Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Linkin Park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Linkin Park. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 września 2024

Linkin Park - zespół który znam od czternastu lat powrócił po siedmioletniej przerwie.

Gdy zaczęło się tajemnicze odliczanie na stronie Linkin Park, wśród fanów rozpętało się zamieszanie. Oczywiście w trakcie odliczania stu godzin społeczność fanów wymieniała się swoimi domysłami, co to może być. Niektórzy żartowali, że zespół robi taki hype, a to będzie jakiś merch, albo jakieś wydanie z istniejącymi już utworami. Ja również byłam zaintrygowana, cóż to może być. Jednak coś czułam po kościach, że takie wielkie odliczanie, to już jest coś poważniejszego. Nie robiłam sobie żadnych nadziei. Nie robiłam sobie w głowie domysłów, czy to będzie nowa muzyka, czy jakiś koncert, może koncert pożegnalny, starałam się nie wymyślać niczego, idąc za stwierdzeniem, że spodziewaj się rozczarowania, to się nie rozczarujesz. 

W dzień, kiedy licznik zbliżał się do wyzerowania, wszyscy zasiedli do odliczania na livestreamie, widać było po ilości oglądających widzów, że ludzi robi się coraz więcej. Wszyscy wstrzymali oddech, albo siedzieli jak na szpilkach tylko po to, żeby zaraz po wyzerowaniu licznik zaczynał odliczanie, tylko tym razem w górę... Jednak między jednym a drugim odliczaniem pojawił się glitch i w nim fani dopatrzyli się czegoś, co przypominało datę piątego września. No cóż, no i do tego piątego trzeba było czekać. A w naszym przypadku to do północy z szóstym, bo mamy inną strefę czasową. Wiadomo było, że miał być to jakiś livestream. Nie wiadomo było co się na nim odbędzie.

Jak już był piąty września, i powoli zbliżał się czas, to niechcący siedziało mi to z tyłu głowy i jak sobie edytowałam zdjęcia, czy co tam innego robiłam, to co jakiś czas zerkałam na zegarek. Livestream zaczął się trochę wcześniej, był taki waiting room, szansa, żeby nazbierać ludzi do tej godziny zero (oj, zero tu jest bardzo ważne). Pisało "show will start soon", (czy jakoś tak). Dało mi to znak, że może jakiś koncert. Możliwe, że o tym coś tam, gdzieś tam było, ale ja starałam się nie czytać, tego co ludzie piszą, bo też i plotki jakieś się tworzyły. Nie chciałam w mojej głowie kompletnie żadnych sugestii. 

Z chwilą rozpoczęcia kwestia koncertu się od razu rozjaśniła. Gdy na scenie pojawiła się laserowa linia, a zaraz razem z nią wizualne obrazy i rozbrzmiało intro, ja się rozpłynęłam. Od razu czuć i słychać było ducha Linkin Park. Pojawiło się u mnie tyle emocji, że nawet nie wiedziałam, jakie emocje we mnie grają. Podczas tego klimatycznego intra, które z resztą jest świetne, ludzie z obsługi odkrywali przykryte folią, czy czymś instrumenty. Tak jakby inscenizowało to, że wracają po bardzo długiej przerwie i odkurzane są instrumenty. Moja głowa bardzo wolno wszystko procesowała, bo nadal nie wiadomo było wszystkiego, nie powiedziane było wprost. Trochę jakby nie chciało się w to uwierzyć. Kiedy wyszedł zespół, zagrał razem z intro, Mike Shinoda powiedział do publiczności "it's good to see you again" i zaczęli grać nowy utwór, to gdybym miała skrzydła, to bym odleciała. Emocje tak zagrały, że się wzruszyłam (no cóż, łymyn moment). Nadal wszystko działało na domysłach. Pojawiła się śpiewająca kobitka, zauważyć można było nieobecność dwóch muzyków, powstał lekki mętlik w głowie. Za dużo do przetworzenia. Zdziwiłam się, że (na tamten moment) być może zespół faktycznie wziął przyjął do siebie wokalistkę, jak mówiły niektóre plotki. Trochę inaczej, trochę dziwnie było słuchać muzyki Linkin Park w takim wydaniu. Jednak nie wydawałam wyroku. Chciałam wpierw to wszystko przetrawić. 

Po którymś utworze zajrzałam na Facebooka, zobaczyć co się dzieje z fanami. Widziałam w większości negatywne opinie o tym, co się dzieje na livestreamie. Potem co jakiś czas zerkałam, co tam fani mają jeszcze do powiedzenia no i różnie bywało, choć odzywali się też tacy, co byli pozytywnie nastawieni, albo chociażby chcieli dać szanse wokalistce. Po drodze podczas skakania między moimi kartami w przeglądarce, zauważyłam, że na YouTube ustawiona jest premiera teledysku nowego utworu, a niedługo wszędzie lawinowo widziałam posty o powrocie zespołu, o nowym utworze, o nowym albumie, czy o trasie koncertowej. 

Podczas trwania koncertu mieszało się we mnie kilka rzeczy: cieszyłam się, że zespół ponownie gra na jednej scenie; słuchanie na wokalu nowej wokalistki trochę przypominało mi "Already Over Sessions", w których Mike Shinoda z różnymi muzykami gra swój utwór oraz utwór Linkin Park; jakoś tak trudno było mi się przyzwyczaić do kobiecego wokalu; brakowało mi obecności gitarzysty i perkusisty, trochę to było jak to takie typowe powiedzenie "bez nich to już nie Linkin Park"; muzyka na żywo mnie oczarowywała; no i ogólne zmieszanie wewnętrzne. Od razu wiedziałam, że trzeba dać sobie czas, że na spokojnie trzeba to przetrawić. Ale na tamten czas było jeszcze coś, coś myślę bardzo ważnego. Otóż obserwując muzyków Linkin Park, skupiając się troszeczkę bardziej na tej starej części, widziałam u nich taką radość z grania, z interakcji z publicznością, czy samą obecnością ludzi. Miałam wrażenie, że im po prostu tego grania na żywo brakowało.

Linkin Park: FROM ZERO (Livestream)


Zaraz po zakończeniu koncertu, odbyła się premiera klipu do nowego utworu zespołu, "The Emptiness Machine". Utwór i teledysk mi się bardzo spodobały. Od tamtej pory słucham tego utworu prawie że bez przerwy. Zwyczajnie ten kawałek brzmi jak Linkin Park. Tak po prostu. Po kilku odtworzeniach pomyślałam sobie, że owszem, są zmiany, ale jeżeli muzyka mi się podoba, to nie warto dumać nad tym, czy wokal Emily Armstrong pasuje, czy nie pasuje, albo jak to niektórzy piszą, czy to nadal jest Linkin Park i tak dalej. Jeżeli dana muzyka będzie mi się podobać i będę uważać ją za dobrą, to się nie będę niczym ograniczać. 

Widząc te wszystkie wypowiedzi, typu "to nie jest Linkin Park", "Emily nigdy nie będzie taka jak Chester", "Emily nie zastąpi Chestera", że nowa odsłona to "profanacja" i w ogóle, że skoro nie ma Brada i Roba i to nie jest już to samo, no to mi się sam facepalm załącza. Pewna część fanów tego zespołu ma tyle w sobie jadu, często tacy tu "make Chester proud", a tu plują jadem, że to czy tamto. Często randomowo wyjeżdżają, albo wycierają wszystko stwierdzeniem "make Chester proud". Na niektóre rzeczy, co oni wypisują to scyzoryk sam się w kieszeni otwiera. Po pierwsze, jak można myśleć w sposób, że ktoś może zastąpić kogoś, w takiej sytuacji w jakiej znalazł się zespół Linkin Park, szczególnie w przypadku "zastąpienia" mężczyznę kobietą. No głosy Chestera Benningtona i Emily Armstrong, to dwie różne książki. Tu jest sytuacja, gdzie nikt nikogo nie zastępuje. Zwyczajnie Emily dołączyła do zespołu. Ludzie chyba też zapominają, że taki głos, jaki miał Chester był unikalny, i nikt nie będzie takiego miał. Zespół chcąc przyjąć jakiegokolwiek wokalistę nie znalazłby kogoś, kto by śpiewał tak samo jak Bennington, wiadomo. Do tego kogokolwiek by nie wzięli, to ludzie cały czas by go oceniali. Wokalista, który dołączyłby do zespołu cały czas byłby porównywany do Chestera i by narzekali, że jego wokal nie jest taki sam, że inaczej brzmi, inaczej śpiewa i cała ta otoczka, że to nie jest już to co kiedyś. Tacy porównują Armstrong i Benningtona, a co dopiero, jakby dołączył mężczyzna. Niektórzy mają aż za bardzo zamknięte głowy.

The Emptiness Machine (Official Music Video) - Linkin Park


Linkin Park zaczyna nowy rozdział, "From Zero" tak jak zatytułowany jest nadchodzący nowy ich album. Zdecydowali się na żeński wokal. Bo w sumie dlaczego nie, skoro i tak zaczynają od zera. Choć jak krążyły plotki, to tak nie umiałam sobie wyobrazić żeńskiego wokalu w tym zespole. Być może trudniej im było znaleźć kogoś z męskim wokalem pod względem emocjonalnym. Słuchając któregoś z poniższych wywiadów, zespołowi coś kliknęło z głosem Emily i powiedzieli, że to jest to. Również niedługo po livestreamie wyjaśniła się kwestia gitarzysty Brada Delsona i perkusisty Roba Bourdona. Brad postanowił nie brać udziału w koncertach i tylko tworzyć w studiu, a Rob zdecydował zdystansować się od zespołu. Obu panów rozumiem. W przypadku tego pierwszego wystąpienia na scenie mogłyby sprawiać o dyskomfort, może nie czuł się dobrze z tym, że miałby grać przed tyloma ludźmi. W przypadku tego drugiego, to zwyczajnie mógł nie chcieć dalej tworzyć, może miał jakąś blokadę. Ja czekam na rozwinięcie sytuacji, jak to wszystko się potoczy w nowym wydaniu Linkin Park. Jestem ciekawa, jak pójdą koncerty, bo na streamie zdarzały się małe niedociągnięcia, co też jestem w stanie zrozumieć, bo oni długo nie grali, to był koncert na żywo, więc i nerwy mogły ich podgryźć.

Wiedziałam, że prędzej czy później pojawią się jakieś wywiady, byłam ciekawa kulis wracania do tworzenia muzyki przez zespół, w jaki sposób spotkali się z Emily, jak to się stało, że zdecydowali się wypuścić nową muzykę i tak dalej. Długo czekać nie musiałam. I to jest coś wartego w przypadku fana do obejrzenia. Widząc ich i słuchając u Zane Lowe widziałam taką samą relację, jak przed przerwą. Słysząc, że oni się gdzieś od 2019 roku (o ile czegoś nie pokręciłam) zaczęli spotykać jak przyjaciele, bez spiny "a może coś stworzymy" i czasem sobie coś tam podłubali, nie koniecznie chcąc, by to był Linkin Park, no to ja się cieszyłam, że nie odwrócili się od siebie. Nad nową Linkin Parkową muzyką coś tam ruszyli w okolicach wydania "Lost", w sensie coś tam mieli i próbowali coś złożyć na album, i zespół zresztą też. No to jak chociażby Mike Shinoda opowiada o wszystkim, to aż się widzi tą iskierkę muzyka.

Ogólnie to podchwycili ten koncept sceny na środku. Myślałam, że to może tylko do livestreamu, ale potem widziałam plan na jakiś koncert i scena jest również na środku. Ja ten pomysł bardzo lubię, u Matallica, czy Eda Sheerana się to sprawdza i ogólnie w mojej opinii to wszędzie by się sprawdzało, bo mnie zawsze irytowała scena w jednym kącie i ci ludzie z tyłu to nic nie widzieli. Oprawa wizualna z tymi laserami i tak dalej, tak mocno mi się podoba, na intro jak wszystko działa pod melodię, no genialne. To intro to w ogóle mi się z Transformersami skojarzyło, jak poszły na początku takie elektroniczne dźwięki z laserem. Jeszcze intro przed "Papercut" też jest świetne.

Dobra, chyba czas kończyć tą moją pisaninę, co pisałam bez większego planu, tylko dukałam co myślałam. Zaraz to nie będzie miało jakiegokolwiek ładu i składu, więc no. Jak czegoś nie napisałam, to w poniższych wywiadach to jest. Ja się cieszę z powrotu Linkin Park, jestem ciekawa rozwoju sytuacji, czy tylko tym jednym utworem mnie chwycili, czy całą płytą. Ja daję im szansę, ale też nie obiecuję, że wszystko mi się spodoba.

Na koniec warto napisać to co padło w KROQ: "the fans can sing for Chester's voice or through Chester and Emily can be Emily".

Adieu.


Mike Shinoda talks about the next era of Linkin Park


Linkin Park: The Emptiness Machine, New Album & Return to Music with Apple Music’s Zane Lowe


wtorek, 25 kwietnia 2023

Zbiorczo 5.

1. Dokument o Edzie Sheeranie.
Do tej pory pojawił się film i dwie książki o Edzie Sheeranie. Film był o tym, jak Ed tworzy swoją muzykę, a książki bardziej o jego drodze do popularności, do sukcesu. Natomiast w nowym, czteroodcinkowym dokumencie, zrobionym we współpracy z Disney Plus, pokazana zostanie jego bardziej prywatna strona, czyli o tym, o czym Ed bardzo mało mówi. Trailer rozłożył mnie na łopatki. I tak jak wszyscy, co promowali ten trailer, napisali, żeby przygotować chusteczki przed seansem, no to w zupełności się z tym zgadzam. Widok Eda, który siedzi w aucie i nie wytrzymuje i zaczyna płakać, poruszył nawet mnie, a mówią, że nie mam uczuć. Natomiast fanów urzekł też widok Eda dotykającego ciążowy brzuch swojej żony.
Na początku traileru Ed mówi, między cięciami w montażu, że ktoś taki jak rudy jąkała nie zostanie gwiazdą popu, a ja tylko się uśmiechnęła, gdy pierwszy raz oglądałam ten trailer, bo te osoby, co tak myślały, nieźle się pomyliły. Wkrótce zaczęło się. Pierwsze podpisywanie albumów, pierwszy raz w Ameryce, pierwszy wyprzedany koncert, największa trasa. W życiu Eda pojawiła się jego żona. I to jest to, o czym pisałam chyba w poprzednim "Zbiorczo", że wszystko się świetnie układało, Ed miał powody do szczęścia. Wówczas ze zdrowiem żony nie było dobrze, jego przyjaciel zmarł, a w życiu Eda gdy coś się dzieje, to pisze o tym piosenki
Jestem bardzo ciekawa tego dokumentu. Ile Ed pozwolił, żeby pokazać. Dobrze będzie poznać go od strony, której nie pokazuje. Znając już co nieco historię Eda i wiedząc, z jakim artystą mam do czynienia, z przyjemnością dowiem się jeszcze więcej o nim i o jego procesie twórczym. Fani Eda będą mieli święto trzeciego maja, bo właśnie tego dnia dokument będzie miał swoją premierę.

Ed Sheeran: The Sum Of It All | Official Trailer | Disney+


2. Linkin Park - dwudziestolecie albumu "Meteora".
Siódmego kwietnia pojawiła się jubileuszowa wersja albumu "Meteora". W najbogatszej wersji jest to box z płytami, winylami, DVD, naklejkami, plakatami i możliwe, że o czymś zapomniałam. Utwory na żywo, Live In Texas, dema, niepublikowane utwory, specjały z Linkin Park Underground. Na Spotify jest to 95 utworów. Z tej okazji zaczęły pojawiać się wywiady, było Q&A transmitowane na YouTube i fani mogli zadawać pytania zespołowi, a trochę wcześniej opublikowane zostały widea zza kulis z tworzenia "Meteory", nagrywanie utworów, sesja zdjęciowa, kręcenie teledysku, robienie artu do płyty, czy LPTV i nagrania z tras koncertowych też zakulisowo. To wszystko spowodowało, że zakochałam się w tym zespole na nowo. To był taki powrót tych uczuć i emocji, kiedy za dzieciaka odkrywałam świat Linkin Park. Jednocześnie zrobiło się nostalgicznie. Było to bardzo przyjemne. Przypomniało mi się, jak ledwo ogarniałam internet i z pomocą Wikipedii i YouTube poznawałam muzykę Linkin Park, słuchając wszystkiego po kolei z twórczości zespołu, często w paskudnej jakości, bo to ludzie wstawiali. Ja wtedy nie wiedziałam, co to prawa autorskie, legalne źródła słuchania muzyki i że ludzie robią przecieki, czy wstawiają to co było na LPU raczej nie do końca legalnie. Dlatego niektóre demówki znam, czy to z rocznicowego wydania "Hybrid Theory", czy to z "Meteory". Do tego chyba już całkiem minęła mi blokada, jaką miałam, do słuchania muzyki Linkin Park. Słuchając "Meteora|20" wróciło do mnie to, jak genialną muzykę tworzy ten zespół. Można powiedzieć, że na nowo odkrywałam ich utwory, bo miałam dłuższą przerwę od ich słuchania, przed tą przerwą byłam młodsza, inaczej słuchałam muzyki, na co innego zwracam teraz w niej uwagę, a dodatkowo lepiej znam angielski i to też jest nowy wymiar słuchania muzyki, bo kiedyś powtarzałam słowa tak jak słyszałam, nie znając w ogóle ich znaczenia, a teraz jak słucham i wiem co dane słowa znaczą po polsku, to mam takie fajne uczucie, że kojarzę te słowa, ale teraz wiem co znaczą. A przy okazji tego wszystkiego wróciłam do społeczności fanów Linkin Park, w której też dość długo nie byłam. Nie wiem dlaczego, ale mimo wypuszczenia "Hybrid Theory" z okazji dwudziestu lat od wydania, to przy dwudziestoleciu "Meteory" jest więcej zamieszania, w sensie, dużo więcej się dzieje. Jakoś większe echo jest przy tym albumie, no takie odnoszę wrażenie. Chyba po prostu mieli więcej materiału do pokazania fanom. 




3. Trailer do "Extraction 2".
Film "Extraction" z 2020 roku bardzo mi się podobał. Trafił w moje gusta, a dodatkowo w tamtym czasie dawno nie oglądałam czegoś z gatunku akcji. A to właśnie od filmów akcji zaczęłam swoją przygodę oglądania kina. Po obejrzeniu "Extraction" przekonałam się, jak tego gatunku mi brakowało i że fajnie sobie obejrzeć film tego typu. Teraz przyszedł czas na drugą część i to co zostało pokazane w trailerze mnie powaliło. Aż kilka razy go obejrzałam, a za każdym razem szczękę zbierałam z podłogi. Już sam montaż jest świetny. Na przykład postać wychodzi z kadru - pojawia się napis, jak jest wiele ludzi, to jeden przechodzi i pojawia się napis, przechodzi drugi i ten napis znika. W teorii to jest prosty zabieg, ale mi się jego efekt podoba. Większość trailera, to jedna scena, w której Tyler Rake walczy, dosłownie ze wszystkimi wokół, broniąc pewnej kobiety. Scena ta jest efektowna i wygląda jak one shot, a choreografia walki wygląda genialnie. Z trailera nie za bardzo można wywnioskować o czym dokładnie ten film będzie, ale na IMDb piszą, że Tyler Rake ma wydostać rodzinę i aby ich uratować infiltruje jedno z  najbardziej śmiercionośnych więzień. Będzie coś wspomniane w związku z tym, co zadziało się pod koniec pierwszego filmu, będzie jakaś zemsta i zapowiada się, że będzie ciekawie. Trochę mam wrażenie, że tą długą sceną mogli walnąć mocnym spoilerem, ale jeśli tym mieli ludzi zachęcić, zainteresować, no to jeżeli o mnie chodzi, to im się udało. Z przyjemnością obejrzę ten film, a będzie miał swoją premierę szesnastego czerwca. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie.

EXTRACTION 2 | Official Teaser Trailer | Netflix


4. Powrót Green Arrowa i serialu "The Flash".
W jednym z odcinków finałowego sezonu serialu "The Flash" pojawi się, pojawiła się, (nawet nie wiem), postać Green Arrowa, która zginęła w Arrowverse. W jaki sposób wróci, co się tam wydarzyło, nie wiem, jeszcze tego finałowego sezonu nie oglądałam, ale w tym świecie było już chyba wszystko i wszystko jest możliwe. Zapowiedź tego odcinka wzbudziła u mnie nostalgię. Ja chyba stara się robię, bo ostatnio sama nostalgia mnie trafia. Anyway. Serial "Arrow" był pierwszym, jaki oglądałam i on zaczął seriale superbohaterskie produkowane przez The CW. Mimo, że z tym serialem bywało różnie, raz było wyżej, raz było niżej, to ja mam do niego wielki sentyment. Jako drugi pojawił się "The Flash" i pierwszy crossover w tym universum było właśnie między tymi serialami. I to było bardzo fajne, że w ostatnim sezonie "The Flash" twórcy w jakiś sposób doprowadzili do spotkania tych dwóch postaci. Można powiedzieć, że jak zaczęli, tak skończyli. Mam w planach obejrzeć wszystkie sezony "The Flash", bo od któregoś sezonu przestałam oglądać, a chodziło mi po głowie zrobić rewatch tych co widziałam, więc zrobię wszystko naraz, rewatch, obejrzę tych co nie widziałam i zobaczę ten finałowy sezon. A po obejrzeniu zapowiedzi odcinka z gościnnym udziałem Green Arrowa, tudzież Olivera Queena, zrobiło mi się tak miło. DO tego włączyły mi się wspomnienia, jak to właśnie zaczynałam oglądać "Arrow" potem "The Flash" i jak te dwie postacie się spotkały. Ale moje myśli poszły w stronę "Arrow" i jak to było, jak oglądałam ten serial, aż mi się zachciało go całego obejrzeć jeszcze raz, bardziej niż "The Flash". No cóż, bywa i tak. Ale jak tak przyszły mi wspomnienia, to przypomniała mi się historia opowiadana w tym serialu, szczególnie z początku. "Arrow" miało fajną historię, fajnego bohatera, fajnie był skonstruowany, bo były retrospekcje i one łączyły się z teraźniejszością. Dodatkowo ten serial był pierwszym, jaki oglądałam po angielsku, jako chyba od trzeciego sezonu, gdzie mój angielski nie był jakiś dobry. Z tego powodu też przydałoby się mi zrobić rewatch, bo pewnie trochę mi wtedy umknęło. Niesamowite, jak mała zapowiedź może wzbudzić tyle emocji.

The Flash 9x09 Trailer "It's My Party And I'll Die If I Want To" (HD) ft. Stephen Amell


5. Sytuacja między Seleną Gomez a Hailey Bieber.
Ostatnio było głośno w internecie o Selenie Gomez i Hailey Bieber. Inba zaczęła się, kiedy to Selena opublikowała na Instastories nagranie, gdzie pokazuje swoje wylaminowane brwi i w sumie śmieje się z tego jak wyszły. Niedługo na (chyba) Instastories Hailey i jej przyjaciółki, pojawiły się zdjęcia również wylaminowanych brwi, gdzie się oznaczyły i dodały podpisy, które brzmiały jak zaczepki w kontekście Seleny. Ludzie to zauważyli i zaczęli być głośni na ten temat. Jednak niektórzy nie zostali tylko przy tym i zaczęli przeprowadzać swoje śledztwo i pokazali między innymi, jak Hailey kopiowała stroje Seleny, program kulinarny Seleny, tylko prowadzony na YouTube, a w którym były skopiowane słowa, czy ujęcia kamery. Zaczęły mi się pojawiać jakieś Shortsy, Reelsy i inne tego typu rzeczy. W którymś był montaż z filmami/zdjęciami, gdzie Selena miała na sobie jakiś ubiór, a za jakiś czas Hailey była ubrana bardzo podobnie. Albo zdjęcie seleny z Instastories, albo po prostu z profilu na Instagramie, i bardzo podobne zdjęcie Hailey. Niektórzy pofatygowali się i dodali nawet daty. Były też takie, które pokazywały, jak Hailey jako fanka spotkała Justina Biebera, a potem dążyła by być z nim w związku. Poszedł ostry hejt na Hailey, większość stanęła po stronie Seleny. Selena od początku stała za tym, żeby nie dokuczać Hailey, dawała znać, że ona jest przeciwna temu co się działo. Nawet wstawiła się za Hailey, pisząc, że się ona odezwała prosząc o wsparcie, bo zaczęła dostawać pogróżki.
Poza tymi porównaniami, że Hailey kopiuje Selenę i tak dalej, to zaczynały pojawiać się różne teorie. W większości tych teorii trzeba brać na dystans, ale na niektóre to ciężko w nie jest wierzyć patrząc na to, co robiła Hailey. Wszystko wskazuje na to, że ludzie słusznie nazywają ją mean girl. Można się ubierać bardzo podobnie, albo robić bardzo podobne zdjęcia, ale jeśli to jest w niedługim czasie, jak zorbiła któreś z tych ta pierwsza osoba, no to jest trochę podejrzane. Ja nie popieram takiego zachowania, nie lubię takich ludzi, jak Hailey. Od niej bije taka wredność, że po trupach do celu, że jest intrygantką. Zadziwiające jest to, że Hailey zanim była sławna, a potem chyba jak już była rozpoznawalna, jeszcze przed ślubem z Justinem, to ona była fanką i Seleny, i Justina, i w ogóle ich jako pary, a teraz, jak już jest z nazwiskiem Bieber, osiągnęła jakiś tam sukces, to jakby wychodzi jej prawdziwa twarz. Więc są trzy opcje, albo udawała fankę Seleny, albo po drodze jej się odmieniło, albo faktycznie tak jak ludzie spekulują, że od początku to był plan w kierunku Justina, i że chciała się tylko przypodobać, albo dobrze wychodzić. 
Natomiast Selenę, to ja podziwiam. Nie raz się przekonałam, że jest to niesamowita osoba. Nie reagowała ona na zaczepki, wręcz robiła przerwę od social mediów, żeby nie widzieć tego co się działo, a do tego jeszcze broniła Hailey, z racji tego, że jest przeciwna hejtowi. W moich oczach Selena trochę utarła nosa tym, co jej dokuczali. Nie zaglądam już dalej, czy ludzie znaleźli coś nowego, albo coś nowego wymyślili. Wystarczy, że dałam się w to wciągnąć, bo ja zazwyczaj nie interesuje się takimi celebryckimi rzeczami. Tylko dlatego, że Selena była w to zamieszana, no to sprawdzałam o co chodzi.
Poniżej film od Suzanne Marie, w którym zobrazowane jest o co chodzi, trochę jest powiedziana o tej sytuacji. Z jednymi rzeczami zgadzam się bardziej, z innymi mniej, ale dla kontekstu film jest dobry. Zawsze to na filmie czasem lepiej jest pokazać niż w piśmie. Albo taki film może ułatwić pracę.

Czy Hailey ma obsesje na punkcie Seleny? Ile razy ją kopiowała?



Początek wpisu może być nijaki, bo musiałam na nowo wdrożyć się w pisanie. Tak to jest, jak tata z za granicy przyjedzie i dzień rozreguluje. Ale przynajmniej coś się działo 😛. Jeżdżenie traktorem, albo tata, który traktorem się zarył, to jest rozrywka na miarę polskiej wsi 😂. No, teraz muszę się wyrobić ze wszystkim do osiemnastego maja, bo tata znowu ma przyjechać 😅😆.

Adieu.


sobota, 11 marca 2023

Zbiorczo 4.

1. Linkin Park opublikował wcześniej nie słyszany utwór z czasów "Meteory".
Na profilach portali społecznościowych zaczęły pojawiać się zapowiedzi i wkrótce odbyła się premiera utworu "Lost". To natomiast wiąże się z dwudziestoleciem płyty "Meteora". Zapowiedzi powodowały, że coś mnie łapało. Słuchając "Lost" po raz pierwszy uderzyła mnie mieszanka uczuć. Ja od 2017 roku, po śmierci Chestera Benningtona, Linkin Park słuchałam bardzo rzadko. Czasem Spotify, jak słuchałam na losowym trybie, mi puścił jakiś ich utwór, czasem się zdarzało, że puściłam ich jakiś utwór, ale najczęściej to były wersje instrumentalne i tylko raz w ciągu tego czasu włączyłam całe płyty, po tym jak zostało wydane "Hybrid Theory" w wersji z okazji dwudziestej rocznice tego albumu. I niby po tym już było tak inaczej, niby w teorii mogłabym bez problemu słuchać muzykę tego zespołu, ale jednak coś mnie blokowało i było tak samo, że rzadko jednak włączałam ich utwory. A słuchając "Lost" pierwszy raz, a potem jeszcze kilkadziesiąt, to usłyszałam utwór z "Meteory", podobne do "Numb" trochę, usłyszałam ponownie głos Chestera w nowo/starym utworze, a wszystko skończyło się na tym, że wróciły wspomnienia, jak poznawałam zespół, ich muzykę i ogólnie tamte czasy. Tak jak wspomniałam, "Lost" jest podobny do "Numb" (już zdarzyły pojawić się mashupy z tymi utworami), czuć od niego energię z "Meteory", słychać te takie elektroniczne dźwięki typowe dla Linkin Park, one zaczynają ten utwór, a do tego klimatyczny teledysk w stylu anime, nad którym pracował między innymi Polak. W dwadzieścia cztery godziny uzyskało to wideo kilkanaście milionów, o ile nie doszło do dwudziestu, na ten moment nie pamiętam. Pamiętam, że była któraś tam godzina, chyba północ się zbliżała, i powiedziałam do siebie, że po północy dojdzie do siedemnastu milionów (tam za piętnaście było plus minus)... doszło do tego w mniej niż piętnaście minut. Bardzo szybko rosły te wyświetlenia. Za jakiś czas pojawiły się widea na kanale zespołu, które pokazywały, jak zespół tworzył "Meteorę", oraz ich trasy koncertowe. Mike Shinoda udzielał wywiadu w jakimś radiu w związku z "Lost", i były tam puszczone dwa dema, które oczywiście trafiły na YouTube i nic innego nie zostało, aby czekać na wydanie "Meteory" z okazji jej dwudziestolecia a premiera 7 kwietnie (więc w sumie niedługo).

Lost [Official Music Video] - Linkin Park



2. Wywiady po premierze "Lost".
Będąc przy temacie Linkin Park, chciałam wspomnieć o wywiadach, które Mike Shinoda udzielił. Chyba pierwszy raz tak szerzej wypowiedział się po śmierci Chestera Benningtona. Mówił on o tym, że nikt nie zdawał sobie sprawy, jak głęboka była depresja u Chestera, że gdy były początku ich znajomości, to Mike nie znał jego historii i że poznawał go podczas tworzenia muzyki, poprzez tekstów utworów, a gdy poznając tą historię, nie mógł uwierzyć, jakie to szalone. Jednego dnia Chester przychodził i był radosny, a drugiego był mroczny. Shinoda zastanawiał się, czy nie odejść z tworzenia muzyki po jego śmierci. Jak się o tym słuchało, to było mi po prostu smutno. Były też te weselsze momenty, czy te wiążące się z tworzeniem muzyki. Ogółem warto posłuchać, szczególności fani zespołu. U mnie dzięki "Lost", tym wywiadom oraz tymi materiałami archiwalnymi z tworzenia "Meteory" i trasy koncertowej, ożywia się ta fanka z 2012 roku. 

Mike Shinoda discusses Linkin Park's new song, the 'Meteora' box set, and reveals new solo track!

Mike Shinoda Opens Up About Losing Chester Bennington

Mike Shinoda on the Time Linkin Park Pranked Metallica on Stage

Mike Shinoda Wrote Linkin Park’s “In the End” in Just One Night



3. Bruce Willis choruje na otępienie czołowo-skroniowe (frontotemporal dementia).
O problemach zdrowotnych Bruca Willisa mówiło się już wcześniej, gdy poinformowano o jego odejściu z aktorstwa. Niedawno pojawiła się aktualizacja jego stanu zdrowia i rodzina poinformowała, że choruje na frontotemporal dementia. I kompletnie przykro mi się zrobiło. Aktor podobno nie rozpoznaje swojej mamy... Człowiek już za dziecka oglądał "Szklaną Pułapkę", i inne filmy z udziałem Willisa. Cały czas, póki oglądałam telewizję, jakiś jego filmy mi towarzyszyły. Jak ktoś jest częścią twojego dzieciństwo, dorastania,, ma się sentyment do tych filmów i ogólnie nostalgia się włącza przy niektórych produkcjach. Do tego lubi się tego aktora, jego styl aktorstwa i postacie, które grał. No to się myśli o tym aktorze pozytywnie, życzy mu się jak najlepiej. A tu wychodzi takie paskudztwo i człowiekowi szkoda takiej legendy. 

Bruce Willis Diagnosed With Frontotemporal Dementia



4. Melanie Martinez zapowiada nowy album.
Jeszcze w lutym zaczęły pojawiać się krótkie widea z fragmentami utworów. To co było na wideach było oryginalne i charakterystyczne dla Melanie. Było to coś nowego i nietypowego, ale widać, że to wyobraźnia Melanie. Na jednym wideo było drzewo z wygrawerowanym "R.I.P Cry Baby", na drugim było coś w rodzaju zarodka, w kolejnych był płód, jajko i wyklucie się tajemniczego stworzenia. Przy tym z wykluciem została wyjawiona data premiery nowego albumu Martinez, czyli 31 marzec z nazwą "Portals". Jestem ciekawa nowej muzyki i tego świata, który chce nam przedstawić, oraz historii audio, wizualnej, lub i jedno i drugie, bo wiadomo, że Melanie poza muzyką stworzyła teledyski tworzące jedną całość, oraz film, musical.




5. Ed Sheeran ogłosił nowy album.
Ed wspominał, a i głosy krążyły, że na początku tego roku miał pojawić się kolejny album muzyka. Album nazywający się oczywiście "Subtract", "-", pojawi się 5 maja, a wraz z tym ogłoszeniem pojawiło się oświadczenie od Eda. Wspomina on w nim, że nad tym albumem pracował dekadę, ale seria wydarzeń w 2022 roku wszystko zmieniło i Ed zamienił swoje myśli na teksty utworów, co było dla niego terapią i w tydzień zastąpił tą dekadę pracy. Wspomina o tym, że jego żona podczas ciąży miała guza, z którym musiała poczekać do porodu, jego przyjaciel Jamal zmarł, a on sam musiał stanąć przed sądem broniąc swojej uczciwości i kariery. Dlatego jako artysta postanowił puścić w świat coś, co odzwierciedla jego w tym momencie.

Ja czytając to miałam trochę za dużo informacji na raz, aż mój translator w głowie trochę zaszwankował i nie dopowiedział rzeczy. Poruszyła mnie informacja o guzie u żony Eda. Będąc fanką Eda, to poznając go, nawet jeśli zachowuje dużo prywatności, widać, że to dobry chłop i zdaje się, że jego żona tak samo i strasznie szkoda takich w porządku ludzi. Jeszcze niedawno, jak obejrzałam jakiś wywiad z Edem, w którym opowiadał o swojej nowej płycie, ogólnie muzyce, swojej karierze, czy o rodzinie, i znając jego historię, że zaczynał od grania na ulicy i bycia bezdomnym, a teraz jest popularnym muzykiem gromadzącym całe stadiony ludzi na koncertach, ma miliony odsłuchań swoich utworów, ale przy tym nie obnosi się z tym, jaki on nie artysta, i trzyma się z dala od typowego celebryckiego życia, to się ucieszyłam, jak mu się wszystko dobrze układa. Często właśnie przy jakiś wywiadach, czy czymś takim Ed wydaje się, że jest jak każdy inny człowiek, któremu udało się z karierą i dzieli się swoją muzyką z innymi ludźmi. Też niewiarygodne, jak pewne wydarzenia nie dość, że wywracają życie, to jeszcze są powodem porzucenia wieloletniej pracy. Jednocześnie podziwiam Eda, że w tydzień zrobił robotę na cały album.

Jestem ciekawa tego albumu, jak będzie brzmiał, a który ma być w całości akustyczny. Okładka trochę jakby nawiązuje do jego pierwszego albumu, więc może tak być. Z przyjemnością usłyszę "Subtract". Też myślę, że ta dekada pacy raczej nie została wyrzucona do kosza, tylko stanie się albumem (jak to by było w przyszłym roku, to będę się śmiać 😆).





6. Co skłoniło Arnolda Schwarzeneggera do kulturystyki?
W międzyczasie pisania tego wpisu trafiłam na wideo, gdzie opowiedziana została historia Arnolda Schwarzeneggera. I ona mnie zafascynowała, dlatego chciałam tu o tym wspomnieć. Pierwsze co się dowiedziałam, jeszcze przed obejrzeniem poniższego wideo, to to, że ojciec Arnolda był żołnierzem nazistowskich Niemiec. I między innymi to spowodowało, że trochę zagłębiłam się w temat Arnolda. Trafiłam na wideo poniżej, w którym autor streszcza życiorys Arnolda zaczynając oczywiście od początku. Był on jednym z dwóch synów Gustava Schwarzeneggera, który wolał, faworyzował tego drugiego syna. Ojciec Arnolda znęcał się nad nim, bił go, poniżał i cały czas porównywał do brata, kpiąc z niego, że jest chudy, niewysportowany i nie ma tyle siły. Gustav zachęcał braci do bójek, by udowodnić swoje słowa Arnoldowi. Ten natomiast zdecydował, że chce być silniejszy, by móc stanąć w obronie własnej, jak i tych osób, które nie są w stanie siebie obronić. Postanowił, że zajmie się bodybuildingiem, że chce być bogaty i chce być kimś. Ojciec go wyśmiał, matka też, a Arnold był zdeterminowany i zaczął chodzić na siłownię. Wkrótce zaczął startować w kulturystycznych konkursach i miał nadzieje, że te wygrane otworzą mu drzwi do Ameryki, by się tam wyprowadzić. Śmiało można powiedzieć, że mu się udało, bo poza kulturystyką zajął się aktorstwem, no i zawitał w Ameryce. Mnie zafascynowało, jak pokazał rodzicom, że jednak udało mu się coś osiągnąć. Udało mu się wyprowadzić, zostać bogatym i zostać tym kimś. Człowiek naoglądał się filmów z Arnoldem, a dopiero teraz się takich rzeczy dowiaduje.

Arnold Schwarzenegger: Life Blows That Shaped Everyone’s Hero | Rumour Juice



Dobra, trza kończyć tą pisaną gadaninę, bo mam wrażenie, że przez gorączkę słabo mi idzie to pisanie.

Adieu.


środa, 1 grudnia 2021

MyᐸDsmbr

No i mamy początek końca roku.

Miesiąc ciemności, pizgawicy, padającego śniegu (który zaraz topnieje) i wszechobecnego last christmas.

Już niedługo wszyscy zaczną podsumować w każdym możliwy sposób ten rok, będą ustalać swoje postanowienia (które i tak oleją), na YouTube będą pojawiać się tak zwane vlogmasy, które często z vlogmasami nie mają nic do czynienia, a i tak ten rok nie różnił się niczym od poprzedniego.



czwartek, 14 czerwca 2018

Linkin Park - Fanart

Od jakiegoś dłuższego czasu chodziła mi myśl zrobienia fanartu związany z moim ulubionym zespołem - Linkin Park. Miałam nawet pomysł, ale sobie go nie zanotowałam, i wiedziałam tylko tyle, że motywem będą tatuaże, sławne płomienie Chestera Benningtona. 

Ogółem chciałam stworzyć tego fanarta, bo zbliżają się dwie ważne daty, jedna z dobrymi wspomnieniami, a druga, no, smutna. W przypadku pierwszej daty, to minie rok od mojego pierwszego koncertu Linkin Park, już niedługo, bo 16 czerwca, a druga, troszkę dalej, minie rok, jak świat dowiedział się o śmierci Chestera Benningtona. Chciałam, żeby art powstał gdzieś pomiędzy tymi datami, ale już powstał, co mnie cieszy. 

Moje poszukiwania odpowiednich fotografii, które by mi się spodobały i pasowały mi do tego mojego art, trochę trwały. Jak na złość nic nie mogłam znaleźć, a gdybym randomowo przeglądała internet, to pewnie by mi coś wpadło w oko. Zalazłam trzy opcje, i chciałam dwie z nich zamieścić na rysunku. Spróbowałam pierwszej opcji, jak widać na pierwszym, tak jakby, projekcie, ale coś mi nie pasowało. Ta postać na pierwszym planie według mnie wyszła dziwnie, nawet tylko na tym projekcie, ale w trakcie rysowania tego pierwszego projektu, wpadłam na drugi pomysł, żeby spróbować połączyć tą drugą postać z tego pierwszego i tą skaczącą i właśnie ta opcja spodobała mi się o wiele bardziej i wyszło coś fajnego. 




Najpierw zrobiłam taki wstępny zarys, a potem, na innej kartce, zrobiłam już taki konkretny projekt, żeby lepiej widzieć ten swój pomysł. Wykorzystałam dwa poniższe zdjęcia, a po narysowaniu z nich postaci dopasowałam jak mają iść płonienie inspirowane właśnie tatuażami Chestera Benningtona. 


        

Wszystko przerysowałam na kartę w szkicowniku i dopasowałam wszystkie elementy do szkicownikowej kartki, która jest trochę węższa. W niektóry miejscach trochę to inaczej wygląda, bo się nie zmieściło czy coś, ale to co najważniejsze zostało umieszczone na stronicy. 

Po przerysowaniu linie poprawiłam ołówkiem automatycznym, a przy postaciach zmieniłam te kanciaki w normalne człowiekowe postury, czy wyrysowałam dłonie, gdzie przy tej u tej pierwszoplanowej postaci mi kompletnie nie wychodziła i robiłam tyle razy poprawki, czy od początku rysowałam, aż w końcu jako tako mi wyszła, chyba nie jest źle i tak ją zostawiłam, bo stwierdziłam, że lepiej mi nie wyjdzie. Ogólnie też przy tej postaci myślałam, że ten zarys twarzy - usta, nos, czoło - mi kompletnie nie wyjdą, ale się myliłam i wygląda to dobrze, widać, że tam jest ta twarz, mimo, że wszystko jest czarne. To chyba jest dowód, ze moja wiara w siebie jest nie za duża. 






I właśnie ta postać, na pierwszym planie została wypełniona czarnym markerem, kilkoma warstwami, bo ten papier w szkicowniku jest gruby i pije dużo tuszu, szczególnie takiego z markeru, więc musiałam parę razy nim, czy też cienkopisem przejechać, à propos cienkopisów, to najpierw obrysowałam nimi tą postać i wypełniłam małe elementy, bo marker ma grubą końcówkę, dodatkowo czasami się rozlewa, więc można wyjść za linię, co raczej nie jest wskazane. Drugą, drugoplanową, skaczącą postać wypełniłam ołówkiem 6B, też kilkoma warstwami, ale w tym przypadku, żeby było widać ten ołówek, żeby ta szarość była jednolita. Natomiast przy flame'ach miałam dylemat, czy użyć jakiś pisaków, cienkopisów, czy jednak użyć kredek. Mimo obaw przed tym papierem szkicownikowym zdecydowałam się na kredki, co było dobrą decyzją, bo mimo, że kredki to ja muszę jednak jeszcze opanować, to efekt tych płomieni mi się podoba. Przy kredkach bałam się, że jak przycisnę mocniej kredkę, to będzie takie jakby wgniecenie i ta niepokolorowana część będzie się wydawała wypukła, ale na szczęście tak się nie stało, chyba dlatego, że zanim przycisnęłam tą kredkę, to robiłam kilka jej warstw, a przy okazji kolory się blendowały, no, albo po prostu ten papier tak nie zrobiłby.












A! Nie wspomniałam o logu. Z początku ono nie było w planach, ale jakoś tak pusto mi się wydawało, więc narysowałam logo przy pomocy linijki, przekalkowałam go na projekt i stwierdziłam, że właśnie to jest takim elementem wypełniającym i przekalkowałam go na szkic w szkicowniku. Jak rysowałam go cienkopisami, to trochę powyjeżdżałam za linie, ale na szczęście tragicznie to nie wyszło. 





Zostawiłam rysunek bez tła, bo po pierwsze, to ja nie wiedziałam, czy pasuje tu jakieś tło i czy w ogóle by jakieś pasowało, plus, nie wiem, czy jakbym zrobiła tło, to bym tego wszystkiego nie popsuła, bo znając siebie, mogłabym coś sknocić. Na tła przyjdzie czas, i rysunkami ono pewnie przyjdzie. Tak myślę. 

A czym wykonałam rysunek?
Szkice wykonałam zwykłym ołówkiem HB od BICa, a poprawiałam go ołówkiem automatycznym, który dostałam za darmo w szkole na jakimś apelu, czy czymś.

Do obrysu postaci, płomieni, czy też wypełnienie logo, użyłam cienkopisów z firmy Sakura, MICRONami, 02, 04 i 08. Z tym wiążę się krótka, ale zabawna historia. Otóż kiedy zaczynałam obrys tej postaci na czarno, wzięłam odruchowo tanie cienkopisy od BICa, których zazwyczaj używałam, bo innych nie miałam, a one z połączeniem tych nieszczęsnych kartek ze szkicownika, wypuszczają mnóstwo tuszu, dlatego się rozlewają i nie ma na przykład ładnej cienkiej linii. Więc ja tak zaczynam rysować, no i narzekać, bo coś tam nie za bardzo mi wyszło, a za chwilę przypomniało mi się że "przecież ty masz MICRONy debilu", i się zaczęłam z siebie śmiać. A co do samych tych cienkopisów, to fajnie mi się nimi rysowało, o dziwo one wsiąkają tak w ten papier, no może tylko miejscami, ale jak się nimi rysuje, to rysiki tak szorstko chodzą po kartce, takie miałam uczucie, jak nimi rysowałam, ale to w niczym mi nie przeszkadza.Natomiast wypełnienie zrobiłam zwykłym, tanim markerem do podpisywania płyt.



Do drugoplanowego cienia, użyłam zwykłego ołówka, który był w 
zestawie po dwa razy 2B, 4B i 6B pod artystyczną nazwą "Drawing Pencil". Kupiłam je, żeby jakieś mieć, a że były tanie, to nic mi nie zaszkodziło ich wziąć.Miałam porównanie do innych ołówków potem. Nie są jakiejś wybornej jakości i wszystkie się rozmazują jak węgiel, ale na jakieś drobne prace, czemu nie. Trzeba je wykorzystać. 
Tatuażowe płomienie wykończyłam? pokolorowałam? nie wiem jakiego określenia użyć, kredkami od firmy Koh-I-Noor, Polycolor. Powoli zaczynam kumać to całe 'kredkowanie', z czego się cieszę i dzięki temu artowi mam ochotę na więcej tych 'kredkowych' rysunków. I mam w planach kolejny fanart, bo zbliża się wyczekiwane przeze mnie  wydarzenie, i rysując ten z Linkin Park, przyszło mi do głowy żeby go zrobić, ale muszę znaleźć pomysł. Do tego wydarzenia jest jeszcze trochę czasu, więc mam nadzieję, że coś wymyślę. 


FACEBOOK          INSTAGRAM          DEVIANTART