Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portret. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portret. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 stycznia 2025

Narysowałam drugi podwójny portret na zamówienie.

Z racji tego, że akurat teraz zajmuję się materiałami z rysunkiem narysowanym latem zeszłego roku, to uznałam to za idealną okazję, żeby napisać i wpis o nim, skoro siedzę w tym temacie. I tak by o nim pisała, ale skoro już grzebie w tych materiałach, to czas idealny. Na Instagrama i Facebooka trafiają rzeczy typu szybkie, nawet jakieś w reelsy się bawię, no a blog jest od większych rzeczy.

Trzy lata temu ciotka przyszła z prośbą, by narysować jej syna z dziewczyną. Portret miał być w kolorze, więc niczego nie obiecywałam, bo doświadczenie w rysowaniu kredkami miałam małe. Po trzech latach ciotka ponownie przyszła ze "zleceniem", by narysować jej środkowego syna z dziewczyną, no i tak jak ten poprzedni, miał to być prezent. Ciotka już zapowiedziała, że jak przyjdzie czas, to i trzeciego syna będę musiała rysować. Tu też niczego nie obiecywałam, bo moje doświadczenie skończyło się na tym poprzednim portrecie 😆.

Robotę zaczęłam w maju, czas miałam do sierpnia, więc to było dużo czasu. Spoiler, ledwo się wyrobiłam, bo jak zazwyczaj mam czas, to akurat od maja zaczęło się to lekko zmieniać 😛. Cóż, podobno to się nazywa życie, czy jakoś tak. No i sama praca nad rysunkiem, ale o tym po kolei. Referencja do tego rysunku była, lekko wymagająca. Dwie osoby to jedna sprawa, do przeżycia, ale trzeba było głowy tych dwóch osób zsynchronizować w tym przypadku, bo byli oni przytuleni do siebie. Ustawienie dziewczyny na tym zdjęciu nie należało do najlepszych. Przytulona do chłopaka, zakryta ramieniem, a do tego głowa tak jakby odchylona do tyłu. Więc pierwszy szkic, to pierwsza próba, pierwsza rozkmina. Oczywiście szkic jest paskudny.



Natomiast druga próba wyszła zaskakująco dobrze, nadal brzydki szkic, ale patrząc na ten pierwszy, to o wiele lepiej to wygląda. Ten pierwszy podpowiedział, że głowy mogą być większe, że trzeba inaczej umiejscowić tę dwójkę na kartce. Zrobiłam tak, by twarze były najważniejsze, po co miałam rysować rękę, czy cokolwiek niżej zdjęcia, jak to twarze ważne. Nie, w ogóle nie było tak, że nie chciało mi się i bałam się tych elementów rysować, w ogóle nie 😏. Oczywiście to jest bardzo surowe, są niedociągnięcia, wszystko krzywe, chłopak ma za dużą głowę względem dziewczyny, no i u niej to bardzo źle się dzieje. 



Poprzedni szkic był brzydki, ale na jego podstawie postanowiłam pracować. Brzydki był, ale miał potencjał, więc go przekalkowałam, by go trochę podrasować. I mimo, iż nadal nie jest to szkic ostateczny, no to widać twarze, że tak powiem. No może tylko dziewczyna jest do siebie podobna, mimo, że twarz ma zniekształconą, a oczy nos i usta nie są równoległe do twarzy. W sensie, jakby przez środek jej twarzy była narysowana linia, to oczy, usta i nos by odbiegały od tej linii. U chłopaka jest podobnie, lewe oko (tak jak się patrzy na rysunek) jest wyżej, a prawe niżej, i jakby narysować linie po środku tych oczu, to nos i usta by jej podlegały, ale jednocześnie nie były by równe linii przez środek twarzy. Trochę to wygląda tak, jakby oczy, usta i nos były w takim kwadracie i jakby ktoś wziął ten kwadrat w Paincie lekko przekrzywił względem twarzy. Może nie perfekcyjnie, ale na kopii poniższego zdjęcie zaznaczę mniej więcej o co mi chodzi, przy okazji od razu widać, rzuca się  w oczy to, jak te twarze są z lekka koślawe. 





Także na kolejnym szkicu starałam się wyprostować te twarze. Oczywiście po poprawkach nadal nie było idealnie, ale już było lepiej. U jednego i u drugiego prawa (jak się spojrzy na rysunek) brew opada, no i nadal elementy twarzy nie do końca są na swoich miejscach, no milimetry, tyle brakuje. Przynajmniej oko dziewczynie poprawiłam (lewe patrząc na rysunek). Trochę przestraszyłam się tego szerokiego uśmiechu chłopaka więc go trochę zgasiłam. Jedną i drugą głowę starałam się narysować jak najbardziej poprawnie, aby zbliżać się do tego, co było na zdjęciu, aby rysy twarzy się zgadzały, aby linia na przykład włosów była w podobnym miejscu, jak na zdjęciu. Patrząc na zdjęcie referencyjne i poprzedni szkic, porównywałam je mając jedno i drugie obok siebie na monitorze komputera, a na kartce tworzyłam. Ja widziałam rysunek pod lekkim kątem, bo kartka leżała płasko na biurku, więc widok z góry robił aparat i wtedy porównuje szkic z referencją. Robię tak nie tylko w tym przypadku. Dzięki temu, że śledziłam referencję i szkic, wiedziałam jak pójść ołówkiem po kartce. I tym sposobem, że rysowałam, jak najbliżej mi się udało do refernecji, to nie musiałam rysować większych głów, bo się okazało, że niektóre linie były nie tak narysowane i powodowały, że głowy są mniejsze. Po prostu wcześniej było źle narysowane. Zdjęcie tego szkicu musiałam podrasować, bo jest to kalka tego szkicu, bo... w sumie nie wiem, co autor miał na myśli. Pewnie chciałam pokazać, że to robię, w sensie, że pracuję kalkując. 




Największy problem był w twarzach, więc to na nich się skupiłam. Włosy u jednego i u drugiego to była kwestia dokładniejszych linii, a ręka dziewczyny i koszulka chłopaka były bardzo zbliżone. Walczyłam z ustami dziewczyny, bo one miały trochę dziwaczne ułożenie i chciałam, żeby były w odpowiednim miejscu, pod odpowiednim kątem i żeby nie były karykaturalne. U chłopaka był problem z zarysem żuchwy i policzka, to wszystko przez niewyraźne zdjęcie referencyjne. Nie wiedziałam, jak poprowadzić te linie, bo dokładnie nie widziałam, czy coś będzie zarysem, a co będzie czymś do zaakceptowanie podczas koloru. Kolejny raz się przekonałam, że najlepiej rysować z dobrej jakości zdjęcia. 




Ileż ja się wpatrywałam w to zdjęcie, i w jego fizyczną wersję, i w zdjęcie tego zdjęcia, którym posługiwałam się na komputerze, gdzie porównywałam referencje ze szkicami, czy próbowałam sobie pomóc przybliżając je. Wpatrywanie się w to zdjęcie, oraz jego pikselozę przyprawiało mnie o szaleństwo. To też było powodem, że robota mi wolno szła, i że byłam kompletnie zdemotywowana. Wiedziałam, że jak już szkic będzie gotowy, to najgorsze będę miała za sobą. Na poniższym szkicu musiałam chłopakowi oczy, brwi, nos i usta przesunąć w lewo, tak o drobinę, aby były bardziej wypośrodkowane na twarzy. Z racji tego, że między tymi elementami były dobre odległości, oraz wygląd ich mi pasował, to nie chciałam rysować tego od początku, bo to by był ponowny proces rysowania, poprawiania i tak dalej. Dlatego wzięłam jakiś skrawek papieru z poprzednich robót rysunkowych, przekalkowałam te elementy na nią, i na nowej kartce, gdy miałam już całość przekalkowane, oczywiście poza tymi elementami twarzy, to tę karteczkę przyłożyłam tak by było to wszystko na środku twarzy, co sobie wcześniej zaznaczyłam na tej karteczce, takie punkty koordynacyjne i przekalkowałam tak, by było już wszystko na swoim miejscu. A tak, to dodałam mu objętości we włosach i właśnie trochę dokładniej i mniej koślawiej narysowałam mu koszulkę. Natomiast jej narysowałam, tak trochę bardziej, rękę, myślałam, że w tym temacie, to już nie będę nic robić. Coś mi nie pasowało w tym policzku, co się nim do chłopaka przytula. No i tak poprawiłam, że jeszcze bardziej mi nie pasowało.




Kolejny szkic, to poprawianie drobnostek, szczególików i jego nie udokumentowałam tego zdjęciem, jedynie na wideo zostało coś tam uwiecznione. Wszystkich szkiców było osiem i ten ósmy to był ten na którym kładłam kolor. Jego nie kalkowałam, bo to nie jest idealny sposób, ma pewne wady, jak na przykład grube linie, czy linie, które potem się nie ścierają. Wyciągnęłam z szuflady starą metodę i po prostu przyłożyłam do okna dwie kartki i tak szkic przekopiowałam, a potem poprawiałam parę rzeczy. W końcu ołówek lepiej jest wytrzeć niż linię po kalce. Kiedyś może będę potrafiła narysować jeden szkic, na jednej kartce i na tej kartce ogólnie będzie robiona cała robota. 




No i przyszedł czas na kolorowe kredki! Ogólnie, najlepiej rysowanie kredkami, czy ołówkami ułożyć sobie tak, by nie rozmazywać tego, co jest już na kartce, czyli na przykład jeśli się jest praworęcznym, to rysować od lewej do prawej strony kartki. Starałam się tego trzymać, ale jak się później okazało, przynajmniej w tym przypadku, różnie z tym bywa. Kolor zaczęłam od małego kawałka włosów dziewczyny, by w razie co najmniej zniszczyć w razie, gdyby poszło mi coś nie tak, no i dla rozgrzewki. Jak już skończyłam ten fragment włosów za uchem, no to pięłam się ku górze. Chciałam, żeby ogólnie włosy inaczej wyszły, żeby miały więcej swojej włosowej tekstury. Blendowanie kolorów mi się podoba, ale przeoczyłam moment, w którym kartka by przyjęła kreski właśnie tej tekstury włosów. Nie wiem, czy w pełni to ja, czy też kartka, która nie jest nie wiadomo jakiej jakości, bo pochodzi z bloku stu kartek, kupionego z dziesięć lat temu z Lidlu. Jest możliwe, że to i to.





W rysowaniu kredkami mam małe doświadczenie, i jak z włosami poradziłam sobie w miarę spoko, to ze skórą, ogólnie twarzą, już tak niezbyt. Próbowałam zrobić cienie, próbowałam zrobić, by skóra nie była tylko w kolorze cielistej kredki. No przynajmniej nie jest to płaskie. Ładne też nie. Ma jakiekolwiek kształty. Nie jest to wybitna robota, kolory nie są dobrze zblendowane, są plamy. Ucho, okolice oczu, czy czoło są w różnych kolorach, nie jest to spójne. I na razie piszę o twarzy dziewczyny. Tak mi się nie podoba to czoło, te paskudne odbicia światła. Okolice oczu, głównie te wory pod oczami (które i tak potem lekko poprawiłam), no nie dobrze. Niestety to mi to ucho się podoba.





Idealnie z kolorami nie było. Usta przez to jak były ułożone, trochę wyglądają, jakby niebyły na swoim miejscu, więc dobrze, że nie narysowałam ich z dokładnością, bo dawałyby jeszcze większe wrażenie, że nie są na swoim miejscu. Jak na poniższym zdjęciu widać, zaczęłam robotę nad bluzką i przez pośpiech nie podoba mi się, jak ona ostatecznie wyszła, bo miała być biała, wyszła szara. Miałam w głowie, że biały ma w sobie cienie, i są odcienie białego, i za bardzo mi to w głowie siedziało. Nie pomagał fakt, że ja improwizowałam z tą bluzką, ona była oryginalnie w panterkę. Nie wyobrażałam sobie robienia tej panterki. Jestem przekonana, że to by wyszło gorzej, niż ta biała bluzka, co zrobiłam. Ja tą panterką bym oszpeciła ten rysunek. Plus nie robieniem tej panterki zyskałam trochę czasu. Na tym etapie, to i włosy chłopaka są porobione. Ogólnie to miałam robić twarze, a potem resztę, ale podczas roboty wyszło inaczej. Podczas rysowania moje flow poszło w stronę ubrania najpierw dziewczyny, a potem automatycznie chłopaka. Pomyślałam, że w sumie dobrze, ubranie z głowy będę miała i będę mogła skupić się na rysowaniu twarzy chłopaka, bo deadline się zbliżał. 




Chłopak miał troszkę ciemniejszy odcień skóry i takową uczyniłam, tylko znowu wyszło lekko plamiście, choć i tak pod pewnymi względami trochę lepiej, niż u dziewczyny. Ale kompletnie nie wiem, co się porobiło z policzkami, od strony nosa i ust. Od strony oczu wygląda to okej, no ale po tej drugiej stronie, nie wiadomo o co tam chodzi. Jeszcze ten błysk światła na brodzie, tak średnio wygląda. Też coś mi nie grało z ustami. Coś mi nie grało, i po paru chwilach przypomniałam sobie, że ja celowo zmniejszyłam ten uśmiech, bo na etapie szkicu przestraszyłam się, że ten uśmiech będzie za szeroki i zrobiłam go mniejszego z możliwością poprawienia, bo to było łatwe do poprawienia. Tylko ja o tym zapomniałam i normalnie rysowałam na finish, przez to kartka była styrana. Gdybym o tym pamiętała, no to bym mniej warstw zrobiła. To już chyba taki wiek, że pewne rzeczy trzeba zapisywać. Tak więc głowa chłopaka podobała mi się do połowy jego twarzy 😆.




Niedługo po skończeniu rysunku, wzięłam się za poprawkę tych ust. Nie mogłam doczekać się, aż to poprawię i będę miała spokój. Podczas robienia tej poprawki, czułam pod swoimi narzędziami, że kartka była zmęczona życiem, dobrze, że kąciki uśmiechu były wypełnione czernią, bo robiąc coś warstwowego, to mogłaby być ciężko. Po zrobieniu tej poprawki byłam zdziwiona, że tak mały szczegół poprawił wizualnie rysunek. I patrząc na ten rysunek teraz, po dłuższym czasie, to bym ten uśmiech jeszcze troszeczkę powiększyła. Podczas robienia tej poprawki znowu się bałam przesadzić, dlatego to tak wyszło, ale mimo to i tak lepiej to wygląda. Poniżej zdjęcie przed i po poprawce, a pod nimi taka sklejka ze zbliżeniami. To jedno zdjęcie ma takie piksele czarne, bo musiałam zdjąć trochę jasności na przykład i edytor zdjęć ten taki z tego, gdzie się zdjęcia przegląda na komputerze, trochę powariował.





Rysunek wyszedł "not great not terrible". Leciutko gorzej od poprzedniego. Najbardziej uwierają mnie te plamy, źle wyblendowane kolory. No to jest kwestia praktyki. Dziewczyna jest delikatnie za blada w zestawieniu z chłopakiem, a on zaś chyba ma trochę aż za bardzo koloru, przynajmniej w niektórych miejscach, no i tam gdzie na głowie zaczynają się włosy, to za mało tych wyrastających włosów narysowałam, ten tak jakby przedziałek tych włosów jest trochę za łysy. Kończyłam ten rysunek koniec lipca/początek sierpnia i patrząc po czasie na niego, no to mimo mankamentów, to są też małe pozytywy, chociażby te twarze mają jakieś podobieństwo do siebie. Teraz, gdy robiłam rzeczy na Instagrama, Facebooka, czy pisałam ten wpis, to trochę poprzyglądałam się temu rysunkowi, i to co zauważyłam, to jak mi się fajnie udało zrobić, tam gdzie chłopak ma wygolone włosy, że widać i przód i tył. Udało mi się uchwycić, że głowa, w uproszczeniu mówiąc, jest okrągła. A i czoło wygląda w jego przypadku całkiem nieźle. Szyja bardzo mi się podoba, jak mi wyszła, raczej idealna nie jest, ale patrząc na poprzednie szyje w moim wykonaniu, to źle nie jest, delikatny progres jest, do tego kolor skóry jest w tym miejscu najlepszy. Obawiałam się szyi, a wyszło lepiej niż się spodziewałam. Bałam się też koszulki i też wyszła mi całkiem w porządku. Może cienie nie musiały być takie czarne, przynajmniej niektóre z nich, ale to nie jest coś kującego. A będąc przy ubraniach, to przejdę do bluzki dziewczyny, bo mimo, że biała mi nie wyszła, to nawet udało i się ukształtować na tym niby materiale tej bluzki, zarys ręki, dzięki czemu, to takie wybrzuszenie rękawa nie wygląda dziwnie. Z jakiegoś powodu rysowanie jej kolczyków mi się podobało. Jakoś samo rysowanie ich najpierw ołówkiem, potem kredkami mi się podobało, plus jak one wyszły. Był request, by zostawić białą ramkę na krawędziach kartki, więc takową zostawiłam, tylko podczas rysowania głowa dziewczyny tak mi wypadła, że ucho i kawałek włosów byłyby ucięte, no brzydko by to wyglądało. Nie wiedziałam, jaka będzie do tego rysunku ramka, więc wpadł mi na pomysł, by włosy z uchem wychodziły tak jakby poza tą białą ramkę. Takaż to moja inwencja twórcza. I nie ważne jaka to by była ramka do tego, to coś tam z tego mogło by być widać. Nawet to było małym ubezpieczeniem, że w razie, jakby ramka odsłaniałaby tą białą ramkę zostawioną na kartce, to to ucho by było widoczne. No a jak ramka by to przykryła, to by przykryła i trudno, choć wydaje mi się, że coś zakryte taką ramką lepiej wygląda, niż jakbym tego nie narysowała. A tło było zainspirowane tłem, które znajdowało się za tą dwójką na zdjęciu. Ogółem, to wybrałam dwa kolory, jeden taki trochę żółty, trochę pomarańczowy, a drugi po prostu pomarańczowy i pokrywałam nimi obszar. Kolorów używałam na zmianę, a kierunek w którym szły kredki był różny, aż w końcu kredki na końcu szły prosto, no i tak zostało.










Przy tym rysunku po raz kolejny przekonałam się, jak ważne jest zdjęcie referencyjne dobrej jakości. Musiałam rysować ze zdjęcia robione telefonem, z przekłamanymi kolorami i bez dobrej jakości, bez jakiejkolwiek ostrości. Ileż ja musiałam wpatrywać się w to zdjęcie, i w oryginał, i w kopię na monitorze. Jednak nie zawsze to wystarczało. I jakie szczęście, że rysowałam kogoś z rodziny, i jestem nieoficjalnym fotografem rodzinnym, bo na każde spotkanie rodzinne biorę aparat i robię zdjęcia i dzięki temu miałam kilka zdjęć tej rysowanej pary. Czasem musiałam niektóre części składać z czterech różnych zdjęć. I przez to, jak wyglądała praca nad tymi wszystkimi szkicami, to mi się nie chciało nad nim pracować, brakowało mi chęci i motywacji i rysowanie tych szkiców było tak rozciągnięte w czasie, no zajęło więcej czasu, niż bym im dała na narysowanie. Gdyby nie to zdjęcie, jego jakość, to praca szłaby o wiele szybciej i mogłabym bardziej skupić się na kolorze i nie musiałabym się śpieszyć w pewnym momencie. Po tym rysunku zdecydowałam, że kolejne co narysuje, takiego portretowego, to wybiorę sobie ostre, wyraziste, dokładne zdjęcie, i wezmę ołówki. Ale na razie to ostało się na planach. Plus przed tym chce narysować pewien rysunek, który od dawna mam w planach, ale nie miałam okazji go wykonać, no i też trochę się obawiam go rysować, dlatego czegokolwiek nie będę chciała narysować, to jego pierwszego muszę, żeby się przełamać, bo inaczej będę to cały czas odciągać. Wracając do zdjęć i rysunku. Zdjęcia temu rysunkowi robiłam w świetle żarówkowym i świetle dziennym. W jednym i drugim świetle inaczej ten rysunek wygląda, inne rzeczy są uwydatnione. Jedynie podczas robienia zdjęć w świetle żarówkowym, to aparatowi coś się nie podobało i nie do końca dobrze wyszły. To też te zdjęcia robiłam w razie, gdybym nie zdążyła zrobić tych drugich zdjęć na drugi dzień, bo wtedy miałam jechać do odbiorcy z tym rysunkiem i nie wiedziałam, czy zdążę, czy nie zapomnę zrobić zdjęć przed wyjściem. Na szczęście w świetle dziennym udało mi się zrobić zdjęcia, dzięki czemu są lepsze.





Dobra, ale byłam tak ambitna przy tym rysunku, że cały proces nagrywałam. No dobra, to nie była kwestia ambitności, tylko przypadku. Chciałam mieć jakieś klipy z rysowania i niechcący nagrałam wszystko. Przy okazji niechcący się dowiedziałam, że rysowałam pięćdziesiąt godzin. A jeszcze było siedem szkiców nie mierzonych czasem. Do tej pory nie liczyłam w żaden sposób czasu rysowania jakiegokolwiek z moich rysunków, no może jakoś na oko, ale było takie poglądowe aby. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że przy takim średnio wykonanym rysunkiem spędziło się tyle czasu. Poniższe video jest sklejką wszystkich nagranych klipów, bez większego montażu, jedynie przycięłam początek, albo koniec w niektórych nagraniach. Czy zrobiłam oddzielne wideo na bloga i na Facebooka/Instagrama? A no tak. Tutaj po prostu sklejka wszystkiego, a na społecznościówki miałam ogarnąć trzy widea, takie skrótowe. Zrobiłam osiemnaście części... bo jak zobaczyłam, że jedno wideo ma czas trwania jednego reelsa, to poszłam na łatwiznę i posklejałam jak mogłam, ile mogłam, bo musiałam pilnować timera, żeby w tego reelsa się zmieściło. Wizja wybierania tych niby najlepszych momentów i cackania się z tym, żeby to złożyć, niezbyt mi odpowiadała. Ale jak tak pracowałam z tymi nagraniami, to fajnie było sobie popatrzeć, jak to się rysowało, jak to powstawało, szczególnie po takim dłuższym czasie od ukończenia.

Chyba już nie mam nic do napisania. A przynajmniej nic mi nie przychodzi do głowy. Więc nie będę przedłużać tego wpisu i procesu jego pisania. Tak więc poniżej wideo do obejrzenia i Adieu.



czwartek, 23 lutego 2023

Moje pierwsze zamówienie na rysunek. | Portret w kolorze.

Tym rysunkiem cofamy się do roku 2021.

Pewnego razu, na jakimś rodzinnym spotkaniu, ciotka spytała mnie, czy narysuję dla niej rysunek, który ma być prezentem. Na co jej odpowiedziałam, że mogę spróbować, ale niczego nie obiecuję (taka jest moja pewność siebie w tym co robię). Małym haczykiem było to, że miałam to zrobić kredkami. Na koncie miałam tylko te dwa portrety, które są poniżej. 


No moje doświadczenie z kredkami nie jest długie, a szczególnie z portretami. Do tej pory byłam bardziej ołówkowcem. Ale przyjęłam wyzwanie. Szczególnie, że ciotce bardzo zależało na portrecie w kolorze, a jej jak na czymś zależy, to łatwo nie odpuści. Ona jest typem człowieka, że jak czegoś chce, to do tego dąży. Z jednej strony to dobrze, a z drugiej trochę stresujące dla mnie. Dobrze, bo zrobiłam coś, czego bym przez długi czas nie zrobiła, czyli narysowałam coś kredkami, i to w dodatku portret. Natomiast stresujące, bo mało rysowałam kredkami, a dodatkowo miałam narysować osoby, które znam, czyli brata ciotecznego i jego dziewczynę. No delikatna presja była, żeby to jakoś wyszło. Mając z tyłu głowy, że mam narysować portret, znanych mi osób, kredkami, oraz to, żeby te osoby wyszły podobne do siebie, trzeba było od czegoś zacząć. 


Szkic
W ostatnim rysunkowym wpisie robienie szkiców było całkiem szybkie. To dla równowagi tutaj nie było. Musiałam umieścić dwie osoby, na jednej kartce. W teorii rysowałam już dwoje ludzi na jednej kartce, ale tamten rysunek wymaga poprawy, skończenia i był robiony ołówkiem. Pierwsze szkice były luźne. Trzeba mi było odpowiednio wykadrować portretowane osoby, dobrać odpowiednią wielkość ich głów oraz odpowiedni ich kąt no i jeszcze trzeba było pamiętać o perspektywie i ramce wokół. Pierwszy szkic powiedział, że głowy powinny być niżej. Drugi, że głowa dziewczyny jest za duża i pod złym kątem. A trzeci, że głowa dziewczyny znowu była za duża, więc nawet nie rysowałam chłopaka. 


Ogólnie chłopak nie był tak kłopotliwy, jak dziewczyna. On już na pierwszym szkicu delikatnie był podobny. Możliwe, że to dlatego, że jest na wprost, a dziewczyna jest bokiem i w dodatku na pierwszym planie. W rysowaniu chłopaka był też jeden haczyk, musiałam go wyjąć zza dziewczyny, bo na zdjęciu referencyjnym miał prawie połowę twarzy za głową dziewczyny, a ciotka chciała całą jego twarz. Dlatego musiałam do mojego zdjęcia referencyjnego poszukać dodatkowych zdjęć referencyjnych. Dobrze, że istnieje coś takiego jak Facebook. Jednak za tym kryło się coś jeszcze, z czym musiałam się zmierzyć... ze SŁABĄ JAKOŚCIĄ ZDJĘĆ.


Ileż ja musiałam się wpatrywać, nadwyrężać oczy, że aż jak teraz sobie o tym przypomniałam, to ból powrócił. Musiałam walczyć z pikselozą i z tym co działo się na kartce. Ile czasu musiałam poświęcić na męczenie oczu w te słabe zdjęcia, który mogłam poświęcić bardziej na rysowanie i jeszcze musiałam rzeźbić twarz chłopaka. Musiałam mu dorysować czoło, oko i krawędź twarzy, co mogło pójść nie tak?

[Tu zdjęcia mogą się powtarzać, bo robiłam i telefonem i aparatem, a idę po kolei z folderami]



Z każdym szkicem wchodziłam w coraz głębsze szczegóły. Choć byłam zaskoczona, że cokolwiek wychodzi i że mimo surowej wersji szkicu i braku szczegółów osoby były do siebie podobne. Na poniższym szkicu do ust dodałam im uśmiech, dziewczynie poprawiłam nos, a chłopakowi czoło. Oboje dostali wyłupiaste oczy, zarys włosów, czy ubrań. Potem ten szkic przekalkowałam.


Im dalej w las, tym więcej drzew. Z każdym szkicem zauważałam coraz więcej szczegółów do poprawy. Gdy wysyłałam zdjęcia z update'ami ciotce, która chciała być na bieżąco, to stwierdziła, że od pewnego momentu te szkice wyglądają tak samo. Natomiast ja poprawiłam dziewczynie oko, chłopakowi usta i obojgu linię włosów. Pozbyłam się też kresek konstrukcyjnych, kółek i innych takich, na których budowałam twarze. 


Kolejna kalka i kolejne poprawki. Ponownie jemu i jej poprawiłam oczy i usta. Mimo tych poprawek, no to to jeszcze nie koniec. Ogółem, to ja rozumiem moją ciotkę, co twierdziła, że wszystkie szkice wyglądają tak samo, no bo ja się zajmowałam naprawdę drobnymi rzeczami. Teraz, jak to piszę, to muszę porównywać zdjęcia tych szkiców, żeby pamięć odświeżyć i jakie zmiany zaszły. A w momencie rysowania to pamiętam, że ja widziałam te różnice w tych szkicach.


Pamiętam, że było mnóstwo poprawek. I jak z początku dziewczyna zajmowała mi czas przy szkicowaniu, to potem jak musiałam dorobić twarz chłopakowi, to też chwilę mi się zeszło. Musiałam męczyć się z czołem, bo albo szło za bardzo w kierunku prawego rogu kartki, albo linia była za prosta i jeszcze musiałam kalkulować co powinno być widać, a co nie zza tej głowy dziewczyny. Wyobraźnia musiała działać. Niektóre rzeczy nabrałyby kształtu przy nadaniu koloru, więc trzeba mi było zostawić niektóre rzeczy, żeby przy nich nie grzebać, bo poprawiając je bym sobie zaszkodziła. A poniższy szkic był ostatnim.



Kolor
Po tylu szkicach przyszedł czas na najważniejsze, i najtrudniejsze, czyli kolor. Wyjęłam swój nieużywany zestaw kredek Polycolor, 72 kolorów od KOH-I-NOOR, bo 24 kolory mogły nie wystarczyć. I zaczęłam rozkminiać jakie kolory, które do skóry, bo wiadomo skóra nie jest tylko beżowa, które kolory do włosów, bo włosy nie są w jednym odcieniu, miejscami jest mniej cienia, a miejscami więcej cienia, plus na zdjęciu referencyjnym ta para miała za sobą światło. Na małej karteczce obok robiłam sobie swatche i porównywałam kolory z referencją, który z nich będzie pasować najbardziej. Pierwsze na rozgrzewkę poło ucho. To ucho było właściwie eksperymentem, czy dobrze robię, tak jak było to w mojej głowie, czy moja wyobraźnia dobrze mi mówi, co mam robić. Potem wzięłam się za włosy. Nałożyłam kolory, starałam się wyblendować te odcienie i to miała być taka podkładka do dalszych poczynań, czyli do wyrysowania włosów, zrobić włosową teksturę. 


Po włosach wzięłam się za skórę. I przy niej to jakbym miała dwie lewe ręce. Nie wiedziałam od czego zacząć. Robiłam wszystko powoli i ostrożnie. Poza tym, że zdjęcie nie najlepszej jakości, no to trochę tam za dużo kredki nałożyłam, dużo też tam wycierałam gumką i poprawiałam, więc to też było eksperymentowanie.




Rezultat
No i, co tu dużo mówić, zajebałam się w robocie. Chciałam zdążyć na czas, nie spierdzielić niczego i tak się wciągnęłam w robotę, że o robieniu zdjęć to nawet nie myślałam. Okazało się, że całe rysowanie twarzy chłopaka, to był eksperyment i pod koniec jej robienia zaczynałam ogarniać jak robić, co robić, jak nakładać kolor, jak je mieszać i blendować. Niestety na jego twarzy jest trochę za dużo czerwonego i zdjęcie to jeszcze wybija, bo próbowałam trochę go zgasić białą kredką, albo tą w kolorze skóry. Dlaczego zdjęcia wybijają te złe rzeczy? U dziewczyny były trochę inne odcienie na twarzy, ale zmieniłam aby kredki, a dalej wiedziałam co robić. Z jej włosami też była zabawa. Z początku się gubiłam, gdy zaznaczałam sobie, gdzie jaki kolor powinien być. Mimo, że głównym celem było zaznaczyć te najciemniejsze miejsca, bo potem idzie już łatwiej. Tak jak robiłam to u chłopaka, najpierw zrobiłam kolor, a potem teksturę włosów. Na zdjęciu to tak średnio widać. W ogóle, to na żywo ten rysunek wygląda trochę lepiej, bo ta tekstura włosa jest widoczna, te warstwy kredek tak się nie wybijają i ten czerwony nie jest taki mocny. Już nie raz przekonałam się, że rysując można wszystko, na przykład wysunąć kogoś zza czyjejś głowy, więc wykorzystałam tę moc również przy kurtce i koszulce chłopaka. Przy kurtce nie narysowałam zamka, a przy koszulce wzorów, jakie na niej były. To była po pierwsze, oszczędność czasu, a po drugie, nie chciałoby mi się tego robić, więc oszczędność czasu mnie uratowała. Tam gdzie jest dużo czarnego, to pomogłam sobie markerem, bo kredka szybko by zeszła. Ale i marker postanowił się powoli wyczerpać i ratowałam się ciemno niebieską kredką, żeby pod odpowiednim kątem imitowało to niebo delikatnie oświetlone w nocy.


Portret wyszedł mi całkiem spoko, jak na moje małe konto portretów kredkami. Wiadomo, że są niedoskonałości i tak dalej, ale ja nie spodziewałam się w ogóle, że wyjdzie tak jak to wyszło. Po tym dłuższym czasie, gdy patrzę na ten rysunek, to para wyszła całkiem podobnie i teraz widzę bardziej to podobieństwo. Ja jestem krytyczna do wszystkiego co robię, więc się tym nie zachwycałam jakoś mocno. Zadowolona byłam, że całkiem całkiem wyszło, nie spierdzieliłam i że skończyłam na czas. Ale gdy pokazywałam, i w ogóle oddawałam go ciotce, to ona tak podziwiała, tak wzdychała, tak się wpatrywała i nawet porównywała ze zdjęciem. Przy tym siostra cioteczna była i też jej się podobało. Za niedługo dostałam wiadomość, że ten dla którego był ten rysunek jako prezent, jak i jego brat, to chłop w szoku był. Fajnie było to uczucie, jak ktoś widzi coś w tej twojej robocie. I tak zakończyłam 2021 rok. 




poniedziałek, 11 stycznia 2021

Portret córki koleżanki na jej urodziny.

Jakoś dwa lata temu przyszedł mi do głowy pomysł, by na urodziny koleżanki narysować portret jej córki. Do tej pory tego pomysłu nie zrealizowałam, bo się bałam, że to spartolę, że mnie nie wyjdzie i co wtedy powiem, no i ogólnie wstyd sobie przyniosę. W zeszłym roku podjęłam się wyzwania, bo to było jeszcze w 2020. Jakąś taką mobilizację poczułam. Jak zaczynałam pracę, to byłam pozytywnie nastawiona. Oczywiście nie nastawiałam się, że wyjdzie mi arcydzieło, bo to jeszcze chwila do tego, ale tak trochę bardziej niż zwykle uwierzyłam w siebie, co rzadko mi się zdarza. 


Przybory. 
Papier na szkice pochodzi oczywiście z odzysku. Już powoli takowy mi się kończy, w przypadku tego papieru, który biorę do szkiców, ale dużo tego miałam, to takie pozostałości po szkole. W końcu druga strona kserówki zawsze czysta i można wykorzystać. 




Do szkicowania wzięłam swojego ogryzka z przedłużką oraz ołówek do sudoku. Temu pierwszemu to już skończyłam karierę, no nie wygodnie już się nim operowało. 




Błędne linie i cieniowania usuwałam uśmiechniętą gumką z płatków śniadaniowych, gumką w ołówku i gumką chlebową z Koh-I-Noor. 





Ołówki temperowała mi zwykła metalowa temperówka z któregoś z zestawu ołówków, a do zamiatania paprochów służyła mi miotełka z pędzelka. 




Rysunek na gotowo robiony był ołówkami  Koh-I-Noor, zostaw 8B-2H. Chciałam, by ta praca była rysowana dobrym sprzętem. 




Szkice. 
Jak zwykle przed rysunkiem tworzyłam szkice. Gdy zaczęłam robić szkice, to zauważyłam, że to działa, więc kontynuuję to. Kiedy tworzę szkice, to zwyczajnie widzę złe rzeczy, które staram się poprawiać w kolejnym szkicu i takim sposobem każdy kolejny szkic staję się lepszy, aż dochodzi do tego szkicu ostatecznego. To zależy co się rysuję, więc szkiców może wyjść mniej, a może wyjść więcej. Przy ostatnim rysunku było ich trzy, czy cztery, zaś przy tym portrecie było ich całkiem sporo. 

Na początku mała przypominajka. Jak zwykle musiałam zrobić sobie małą powtórkę z podstaw. To są dla mnie dość świeże rzeczy, więc wole sobie przypominać przed narysowaniem kolejnego rysunku. Przy okazji będzie mi się to utrwalać. Pierwszy szkic to taki podstawowy do portretu, drugi szkic tyczy się kobiety, trzeci mężczyzny i czwarty dziecka. Dziecka nigdy nie rysowałam, więc taki szkic się przyda. Nie ma w nim nic większego odkrywczego, bo to w sumie jest prawie to samo, co przy dorosłych, ale jednak trzeba niektóre rzeczy dostosować pod dziecko, bo są pewne rzeczy charakterystyczne dla dziecka, na przykład duże czoło. Ten szkic bardziej tyczy się niemowlaka, ale dla informacji wolałam zrobić sobie taki szkic, no bo rysuję sześcioletnie dziecko. Nie pamiętam, jak z tym pierwszym szkicem, bo wszystkie robiłam jeszcze w październiku, ale reszta na pewno powstała z pomocą filmów na kanale Proko na YouTube. 




Powoli zaczynałam próbować rysować osobę, którą chciałam sportretować. Na początku zrobiłam jeden na formacie A5, bo poprzednie robiłam na takim, a nie chciałam od razu przenosić się na A4 i się przestraszyć większego formatu. Ogólnie bardzo obawiałam się rysowania dziecka. No bo to dziecko kumpeli, plus, trochę dziwnie zbezcześcić twarz dziecka, gdyby rysunek nie wyszedł. Dodatkowo wybrałam sobie takie zdjęcie z nie do końca dobrą jakością, oraz z pozą dziewczynki, z którą wiązały się trudności. Zaś ja wiedząc o tym i wiedząc o swoich małych umiejętnościach, podjęłam się rysowania z tego zdjęcia. Taka odważna byłam. Dlatego szkiców wyszło dość dużo. 

Pierwsza próba umieszczenia twarzy. Jakby tu powiedzieć, nie wygląda to najlepiej, ale jak na pierwsze rozrysowanie nie jest najgorzej. Wszystko jest takie surowe i widać wszystkie kółka, kreski i pewne błędy. Z resztą, pewnie w każdym szkicu i nawet ostatecznym rysunku będą błędy. 



Z kolejnym szkicem przeniosłam się na format A4. I wydawałoby się, że drugi taki szkic powinien wyjść choć trochę lepiej. No ale nie, u mnie nie. Cytując popularną wypowiedź jedną z rysujących YouTuberek, "tu wszystko jest źle". Pomijając to, że każdy mój szkic i same rysunki nie są do końca poprawne. Ten szkic to zło. Wspomnę tylko o za wysoko umieszczonych oczach. Ja już nawet tam nosa i ust nie rysowałam, bo to nie miało sensu. 



Brzydkich szkiców nie było końca. Tak szybko jeszcze nie dochodzę do tego ostatecznego szkicu. Na szkicu z pierwszego zdjęcia głowa jest za mała, a usta, oczy i nos krzywe, na drugim niby usta, nos i oczy, mimo małej ich krzywizny, są już bardziej na swoim miejscu, tylko wygląda to jak stara babcia, a nie sześcioletnia dziewczynka. Trzeci szkic to już kompletnie inny wymiar, nawet go nie skończyłam, bo widziałam, że to nie wygląda jak trzeba i nie ma sensu. No i czwarty w końcu miał jakiś sens. Tam w miarę wszystko jest w porządku. 




No i powoli zaczynały się konkrety. W końcu coś się działo. Wyszedł mi całkiem spoko szkic. Jedynie usta były delikatnie za wysoko i były za duże. Dlatego to i pewnie parę innych rzeczy poprawiłam w następnym szkicu. Przed ostatnim już. 



Iiii ostatni szkic, na którym powstał już rysunek. Chociaż i tu potem w trakcie portretowania musiałam parę rzeczy pozmieniać. Niestety oczy to nadal moja pięta Achillesa. 



Rysowanie, portretowanie.
Swoją pracę zaczęłam od włosów, czyli jak zwykle. Nie wiem w sumie dlaczego zaczynam zawsze od włosów. Jakoś tak mi wygodnie. Z włosami zazwyczaj jest dużo roboty, więc w sumie fajnie mieć je za sobą. Choć mimo wszystko lubię rysować włosy, a najbardziej lubię efekt skończonych włosów. Jak mi wyjdą oczywiście. Jak rysowałam te włosy, to rysowałam raz jedną stronę tych włosów, raz drugą, ale jeszcze muszę spróbować rysować włosy na przemian z twarzą, albo czymś innym, żeby aby w tych włosach nie siedzieć i być może lepiej będzie mi wszystko wychodzić. 




Rysowałam bardzo wolno, by było jak najmniej poprawek, błędów (spoiler, i tak były) i żeby ta praca była zrobiona jak najlepiej potrafię. Czasami jak miałam gorszy dzień, to potrafiłam postawić dosłownie parę kresek. Do rysowania próbowałam się nie zmuszać, a rysując w miarę codziennie, robiąc nawet po parę kresek. to się cieszyłam, że zrobiłam chociaż tyle. Zawsze to było trochę do przodu. Po to zaczęłam dużo wcześnie pracę nad rysunkiem, by się nie śpieszyć, bo pośpiech to zły doradca i robi się więcej błędów i żeby zrobić w miarę dobrą robotę. Trochę podgoniłam się w robocie, gdy zbliżał się termin, w którym najprawdopodobniej miałyśmy z koleżanką opijać jej urodziny, ale nie było to na zasadzie "szybko, szybko, bo nie zdążę" tylko "pełna mobilizacja i skupienie". 




Używałam najjaśniejszych ołówków, czyli miękkości od B do 3B. Trójką robiłam ciemne partie, ale czasami pomagałam sobie 4B, żeby coś podkreślić i tam gdzie nie chciałam, by się zlewało ze sobą, głównie włosy. Do czwórki dołączyłam 5B i od razu robiłam tło. To było ułatwienie sobie pracy nad włosami, które były jasne na które padało dużo światła słonecznego. Z tego powodu, że wszystko było dość jasne zdecydowałam na ciemne tło, żeby kontrast był. Nie miałam na niego pomysłu, stwierdziłam, że w trakcie roboty wpadnie mi pomysł na tło, albo będę improwizować. 



Po skończeniu twarzy miałam wrażenie, że jest coś nie tak z nią. Jednak stwierdziłam, że to zostawię na czas robienia ubrania i reszty. Po prostu potem ze świeżą głową chciałam wrócić i spojrzeć na tą twarz. Wiedziałam zaś, że policzek po prawej stronie kartki na pewno będzie do poprawy, tu od początku mi nie pasowało, ale wolałam na siłę nie grzebać w miejscu, bo źle by się to skończyło. Z brodą było podobnie, wiedziałam, że nie wyglądało to tak jak chciałam, więc wytarłam ołówek, zostawiłam tak i szłam dalej.



Potem na rozluźnienie porobiłam tło. Na początku nie wiedziałam co dokładnie będzie na tle. Po prostu zapełniałam tło ołówkiem, a w trakcie zobaczyłam, że kreski kształtują takie jakby kratki, taki kratko podobny wzór i mi się to spodobało, zdecydowanie wolałam takie tło, niż jednolity ołówek.



Ubranie rysowałam od lewej, żeby jak najmniej roznosić ołówek po kartce. Widzę różnicę między tym jak to robiłam kiedyś i mimo iż podkładałam coś pod rysującą rękę, to nadal brudziłam kartkę. Teraz podkładka pod dłoń jest bardziej skuteczna podczas mojej pracy i tylko trochę gdzieś tam ołówek delikatnie się przeniósł. W końcu to ołówek. To nie jest najlepiej wykonane ubranie, ale mogło być gorsze, gdybym narysowała je ze szczegółami. Otóż, dziewczynka miała na sobie polar a te często mają taki kępki materiału i ja wiedziałam, że na tym polegnę, dlatego postanowiłam trochę to uprościć, bo i tak wystarczająco kompromitacji przyjdzie, jak pokaże rysunek koleżance. 



Na spokojnie porobiłam sobie jedną część ubrania. Mocno nie zarysowywałam ciemniejszych partii, bo jakby poszło coś nie tak, to dużo byłoby do ścierania i kartka by nie wytrzymała. Potem jak trzeba było, to przyciemniłam niektóre miejsca. Ona miała tam torebkę na ramieniu i w sumie mi się podoba jak wyszedł pasek od niej. Zamek tej bluzy został niepoprawnie narysowany względem zdjęcia referencyjnego, ale lepiej pasuje do tej bluzy, którą ja narysowałam. Po prostu uproszczając tę bluzę trochę się ona pozmieniała. Na początku przeszkadzało mi to, że ten suwak różni się od tego na zdjęciu, ale jak zobaczyłam, że ten mój lepiej pasuje do tego co narysowałam i przestałam sobie wyrzucać, że znowu mi coś nie wyszło. 



Jak trochę porysowałam sobie ubranie i mój wzrok odpoczął od twarzy, do tego porównałam sobie rysunek na zdjęciu ze zdjęciem referencyjnym, no i zauważyłam małe auć. Złe rzeczy zadziały się pod oczami. Dziewczynka była mocno uśmiechnięta, przez co te dolne powieki? no ta dolna część oka była mocno wypuklona. I ja zrobiłam to źle. Pewnie dlatego, że powinnam jeszcze bardziej latać po kartce, robić to tu, to tam, a dodatkowo powinnam częściej porównywać rysunek z referencją. Poprawiłam to, ale to still nie jest dobre, ale kartka była tak przeorana, że ledwo ołówek łaził i zostawiał grafit. Więcej nie dało się zrobić. Poprawiłam też oko, bo mi nie pasowało. Ogólnie oczy to tu trochę tragedia. 



The End.
Czas zakończyć tę przygodę.
Rezultat mojej pracy bardzo mnie ani nie satysfakcjonuje, ani nie raduje, ani nie mam jakichś negatywnych emocji. Praca jest po prostu przeciętna. Najgorsza nie jest, ale i ma swoje mankamenty; trochę rozciągnięta twarz przez to, że patrzę na rysunek po ukosem, a nie z góry, dlatego powinnam robić zdjęcia i sprawdzać, czy wszystko jest okay z referencją, delikatnie za wysoko oczy, a w wielu miejscach ołówek wygląda brudno. Policzek po lewej stronie całkiem fajnie mi wyszedł, ale ten po prawej już nie bardzo, nie widać tego wypuklonego od uśmiechu policzka dziewczynki. Podoba mi się też nos i ucho. Ten koczek też fajnie wyszedł. Usta mogą być, najgorsze nie są. Ojjjj, ale nad oczami mam jeszcze trochę roboty. Chyba czas na ćwiczenia oczne. No i jeszcze będę musiała popracować nad kształtowaniem właśnie policzków na przykład. 

Troszeczkę sama strzeliłam sobie w kolano, bo wybrałam nie wystarczająco wyraźne zdjęcie, gdzie rysowana osoba ma pochyloną głowę i ma wyraźny wyraz twarzy. Powiedziałam sobie, że będę brała zdjęcia, gdzie osoba jest albo na wprost, albo z boku, ogólnie proste rzeczy, a tu wybrałam takie zdjęcie. Ale też w sumie nie miałam wyboru, bo takie było mimo wszystko najlepszej jakości spośród tych, które miałam do wyboru. 

Mam wrażenie, że trochę cofam się w rozwoju rysowniczym. Może trzeba zrobić krok w tył, żeby potem zrobić dwa kroki w przód. Nie wiem. Zobaczymy jak to się potoczy, ale dalej będę próbować, tylko będę trzymać się moich wytycznych co do wybierania zdjęć referencyjnych na przykład. 

No cóż, wyszło nie najgorzej, arcydziełem nie jest. Nie wiem kiedy narysuję coś kolejnego, przydałoby się w końcu skończyć książkę, którą zaczęłam, przeczytać kolejną i tym samym zakończyć pewną serię książek. Kolejny rysunek chciałabym coś lekkiego, na luzie, ale zobaczymy, co wyjdzie. A może ćwiczenia? Nie wiem. Tymczasem parę moich sociali, czy jakoś tak, artistiko zdjęcia rysunku i essa.