ochotników ta misja kosztowałaby ich życie. Tu znowu było takie 'auć', taki lekki ucisk, gdy Legasow wypowiedział zdanie "Prosimy o pozwolenie na zabicie trzech ludzi". Z kwaśną miną Gorbaczow daje pozwolenie. Ale ciężko patrzyło się na mimikę postaci, wiadomo, decyzja od której zależy czyjeś życie jest dość trudna. A to nie była ostatnia taka scena, gdzie czułam ucisk i gdzie ciężko mi się patrzyło. 
Tak więc Lekasow tłumaczy plan i cel grupie potencjalnych ochotników, którzy najbardziej znają rejony około reaktorowe. Ostatecznie zgłaszają się Ananenko, Bezpalov i Baranow. Zostali ubrani w specjalne kombinezony, by zabezpieczyć ich przed promieniowaniem oraz dozymetry. Trójka wchodzi do piwnicy i pierwszy mężczyzna delikatnie zawahał się postawić stopę na pierwszym schodku, gdzie była już woda, więc został zaakcentowany strach trzech ochotników. Podczas poszukiwań odpowiedniej rury dozymetry z czasem coraz głośniej się odzywały, a im głośniej słychać było dozymetry, tym latarki traciły swoją moc, aż w końcu zgasły. Jak wiadomo promieniowanie robiło swoje i wedle moich domysłów, zwyczajnie pozbywało latarki mocy. Ta scena, jak oni chodzą po tej zalanej piwnicy została zrobiona jak w jakimś filmie grozy. To miało taki mroczny wydźwięk, że mi oddech przyśpieszył (jak w większości tego typu momentów)ze strachu, niepokoju, czy nawet nie wiem. I jeszcze tak odcinek zakończyli mrocznie, bo zgasły te latarki, a po chwili skończył się odcinek i zostawił człowieka w takiej dziwnej niepewności. Oczywiście na początku kolejnego odcinka kontynuowali tym samym wątkiem i oni mogli sobie naładować te latarki, coś na zasadzie nakręcania korbką. Niestety nie dostrzegłam takiego szczegółu, bo oglądałam na telefonie. Latarki świeciły, ale nie tak mocno jak na początku, a trójce udało się znaleźć odpowiedni zbiornik, więc misja zakończyła się powodzeniem.





Wróćmy na chwilę do Ludmiły Ignotenko i jej męża. Spędza ona noc na szpitalnym korytarzu i budzą ją krzyki Wasilija, od razu do niego biegnie i widzi go w ciężkim stanie, wyniki styczności jego z promieniowaniem były coraz bardziej widoczne. Kobieta nie wie co się dzieje, a  po   chwili  zostaje  wyproszona  z sali.  Mimo  to, nadal czuwa nad mężem. Gdy Wasilij chce by odsłonić trochę okno o żeby  żona opowiedziała co widzi za oknem, ta robi to, opowiadając o Placu  Czerwonym,  czy  Kremlu,  ale  tak  naprawdę
widzi  mury  budynku   szpitala.  Szczęśliwy
mężczyzna wypowiada słowa "mówiłem, że pokażę ci Moskwę", ma co kobieta podziękowała ze łzami w oczach. Ten moment też był takim ukłuciem w moje emocje. Nie jest to ani pokazane, ani powiedziane, bo można łatwo się domyślić, że kobieta prawdopodobnie spodziewa się, że jej mąż może wkrótce umrzeć i to, że opowiedziała mu co widzi przez okno, to chciała, by Wasilij poczuł się szczęśliwy w swoich ostatnich chwilach. Potem mężczyzna zostaje przeniesiony do innej sali, gdzie łóżko zamknięte zostało za taką plastikową jakby kotarą. Po raz kolejny, mimo zakazu, Ludmiła wchodzi za tą kotarę i w końcu informuje męża o swojej ciąży. 


Szczerbina telefonicznie informuje Gorbaczowa, że misja się udała i nie grozi już wybuch pary, jednak pojawił się nowy problem, otóż stopiony rdzeń może przedostać się do wody gruntowej, która zaś trafia do rzeki Prypeć. Aby temu zapobiec potrzebny jest ciekły azot, a Szczerbina prosi o ciekły azot z całego Związku Radzieckiego. Po telefonie idzie się przejść z Legasowem. Pyta się, co będzie z tymi wszystkimi ludźmi mający kontakt z katastrofą i jej skutkami oraz jak to wpłynie na ich dwojga. Tu brzmiał jakby zaczął się poważnie martwić o tą całą sytuacją. Do tej pory jakby chciał ukryć swoje emocje, mam takie wrażenie, i próbował być taki twardym chłopem. W każdym razie Legasow opowiada mu o skutkach promieniowania i co może się stać między innymi ze strażakami, zaś oni mimo iż przyjmują małe dawki promieniowania, to i tak dużo, by zaszły zmiany w ich DNA i w przyszłości mogą zachorować na nowotwór. Chwilę po zakończonej tej części rozmowy, Szczerbina pokazuje mu drugi powód, dlaczego wyszli się przejść. Otóż obserwowani byli przez dwóch ludzi z KGB i ogólnie są oni cały czas podsłuchiwani, nawet w łazience. 

Gdy Legasow rozmawia z CHomiuk, oboje zastanawiają się jak doszło do wybuchu. Mężczyzna chce, by ta pojechała do Szpitala Nr.6 w Moskwie i spróbowała dowiedzieć się prawdy, co tam się naprawdę stało. Dlatego kobieta zjawia się w szpitalu. Próbuje rozmawiać z Diatłowem, ale ten wyprasza ją z jego sali. Następnie odwiedza Leonida Tuptova. Ten opowiada co się działo w nocy w której doszło do eksplozji. Dodaje, że Akimow nacisną przycisk AZ-5 i po tym nastąpił wybuch. Chomiuk idzie rzecz jasna do Akimowa, który przyznaje się do wciśnięcia tegoż przycisku, uważając, że zrobił wszystko prawidłowo. Gdy Chomiuk wychodzi z sali Akimowa i przechodzi korytarzem mija drzwi w których okienku widzi  Ludmiłę siedzącą na łóżku swojego męża, który zaś trzyma ją za brzuch, jako że dowiedział się, że jest w ciąży. Chomiuk wyprowadza stamtąd Ludmiłę, mówi, że było to nieodpowiedzialne, a następnie wyskakuje z pretensjami do pielęgniarki, dlaczego pozwoliła kobiecie tam przebywać. Domyśla się, że nikt nie powiedział pełnych informacji Ludmile. 

Minister Przemysłu Węglowego przyjeżdża do Tuły w Rosji, by zarekrutować grupę górników dowodzonych przez Glukova, którzy mają wykopać tunel wymiany powietrza pod reaktorem. Na miejscu Legasow tłumaczy Glukovi co jego ekipa ma wykonać, a ten chce zacząć pracę od razu. Górnicy pracują w koszmarnych warunkach, w tunelu w którym kopią jest wysoka temperatura, a nie mogą zdjąć masek które noszą, a które utrudniają w oddychaniu. Dochodzi do tego, że pracują nago. Widząc to, Szczerbina i Legasow są zaskoczeni w taki bezradny sposób. Patrzyli się w bezruchu przed siebie na tych górników, coś w rodzaju 'a co my możemy zrobić'. Nie wiem jak to lepiej opisać. Poruszył mnie trochę widok tej bezradnej dwójki. 






W Moskwie Legasow mówi o powiększeniu zamkniętej strefy, czyli o wysiedleniu kolejnych miejscowości w pewnym obszarze, do tego każde porzucone udomowione, czy dzikie zwierzę powinno być zabite, część drzew wycięte, a dodatkowo wybudować strukturę wokół reaktora. No i jak tak Legasow stał i wymieniał kolejne rzeczy do zrobienia po katastrofie, to każdy słuchał, była prawie kompletna cisza, bo muzyka była bardzo cicho, Szczerbina patrzył się w jeden stały punkt, jakby zdawał sobie sprawę, co ta katastrofa spowodowała, albo już zdał sobie sprawę, ale to co mówił Legasow, to go po prostu dobiło. 

Trzeci odcinek kończymy jednym wątkiem, a zaczynamy drugim. Otóż Wasilij Ignotenko umiera. Ludmiła jest zrozpaczona, a stojąc wśród rodzin innych zmarłych widzi jak ciało jej męża zostaje zamknięte najpierw w drewnianej, a następnie w ołowianej trumnie, a następnie pochowane w masowym grobie zalany betonem. Zaś gdy jest cztery miesiące po eksplozji, Ludmiła wprowadza się do mieszkania w Kijowie. Natomiast swój krótki czas w serialu zaczyna chłopak o imieniu Paweł, który rekrutuje się do wojska, a w kolejnym odcinku widzimy jak z całą grupą nowo zrekrutowanych przyjeżdża do miejsca stacjonowania wojska. Przez okno pojazdu widzi wymiotującego mężczyznę w kombinezonie. Trafia pod opiekę Baczo, weterana Sowiecko-Afgańskiej wojny (w internecie widziałam też pod nazwą Radziecka interwencja w Afganistanie) i zostaje przez niego poinstruowany. 

Zaczyna się wysiedlanie mieszkańców pobliskich wsi. W specjalnych kombinezonach badana jest radioaktywność w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia. Trwają też działania odkażające, gdzie orane są pola, pryskane lasy, myte ulice w mieście, a Paweł jedzie na swój pierwszy patrol w Zonie. Towarzyszy Baczo i Garo, a ich zadaniem jest wybicie porzuconych zwierząt. Z trudnością próbuje zabić swoją pierwszą ofiarę, z początku próbując go odstraszyć. W kolejnej scenie, gdy Paweł wykonuje swój obowiązek jest jako tako oswojony już z tym co musi robić, choć widać, że to dla niego żadna przyjemność. To oswojenie jest do czasu... do czasu gdy znajduje on w jednym z mieszkań gromadkę szczeniaków. Niby wyręcza go w tym Baczo, który też nie był tym faktem zadowolony, ale jednak słyszy oddawane strzały i źle to znosi. Ja, oglądając, razem z nim źle to znosiłam, to było tak nie przyjemne, całkowicie go rozumiem, jak po każdym strzale brał łyka alkoholu. Apogeum emocji jest w momencie, gdy wszystkie zabite zwierzęta są umieszczane w jednym wielkim dole i zalewane betonem. Do tego podczas tych scen jest smutny utwór. Stworzony został taki  klimat, że się popłakałam. Cholernie przykro mi się patrzyło na Pawła, który musiał przełamać zabić biedne niewinne zwierzę, strasznie było mi go szkoda. Już w tym momencie kręciła mi się łza w oku. Potem te biedne szczeniaki, gdzie jak tylko ich zobaczyłam, to już było mi smutno, a co dopiero po tym, jak zostały one zastrzelone. Na końcu jak te wszystkie zwierzęta były zakopywane i jak Paweł przeżywał tą całą sytuację. Dodatkowo ten smutny utwór i z każdym krokiem więcej łez. 





Chomiuk w ramach prowadzonego śledztwa, jedzie do Biblioteki Uniwersyteckiej w Łomonsowie, aby zbadać archiwa Moskiewskie. Potem ponownie odwiedza Diatłowa i konfrontuje go z tym co się dowiedziała. Pokazuje mu zdjęcie reaktora po wybuchu i opowiada o podobnej sytuacji w Leningradzkiej elektrowni, w której aktach brakuje dwóch stron, przez co podejrzewa, że tam równiej został wciśnięty przycisk AZ-5. Diatłow, tak jak przez cały serial, zareagował obojętnością, twierdząc, że i tak rząd nie interesuje się prawdą, którą kobieta poszukuje. 

Szczerbina i Legasow razem z Generałem Nikoljem Tarakanowem rozmawiają o tym, jak pozbyć się grafitu z dachu reaktora, by móc potem go zakryć. Następnie są obecni przy włączeniu łazika od Niemieckiej policji, a gdy udaje im się go uruchomić, to i u Legasowa, i u Szczerbiny pojawił się uśmiech, prawdopodobnie nadziei, nadziei że już nikt więcej, żaden człowiek nie zostanie wmieszany w tą radioaktywność. No i te dwie postaci, szczególnie Legasow w końcu się uśmiechnęli, bo przez cały czas są oni poważni i ponurzy, no bo wiadomo, nie ma powodów do uśmiechu. Nawet we mnie narodziła się taka nutka nadziei, mimo to, że wiedziałam czego jeszcze nie było, a co się powoli zbliżało w serialu. I tu pojawia się mały problem, bo albo przeoczyłam, albo nie zapamiętałam, albo nie zrozumiałam czegoś po angielsku, no nie wiem, ale nie wiem co się z tym łazikiem stało, bo potem sprowadzony został robot, żeby tam ten bałagan na dachu posprzątał. Udaje się go włączyć, lecz gdy wjechał on w miejsce, gdzie było bardzo wysokie promieniowanie, robot się wyłącza. Pozytywne emocje wyłączyły się automatycznie razem z robotem. Potem Legasow, Szczerbina i Generał Tarakanow załamani siedzą w bezradności, próbując znaleźć sposób na usunięcie tego grafitu na dachu, a pesymistycznej sytuacji dodaje jeszcze więcej pesymizmu  padający deszcz. W pewnym momencie Legasow przerywa ciszę ze swojej strony, gdy pozostała dwójka rozmawiała, mówiąc o biorobotach. Opcja ta ich nie cieszy, bo to oznacza kolejne ryzykowanie życia ludzkiego, ale jest to niestety jedyna opcja. 
Generał Tarakanow instruuje grupę żołnierzy, a potem widzimy jak zmieniani są w bioroboty. Tu pojawia się piękny montaż, bo przeplatały się ze sobą sceny instruktarzu generała i jak żołnierze byli ubierani w kombinezony, a cały czas było słychać to co generał mówi. 


Legasow, Szczerbina i chomiuk spotykają się potajemnie, z dala od podsłuchów i szpiegów KGB, by móc porozmawiać. Ich tematem rozmowy jest kwestia zeznań w Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej(MAEA) jako eksperci w procesie Diatłowa, Briuchanowa i Fomina. Chomiuk opowiada o tym jak stworzyła linię czasową ze zdobytych informacji, analizując każdą decyzję i każdy wciśnięty przycisk i stwierdza, iż Tuptow mówił prawdę - reaktor został wyłączony, potem nastąpiła eksplozja. Również wspomina o podobnym wypadku w Leningradzkiej Elektrowni Atomowej w 1975 i pokazuje dokumenty, zaznaczając, że brakuje dwóch stron i twierdzi, że ta sprawa może być kluczem do tej Czarnobylskiej. Zaraz orientuje się, że Legasow zna tą Leningradzką sprawę i przyznaję, że tam też został wciśnięty przycisk AZ-5, ale tam nic się nie stało, bo rdzeń został zrobiony był z boru, a nie z grafitu tak jak w Czarnobylu. Dochodzą do wniosku, że tego nie wiedzieli i dlatego wcisnęli ten przycisk. Chomiuk chce, aby podczas zeznań w MAEA zeznali prawdę, bo jest jeszcze szesnaście takich reaktorów, które powinny być naprawione. Szczerbina jednak chce zgodzić się na ugodę z KGB. Na co Chomiuk próbuje ich przekonać opowiadając historię małżeństwa Ignotenko i o tym iż Ludmiła urodziła dziewczynkę, która niedługo po urodzeniu zmarła z powodu radiacji. Według mojego mniemania chciała po prostu zwrócić uwagę na to, że jeżeli stanie się coś takiego w którymś z pozostałych szesnastu reaktorów, to będą cierpieć niewinni ludzie i że oni mając tą wiedzę, mogą coś zrobić i temu zapobiec.

Niestety nie udało się ich przekonać. Gdy Legasow rozmawia z Przewodniczącym KGB, widać, że ma wyrzuty sumienia i żałuje kłamstwa w zeznaniach dla MAEA. Zaś przewodniczący pokazuje gazetę z Wiednia w której, gdzie piszą o Czarnobylu i naukowcach pracujących przy tej sprawie, charakteryzując ich jako pewnego rodzaju bohaterów, z czym wiąże się propozycja przewodniczącego, który oferuje Legasowi tytuł bohatera Związku Radzieckiego za podtrzymywanie kłamstwa, ten zaś wyraża swoją niechęć i wychodzi z samochodu, w którym odbywało się spotkanie.

Zaś na rozprawie jako pierwszy zeznawał przed sądem Szczerbina. Zaczął od wspomnienia o teście bezpieczeństwa, w sprawie którego decyzja padła 20 grudnia 1983. Jedenaście dni później Briuchanow wydał dokument dotyczący konstrukcji reaktora, który był kłamstwem. Następnie tłumaczy działanie reaktora, również w  kontekście przeprowadzanego testu. Nastęnie mówi, że Briuchanowi, Fominowi i Diatłowi nie udało się z tym testem trzy razy , a czwarty raz, gdy im się nie udało, było 26 kwietnia 1986. I to, jak on to powiedział, z taką pewnością siebie i z taką trochę wredną nutą w głosie,
jeszcze  aktor  wcielający  się  w  tą
postać dał tej wypowiedzi takiej zadziorności, z resztą jak całej postaci. Stellan Skarsgård ma taką charakterystyczną chrypkę w głowie, która pomogła w budowaniu postaci. Tu wrócił Szczerbina z początku serialu, w sensie, że brzmiał jakby mało go obchodziła ta sprawa i ogólnie mało go obchodziło to, czy ta trójka jest winna, czy nie i rzucając oskarżenie tak o, bo on tak uważa. 

Jako druga zeznawała Chomiuk. W swojej wypowiedzi cofnęła się dziesięć godzin przed eksplozją, gdy reaktor był ustabilizowany i gotowy do testu, ale pracownicy elektrowni dostali telefon z Kijowa i zarządzono dziesięciogodzinową przerwę, aby zrobić test o północy. Tyle że o północy była zmiana pracowników, i ci którzy mieli zacząć pracę nie byli przygotowani do przeprowadzenia tego testu. Kobieta wspomina o Leonidzie Tuptowie, który miał tylko 25 lat i pracował w elektrowni tylko cztery miesiące. Te dwie rzeczy określiła jako problem natury człowieczej, zaś to co powstało w reaktorze, coś złego i trującego, co było wynikiem działań pracowników w sterowni, problemem natury naukowej. Postawiła trzy kropki, by kolejny mówca dokończył. 

Tak więc nadszedł czas na zeznania Legasowa. Ten zaś wytłumaczył działanie reaktora od tej strony chemicznej, jakie w nim zachodzą reakcję i jakie wykorzystane są substancje i co się z nimi dzieje w reaktorze oraz to co działo się działo z nimi podczas przeprowadzenia testu, przed eksplozją i co spowodowało tą eksplozję. Dzięki temu serialowi dowiedziałam się, jak działa reaktor, to już jest więcej, niż w szkole. Wracając. Pracownicy obniżyli moc reaktora, do tego stopnia, że powinien on zostać wyłączony, ale Diatłow zlecił podwyższenie mocy. Dostali nawet wiadomość, że reaktor powinien zostać wyłączony. Dodatkowo, inżynier mechanik, Yuvchenko, był w swoim biurze, w pomieszczeniu reaktora był Pierewczenko, a w obszarze pomp byli Degtaryenko i Khodemchuk, którzy nie mieli kompletnie żadnego pojęcia, że jakikolwiek test jest przeprowadzany. Ponieważ moc reaktora była zbyt obniżona, znikły substancje chłodzące, a w momencie podwyższenia mocy pojawiły się te substancje, które nagrzewają reaktor, których nie było jak ich schłodzić. Został wciśnięty AZ-5. Wybuchł rdzeń, a potem roztopiony grafit, po kontakcie z tlenem wybucha ponownie. Jak to Legasow powiedział, trójka oskarżonych nie wiedziała, że w tamtym momencie przycisk, który powinien wyłączyć reaktor, stał się detonatorem. Mam nadzieję, że niczego nie poplątałam. W trakcie jego zeznań przeplatały się sceny odnoszące się do pierwszego odcinka, a właściwie były jego rozszerzeniem i to się tak uzupełniało, Legasow coś mówił, potem było odniesienie scenami ze sterowni, fajnie to zrobili montażowo. Tu został również wymierzony lekki cios w moje emocje, bo pokazując tych pracowników co byli najbliżej reaktora, wmieszali słowa, gdzie Legasow mówi, że oni o niczym nie wiedzieli, i mi się strasznie smutno z ich powodu zrobiło. Dodatkowo pokazali   sam  wybuch,  czego  się   nie   spodziewałam,  nie  wiem
dlaczego ale po prostu nie sądziłam, że ten wybuch pokarzą. Jeszcze był moment gdzie jeden z pracowników widzi jak te grafitowe bloczki podnoszą się do góry, potem jak te bloczki są w takim okręgu, to ten cały okręg poszedł tak do góry w ogniu, wybuchając, następnie drugi wybuch, gdzie już cały budynek uległ zniszczeniu. 
Sędzia zwraca uwagę Legasowi, że podważa to co powiedział w zeznaniach dla MAEA. Ten zaś przyznał się do kłamstwa, mówiąc, że podążał za rozkazami KGB, na co ludzie z KGB, którzy siedzieli na sali sądowej zareagowali nerwowo. Legasow wspomina również o tych szesnastu reaktorach, z których część jest w Czarnobylu. Sędzia zarzuca mu, iż sugeruje, że to Związek Radziecki winien jest katastrofy w Czarnobylu. Ten zaś odpowiada, że to kłamstwa są winne. Ogólnie wytłumaczył co jest nie tak z tymi szesnastoma reaktorami i to, że ich rdzenie są zrobione z grafitu, a nie z boru. I kiedy sędzia się spytał, dlaczego tak jest, Legasow wypowiada tam kilka powodów, a na końcu skwitował "ponieważ jest tańszy" (grafit). Mnie to rozbawiło. Warto obejrzeć tą scenę w oryginale, bo to co ja opisałam nie odzwierciedla tego jaki to miało efekt. Oczywiście za to, ze Legasow powiedział prawdę spotkało się spotkać z konsekwencjami, dlatego zostaje odebrana mu posada. 



"Walerij Legasow odebrał sobie życie w wieku 51 lat 26 kwietnia 1988, dokładnie dwa lata po eksplozji w Czarnobylu." 
"Valery Legasov took his own life at the age of 51 on April 26, 1988, exactly two years after the explosion at Chernobyl"



"Taśmy audio Legasowa z jego wspomnieniami były rozpowszechnione wśród Sowieckiej społeczności naukowej. Jego samobójstwo uniemożliwiło im zignorowania ich."

"The audio tapes of Legasov's memoirs were circulated among the Soviet scientific community. His suicide made it impossible for them to be ignored."



"Jako następstwem po jego śmierci, Sowietcy urzędnicy w końcu potwierdzili wady konstrukcyjne reaktora RBMK (Rieaktor Bolszoj Moszcznosti Kanalnyj - Reaktor Kanałowy dużej Mocy)."
"In the aftermath of his death, Soviet officials finally acknowledged the desin flaws of the RBMK nuclear reactor."



"Reaktory zostały zmodernizowane, by zapobiec ponownemu wypadkowi jak w Czarnobylu."
"The reactors were retrofitted to prevent an accident like Chernobyl from happening again."



"Legasow wspierany był przez dziesiątki naukowców, którzy pracowali niestrudzenie obok niego w Czarnobylu."
"Legasov was aided by dozens of scientists who worked trielessly alongside him at Chernobyl"



"Postać Ulany Chomiuk została stworzona, by reprezentować ich wszystkich i uhonorować ich poświęcenie i służbę dla prawdy i ludzkości." 
"The character of Ulana Chomiuk was created to represent them all and to honor their dedication and serwice to truth and humanity"



"Boris Szczerbina zmarł 22 sierpnie 1990... cztery lata i cztery miesiące po tym jak został wysłany do Czarnobyla."
"Boris Shcherbina died on August 22, 1990... four years and four months after he was sent to Chernobyl."


"400 górników pracowało całodobowo przez miesiąc, by zapobiec całkowitemu przetopieniu nuklearnemu. Szacuje się, że co najmniej 100 z nich zmarło przed 40-stym rokiem życia."
"400 miners worked around the clock for one month to prewent a total nuclear meltdown. It is estimated that at least 100 of them died before the age of 40."



"Ponad 600,000 ludzi zostało pobranych do służby w Strefie Wykluczenia. Pomimo powszechnych doniesień o chorobie i śmierci w wyniku promieniowania, radziecki rząd nie prowadził oficjalnych zapisów dotyczących ich losu."
"Over 600,000 people were conscripted to serve in the Exclusion Zone. Despite widespread accounts of sickness and death as a result of radiation, the Soviet government kept no official records of their fate."



"Skażony region Ukrainy i Białorusi, znany jako Strefa Wykluczenia, ostatecznie obejmuje 2,600 kilometrów kwadratowych."


"The contaminated region of Ukraine and Belarus, know as the Exclusion Zone, ultimately encompassed 2,600 square kilometers."



"W przybliżeniu 300,000 ludzi zostało wysiedlonych z domów. Powiedziano im, że to tymczasowe. Nadal niedozwolone jest tam wracać." 
"Approximately 300,000 people were displaced from their homes. They were told this was temporary. It is still forbidden to return"



"Nigdy nie poznamy rzeczywistych strat ludzkich Czarnobyla. Większość szacunków waha się od 4,000 do 93,000 zgonów." 
"We will never know the actual human cost of Chernobyl. Most estimates range from 4,000 to 93,000 deaths."



"Oficjalna liczba ofiar śmiertelnych, bez zmian od 1987 wynosi... 31."
"The official death toll, unchanged since 1987... is 31."


Powyższe teksty są cytowane z końca ostatniego odcinka serialu, które są przed napisami końcowymi. Pasowały mi tu jako takie podsumowanie tego co napisałam do tej pory. 

Też chciałaby zaznaczyć, że ja nie do końca jestem chemiczna i mogłam coś pokręcić, albo mogłam coś źle zrozumieć po angielsku. A z racji tego, że moja wiara we własne umiejętności w języku angielskim jest dość niska, to też chciałabym wtrącić, że mogłam też coś przekręcić w różnych nazwach, nazwiskach i tym podobne. 
Praca z dwoma językami nie jest łatwa 😆.


Przed obejrzeniem serialu "Czarnobyl" w internecie dużo dobrego o nim słyszałam. Po trailerze spodziewałam się dobrej produkcji. Twórcy stworzyli w tym serialu taki klimat idealnie pasujący do tematu katastrofy. Taki mroczny, ponury. Muzyka była dość prosta, ale miała w sobie dźwięki z prawdziwej elektrowni, co dało jej charakteru. Ona była tak jakby podgłaszana w niektórych momentach, jak na przykład scena, gdzie trójka ochotników schodziła do piwnic i dzięki temu, że była nawet delikatnie głośniejsza, podwyższała napięcie, więc u mnie narastało przerażenie spowodowane tym co widzę na ekranie. Zaś obraz był w takich wypranych kolorach w niektórych momentach co podkreślało przekaz. 
Były też takie długie ujęcia, gdzie nie było żadnych dialogów, była tylko muzyka, jak na przykład wtedy, gdy ludzie stali na moście i zobrazowali jak radioaktywny pył osadza się na ludziach, albo wtedy gdy towarzyszymy Pawłowi, który doświadcza nowych, nieprzyjemnych sytuacji i widzi jak grzebane są zabite zwierzęta. Takie przerwy od dialogów były fajnym zabiegiem, w szczególności, gdy był jakaś emocjonalna chwila. Mi taka przerwa się przydawała, żeby otrzeć łzy jak się wzruszyłam. A wracając do dźwięków, to odźwiękowanie było mistrzowskie. Każdy odgłos buta postawionego kroku, każde zapalenie i samo palenie papierosa, wlewanie czegoś do szklanki, przeładowywanie broni i tego typu rzeczy, to była czysta przyjemność. Jak modne i popularne są te ASMR, czy jak im tam, to te dźwięki były czymś lepszym. Można by było je powycinać, złożyć w jedno i słuchać, żeby na przykład się odstresować. Mimo, że palonych papierosów było tam dużo, to ja mogłabym tego dźwięku słuchać cały czas, a podczas oglądania mi się nie znudził.

Jak czytałam jakieś wstępne informacje ma różnych stronach internetowych na temat tego serialu, to pisali, że będzie miał kilka wątków, kilku bohaterów. I moje pierwszym skojarzeniem było to, iż każdy odcinek będzie opowiadał o jednym wątku. Z resztą tak nasunął jeden z artykułów. Jeden z przeczytanych artykułów sugerował, że odcinki nie będą ze sobą połączone, opowiadając o jednym z wątków. To były takie pierwsze informacje i razem z moim myśleniem trochę się pomyliły. Wątki płynnie przeplatały się ze sobą. Przez dłuższy czas był wątek Szczerbiny i Legasowa, doszli do pewnego momentu, gdy jakoś sensownie mogli przerwać fabułę i przechodzili do wątku małżeństwa Ignotenko, który też był przez dłuższą chwilę. Często spotykam się, że w jakimś serialu szybko skacze się z wątku a wątek, i w niektórych robi on dynamikę, że lepiej się taki serial ogląda, ale w niektórych nie jest to zalecane, tak jak w "Czarnobylu" właśnie. 

Głównym wątkiem było oczywiście robienie porządku po katastrofie, ale w niego wplątana została historia małżeństwa Ignotenko, czy Pawła, żeby pokazać, że tacy ludzie również ucierpieli przez to wydarzenie. Spodobało mi się też to, że te drugoplanowe wątki nie były narzucone w jednym czasie, tylko najpierw skończył się wątek Ignotenko i dopiero potem zaczął się wątek Pawła. Dzięki temu nie było jakby za dużo treści. Podejrzewam, że gdyby wszystko naraz by było, to by był taki natłok, za dużo byłoby tego. Już sam główny wątek jest duży, a te drugoplanowe są takie, żeby sobie chwilę odpocząć od niego. 

Podczas oglądania trzeciego odcinka, myślałam, że dwa pierwsze odcinki były najmocniejsze pod względem emocji, ale na końcu walnęli mi sceną prosto w twarz, taką aż się popłakałam. Pogrzeb sam w sobie jest powodem do płaczu, a tym bardziej, gdy zmarły jest chowany w dwóch trumnach, drewnianej i ołowiane, umieszczonej w wielkim dole masowego grabu, zalewanym betonem. Scena sama w sobie była smutna, ale to tego dołączyli muzykę i odpowiedni montaż i wystarczyło, żebym się popłakała. 

To co jeszcze było smutne przy oglądaniu, to były decyzje Legasowa i Szczerbiny, a konkretnie te o angażowaniu kolejnych i kolejnych ludzi do usuwania efektów katastrofy, co wiązało się z prawdopodobnymi kolejnymi ofiarami. Legasow był zaznajomiony w tym temacie, więc cały czas był tego świadomy, ale Szczerbina już nie miał takiej wiedzy i z czasem dopiero ogarnia co się dzieje. Swoją drogą można powiedzieć, że tu taka mała przemiana postaci była, bo Szczerbina na początku można powiedzieć iż lekceważył cały temat katastrofy, a z czasem przekonywał się co do powagi sytuacji. 

Irytującą rzeczą było jak wszyscy, którzy mogli, kłamali, nie mówili wszystkiego i tak dalej, a ich powodem był Związek Radziecki. Co tam, że życie ludzkie jest zagrożone, co tam, że opóźnianie "sprzątania" po eksplozji powiększa skażony temat i co tam, że życie ludzkie jest zagrożone, najważniejszy jest reputacja Związku Radzieckiego. Gdyby nie kłamstwa i zatajenie, być może ta katastrofa miałaby odrobinę mniej konsekwencji. Dodatkowo była wszechobecna niewiedza, patrząc na przykład Ludmiły Ignotenko, która nie miała kompletnie świadomości dotykając swojego męża, więc inni tacy ludzie również nie mieli tej świadomości i nie wiedzieli co się z ich bliskimi dzieje. Ja nie wiem, czy tamci naukowcy mieli wystarczającą wiedzę, a o tych urzędasach, co rządzili, że tak powiem, działaniem elektrowni, to raczej kompletnie nie wiedzieli czym rządzą. 

Serial "Czarnobyl" był dość nietypową jak dla mnie pozycją na liście seriali, bo jak wspominałam, do tej pory nie do końca byłam przekonana do filmów, czy seriali o fabule katastroficznej i w sumie była to druga taka produkcja, jaką obejrzałam, ale ten serial wywarł na mnie wrażenie. Został bardzo dobrze zrobiony, sceny trzymające w napięciu, mające w sobie trochę grozy, które podbite są muzyką. Zwykłe dźwięki jak palony papieros sprawiające przyjemność. Świetne ujęcia. Nawet się nie spodziewałam, że można zrobić tak dobry serial, z pięcioma odcinkami, na podstawie prawdziwych wydarzeń.

Miałam jeszcze coś dopisać, ale zapomniałam, więc chyba trzeba w końcu skończyć ten wpis, bo i tak jest baaaardzooo długi 😂. Ja chyba muszę poćwiczyć pisanie streszczenia, czy coś. Ja gdy piszę o jakimś filmie, czy serialu, to staram się wspominać o najważniejszych rzeczach, a że w tym serialu prawie wszystko było ważne, no to inna sprawa 😆. 




środa, 18 grudnia 2019

Ostatni koncert Luxtorpedy w tym roku. | Lublin, 14.12.2019.

Wydawałoby się, że będąc na dziewiątym koncercie jednego zespołu może wkraść się jakaś rutyna i monotonia, w szczególności, że grupa nie wydała od czterech lat nowego albumu, i faktycznie na niektórych tak było, ale to też bardziej zależało od mojego nastroju, przynajmniej w większości przypadków. W każdym razie prawie na każdym koncercie trafia się coś, niespodziewanego, spontanicznego, co potem na żadnym koncercie się nie powtarza i tworzy takie wydarzenie niepowtarzalnym. 

Niepowtarzany i na którym mnie jeszcze nie było był ostatni koncert zespołu Luxtorpeda, na którym byłam. Przyszłam na niego bez większej ekscytacji, bo w końcu był to mój dziewiąty koncert, a dodatkowo była w przygnębionym nastroju, no miałam tak zwanego 'doła'. Ale gdy tylko weszli na scenę, pojawił się powód by pojawił się uśmiech na mojej 'zdołowanej' twarzy, bo Litza, wokalista, zaczął opowiadać anegdoty, dotyczące jego poprzedniego wieczoru. 

Po zagranym drugim utworze powoli zapominałam o swoim dołowym nastroju i nawet to się trochę udało, ale potem zespół postanowił zrobić mi psikusa u zagrać nowy utwór, który jest no z głębokim tekstem. Podany został jej tytuł, ale ja jak zwykle nic sobie nie zanotowałam i mam amnezję i nie pamiętam 😆. Po niedługim czasie zagrany został drugi nowy kawałek, jak dobrze pamiętam nosił tytuł "Opty-Pesy", ale co do tego nie mam pewności. Nie ufam swojej pamięć. Poniżej fragment tego utworu, plus zabawna sytuacja na scenie, która poprawiła mi trochę ten zdołowany humor 😉. 

Luxtorpeda - fragment nowego utworu | Lublin 14.12.2019


Kolejnym fajnym akcentem było zagranie utworu "7 razy" pod muzykę utworu "Tata dilera" Kazika Na Żywo. To było super, taka zabawa muzyką. Mam też wrażenie, że zagrali to na spontanie, co jeszcze bardziej ufajniło, że tak powiem, tą sytuację. Z początku to ja w ogóle myślałam, że zagrają z oryginalnym tekstem "Tata dilera", ale potem zaczęli śpiewać kompletnie inny tekst, że nawet początkowo nie mogłam ogarnąć co to za Luxtorpedowy kawałek 😂. 

Kultowa Luxtorpeda | Lublin, 14.12.2019


Litza na początku, jeszcze przed graniem wspomną, ze to ich ostatni koncert w tym roku i że nie wiadomo co się może wydarzyć. I chyba tego się nikt nie spodziewał. Otóż wokalista zaprosił fana na scenę i zaczęli GRAĆ METALLICĘ 😁. To było tak urocze i zajebiste, że nawet ja byłam poniekąd szczęśliwa razem z tym chłopakiem. Swoją drogą wyglądał na młodszego ode mnie, a grał na gitarze niemal jak profesjonalista. To było piękne 😄.

Luxtorpeda gra Metallicę z fanem | Lublin, 14.12.2019


Na końcu zespół zagrał utwór z solowego repertuaru Hansa, z którym miałam okazję się zaznajomić i w sumie gdzieś w głębi siebie miałam taki malutki cień nadziei, że zagrają coś z niego. I zagrali. Jak Litza zapowiadał ten utwór to ja już wiedziałam o co chodzi i byłam szczęśliwa, po tytuł "Kiedyś zaśpiewam ci" z płyty "Poprawna Praca Serca" jest tak pięknym utworem, tak pięknie brzmi (szczególnie puszczony w samochodzie na cały regulator 😆), że to była czysta przyjemność usłyszeć go na żywo, na końcu koncertu. 

Hans Solo, ale jednak z zespołem - Kiedyś zaśpiewam ci | Luxtorpeda, Lublin, 14.12.2019


Także podczas tego koncertu było tyle akcentów, że wlicza się to tych najlepszych koncertów Luxtorpedy, na jakich byłam. Dodatkowo te akcenty i grana na żywo muzyka i trochę humoru od zespołu trochę przegnały mi tego mojego 'doła'. Z niecierpliwością czekam na ich nową płytę, która podobno w przyszłym roku, za co trzymam kciuki, a sądząc po dwóch nowych utworach, raczej fani się nie zawiodą nowym wydawnictwem, tak myślę. Z resztą, oni nigdy nie zawodzą, nie ma o co się martwić 😊.





sobota, 14 grudnia 2019

skinny & dorski - przedmieścia / official video | I to się nazywa dobry rap!

Nigdy nie spodziewałam się, że będę słuchać rapu, no przynajmniej tego co jest teraz popularny, jakiś Bedoes, Szpaku, czy inny Tymek, albo coś co robią YouTuberzy. Zmienili to dwaj panowie, Warga z kanału zDvpy, który wydał swoją płytę i Skinny, znany również jako Brudna Małpa. 

O tym drugim chciałabym chwilę popisać, bo to co chłopak robi, to magia, kosmos normalnie. On też nie jest jakoś stricte YouTuberem, po prostu sobie robi filmy, a na filmach on robi wszystko, vlogi, gra, majstruje przy furze i tak dalej. Początkowe jego kawałki mi się nie podobały, ale te kawałki, które publikował aby zapowiedzieć swoją płytę są genialne, a najbardziej genialny jest ten poniżej, a z teledyskiem to już chyba inny wymiar 😃. Obserwuję go już trochę i nie da się nie zauważyć, że robi muzykę, bo lubi ją robić, że to z pasji. I robi to bardzo dobrze 😊. Z numerem "przedmieścia" jakoś się utożsamiam, nie wiem czemu. Nie wiem, może dlatego, że niektóre kawałki tekstu trochę pasują do mojego życia. Nie ważne 😛. Bit jest świetny, idealnie pasuje do tekstu i jego przesłania. Całość jest taka ciężka, agresywna momentami. No co tu dużo mówić, zajebisty kawałek!  

Nie mogę się doczekać, aż puszczę sobie ten numer w samochodzie, na cały regulator 😆. Chciałam napisać coś produktywnego, ale zawsze, jak zamierzam o czymś napisać, to moje pomysły na tekst idą sobie w cholerę i nic mi się nie klei tak jak bym tego chciała... Fuck. 





czwartek, 12 grudnia 2019

Trailer nowej płyty Selena Gomez! | "Rare"

Dzisiaj Selena Gomez opublikowała trailer swojego nowego albumu, który swoją premierę będzie miał 10 stycznia 2020 roku i jestem bardzo podekscytowana! Ta artystka jest ze mną najdłużej w mojej muzycznej podróży i po prostu nie mogę się doczekać jej nowej muzyki. 

A sądząc po trailerze można spodziewać się świetnych utworów, kompletnie nowego brzmienia, taki powiew świeżości i w muzyce Pop i w muzyce Seleny. Te urywki udostępnione w trailerze mi się spodobały i nie mogę się doczekać, żeby je usłyszeć. Spodziewam się bardzo dobrego powrotu artystki. 

Po obejrzeniu tego traileru jestem trochę bardziej podekscytowana, ale pewnie ta ekscytacja delikatnie opadnie, dopóki, powiedzmy, nie będzie premiery utworu z płyty, albo premiery samej płyty, ja tak mam 😛.





niedziela, 8 grudnia 2019

Polak potrafi! | "PÓŁ WIEKU POEZJI PÓŹNIEJ" | Fanowski film o Wiedźminie

Wczoraj odbyła się premiera fanowskiego filmu inspirowanego twórczością Andrzeja Sapkowskiego i który miałam okazję obejrzeć niedługo po premierze na YouTube. Szczegółów znam mało, bo dowiedziałam się o tym filmie z różnych stron internetowych, bo w jednym momencie pojawiły się mnóstwo artykułów na jego temat, z racji tego, że ostatnio temat Wiedźmina jest bardzo popularny, bo Netflix stworzył serial, który niedługo będzie miał swoją premierę. Tak więc przeczytałam, zobaczyłam takowe informacje i z ciekawości obejrzałam po prostu ten film. 

Pierwszym moim zaskoczeniem było to, że pojawiła się postać Lamberta, a nie Geralta, co jak dla mnie było fajną odmianą, bo zazwyczaj ten drugi gra główną role, a tu twórcy wzięli Lamberta i stworzyli swoją historię powiązaną z Sagą Wiedźmina. Fabuła w filmie była prosta, ale fajnie opowiedziana, podobało mi się, dobrze się oglądało. Świetnie zostało to nakręcone, mimo iż delikatnie widać, że to nie jest "profesjonalna" produkcja. W obrazie czuć taki słowiański klimat, z którym ludzie najczęściej kojarzą Wiedźmina, muzyka, lokalizacje, stroje postaci, wszystko było na wysokim poziomie. 

Produkcja powstała dzięki zbiórkom internetowym, niezależnie i niekomercyjnie, jak sami napisali "Film od fanów, dla fanów". Cieszę się, że powstało coś takiego. Świetna, twórcza, kreatywna rzecz, którą trzeba chwalić i rozpowszechniać dla większego odbioru. Po scenie po napisach można sądzić, że twórcy mają ochotę zrobić kolejny film, i mam nadzieję, że im się uda, bo to dobre jest! Wśród tego syfu na internecie, szczególnie na YouTube, trzeba chwalić takie produkcje i zachęcam do jego obejrzenia i dzielenia się nim z innymi.





PS. Moja wypowiedź mogła być trochę chaotyczna, bo nie mogłam się skupić nad pisaniem, a chciałam się podzielić tym filmem.


środa, 4 grudnia 2019

COMA powiedziała Game Over Lublinowi.

Grudzień zaczęłam  fajnie i nie fajnie. Fajnie bo byłam na koncercie zespołu COMA, a nie fajnie, bo to był ich ostatni koncert. 

To już drugi pożegnalny koncert na jakim byłam w tym roku. Gdzieś z początku roku byłam na ostatnim koncercie lubelskiego zespołu Phedora, a teraz byłam na ostatnim koncercie COMY. I to dziwne uczucie, kiedy było się na fajnym koncercie, ale był on ostatni. 

Na swój ostatni koncert w Lublinie COMA wybrała sobie dość nietypowe miejsce, bo w Centrum Spotkania Kultur, gdzie tego typu koncerty są raczej rzadkością. Dziwnie się czułam siedząc w sali Amfiteatru, zamiast stać przed sceną w którymś klubie. A właśnie, nietypową rzeczą było to, że wszyscy musieliśmy siedzieć, bo w końcu to Amfiteatr, i w trakcie koncertu widziałam jak niektórych energia rozpierała. To jest ciekawe w sumie, bo jak stoję, to zbytnio się nie ruszam, tam pokiwam głową i potupie nóżką, a jak musiałam siedzieć przez cały koncert, to nagle mi się ruszać zachciało 😆. 

Swoją drogą, ledwo lepiej poznałam zespół, a tu działalność skończył 😛. Na początku słyszałam w radiu utwory COMY i wiadomo, że kojarzyłam takie tytuły jak "Los Cebula I Krokodyle Łzy", "Daleka droga do domu", "System", czy "Spadam". Po jakimś czasie, jak już zaczynałam ogarniać jak działa internet, chciałam wziąć się i przesłuchać ich wszystkie albumy, ale tak długo mi się zeszło, że jak już przesłuchałam, to jakoś niedługo potem pojawił się album "2005 YU55". Wiec tak na oko znam się twórczością zespołu tak pięć/sześć lat. Na koncertach zaś byłam tylko na czterech, łącznie z tym pożegnalnym, i do tej pory żałuję, że jak grali na Lubelskich Juwenaliach któregoś roku, to ja wybrałam urodziny w rodzinie... To jest definicja bólu istnienia.



Cieszę się, że mogłam być na tych czterech koncertach, a ten pożegnalny, to ja w ogóle nie czułam, że jest pożegnalny. Była taka genialna atmosfera, że ja sobie siedziałam i delektowałam się muzyką. Zespół zaczął od przegenialnego utworu "Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków", gdzie początek lekko przydłużyli, co dało świetną atmosferę, a i tak utwór sam w sobie jest długi. Ja uwielbiam ten tytuł, a zagrany na żywo to czysta przyjemność dla uszu. Chyba z tego zachwytu, to aż oczy mi się lekko od łez zawilżyły. No lepszego rozpoczęcia koncertu chyba nie mogli zrobić.

Innym utworem przy którym zachwycałam się, że jest grany był "Cisza i ogień". Pewnego razu jechałam busem i usłyszałam ją w aplikacji na Spotify, i tak wryła mi się w głowę, że spytałam się, gdzie ja byłam, że o nim zapomniałam. Cieszyłam się, że został zagrany, chyba rzadko gra się takie melancholijne utwory, zazwyczaj są to te bardziej żywsze. No ale te żywsze również zostały zagrane, jak na przykład "Proste Decyzje", które bardzo lubię, "Lajki", które są bardzo fajne, "Trujące rośliny", czy "Odwołane". 

Zespół zagrał również utwory z ich najnowszego albumu, takie tytuły jak "Meluzyna", "Fantazja", "Przybysze z Matplanety", czy "Marsz robotów". Nie zabrakło też "Daleka droga do domu", "Los Cebula I Krokodyle Łzy", "Leszek Żukowski". Ku mojej uciesze wykonany został utwór "Popołudnia bezkarnie cytrynowe", który również uwielbiam, a na końcu oczywiście, tradycyjnie "Sto tysięcy jednakowych miast", ale tym razem nie siadaliśmy, tylko staliśmy, bo przecież siedzieliśmy przez cały koncert.  





Zespół pięknie zagrał, a do tego uroku dołączyło się świetne nagłośnienie, przy którym kompletnie nie czułam, że jest za głośno, nic mi nie szeleściło, żaden dźwięk mnie nie drażnił, jak to było raz w pewnym klubie no i ogólnie poezja. Dodatkowo mogłam zobaczyć jak mniej więcej wygląda Centrum Spotkania Kultur, bo raczej za szybko się tam nie pojawię 😛. Atmosfera była cudowna. Światła tak świetnie podkreślały to, co działo się na scenie, to aż szkoda, że nie mogłam swojego aparatu wyciągnąć, tylko jedynie telefon (a tyle świetnych ujęć by wyszło...😢). Ból dla fotografa. No cóż, może innym razem. 

Minęło już trochę czasu, a ja cały czas w pamięci mam ten wieczór i cały czas o nim myślę. Dodatkowo rodzice puszczają jakąś płytę COMY, więc tym bardziej nie dają mi zapomnieć. Tak pozytywnie nakręciła mnie ta muzyka wykonana na żywo i kontakt Piotra Roguckiego z publicznością, że ja jestem w stanie teraz pisać ten wpis,a normalnie miałabym amnezję i kompletnie nie wiedziałabym co napisać. Miałam kilka takich sytuacji, to wiem o czym mówię 😛. Dodatkowo jestem w trakcie pracy nad innym, trochę większym wpisem i teraz mi to idzie z łatwością, a przed koncertem się zacinałam i nie wiedziałam co pisać, mimo że to o czym piszę nie jest kompletnie związane z koncertem 😂. To się nazywa magia muzyki 😄. 

Ogólnie muzyka na żywo jest czymś wspaniałym. Mam nadzieję, że będzie mi dane jeszcze nie na jeden koncert, albo muzyczny festiwal pójść i czerpać przyjemność z słuchania swoich ulubionych wykonawców. Dla fana nie ma chyba nic lepszego niż usłyszenie utworów ulubionego zespołu, wykonawcy na żywo. Ja jak chodzę na koncerty, to jestem strasznie wdzięczna, że mogę na takowym być i często jestem wzruszona jak to było na koncercie Eda Sheerana, czy w tym roku na koncercie zespołu Sabaton na Mystic Festival, no albo będąc niedawno na koncercie zespołu COMA. 


COMA - Daleka droga do domu | GAME OVER TOUR | Lublin

COMA - Proste Decyzje | GAME OVER TOUR | Lublin


COMA - Trujące rośliny | GAME OVER TOUR | Lublin


COMA - Cisza i ogień | GAME OVER TOUR | Lublin 01.12.2019


COMA - Popołudnia bezkarnie cytrynowe | GAME OVER TOUR | Lublin 01.12.2019

wtorek, 3 grudnia 2019

Popis dziczy na Knotfescie

Wiele razy spotykałam się jak niektórzy użalali się nad Meksykanami, bo zły Donald Trump chce wybudować mur na granicy, bo przecież to ludzie i trzeba być empatycznym. Zaś sam Donald Trump chce wybudować ten mur by chronić swoich obywateli, bo przez nielegalnych imigrantów jest większa przestępczości.
I wiecie co?
Ma rację.

Ostatnio miałam tą nieprzyjemność zobaczyć co się działo na Knotfescie w Meksyku. Wcześniej coś widziałam na Instagramie, jak zespół Slipknot przepraszał fanów, że nie wystąpi, ale nie wiedziałam szczegółów, ale niestety je zobaczyłam.

Ludzie wyłamali barierki, podpalali jakieś podesty, wyrywali i kładli w ogień kable, wchodzili na scenę i spalili perkusje należącą do zespołu Evanescence. Jak ja na to patrzyłam to byłam lekko wstrząśnięta i niesamowicie wkurwiona. Ci ludzie nie mieli kompletnie żadnego szacunku do niczego i nikogo. Zachowywali się gorzej niż zwierzyna. Po prostu we mnie się do tej pory gotuje, choć piszę to prawie o piątej nad ranem, żeby po śnie tekst mi nie uciekł  z głowy. Gdy oglądałam wideo, jak ci ludzie na luzie brali i rozwalali, a potem podpalali perkusję Evanescence, to strasznie mi się zrobiło szkoda zespołu, że musiał mieć styczność z takim nieprzyjemnym (delikatnie mówiąc) akcydentem. 

Oba wymienione wyżej zespoły napisali, że chcieli by wrócić i wynagrodzić fanom to, że nie wystąpili, tyle że ja na ich miejscu nigdy więcej bym nie przyjechała do tego kraju, ci ludzie na to nie zasługują po czymś takim. Ja wiem, że nie wszyscy, to bandyci i chuligani, ale gdyby coś takiego stało się mi i mojemu zespołowi, to pokazała bym środkowy palec jedynie i nigdy tam nie wracała. No albo przynajmniej przez parę lat chociaż, a jak już by się zdarzyło, żebym przyjechała zagrać jakiś koncert, to po pierwsze nie na festiwalu, a po drugie w jakiejś hali, albo stadionie, żeby sami faktyczni fani na tym koncercie byli. 





Tylko teraz nasuwa mi się pytanie, gdzie byli organizatorzy i ochrona? To wyglądało jakby nikt tego nie pilnował, a przecież jak ja idę na jakieś Polskie Juwenalia chociażby, to jest mnóstwo osób z firmy ochroniarskiej. Dlaczego nikt nie pilnował sceny, skoro był tam rozstawiony sprzęt? Niby widziałam jak próbowali wyganiać (lekko mówiąc) ludzi, którzy weszli na tą scenę, ale i tak potem wchodził ktoś inny. Chociaż, w sumie patrząc z drugiej strony, to niebezpiecznie było przebywać z tymi ludźmi, i niech lepiej już niszczą sprzęt niż żeby zrobili ludziom krzywdę, albo chociaż jakąś policje wezwać, żeby towarzystwo rozgonić. Nie wiem, i'm confused. 

W każdym razie, ludzie sami wyłamali barierki, no chyba że naprawdę był to kłopot techniczny i źle były zamontowane te barierki, kto wie, to Meksyk, ale zakładając bardziej to pierwsze, no to sami byli sobie winni, że odwołano dwa ostatnie występy. Ta wściekłość, że trochę wcześniej festiwal został zakończony zawdzięczali samym sobie, a ci, co nie mogli się z tym pogodzić, a dodatkowo był pierdolnięty na umyśle, no to robił rozróbę razem z innymi. 

Przeraża mnie to, jak ludzie mogą się zachowywać i do jakich czynów mnogą się posunąć. Meksyk nie poprawił sobie tym swojej reputacji, a bardziej pokazał, że jednak Donald Trump ma rację. Mam nadzieję, że ten mur zostanie wybudowany, najlepiej z drutem kolczastym. A ten, kto będzie chciał się dostać do USA, to dostanie się tam LEGALNIE. 


¡TERROR EN KNOTFEST MÉXICO 2019! [ TODOS LOS VIDEOS ] 🔥👹

¡TERROR EN KNOTFEST MÉXICO 2019! PARTE 2 [ TODOS LOS VIDEOS ] 🔥👹