piątek, 10 kwietnia 2020

twenty one pilots troszczą się o nas i wydali nowy utwór - Level of Concern (Official Video)

Przychodzę dzisiaj wieczorem z dworu, gdzie grabiłam podwórze, na komputer, żeby ogarnąć co na internetach się dzieje, a tu NIESPODZIANKA! NOWY UTWÓR od twenty one pilots! Posłuchałam, zobaczyłam i jestem zachwycona! 

No ogółem na nich zawsze można liczyć. Odkąd jestem ich fanem, ani razu się nie zawiodłam. Włączając video z piosenką na początku słuchałam i patrzałam się na obraz ze skupieniem, i coraz bardziej się wciągałam w całość, a na końcu byłam oczarowana. Piosenka nawiązuje do teraźniejszych, kwarantannowych czasów, ma jakby wesoły ton, niosącą taką nadzieję podczas tego wszystkiego. Teledysk jest uroczy i kreatywnie zrobiony, chłopaki zaangażowali swoje bliskie osoby, co jest urocze 😍

Dodatkowo część z dochodów z tej piosenki pójdą dla organizacji charytatywnej crew nation. Jak dobrze się orientuje, to chodzi o wsparcie dla ludzi, którzy zajmują się robieniem koncertów, tyle że oni budują scenę na przykład. Znowu nie mogę się wysłowić, ale chyba mniej więcej wiadomo o co chodzi. Zaznaczam, że pewna nie jestem, albo aż tak wątpię w swój angielski 😅.




Ostatnio przeglądam moje dużo starsze wpisy (o tym niedługo w osobnym wpisie) i zrobię coś sentymentalnego, czyli dodam tekst piosenki, tak jak to kiedyś robiłam.

LYRICS
Panic on the brain, world has gone insane,
Things are starting to get heavy.
I can’t help but think I haven’t felt this way,
Since I asked you to go steady.

Wondering,
Would you be, my little quarantine?
Or is this the way it ends?

'Cause I told you, my level of concern,
But you walked by like you never heard,
And you could bring down my, level of concern,
Just need you to tell me we’re alright, tell me we’re okay.

Panic on the brain, Michael’s gone insane,
Julie starts to make me nervous,
I don't really care what they would say
I'm asking you to stay
in my bunker underneath the surface.

Wondering,
Would you be, my little quarantine?
Or is this the way it ends?

'Cause I told you, my level of concern,
But you walked by like you never heard,
And you could bring down my, level of concern,
Just need you to tell me we’re alright, tell me we’re okay.

Tell me we’re alright, tell me we’re okay.
Tell me we’re alright, tell me we’re okay.
Bring down my, level of concern,
Just need you to tell me we’re alright, tell me we’re okay.

'Cause I told you, my level of concern,
But you walked by like you never heard,
You could bring down my, level of concern,
Just need you to tell me we’re alright, tell me we’re okay.

I need you to tell me we’re alright, tell me we’re okay.
Need you to tell me we’re alright, tell me we’re okay.
I Need you to tell me we’re alright, tell me we’re okay.
Need you to tell me we’re alright, tell me we’re okay.

Need you now.
I need you now...

'Cause I told you, my level of concern,
But you walked by like you never heard,
You could bring down my, level of concern,
Just need you to tell me we’re alright, tell me we’re okay.

Tell me we’re alright, tell me we’re okay.
Tell me we’re alright, tell me we’re okay.
You could bring down my, level of concern,
Just need you to tell me we’re alright, tell me we’re okay.

In a world, where you could just lie to me
and I'd be okay.
We'll be okay.
We're gonna be okay.


czwartek, 2 kwietnia 2020

Wkurw... WKURZAJĄ mnie ludzie.

Jestem osobą, która nie przepada za ludźmi. Mam swoje odpowiednie grono osób, z którymi mogę spędzać czas, ale nie mogę za długo przebywać w mocno zaludnionym miejscu. Ludzie mnie po prostu IRYTUJĄ tym jak się poruszają, zachowują, czy w jaki sposób mówią. Niektóre jednostki, które mijam na ulicy, w centrum handlowym, w sklepie, czy w autobusie mocno działają mi na nerwy. Stare baby wpychające się w kolejki, do autobusu, osoby które nie patrzą się gdzie idą i na mnie wpadają, ludzie którzy myślą, że są najważniejsi i idąc taranują wszystkich, no i ludzie zaślepione w telefonach, które potykają się nawet o swoje nogi, bo przecież MUSZĄ ODPISAĆ NA WIADOMOŚĆ. A, jeszcze zapomniałabym o ludziach, którzy są tak łatwowierni, że wierzą we wszystko co zobaczą w telewizji i w internecie oraz o anonimowych idiotach w internecie. PO dniu spędzonym w tłumie ja muszę odreagować, siedząc sama ze sobą w swoim pokoju.

Odkąd nastała zaistniała sytuacja w naszym kraju, jestem narażona na irytację ludźmi nawet siedząc w domu, bo ludzie przez internet potrafią mnie zirytować. Na pierwszym miejscu są pseudo dziennikarze, którzy napierdzielają, samymi tytułami, które każą nam coś sugerować, które są często clickbaitowe i podchwytliwe. Plus samo to, że dają w tytułach, że "tyle i tyle jest nowych zakażonych", albo "tyle i tyle zmarło" albo coś w stylu "bardzo groźny tytuł, ludzie bójcie się". Zaraz za nimi na drugim miejscu są ludzie którzy czytają takie tytuł, nagłówki, ale nie przeczytają treści samego artykułu i na darmo panikują, tak samo jest z wieściami o nowych zachorowaniach, widząc i słysząc o tym aż za bardzo się tą całą sytuacją przejmują, boją się i dopowiadają sobie głupoty. Trzecia grupa ludzi jest bardzo blisko tych poprzednich, tyle że czyta każdy artykuły, ogląda wszystkie wiadomości w telewizji, i bez 
sortowania informacji,  we  wszystko wierzą.
Czwarta grupa zaś składa się z osób, które przyjmują do wiadomości, co się dzieje, ale ich reakcja jest zobojętniona, wszystkie wiadomości przyjmują z dystansem i lubi czasami się pośmiać z korona-mema. Ostatni, na dnie, sort ludzi, którzy robią gówno-rzeczy w internecie, czyli te całe jutubery, influensery, którzy robią bardzo "cenne" i "przydatne" filmiki o treści "co robić podczas kwarantanny" i każdy taki filmik wygląda tak samo, mówi o tym samym a przede wszystkim NIE SĄ PRZYDATNE. Osoby te odkrywają świat rzeczywisty w którym można nadmiar czasu wykorzystać sprzątając pokój, robiąc sobie domowe spa, czytać książki, oglądać filmy i seriale. Cytując pewien utwór rapera-YouTubera - "odkrywcze w chuj".

Ja niestety w domu muszę się męczyć z osobą, która jest w jednej z powyższych grup, bo moja mama tak się przejmuję całą tą sprawą, że ona by z domu kompletnie nie wychodziła, bo na każdym kroku widzi ryzyko złapania tej korony, choć w bliższej okolicy dopiero niedawno znalazły się koroniaste osoby, przez co moja mam faktycznie mogłaby się bać. A ona przeżywa każdą wiadomość na temat wirusa, każdą wiadomość o nowych zakażonych i każdą wiadomość o kolejnej śmierci. Dodatkowo przeżywa to, co mogą czuć rodziny osób z koroną. Ja wiem, że sytuacja jest poważna i zaleca się stosować do tego co mówią ci z rządu, ale nadmierne przejmowanie się, które przeradza się w panikę, no a panika nie jest dobra. Jeszcze moja mama próbuje wmówić mi, że ma racje i przychodzi za każdym razem, gdy dowie się czegoś nowego i próbuję mnie przekonać do tego, żebym i ja zaczęła się zamartwiać. Nie wiem, jakbym miała złapać koronę, skoro ja 99% swojego czasu spędzam w domu, chyba, że wyjdę na podwórko do psa czy coś, bo nawet do sklepu rzadko jeżdżę. A moja mama tylko kichnie, a już się boi, że ma koronę. 



Czas kwarantanny, to czas siedzenia w domu i jak niektórzy ludzie zwyczajnie wykorzystują go do robienia czegoś na co zazwyczaj nie mają czasu (nawet remont), tak znajdują się jednostki, które nie mogą wytrzymać siedzenia na dupie i jak oni to nie cierpią, bo nie mogą spotkać się ze swoimi kochanymi znajomkami, jak oni akurat w tym momencie gdy nie można wychodzić, poszliby na piwerko, kawkę, ciasteczko, albo na imprezę do klubu. A znając życie wtedy co było można wychodzić z domu, większość takich osób zwyczajnie siedziała na dupie i gapiła się bezmyślnie w telefon, tylko obudziła się, gdy czegoś nie można. I to pokazywanie na Facebooku, jak oni za sobą tęsknią, na ja pierdolę... Jeszcze znajdą się te 'wspaniałe' jednostki, które mają kompletnie gdzieś zakaz bez potrzebnego wychodzenia z domu i wychodzą sobie na spacery, do parku, na bulwary, W GRUPACH. A potem się dziwią, że nowe zakażenia są. Już nawet nie wspomnę o tych, co koniecznie musza być na mszy w kościele, i jaka to kara, gry NIE MOŻNA PÓJŚĆ NA MSZĘ ŚWIĘTĄ..



Na szczęście są jeszcze tacy ludzie jak ja, którzy większość czasu spędzają w domu, mimo, że mają tam jakieś swoje towarzystwo, i nie jest do dla nich coś bardzo uciążliwego siedzenie w domu, bo kwarantanna to ich styl życia.




Dobra, trochę ponarzekałam, pośmiałam memami, ale zasygnalizuję jeszcze swoją cnotę i powiem, żeby faktycznie nie wychodzić z domu, myć ręce i tak dalej, bo dzięki temu szybciej pozbędziemy się tego dziadostwa. Tak jak w Chinach. Był rygor, a teraz życie tam wraca do normy. Wystarczy obejrzeć materiały Weroniki Truszczyńskiej na YouTube. (Jeden z niewielu kanałów, które są naprawdę dobre). Ci, co nie mają powodu do nadmiernego zamartwiania się, nie róbcie tego, bo znajdzie się ktoś, kto faktycznie ma powody do zmartwień, bo albo ma zarażoną osobą z rodziny, albo ma na przykład rodzinę w takich Włochach, która znajduje się w epicentrum tej zarazy. Ogólnie pewnie nie napisałam wszystkiego tego co chciałam, ale poleciałam na freestyle'u. Poniżej jeszcze zamieszczam filmy ludzi z internetu, którzy do rzeczy wypowiadają się na temat wirusa i zalecam się z nimi zapoznać, to może wasza panika, czy coś przejdzie.

I pamiętaj, tak jak mówi poniższy meme-obrazek, MOŻESZ URATOWAĆ LUDZKOŚĆ SIEDZĄC W DOMU. Nie spierdol tego.



🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻🔺🔻


PANDEMIA i PANIKA - Strzał Z Dvpska




TEN CZŁOWIEK WIE O TOBIE WIĘCEJ NIŻ TY! | Mój film o pladze Kᴏʀᴏɴᴀᴡɪʀᴜsᴀ z 15.03.2020




Życie w SZANGHAJU podczas epidemii koronawirusa




MIASTO DUCHÓW




POLSKIE PIEROGI kontra EPIDEMIA gościnnie: Pierogi Ladies




OPANOWALIŚMY epidemię koronawirusa W CHINACH?




Jak CHIŃSKIE FIRMY poradziły sobie z epidemią koronawirusa?



czwartek, 19 marca 2020

Artyści dla fanów w quarantine

Z racji tego, że wszyscy siedzą w domu z powodu kwarantanny, mogą się znaleźć przypadki, które się kompletnie nudzą, bo nie mają kompletnie żadnych zainteresowań i są kompletnie wyprani i siedzą jedynie w telefonie, ale znajdą się też ludzie, którzy potrzebują czegoś, co choć na chwilę urozmaici im czas na przykład przy książce, czy przy rysowaniu, bo wpadają w rutynę. 

Ostatnio na Instagramie odbył się livestream, gdzie Chris Martin z zespołu Coldplay trochę pokoncertował i porozmawiał z fanami. Grał utwory, które mu proponowali fani, czy poodpowiadał na pytania. W ten sposób Chris chciał umilić chwilę czasu swoim fanom podczas, gdy trzeba siedzieć w domu. Akcja była pod hashtagiem #TogetherAtHome i wokalista miał nadzieję, że ktoś będzie ją kontynuował. 

Mi się tak cieplutko zrobiło na serduszku, bo artysta zrobił coś dla fanów, co bardzo dobrze się przyjęło. Na live'ie wspominał, że powinien być z zespołem, ale nie można wychodzić z domu. Tak więc, według mnie, miał czas, więc poświęć jego część dla swoich fanów, co jest bardzo sympatyczne ☺.

#TogetherAtHome Chris Martin



Tego samego dnia wieczorem przeglądając również Instagrama, natknęłam się na zapis live Mike'a Shinody z Linkin Park. Komponował on sobie swoją demo piosenkę, którą zresztą miał wysłać do fanów, którzy napiszą do niego SMSa. Oczywiście demo w krótkim czasie trafiło do sieci, o czym Mike wiedział, ale to mu nie przeszkadzało, bo piosenka jest demówką. Dodatkowo wkrótce pojawił się post, chyba na Twitterze, że Shinoda wpadł na pomysł, żeby w refrenie tej piosenki pojawił się inny głos i dał szansę swoim fanom, którzy zaczęli wstawiać pod hashtagiem #SingOpenDoor filmiki ze swoimi wykonami.

Mimo, że całości nie obejrzałam, bo wieczorem to jednak chce dość szybko i sprawnie posprawdzać te Instastory i potem przejść do słuchania muzyki na dobry sen, to jednak uważam to za fajną sprawę. Lubię patrzeć, jak jakiś artysta tworzy muzykę. Niegdyś oglądałam streamy Dana Reynoldsa z Imagine Dragons, który na Twitchu pokazywał, jak tworzy i to mnie fascynowało, bo wydawał dźwięki strunami głosowymi, na przykład, a potem w programie przekształcał to w dowolną formę. Dlatego fajnie mi się patrzyło na fragmentach live'u Mike'a, jak usłyszał coś co mu nie pasowało, czy próbował wkomponować gitarę do utworu, bo coś mu brakowało.

 Mike Shinoda trabalhando na música demo "Open Door" (Instagram Live 17/03/2020)
Kliknij w obraz, by przejść do wideo


W ten sam wieczór, dalej przeglądając Instastory trafiłam na live'y Pete Wentza z Fall Out Boy, Ryana Teddera z OneRepublic, prawdopodobnie by przypomnieć o tym, ze na Instagramnie zespołu również będzie live, na którym również zagrali mini koncert, czy Stephena Amella, serialowego Green Arrowa, w którego się już nie wcieli, ale kontakt z fanami nadal został. Tylko powierzchownie zobaczyłam te zapisy, bo jak wspominałam, chciałam szybko to obskoczyć.

Tak wiec, z tego co na szybko zaobserwowałam, to Pete po prostu rozmawiał sobie z fanami, Ryan właśnie potem razem z kolegami z OneRepublic zagrali Instagramowy koncert, aby również entertainment swoich fanów i chyba też spełniali piosenkowe prośby widzów, no a Stephen kiedyś często robił live'y, ale ostatnio coś zaprzestał, wiec powrócił ponownie porozmawiać ze swoimi fanami, nie tylko poprzez komentarze, ale poprzez rozmowę przez kamerkę.

 Pete Wentz IG livestream 3/16/2020

 ONEREPUBLIC INSTAGRAM LIVE 1
Aby zobaczyć zapisy z dwóch powyższych live'ów, wystarczy kliknąć w obrazek 



To wszystko wywarło u mnie pozytywne wrażenie. Strasznie doceniam to, że artyści poświęcają chwilę czasu dla fanów, żeby złapać z nimi kontakt. W przypadku czasu teraźniejszego, umilić właśnie chwilę czasu podczas trwającej kwarantanny. Mimo, że nie jestem tak mocno na zaangażowana w Instagrama wciągu dnia, bo przeglądam go rano i wieczorem i mam do czynienia tylko z zapisami, a to co faktycznie chce obejrzeć, to oglądam zapisy na YouTube, to jednak do cieszę się, że coś takiego miało miejsce i w sumie ma miejsce, bo OneRepublic z tego co wiem dzisiaj w nocy ponownie będzie robił live'a, a Mike Shinoda robił go następnego dnia po tym, o którym wyżej pisałam. To fajny gest? chyba tak to można nazwać. Pokazuje to też, że skoro jest czas i okazja, to można poświęcić jego kawałek fanom, co czyni ich, nie chce napisać, że prawdziwym artystą, ale takim wdzięcznym. Cholipka, brakuje mi słów. To pewnie dlatego, że brat mnie w żuchwę, centralnie w jedynkę, walnął... 😂 No, cholera, teraz mnie boli... Ale nie ważne, czas kończyć mój zachwyt. Pamiętajcie o myciu rąk, zostańcie w domu i rozwijajcie swoje pasje!


#ZostańWDomu
#StayInHome

środa, 18 marca 2020

Kwarantanna time

Światem opanował niejaki korona wirus, a niektóre polaczki już za czasów pierwszego PODEJRZANEGO o zakażenie siały panikę i wykupywały wszystko ze sklepów. To samo się działo, gdy pojawił się faktyczny zakażony, to już całkiem ludzie powariowali. Mogłam delikatnie to odczuć, gdy pojawił się pierwszy zakażony w moim województwie, lubelskim, i to jeszcze niedaleko miejscowości, w której mieszkam. Otóż tego dnia, co pojawiła się informacja o tym pacjencie, wieczorem, niedługo potem pojechałam załatwić pewną sprawę z mamą. Mama spotkała jakiegoś mężczyznę, co z resztą jechał wcześniej za nami, wyjechał ze sklepu, w którym, jak mówił, NIC NIE BYŁO, nawet PAPIERU TOALETOWEGO. Z racji tego, że tego samego dnia rano zawiozłam mamę na badania do szpitala, to świrować zaczęła i moja mama. I mówi do mnie "A co jeśli ja mam tego korona wirusa". Na co ja tylko w myślach miałam facepalma i próbuję jej wyjaśnić - "Ty byłaś w szpitalu RANO. O tym chorym pacjencie dowiedzieliśmy się WIECZOREM, który leżał w szpitalu w INNEJ MIEJSCOWOŚCI, a nie w Lublinie.". Dodatkowo, jak moja mama dowiedziała się, że tego chorego mają przenosić do szpitala, w którym ma mieć zabieg to już kompletnie zaczęła się panika. 

Sytuacja w Polsce się trochę pogorszyła od tamtego czasu i teraz mamy kwarantannę. I teraz, są dwie grupy ludzi, którzy mnie wkurzają. Pierwsza grupa, to ta kompletnych ignorantów, którzy czas kwarantanny uważają za WAKACJE i, póki jeszcze były otwarte, szli do centrów handlowych, albo jadą nad zalew... Druga grupa zaś, to tych, co aż ZA BARDZO PANIKUJĄ, boją się wszystkiego i właśnie wykupują ze sklepów, nawet papier toaletowy... No w sumie znalazła by się jeszcze trzecia grupa, tych co chcą chodzić do kościoła, ale może lepiej pominę ten temat. Wszystko podsycają media, informując że tu ktoś umarł, a tam ktoś nowy zachorował, nie wspominając, że są też osoby WYLECZONE. Ostatnio jak widziałam jakąś wiadomość, to było 3 zgony i 13 WYLECZONYCH, tu w POLSCE. Ale tylko RAZ widziałam wiadomość, gdzie ktoś poinformował o tych wyleczonych pacjentach. 

Owszem, epidemia jest poważna,  ale cała ta sytuacja mnie dość mocno irytuje. Irytuje mnie podejście ludzi, irytują mnie media. Panikując nie polepszymy sytuacja, a wręcz ją pogorszymy. Najlepiej zachować w jak najbardziej możliwy sposób spokój, poddać się tej kwarantannie i nie wychodzić bez potrzebnie z domu, a po wyjściu gdzieś w miejsce publicznie, myć ręce. Zalecam też obejrzeć poniższy film Carrionera i nie siać więcej paniki, jak inni...



KORONAWIRUS! - Czy jest powód do paniki? Co powinieneś wiedzieć



#ZostańWDomu

PS. To uczucie, kiedy myślałeś, że wpis się opublikował, a dwa dni później widzisz, że jednak nie... 🤦‍♀ Dziękuję komputerze...

niedziela, 1 marca 2020

Słucham One Direction?!

Nawet ja nie spodziewałam się, że do tego dojdzie 😂.

Jestem jedną z tych osób, która wprost nienawidziła One Direction i w czasach świetności tego muzycznego tworu, gdy byłam w gimnazjum, byłam dość mocno narażona na ich muzykę, bo słuchała ich moja przyjaciółka. To były czasy, gdy przychodziło się do szkoły, a ona miała fascynujące (dla niej) newsy dotyczące muzyki tego boy bandu. Dodatkowo przechodziłam bardziej w Rockowo-Metalowe klimaty, co jeszcze bardziej mnie odpychało. Do tej pory uważam, że One Direction było trochę taką maszynką do zarabiania pieniędzy. Jednak na tą jedną całość składało się pięć różnych osób, którzy, jak się okazało, robią teraz kompletnie inne muzyczne rzeczy. 

Ale od początku.
Otóż magiczna platforma jaką jest YouTube zaproponowała mi pewnego razu nowy teledysk Harry'ego Stylesa. Z początku to omijałam, ale im więcej to omijałam, tym częściej mi się to pojawiało w proponowanych. Raz najechałam kursorem na to wideo i pokazały się fragmenty tego teledysku. Pomyślałam sobie, że kliknę, zobaczę, nic nie zaszkodzi, a przy okazji zobaczę jaką to muzykę tworzy ta jedna piąta One Direction. No i, się zdziwiłam. Teledysk do "Adore You" jest jednym siedmiominutowym kreatywnym obrazem! Jedyne co mi przyszło do głowy po obejrzeniu tego teledysku, to że długo nie widziałam tak kreatywnego teledysku. To jest jak krótkie opowiadanie. Dodatkowo sam utwór, no, jest dość chwytliwy, bo słucham go do tej pory. Zobaczyłam go jakoś po premierze, która była szóstego grudnia jeszcze zeszłego roku. To trochę się trzyma. Co ja mam powiedzieć, fajna jest ta piosenka. Słuchając jej to ma się taką energię, takie pozytywny vibe. Jak jej słucham to jakoś mi tak weselej się robi.

Harry Styles - Adore You (Official Video - Extended Version)

Pomyślałam sobie, że skoro ta piosenka mi się spodobała, to może warto sprawdzić całą płytę, ale na nią musiałam chwilę poczekać, bo nawet jej premiery nie było. A gdy już była, to ja, jako 'geniusz', postanowiłam sprawdzić po fragmentach jak utwory brzmią, dlatego weszłam na stronę Empiku, i sobie sprawdziłam. Ich brzmienie również mnie zaskoczyło, bo powiało czymś takim świeżym, fajnie się zapowiadało, dlatego przesłuchałam płytę "Fine Line". No i się zaskoczyłam. Na początku są cztery utwory, które mi się spodobały i nawet zaznaczyłam sobie serduszko na Spotify, to są utwory "Golden", "Watermelon Sugar", "Lights Up" no i "Adore You". Po pierwszym przesłuchaniu zaznaczyłam te utwory, które właśnie po pierwszym razie wpadły mi w ucho i gdy słuchałam drugi raz całości, to dołączyły jeszcze utwory "Falling" i "To Be So Lonely". Reszta piosenek też są fajne, mają ciekawe brzmienia, co mnie zaskoczyło, ale nie wpisały się w moje ramy. Choć patrząc na to, że połowa piosenek mi się spodobała i została na dłużej i w mojej głowie i na playliście na Spotify, a reszta nie jest jakimś ścierwem, tylko po prostu u mnie się nie wpięła. 

Harry Styles - Watermelon Sugar

Z początku słuchałam tylko "Adore You", "Watermelon Sugar" i "Lights Up", bo ich zapamiętałam najbardziej, jako że YouTube lubił mi to proponować, oraz to, że to chyba były pierwszymi piosenkami jakimi się Styles podzielił, ale mogę się mylić. W każdym razie pamiętałam tylko o tych utworach i ich słuchałam, ale pewnego razu jak sprzątałam w domu i leciała mi playlista wszystkich polubionych przeze mnie utworów playlista na Spotify, to w pewnym momencie zaczęła lecieć piosenka "Golden" i ja takie "O cholera, nie pamiętałam o tym numerze, a jest zajebisty". I od tamtej pory również jest często słuchany. Jego brzmienie jest... nawet nie można znaleźć odpowiednich słów. Jest taki delikatny, lekki, wokal tutaj jest świetny, a w refrenie słychać taką głębie, że mam wrażenie, iż dźwięki idą jeszcze dalej niż ich słychać. No raz posłuchasz i się nie uwolnisz.

Harry Styles - Golden (Official Audio)

Tak więc zaczęło się od jednej piosenki, potem doszło do tego dwie, potem jeszcze jedna, o której nie pamiętałam, a ostatecznie skończyło się na sześciu. Ogólnie cała płyta zaskoczyła mnie taką świeżością. To co mnie ucieszyło, to to, że w kompozycja są INSTRUMENTY. W Popie teraz rzadko się tego słyszy. Teraz wystarczy jakieś chwytliwe "umcy umcy", byle jaki tekst i gotowe. Na szczęście Harry nie poszedł w tą stronę i na przykład w "Watermelon Sugar" słychać fajną gitarę elektryczną, jak i akustyczną, czy nawet trąbkę, W "To Be So Lonely" jest gitara, która mi przypomina trochę ukulele, w tytułowym "Fine Line" poza gitarą, trąbką jest perkusja, a melodia rozwija się do takiego orkiestryjnego brzmienia. W "Sunflower, Vol. 6" słychać fajne klawisze, w "She" fajny bas, w "Treat People With Kindness" słychać chór kościelny, zaś w "Falling" jest piękne pianino. Swoją drogą ta piosenka mnie urzekła po obejrzeniu występu Stylesa na BRIT Awards, bo pokazał on swoje wokalne możliwości, pokazał emocje tej piosenki. Magia muzyki na żywo.

Cholipka, jak tak słucham tych niektórych piosenek, żeby coś o nich napisać, to mi się coraz bardziej zaczynają podobać 😛.
Kto wie, może w przyszłości całej płyty będę słuchać ¯\_(ツ)_/¯.

Harry Styles - Falling (Official Video)



Skoro doszłam do takiego momentu, to postanowiłam iść dalej i zobaczyć co tworzą pozostali. Ciekawiło mnie to jak brzmi chłopaków muzyka poza One Direction, po przesłuchaniu "Fine Line". Ciekawiło mnie w jaką stronę poszli. Tak więc kolejnym albumem był "Flicker" Nialla Horana. Pierwsza na niej piosenka mi się spodobała, "On The Loose", też jest wpadająca w ucho, podoba misie brzmienie i gitara, która tam gra, i elektryczna i akustyczna, choć mam wrażenie, że gdzieś coś podobnego słyszałam. Ale to może być takie złudzenie, bo kojarzę ją trochę z tymi mainstreamowymi piosenkami, co są popularne, i z resztą nawet koło takiej muzyki tą piosenkę słyszałam, więc to mogą być tylko moje skojarzenia. 

Niall Horan - On The Loose (Official)

Potem jest piosenka "This Town" i ona przypomina mi muzykę Eda Sheerana zza czasów jego pierwszej płyty. W sumie to prawie wszystkie utwory mi się tak kojarzą. To chyba przez tą gitarę akustyczną, która przewija się przez wszystkie utwory. Ale to nie jest źle! Własnie cieszę się, że i on nie poszedł w jakieś marne "umcy umcy", tylko to są takie przyjemne melodie, taka miła muzyczka, którą się fajnie słucha. Najważniejszym aspektem jest to, że słychać w nich INSTRUMENTY. Można i utworach słyszeć gitarę akustyczną, ładnie przygrywającą elektryczną, jak w "Mirrors", chociaż takową słyszałam jeszcze w kilku utworach, a w "Too Much To Ask" jest ładne pianinko, ogólnie ten utwór ma ładną melodię. Cała płyta się łączy w jedną spójną całość. Ostatecznie na mojej playliście na Spotify znalazły się dwa kawałki "On The Loose" i "Since We're Alone", ale kto wie, może i inne kiedyś mi się spodobają tak bardziej, żeby słuchać ich na co dzień. 

Niall niedługo wydaje swoją drugą płytę i zapewne zobaczę, co na niej stworzył.

Since We're Alone


Potem słuchany był Louis Tomlinson. (Swoją drogą żyłam cały czas w będzie, że jego nazwisko to 'Tommilson'😛). Jego płyta "Walls" zaczyna się od żywego "Kill My Mind", i znowu, gitarka elektryczna, akustyczna, w ogóle cały zespół jakby grał. Teraz jak sobie tak myślę, to fajny był by do samochodu, podczas jazdy. Utwór "We made It" jest nawet fajny, ale byłby fajniejszy, gdyby nie miał w sobie takiej mainstreamowej kompozycji, no słychać tam takie popularne chórki, które słyszę w mainstreamie, albo ten bit, co wchodzi na refrenie. "Don't Let It Break Your Heart" również jest fajną kompozycją, można ją polubić, w szczególności, że w teledysku robią napad i jeżdżą BMW 😂. A na przykład przy piosence "To Young" wyczuwam Ed Sheeran vibe. Ogólnie wszystkie utwory mają w sobie gitarę akustyczną, no i, po raz kolejny, INSTRUMENTY. Mam wrażenie, że to też jest takie świeże.

Louis Tomlinson - Kill My Mind (Official Video)



Potem zaryzykowałam swoim życiem i zdrowiem, i posłuchałam albumu... Liama Payna, "LP1". Szczerze to zachęciły mnie do jej posłuchania negatywne nagłówki jakichś artykułów i komentarze co do tej płyty, które mówiły, że ten album jest zły. I pierwszy raz zgodziłam się z tymi nagłówkami. On jest BARDZO ZŁY. On jest kwintesencją tego, czego nie cierpię w muzyce, nazwijmy to, popularnej. Ja nie lubię takiego rodzaju muzyki, tak co najmniej, w 95 procentach, bo taka Billie Eilish brzmi dla mnie w każdej piosence tak samo, Ariane Grande kopiuje innych, a Justin Bieber próbuje wszędzie po taniości sprzedać swoją nową gówno pioseneczkę, żeby być na pierwszym miejscu na listach. No a Liam chciał pójść na łatwiznę i też zrobić taką muzykę. Tylko mu nie wyszło. I to nawet mówią osoby, które słuchają tej popularnej muzyki. Piosenki są nudne, mocno mainstreamowe, a teksty słabe i płytkie. On najgorzej poradził sobie na solowej drodze. Nie wziął przykładu ze swoich kolegów wspominanych wyżej i chyba liczył na łatwe pieniądze, że to tak ujmę.

Zaś muzykę Zayna zostawiłam na etapie słuchania fragmentów na stronie Empiku. Na tym etapie już mnie nie przekonała, więc już nie męczyłam się, tak jak przy Paynie. Po fragmentach album "Mind Of Mine" wydawał mi się taki mdły w większości utworach, ale żywsze kompozycje też są. Z albumem "Icarus Falls" jest podobnie, choć w utworach dzieje się więcej. Fajnie, że nie robił płyt na jedno kopyto, tylko próbował robić coś więcej niż na poprzedniej. Muzyka może nie na moje uszy, ale zła nie jest, to nie jest coś tak złego jak "LP1" wspominane wyżej.

Na chwilę jeszcze powrócę go Harry'ego Stylesa, bo nic nie wspominałam o jego debiutanckim albumie, ale sprawa jest prosta, również mnie materiał nie porwał, zły nie jest, no ale to mnie zwyczajnie nie trafia, jak albumy Zayna.


No, i takim sposobem prędzej napisałam wpis o muzyce ludzi z One Direction, niż o nowej płycie Seleny Gomez 😂. Tego to nawet ja się nie spodziewałam. Z początku myślałam, że dzieła Harry'ego Stylesa, Nialla Horana i Louisa Tomlinsona będą czymś bardzo zbliżonym do tego co tworzyli w One Direction, albo że będzie to coś takiego jak to coś od Liama Payna, no i pozytywnie się zaskoczyłam. Muzyka jest słuchalna, że jakby puścił ją ktoś gdzieś tam w tle, a ja bym jej nie znała, to nie miałabym żadnych 'ale' co do niej. Fajnie, że ta trójka, no dobra, czwórka, poszła w swoje strony i realizują się w czymś innym niż to co tworzyli razem. Tylko temu jednemu coś nie wyszło. Płyty "Fine Line", "Flicker" i "Walls" są dowodem, jak można zrobić fajną muzykę, Popową, z INSTRUMENTAMI, która spodoba się nawet takiej osobie jak ja. Tak, zawsze będę zwracać uwagę na instrumenty 😆.

Hmm, fajnie była napisać taki luźny wpis, tylko z pomocą zaznaczonych punktów 🙆.


poniedziałek, 24 lutego 2020

Wojna w jednym ujęciu. | "1917".

Dzień po premierze (tej polskiej) miałam przyjemność zobaczyć film "1917" (tak, i dopiero teraz piszę ten wpis) i to było coś czego nigdy wcześniej nie widziałam. Zrobił on na mnie takie wrażenie, że teraz jak go sobie wspominam, albo oglądam jakieś materiały z nim związane, to ja mam takie emocje, jakbym oglądała go przed chwilą, albo co najmniej dnia poprzedniego. Przeżywam go na nowo. W kinie do tej pory byłam na paru filmach wojennych, byłam na takich tytułach jak, między innymi, "Furia" ("Fury", 2014), "Dunkierka" ("Dunkirk", 2017), czy "Przełęcz Ocalonych" ("Hacksaw Ridge", 2016) i w nich trochę więcej działo się na ekranie, pokazywana była walka dwóch stron, ataki z powietrza, czy praca załogi czołgu. Ujęcia były żywsze, bo były cięcia, kamera 'latała' od jednej postaci do drugiej, od jednego czołgu do drugiego, od jednego samolotu do drugiego. No i fabuła była dość konkretna, że to tak ujmę. 

Zaś "1917" był czymś kompletnie odmiennym. Jego fabuła była dość prosta, dwóch żołnierzy dostaje polecenie, aby dostarczyć wiadomość do innego batalionu, w którym jest brat jednego z nich, no i mają niecały dzień na to zadanie. I oglądamy podróż tej dwójki. Niby prosta historia, ale pokazana po mistrzowsku. Od początku filmu śledzimy naszych dwóch bohaterów, Williama Schofielda i Toma Blake'a i to dosłownie śledzimy, bo kamera zawsze skierowana jest na nich.Czy jest bliżej, czy dalej zawsze jest na nich. Ja podczas seansu czułam się, jakbym faktycznie z nimi szła, co stopniowo nasilało uczucie takiego niepokoju u napięcia, które powoli rosło, gdy szli coraz dalej na terytorium wroga. Widzimy jak idą po błocie, starają się uniknąć większych dołów po wybuchach, żeby nie ugrzęznąć, mijają martwe konie i martwych ludzi, a gdy idą przez miejsce, gdzie jeszcze niedawno był ich wróg, spotykają wybuchową niespodziankę, wielkie działa i wielkie łuski po nabojach. Ogólnie w
tym momencie w filmie, gdy właśnie wchodzą do Niemieckich okopów, to odczuwałam największe napięcie od początku filmu i potem trzymał się do samego jego końca. Wchodzą do miejsca, które teoretycznie opuścili Niemcy,mimo tego, że było opuszczone, to musieli być ostrożni, bo z Niemcami nic nie wiadomo. każdy ich krok przyprawiał mnie o dreszcze, a mój mózg produkował milion sytuacji jakie mogą się tam wydarzyć, albo zaraz skądś wyskoczą Niemcy i okaże się, że tak naprawdę nie opuścili tego miejsca, albo że za każdym rogiem coś złego ich czeka. Wszystkie emocje odczuwałam w trochę inny, głębszy sposób, bo film ten został zrobiony w JEDNYM UJĘCIU. Tak. Film wygląda jak jedno, wielkie, dwugodzinne ujęcie, jakbyśmy szli realnie z dwoma bohaterami. Oczywiście cięcia są, no bo nie dałoby tak się nakręcić całego filmu, ale one są ukryte tak, że trzeba by było chwilę usiąść i pomedytować, gdzie one są. Już na początku można było to zauważyć, jak oni zostali wezwani i wchodzili wgłąb okopu, my oglądając "wchodzimy" razem z nimi i mnie to zafascynowało, jak to genialnie wygląda i jak to genialnie się ogląda. Swoją drogą film zaczyna się tak, jakby się przechodziło koło tej dwójki bohaterów, a oni sobie rozmawiają zwyczajnie na bieżące tematy, jak na przykład czy przyszła poczta. To mi się spodobało. 

Film rozkręca się powoli, co jak dla mnie jest czymś dobrym, bo fajnie można wdrążyć się w film. Sceny między ukrytymi cięciami potrafiły być długie i często bez kompletnie żadnych dialogów, co dało autentyczności. Wspominałam, że kamera patrzy cały czas na głównych bohaterów, więc wszystko jest jest na drugim planie. Zatem gdy idą w okopach to widzimy za nimi żołnierzy, którzy śpią, jedzą, albo palą papierosa. Gdy jest scena, gdzie wystrzeliwują racę, to widzimy moment, gdy jeden z nich ją wystrzela, a kilka minut później za nimi, na drugim planie, widzimy jak ta raca spada. Normalnie jestem przyzwyczajona, że kamera poszłaby za tą racą, potem by było cięcie, spojrzenie na jednego bohatera, cięcie, spojrzenie na drugiego bohatera, gdy jest dialog. 

Opowiadana historia jest prosta, ale ta prostota mnie urzekła. Ten film pokazuje, że nie zawsze musi być jakaś obszerna fabuła, żeby zrobić dobry film. W sumie nawet za bardzo na niej się nie skupiałam, dopiero pod koniec, gdy już była taka walka z czasem, aby donieść tą wiadomość, a jeszcze po drodze były jakieś różne przeszkody. Ja jak zbliżał się ten punkt kulminacyjny filmu to siedziałam, ściskałam zęby i zagryzałam wargi. Ja się nawet chyba lekko zestresowałam, żeby ta cała misja się udała. No a do tej pory to ja skupiałam się, żeby tamci dwaj przeżyli tą całą wyprawę i kolejne rzeczy które ich spotykały również podnosiły mi ciśnienie. Jeszcze wszystko to podbijała świetna muzyka. Świetnie komponowała się z tym co działo się na ekranie. Robiła świetną robotę w tych ważnych momentach. 




Postacie dwóch żołnierzy, Schofielda i Blake'a nie są jakoś mocno rozbudowane. W sensie, jak już wspominałam, to jest tak jakbyśmy do nich się przyłączyli i oni sobie rozmawiają miedzy sobą jak normalni ludzie. To tak jakby na pierwszym roku w nowej szkole zapoznawać się z ludźmi i po podeszłoby się do jakichś dwóch osób, które wydają się być w porządku i się słucha ich rozmowy, bo nie chce się wcinać i dowiaduje się o nich jakichś rzeczy. Tak więc o naszych bohaterach dowiadujemy się dość mało, ale w gruncie rzeczy mi to wystarczyło. Dla mnie wystarczające było to i to jak aktorzy ich przedstawili, ucharakteryzowali. Po szczątkowych informacjach wiemy, że co nieco posmakowali wojny, a jeden z nich dostał nawet medal, który wymienił na wino, ale widać też to, że jednak są niedoświadczeni. 

Często spotykam się w filmach wojennych, że główna postać, główne postacie są mniej lub bardziej za przesadnie wybite z tłumu, że to tak ujmę, i są one trochę za przesadnie mądrzy, umiejętni, odważni i czasem nawet kuloodporni, zaś w "1917" odniosłam wrażenie, że oglądam dwójkę zwykłych żołnierzy. Nie byli oni nieustraszeni, oni bali się tak jak normalny człowiek. Była też scena, że jeden mocno uderzył się w głowę i stracił przytomność, i jakby przyszło co do czego, i film byłby produkcji (prawdopodobnie) Amerykańskiej, to taki żołnierz chwilę by poleżał i by wstał i szedł dalej, zaś nie w omawianym filmie, tam stracił przytomność, a potem po otoczeniu, gdzie zrobiło się kompletnie ciemno, widać było, że minęło trochę czasu i dopiero wtedy się obudził. Tak więc to dało takiej autentyczności. 




Zważywszy na to, jak został ten film nakręcony, to ciekawiło mnie to jak przebiegała jego produkcja. Ja po obejrzeniu już samego finalnego efektu byłam zachwycona, a po obejrzeniu różnych materiałów zakulisowych, czy wywiadów z odtwórcami głównych ról, to moje zachwycenie wzrosło co najmniej o dodatkowe sto procent. Jedną taką rzeczą, co mnie zachwyciło, to to, że twórcy kręcenie niektórych scen było planowane na... makietach. Tak. Na makietach planu filmowego. W taki sposób planowali jak oświetlić plan filmowy, jak rozprowadzić oświetlenie, by zobaczyć jak rozprowadzają się cienie, by potem płynnie kręcić ujęcia. A kręcenie scen w okopach zależało od chmur. Chodziło o naturalne oświetlenie, bo z wiadomych przyczyn nie mogli wszędzie w tych okopach rozstawić oświetlenie, dlatego polegali na świetle dziennym, ale słońce musiało być za chmurami, by to światło było równe, plus, żeby pasowało do klimatu wojny. Jeszcze jedna rzecz, która mnie urzekła, to to, że oni faktycznie wykopali rowy, by potem je przekształcić je w filmowe okopy. Zazwyczaj spotykam się, że takie rzeczy są budowane w jakichś halach do kręcenia filmów, a tu, wykopali gdzieś koło jednej mili rowów, by nakręcić film. 

Zawsze mam z tyłu głowy po obejrzeniu jakiegoś filmu, że zobaczenie kulisów jego powstawania zniszczy efekty końcowe, jakie powstały, ale z drugiej jednak strony jestem ciekawa, jak taki film powstaje. Ciekawi mnie to, jak powstają filmu różnego gatunku, jak niektóre rzeczy się robi, jak niektóre rzeczy się wykonuje. Można porównać jak coś wygląda w trakcie produkcji, a potem finalnie w filmie. Można też zobaczyć pracę aktorów i że w niektórych przypadkach nie jest to lekka praca. W przypadku aktorów grających w "1917", mówię tu bardziej o tych co odgrywali główne role, George'u MacKayu i Dean-Charles Chapmanie, bo to z nimi oglądałam wywiady i w momencie pisania tego wpisu nie pamiętam, czy mówili o sobie, czy o wszystkich, to zważywszy na to, że to film jednoujęciowy, to mieli oni próby sześć miesięcy przed kręceniem filmu, a najdłuższa scena, którą nagrali bez przerwy, sięgała blisko dziesięciu minut. Tak wiec szacuneczek. Zrobiło to na mnie wrażenie. Zresztą, oglądając to wszystko zakulisowe, to ja byłam pod wrażeniem. Byłam też podekscytowana, tym co zobaczyłam. Zafascynowało mnie to co zobaczyłam podczas produkcji tego filmu.




"1917" ma prostą fabułę, która powoli się toczy, ale to mi nie przeszkadza, bo zdjęcia pięknie płynęły zlepione w jedno ujęcie i powoli stopniowo mnie wciągały, że nawet nie poczułam długości filmu. To był pierwszy takiego rodzaju film, jaki oglądałam i zapewne pozostanie mi w pamięci. Miałam jeszcze pisać tu jakieś podsumowanie, zakończenie, ale jednak sobie odpuszczę, bo i tak ten cały wpis brzmiał lepiej w mojej głowie, nawet z poprawkami, jakie wprowadzałam podczas pisania. Tak więc film wywarł na mnie ogromne wrażenie i cieszę się, że mogłam obejrzeć coś tak wybitnego.







piątek, 21 lutego 2020

Niespodzianka Seleny Gomez! | Feel Me (Official Lyrics)

Budzę się dzisiaj po tym jak kot ostatecznie wybudził mnie ze snu, przeglądam internet, a tam mnie informują, że Selena Gomez oficjalnie wydała piosenkę "Feel Me".

Artystka zaprezentowała ten utwór cztery lata temu, na jednym z koncertów z Revival Tour i ludziom tak się spodobała, że słuchali jej z nagrań z tego koncertu, mając nadzieję, że wkrótce będzie miała oficjalną premierę. Jednak jak dobrze pamiętam niedługo potem zadziały się różne rewolucje w życiu artystki, po czym miała czteroletnią przerwę, więc po takim długim czasie nikt nie spodziewał się, że "Feel Me" ujrzy kiedykolwiek światło dzienne. 

Jednak Selena ostatnimi czasy zaczęła nowy rozdział w swoim życiu, najpierw wydała dwa single, niedługo potem nowy album, wkrótce ogłosiła własną markę kosmetyków, a na wywiadach widziałam ją jako szczęśliwą osobę, która zmieniła się po tym co przeżyła. Widać w niej pasję w tym co robi, nie zważa już na pewne rzeczy, pewnych rzeczy nie chce robić, jest po prostu sobą. Ja mam wrażenie, że nie będzie ona słuchać się powiedzmy kogoś z wytwórni, czy kogokolwiek innego, jeżeli nie będzie jej coś pasowało, nie będzie robiła czegoś pod publikę, z tego co widziałam ma koło siebie odpowiednich, zaufanych ludzi. Takie odniosłam wrażenie po jej wypowiedziach. Tak więc Selena, jako 'nowa', szczęśliwa osoba spełniła prośbę fanów i opublikowała dziś piosenkę "Feel Me", czym uszczęśliwiła swoich słuchaczy.

Artystka spytana o ten utwór powiedziała, że jest nieaktualna, nie opisuje tego jak się czuje, więc prawdopodobnie nie znajdzie się na żadnym krążku, ale od dzisiaj fani będą nie będą musieli katować uszu nie najlepszymi nagraniami z koncertu, a będą mogli delektować się studyjnym nagraniem tej piosenki. Ja do tej piosenki miałam neutralny stosunek. Podobała mi się, i nadal podoba, jest bardzo fajna, i twierdziłam, że fajnie by było usłyszeć jej oficjalne audio, ale jakby tak się nie stało, to nic nie szkodzi. Tak więc fajnie słyszeć ją na oficjalnym audio 😉.