Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teen Wolf: The Movie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teen Wolf: The Movie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lutego 2023

"Teen Wolf: The Movie" | Laurka dla fanów serialu.

Pięć lat temu włączyłam sobie serial, "Teen Wolf", żeby leciało coś w tle. I tak niechcący znalazłam swój ulubiony serial.

Ale o serialu kiedy indziej, kiedyś na pewno pojawi się elaborat tutaj na ten temat, który będzie powstawał tak długo, jak wpis o książkach Jamesa Dashnera.

Znam się z serialem te pięć lat, nawet nie wiem kiedy to zleciało, ale wiem, że są osoby znające go o wiele dłużej, na przykład od jego początku (no logiczne, serial miał swoją premierę w 2011 roku), więc można powiedzieć, że jestem takim świeższym fanem. Jednak wystarczył ten jeden, pierwszy raz, gdy obejrzałam go, aby wsiąknąć w jego świat, w jego treści. Serial skończył się na szóstym sezonie ze stoma odcinkami. Jakiś czas temu, pod koniec 2020 roku fani zrobili akcję, żeby serial powrócił i na przykład pisali komentarze pod postami na profilach na portalach społecznościowych, żeby "bring teen wolf back", co z resztą mi się średnio podobało, o czym też pisałam. No i prawie rok później został ogłoszony film. Czy ta akcja fanów pomogła w tym? Nie wiem, ale wystarczyło to ogłoszenie, by zawrzało. Za niedługo ponownie zawrzało, gdy okazała się, że filmie nie będzie brał udziału, między innymi, odtwórca jednej z ważniejszych ról, Dylan O'Brien, wcielający się w Stilesa. Ludzie byli z tego powodu oburzeni. Mi też się to z początku nie podobało (już prawie pisałam wpis, jaka ja oburzona), ale jak ta informacja usiadła w głowie, to doszłam do wniosku, że w sumie to jest wytłumaczalne, jest to do zrozumienia, bo postać Stilesa miała skończony wątek w serialu tak, że można go zostawić w spokoju. No smutno, ale cóż. O'Brien w wywiadach podczas promocji któregoś z filmu, w którym grał, powiedział, że propozycja przyszła niespodziewanie i że prace nad tym filmem kolidowały z jego kalendarzem. To też jest zrozumiałe, bo właściwie, ten film wyszedł tak spontanicznie i teoretycznie każdy z aktorów mógł mieć zajęty grafik. Potem były jakieś afery wśród fanów, czasem walczyli nawet między sobą i to o nic, ale ja tylko spojrzałam może kątem oka i się dalej nie zagłębiałam, bo czasem to były takie pierdoły, że szkoda czasu było marnować. 

Ja tym filmem się trochę stresowałam, bo tak samo, jak mogło wyjść coś fajnego, to tak samo mogła wyjść kompletna klapa. A po szóstym sezonie, a dokładniej po jego drugiej części, to miałam obawy, bo mi się nie podobała, no niestety ten fragment serialu nie przypadł mi. No, poza ostatnim odcinkiem. Bałam się, że film zrobią na siłę, że zrobią cokolwiek, by ci fani co tak krzyczeli coś mieli i się odczepili, no i ogólnie, że zrobią jakieś gówno i zniszczą renomę serialu. Sobie pomyślałam "kurwa, jak oni mi zrobią coś takiego, jak druga połowa szóstego sezonu, albo nawet coś gorszego, to będę zawiedziona". Gdy nadchodziła premiera filmu, zaczęły pojawiać się materiały promocyjne, dzięki którym hype sam rósł, co mi się nie podobało, bo te materiały na mnie działały, tego hype'u trochę łapałam, czego nie chciałam, no bo miałam te swoje przeczucia co do filmu, i w razie czego, nie chciałam się bardzo rozczarować. W dzień premiery miałam takiego stresa przed oglądaniowego. Zaczęły się pojawiać dobre opinie, co się nawet zdziwiłam. Postanowiłam jednak poczekać, żeby chociaż ten stres przed oglądaniowy mi minął. Poczekałam dwa dni, żeby emocje opadły i w sobotni wieczór sobie "Teen Wolf: The Movie" obejrzałam.



Po wciśnięciu przycisku play, i gdy zaczęły pojawiać się pierwsze ujęcia, to złapała mnie taka ekscytacja, zmieszana z ciekawością, co zobaczę. Początkowe sceny przedstawiały bohaterów, a właściwie przypominały widzowi, bo większość fani znali. Bardzo fajnie było zobaczyć postacie po latach, co one robią, jako dorośli ludzi, czy w jakim miejscu były te starsze postacie, co nie były nastolatkami. Również fajnie było poznać dwie nowe postacie, choć może to za dużo powiedziane, syna Dereka, Eli'ego, oraz kitsune Hikari. Pokazany też został zalążek problemu, który będzie w filmie.

Scott MaCall zaczyna mieć zwidy i widzi swoją pierwszą miłość, Allison, która nie żyje. Przychodzi do niego jej ojciec, Chris Argent i opowiada czego doświadczył w ostatnim czasie. Obaj wymieniają się informacjami, łączą fakty i postanawiają sprawdzić pewne dziwne okoliczności. Ich kierunek to Beacon Hills. Tam Scott udaje się w miejsce, gdzie Allison zginęła. Zjawia się też Lydia, na jego prośbę, by mu pomóc. Potem to, czego się dowiedzieli, wskazuje na to, że muszą odnaleźć Nemeton. W tym pomaga im Malia i, niechcący, Eli. Po jego odnalezieniu dzieją się supernaturalne rzeczy, po których pojawiła się Allison. Ku zdziwieniu, jej powrót został całkiem sensownie wytłumaczony. Nie będę tu nic zdradzać co i jak, bo i tak wszystko działo się szybko, a fajnie się oglądało, jak oni do wszystkiego dochodzili. Bałam się, że Allison weźmie się znikąd, ni z gruchy, ni z pietruchy i ogólnie twórcy wymyślą jakieś niestworzone rzeczy, żeby aby ta postać powróciła. Więc jeden z niepokoi mogłam pożegnać. 

Allison wróciła, wszyscy w szoku, ale ona nic nie pamięta. Natomiast kojarzy, że poluje na wilkołaki i właśnie jednego z nich, Dereka Hale'a, chce zabić. Ten, kto oglądał serial, to wie do którego sezonu jest to nawiązanie, oraz w jakim miejscu była ta postać. Plus, była ona kuszona przez starego znajomego z trzeciego sezonu, czyli Nogitsune. Scott i Malia lecą na pomoc Hale'owi, i to samo zrobił Liam ze swoją dziewczyną Hikari. W międzyczasie policja sprawdza kolejne podpalenie, z serii podpaleń i pojawiają się Oni. 



Lydia, Jackson, Liam i Hikari sprawdzają ciało zamordowanego policjanta na komendzie, a w trakcie rozmyślania dochodzą do wniosku, że wszystko co się dzieje (Allison, podpalenia, ten martwy policjant...) jest ze sobą połączone. Scott ratuje syna Dereka przed Allison, bo Eli mimo, że jest wilkołakiem, to mu nie działa szybkie wracanie do zdrowia, a ma uszkodzoną nogę. Jak już McCall pomógł chłopakowi, to go wygania do domu, a sam bierze na siebie Allison, bo chce spróbować do niej dotrzeć, by ta sobie przypominała, właściwie całe życie.

No i tak, Scott i Allison sobie rozmawiają, jego mama Melissa, jej tata Chris, czy Peter Hale próbują pomóc, Lydia razem z Jacksonem i Malią prowadzą śledztwo, a Nogitsune i Oni sobie grasuję i polują. Wkrótce sprawy się wyjaśniają, Allison się polepsza, wszyscy stają do walki i zły zostaje załatwiony, co wymagało poświęcenia.



Fabuła była prosta. Z początku mi to przeszkadzało, ale z drugiej strony pomyślałam sobie, że jakby wymyśleli coś głupiego, bez sensu, to w sumie dobrze, że nie jest jakaś wymyślna. Z uwagi na referencję z serialu, to fani będą dokładnie wiedzieć o co chodzi. Wiele razy odczuwałam, że wiedza z serialu się przydaje. Swoją drogą, poza supernaturalną wiedzą, jest wiele smaczków z serialu, co dla mnie, fana, było fajnym akcentem i w zależności co to było, to w głowie miałam "o, to było w tym, czy tamtym odcinku" i sobie przypominałam okoliczności. Był też aspekt zagadki, nad którą główkowała między innymi Lydia. Nie było to coś obszernego, skomplikowanego, niesamowitego, było to raczej małe odniesienie, że w serialu też bawili się w detektywów (tylko trochę lepiej 😛). W ogóle w wątku Lydii znalazło się miejsce, by wspomnieć o Stilesie, z racji tego, że koniec pierwszej połowy szóstego sezonu sugeruje, że te dwie postacie są razem. Sugeruje, bo tak naprawdę ten związek nie był pokazany. Ja się ucieszyłam, że Stiles został wspomniany, chociaż taka cząstka tej postaci była w filmie.

Przez cały film przewijało się mnóstwo postaci, powiedziałabym, że za dużo. Jedynie dobrze, że każda z nich miała swoje miejsce i właściwie większość była drugoplanowa. Choć szkoda, że niektóre postacie nie miały trochę większej roli, jak na przykład Liam, jako że jest betą Scotta (wiadomo, kto oglądał serial, wie o co chodzi), mógł częściej pojawić się na ekranie. Albo Hikari, która jest nową postacią i wiemy tylko to, że jest kitsune oraz dziewczyną Liama. Trochę mam wrażenie, że ona została wprowadzona do filmu tylko po to, bo fabuła tego potrzebowała, a konkretnie wątek antagonisty. Szczególnie, że drugiej nowej postaci, jaką jest Eli, poświęcono więcej czasu i można było go poznać jako tako. W ogóle co do ilości tych postaci, to również mam wrażenie, że niektóre są, bo są, bo były w serialu i fani upominaliby się o tego, czy o tamtego. Film skupił się na postaci Scotta, Allison i Lydii, czyli od tych, od których się zaczęło w serialu, więc tyle dobrze.

Ale jak już jest tyle postaci, to fajnie było je zobaczyć po latach. I do tego jak swobodnie mogą sobie przekląć na przykład. Dobrze też, że pokazali chociaż cząstkę zmartwień wewnętrznych niektórych postaci. Malia nadal ma problem z odczytywaniem swoich uczuć i emocji, Scott jest trochę samotny, a Eli ma problem ze swoją wilkołaczą stroną i relacjami z ojcem. Pod względem zmiany w postaciach, które były w serialu nastolatkami, a w filmie są dorosłymi, no to bardzo nie ma, po prostu są swoimi starszymi wersjami. Choć bardzo mi się spodobały postacie Scotta i Allison w wersji filmowej, że tak to ujmę. Pod koniec serialu Scott czasem mi się nie podobał, a Allison momentami mnie irytowała. No a w filmie tego nie odczuwałam, na szczęście. No i Allison wiadomo, musiała być trochę inaczej zagrana, bo ona nic nie pamięta, za uchem ma Nogitsune, a jak coś jej świta lub sobie coś przypominam to ma mętlik w głowie. Natomiast Scott czy został tak zagrany, czy został tak napisany, czy jedno i drugie, to bardzo przypadło mi do gustu. To trochę mieszanka Scotta z początków serialu, paru cech pozbieranych z różnych momentów serialu i z dorosłymi cechami w filmie.


Podoba mi się, jak ten film został nakręcony, dobrze mi się na niego patrzyło wizualnie. Niektóre sceny zostały dobrze zrealizowane. I fajnie było też zobaczyć świecące się oczy w lepszej jakości. Oczywiście było też trochę słabego CGI, czy małe pomyłki w ujęciach jednej sceny, ale to i tak na tak dość krótki czas kręcenia, jakieś dwa miesiące, i pewnie budżet nie był jakiś wysoki, to całkiem nieźle się postarali. Przed obejrzeniem bałam się, że zrobią coś w stylu efektów wyciągniętych z 2011 roku. Ogółem w moim czarnym scenariuszu stawiałam na to, że zrobią ten film na odwal się i ujęcia będą byle jakie, ale jednak się tak nie stało. Podobnie było z charakteryzacją. W serialu zdarzały się różne kwiatki, że jak jakaś postać była w swojej charakteryzacji, no to zdarzało się mi parsknąć śmiechem na niektórych. W filmie charakteryzacja była całkiem dobra. Nie pokazali też tego na czym mogliby polegnąć, czyli jak te wilkołaki zmieniają się w wilkołaki, chociaż to bardziej w temacie CGI. Nogitsune dobrze wyglądał, Oni też nie najgorzej, choć w ich przypadku najlepiej wyglądali w ciemnej scenerii, bo w jasnych to trochę było widać plastikowość niektórych elementów.

Moje przewidywania co do tego filmu były pół na pół, jednakże miałam trochę więcej tych negatywnych myśli. Różnie to bywa w robieniu na nowo filmów, które już są, robieniu kolejnej części do serii filmów, która istnieje i miała być zakończona, i tak dalej i tak dalej. Na szczęście twórcy nie poszli w tą złą stronę. Robiąc ten film byli ostrożni, nie zrobili jakiejś wymagającej fabuły, tylko wzięli właściwie to co mieli i wykorzystali to na nowo w inny sposób. Dlatego historia nie jest jakaś porywająca, wymagająca i jakaś niesamowita, ale dla fanów (na przykład mi) ona będzie wystarczać, bo dodatkowo ma tą otoczkę z serialu, wspomnień i nostalgii. Twórcy próbowali zrobić trochę straszny klimat, albo dodać dramaturgii, tak jak było w serialu, ale na mnie to nie działało. Ja trochę jestem grupo skórna na emocje, musi być coś naprawdę mocnego. Pomimo to, muszę przyznać, że czasem udało im się zbudować napięcie, szczególnie w pewnej scenie, gdzie Allison polowała na Dereka. Nogitsune i Oni (kurde, po angielsku to o wiele lepiej brzmi) nie straszni, jak w serialu, ale przynajmniej budowali wokół nich klimat. Ogólnie wszystko działo się bardzo szybko, wiadomo, że serial ma na wszystko więcej czasu, no a w filmie to czas jest ograniczony. Jeszcze jakby robili na nowo jakąś historię i nie byłoby tyle postaci, to też inaczej by praca wyglądała. Film ma dużo odniesień do serialu i jak sama nazwa wskazuje oraz jakie było założenie jego powstania, jest on przeznaczony dla jego fanów. Do nowo/starej historii wzięli Nogitsune, dark spirit z trzeciego sezonu. I lepiej nie mogli zwrócić mojej uwagi, gdy do sieci wleciał pierwszy teaser, bo trzeci sezon jest moim ulubionym. Do mojej siostry i kumpeli, które są w temacie serialu, powiedziałam w żartach, że widać, który sezon najlepszy, gdy wszystkie byłyśmy zaznajomione z tym teaserem.


Reżyser pozbierał bardzo dużo postaci, jak pokemony, i wsadził do filmu. Owszem, było ich za dużo, ale jak już były, no to fajnie było ich zobaczyć w wersji "po latach". Wiadomo, że człowiek cieszył się najbardziej z ponownego ujrzenia Scotta, Lydii i Allison, bo oni to wszystko zaczęli. Dobrze też, że głównie na nich się skupiono, a reszta postaci była w tym filmie symbolicznie. Bo jakby pozaczynali jakieś wątki, czy cokolwiek, to mogliby się pogubić, albo po drodze coś spartaczyć i wtedy moja prognoza by się spełniła. Mały smuteczek był, bo z wielkiej czwórki nie było Stilesa, no ale cóż, Dylana przynajmniej można zobaczyć w innych produkcjach i coś tam jeszcze kręci. 

Mimo niedoskonałości podobał mi się ten film. Sam fakt, że nie zburzyli tego, co serial zbudował, to już jest coś. Może historia dużo emocji nie dała, ale ta cała otoczka wokół niego już tak. Powiedziałabym, że jest to lużny film, taka laurka dla fanów. Jednakże jest też szansa, ze komuś się nie spodoba, nawet największemu fanowi serialu. Ja ten film potraktowałam lekko, w sensie, że jest to lekki film na wieczór. Obsada w wywiadach była pozytywnie nastawiona, gdyby miało powstać coś jeszcze w świecie Teen Wolfa. Gdyby miał powstać samodzielny film, nie oparty na serialu, byłabym za tym. Tylko musieliby nad nową nazwą pomyśleć, bo teen wolf już nie jest teen 😛.



wtorek, 3 stycznia 2023

Zbiorczo 2.

Nie nazbierało się jakoś dużo rzeczy, ale niektórym kończy się czas. No a ja chciałam sobie popisać o nich.


1. Trailer do "Teen Wolf: The Movie"
Po tym, jak wyszedł ten trailer i go obejrzałam, skakałam z radości. Siedząc na fotelu 😆, ale wiadomo o co chodzi 😆. Twórcy zasiali u mnie dość mocno hype, czego nie chciałam, bo mam z tyłu głowy to, że w tym filmie może pójść coś nie tak. Po wielu przypadkach wolę stosować zasadę: spodziewaj się rozczarowania, wtedy się tak mocno nie rozczarujesz. No ale jak tu nie złapać hype'u, skoro film będzie miał motyw mojego ulubionego sezonu z serialu. Dodatkowo jest tyle możliwości z powodu minionego czasu od zakończenia serialu. Ciekawym jest co bohaterowie robią już jako dorośli, jakie znaczenie będą miały nowe postacie, czy jakie będzie zagrożenie, mimo, że jest poniekąd znajome z serialu. Też, powróci postać Allison, która zginęła w serialu, i mam nadzieję, że jej powrót będzie w miarę logiczny sposób wyjaśniony, że się tam mocno nie odkleją, że tak powiem. Na etapie traileru wygląda to dobrze. Moja ciekawość  musi poczekać do 26 stycznia. Będzie to taki prezent urodzinowy trochę, lekko spóźniony, czy będzie udany? zobaczymy. Mam nadzieje, że nie zrujnują mi całego serialu... A jeszcze a materiałach promocyjnych wracają do serialu, wspominają go, i fajnie tak się ogląda aktorów, którzy powrócili do swoich ról.

Teen Wolf: The Movie | Official Trailer | Paramount+



2. Zapowiedź dziewiątego, ostatniego sezonu "The Flash"
Po ośmiu sezonach twórcy serialu "The Flash" zdecydowali, że dziewiąty sezon będzie ostatnim. I dobrze. Ostatni sezon, jaki oglądałam, był tak beznadziejny, że ledwie go skończyłam. Nawet nie wiem, który to był. A tak się cieszyłam, że nie popsuł się tak jak "Arrow". Po tym nieszczęsnym sezonie, co mi się nie podobał, nie kontynuowałam oglądania tego serialu. Stwierdziłam, że muszę przerwę od niego zrobić. Nie jestem trochę w temacie, ale jak ogłosili ten dziewiąty sezon, i to, że będzie ostatni, to w sumie się ucieszyłam, no bo trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny, póki nie zrobiło się naprawdę źle (bo widziałam że ludziom w miarę podobał się ósmy sezon). To bardzo dobry moment, nim zrobiło się z tym serialem jeszcze gorzej i stałoby się to samo co z "Arrow". Trochę też mnie uderzyło nostalgią, wspomnieniami, bo ja "The Flash" oglądam, można powiedzieć od początku, bo chyba jakoś koło drugiego sezonu, tak mi się wydaje, że jeden sezon już był. Pamiętam, że olewałam ten serial, plus za mocno w "Arrow" byłam zakochana. I mi się tak zaczęło przypominać, jak właśnie zaczęłam oglądać "Arrow", potem "The Flash", potem "DC's Legends Of Tomorrow", omijając przy okazji różne tytuły. Poprzypominało mi się, jak wchodziłam w ten świat seriali CW, jak taki "The Flash" mi się podobał, jak fajnie się on zaczynał. Aż stwierdziłam, że obejrzę ten serial od początku i skończę go razem z kończącym go dziewiątym sezonem. That's a lot of damage. Nie oczekuje niczego od tego ostatniego sezonu, mam nadzieję, że dobrze pożegnają Flasha. A to pożegnanie rozpocznie się ósmego lutego. W takim razie wypadałoby mi powoli się zabrać za oglądanie, skoro chce oglądać od pierwszego odcinka 😛.

The Flash Season 9 Promo (HD) Final Season



3. "Best Unlucky Moment" na Twitch, czyli jaszczobm kradnie kanapkę
Na Twitchu oglądam sobie różnych ludzi, między innymi kanał Aiko i Emil, który nadaje z Japonii. Zawsze to fajnie zobaczyć coś innego, inny kraj, popodróżować wirtualnie. I pewnego razu wchodzę na stream i ludzie na czacie wspominają moment, który wcześniej wydarzył się na tej samej transmisji. Ludzie podsyłali klip dla tych, co nie widzieli. Ogólnie streamy potrafią być bardzo wcześnie, bo w Japonii jest kilka godzin do przodu, więc dużo ludzi, jak na przykład ja, wbija na stream, jak już trwa ileś tam godzin. Na szczęście są dobre dusze i podsyłają klipy, gdy coś się wydarzy wartego zobaczenia. Dlatego można było zobaczyć klip, jak jastrząb zabrał zawartość kanapki Emila. No śmieszne w opór, niespodziewane wydarzenia są najlepsze. Choć chłopa trochę szkoda, bo mu jedzenie zabrano 😅. Ale za jakiś czas znowu była ta sama sytuacja i ludzie podsyłali klip, a na nim Emil znowu zostaje zaatakowany przez jastrzębia, który zabiera mu kanapkę. Emil podsumował sytuację krótko, "kurwa". Pamiętam klip zaczął latać po internecie, Emil potem na streamach mówił i chyba nawet pokazywał, że inni streamerzy oglądali jego klip, nawet ci zagraniczni. Na kanale Aiko i Emil zostało to inside joke'iem i memem, a Emil swój skuter nazwał "różowy jaszczomb". Teraz sytuacja z klipem powróciła, jak boomerang, bo ten klip wygrał nagrodę od Twitcha za "Best Unlucky Moment" i teraz znowu jest głośno o tym w internecie. Emil razem ze swoimi widzami, więc i ja, śmiejemy się z tej sytuacji, z tego że klip znowu jest popularny i wszyscy o nim piszą oraz z tego, że Emil został memem. Ja sobie streamy oglądam dalej, jestem ciekawa co wydarzy się w przyszłości. A poniżej oba klipy, o których wspominałam. Natomiast jako ciekawostkę dodam, że to nie był jastrząb, tylko jakiś tam inny ptak, ale w przenośni jest to jastrząb 😆.

jastrząb ukradł mu kanapkę

orzeł znowu ukradł mu kanapkę



4. Zrezygnowałam z obejrzenia "The Witcher: Blood Origin"
Gdy w internet poszedł głos, że chcą stworzyć serial opowiadający, jak doszło do pierwszego Wiedźmina, to nie byłam jakoś mocno przekonana, ale sam pomysł mi się podobał. Pomyślałam, że fajnie by było zobaczyć powstanie pierwszego Wiedźmina. Gdy pojawiały się pierwsze rzeczy promocyjne, to sugerowały one, że tak jakby główną postacią będzie pani z Malezji chińskiego pochodzenia, i chyba była jakaś zapowiedź, która to podsuwała. Trailer był całkiem obiecujący i mimo, że nie miałam jakiś dużych oczekiwań, to miałam nadzieję, ze to będzie w miarę dobre. No i przyszedł czas premiery... Ech... Jestem typem człowieka, że jak nie jestem czegoś pewna, to ja nie oglądam tego od razu po premierze, i to mnie uratowało. Bo zaczęły się pojawiać recenzje, opinie i coraz więcej głosów, że "The Witcher: Blood Origin" to... gówno. Z początku to były tylko tytuły, na przykład na YouTube, ale w nic nie klikałam, bo myślałam jeszcze wtedy, że to obejrzę. Pokusiłam się jednak niedawno, o obejrzenie materiału na kanale "Na Gałęzi" i nie było tam za bardzo pozytywów na temat tego serialu. Niestety zjechany został ten serial. Potem oglądałam video Carrionera, który komentował inne wideo, takie dwa w jednym mówiący o "Blood Origin", a właściwie o tym, jak bardzo złe to jest. I w przeciwieństwie do tego, co sugerowali w niektórych materiałach, główną postacią nie była ta pani z Malezji chińskiego pochodzenia, tylko postać ciemnoskórej aktorki. Dodatkowo ta postać nienawidzi się z inną postacią, po czym za chwile, nie wiadomo skąd, miłość między nimi. Ogólnie nie ma pokazanych relacji między bohaterami. Dodatkowo słabe sceny walk, słabe CGI, i ogólnie całokształt. No to nie są dobre znaki, i zachęcające do obejrzenia. I niestety zrezygnowałam z zobaczenia tego. Podobne wątpliwości mam do "Rings Of Power", również mam obawy, ale w tym przypadku widziałam w miarę zrównoważone opinie, było w miarę tyle samo negatywnych, co pozytywnych, plus te takie pomiędzy, więc w tym przypadku jest więcej nadziei. Ale to trzeba się przekonać, po której stronie stanę. 

Wiedźmin: Rodowód krwi czyli tragedia w 4 odcinkach

Carrioner REAGUJE na Wiedźmin: Rodowód krwi - Wszystko Co jest nie tak ze Współczesnymi Mediami


poniedziałek, 25 lipca 2022

Teen Wolf: The Movie | Teaser Trailer | Paramount+

Ja zanim się zbiorę do napisania wpisu o "Teen Wolf", to oni nie tylko zdążyli zrobić film, ale i zdążą go wypuścić 😆.

Na początku roku, albo pod koniec zeszłego (już nie pamiętam), poszła wiadomość, że obsada serialu "Teen Wolf" ponownie się spotka, by stworzyć film. Fani serialu przed tym spamowali wszędzie, że "bring Teen Wolf back" i tego typu rzeczami, więc twórcy odpowiedzieli im "We’ve heard your howls, and we’re howling back". Ja, tak samo jak wszyscy fani, ucieszyłam się. No serial ten tak się u mnie odcisnął, że został jak rzep, bohaterowie nie są typowymi bohaterami z serialu dla nastolatków, to jak serial jest stworzony, jak sezon płynnie przechodzi w kolejny sezon (plus sezon potrafi być podzielony na dwa i też są płynne przejścia), a wydarzenia z każdego sezonu mają skutek w kolejnym. No wstrzelił się ten serial u mnie w dziesiątkę. 

Jednak jak trochę ostygłam z radości, to podeszłam do tego racjonalnie. I pomyślałam sobie tak, okay, zrobią ten film, ale jest trochę "ale". Po pierwsze, fani, można powiedzieć, żądali czegoś, więc twórcy postanowili zrobić cokolwiek, plus trochę na tym zarobić. Po drugie, zrobią coś niskobudżetowego, mało ambitnego, tak by ludzie mieli, zamknęli się i jeszcze by na tych ludziach zarobili. Po trzecie, mogli zrobić ten film w taki sposób, że zwyczajnie zrujnują pogląd na serial. No i mnóstwo tego typu rzeczy. Moja głowa produkowała mnóstwo opcji.

Nie mniej jednak, zostałam z takim "no nawet fajnie, że coś robią", ale nie pokładałam na to jakiś większych nadziei. Gdy ogłaszali potwierdzone powroty aktorów, no to fajnie było na to patrzeć, że tak powiem. Ale na horyzoncie czyhała kolejna gorąca dyskusja. Otóż Arden Cho, grająca rolę Kiry Yukimury, nie powróci. Potem ludzie dotarli do tego, że grając w serialu nie dostawała jakiegoś dużego wynagrodzenia, bo grała rolę bardziej drugoplanową, a mimo tego, że jej postać stała się główniejszą postacią, to jej wynagrodzenie w ogóle nie wzrosło. Do tego krążyły głosy, że niektórzy byli do niej uprzedzeni z powodu jej pochodzenia, a za film proponowali jej mniej, niż innym.  Ludzie tak dyskutowali i niektóre twierdzenia, czy teorie były dla mnie kompletnie głupie, że w pewnym momencie przestałam to śledzić. Oczywiście zachowanie w stosunku Arden, jeśli było prawdziwe, nie było dobre, ale ludzie już zaczęli takie głupoty wypisywać. 

Mało tego, odtwórca kluczowej postaci, Dylan O'Brien, wcielający się w Stilesa, również nie powróci. No tutaj to była taka burza, że sama niechcący w nią wjechałam. I nawet mocno się zdenerwowałam z tego powodu i powiedziałam do siostry ciotecznej, że nie obejrzę tego filmu, skoro Stilesa nie będzie. No ale rozsądek wziął młotek i walnął mnie w głowę, żeby myślenie wróciło na swoje tory. To jak zostawiłam te emocje, to stwierdziłam, że  w sumie trochę logiczne jest to, że O'Brien się nie zgodził na powrót. W tym czasie miał na głowie dwa filmy, z tego co widziałam jeszcze jakieś postprodukcje, plus patrząc na to, że niechcący jest na wyższej randze od reszty aktorów z serialu, no że w tym przypadku prawdopodobnie trochę się ceni, pod względem pieniężnym, a dodatkowo pomysł o Teen Wolf filmie wyszedł nagle, ni z gruchy ni z pietruchy z zaskoczenia, że wysokie prawdopodobieństwo jest, że chłop po prostu nie miał na to czasu.

No cóż, na tym etapie miałam podejście, że co będzie, to będzie. Pewnie film obejrzę bardziej z ciekawości, co tam zrobili wymyślili i czy czegoś nie zjebali. Jak mi się spodoba to fajnie, jak nie, to płakać nie będę (chyba, że odjebią coś konkretnie głupiego). Nawet informacja o powrocie postaci Allison, która przecież zginęła, nie ruszyła mnie. To też zależy jak ją "powrócą", mam nadzieję na jakieś w miarę sensowne to zmartwychwstanie 😛. 

Ale niedawno, bo 21 lipca, był San Diego Comic-Con, gdzie pojawili się ludzie z "Teen Wolf: The Movie" i puszczona została tam zapowiedź tego filmu. No jak jak to zobaczyłam, no to kurde zrobiło wrażenie. Na tym etapie to mi się podoba. Zaskoczyli mnie. Jednakże nadal jestem ostrożna, nie chcę robić za dużego hype'u sobie na ten film, bo wiadomo, jak to może być. No ale ta zapowiedź ma klimat. Cokolwiek tam wymyślili, oczywiście wybrali najlepszego villaina. Mam nadzieję, że to będzie chociaż dobre (nie musi być najlepsze,), takie nostalgiczne, i że tego jakoś mocną nie spierdolą. Bo fajnie było ponownie zobaczyć tych wszystkich aktorów na jednym planie, jak za kulisami sobie są i tak dalej. Szkoda by było, jakby zrobili kompletną głupotę. 

Ale czy z tego filmu powstała głupota, to trzeba poczekać na premierę w październiku, żeby się o tym przekonać.